Świat Psów
Forum miłośników psów

Psy - Wrażenia ze spacerów

an1a - 14 Maj 2008, 13:51
Temat postu: Wrażenia ze spacerów
Pomyślałam o założeniu takiego tematu - opowiadajcie o spotkaniach na spacerach, jacy są inni ludzie, jak się zachowują :)
Margo - 14 Maj 2008, 14:02

Aniu ale chodzi o spacery między forumowiczami czy spacery tak ogólnie ? :]
Telimenka - 14 Maj 2008, 14:05

Chyba o spacery tak ogolnie :D
an1a - 14 Maj 2008, 14:16

mArGoSiA napisał/a:
Aniu ale chodzi o spacery między forumowiczami czy spacery tak ogólnie ? :]

spacery ogólnie ;) ponarzekajmy po prostu na chamstwo innych :mrgreen:

Arcana - 14 Maj 2008, 14:18

Super temat, wreszcie można bezkarnie ponarzekać :mrgreen:

U mnie najczęściej spacery są okraszone uwagami innych: "Jaki ładny husky, ale z takim psem trzeba zrobić dziennie biegiem kilkanaście kilometrów, a poza tym jemu tak gorąco w tym futrze, po co tak psa męczyć. A tak w ogóle to on nie jest rasowy bo nie ma niebieskich oczu..." :? :mrgreen:

an1a - 14 Maj 2008, 14:25

arcana81 napisał/a:
a poza tym jemu tak gorąco w tym futrze, po co tak psa męczyć

biedactwo.. a straszna pani nie chce go ogolić.. :P

Ja nie cierpię chodzenia do parków i odganiania się od psów puszczonych samopas, co by się wybiegały i pobawiły.
A właściciele zamiast krzyknąć i odwołać, ględzą "nie podchodź, bo cię pogoni". Nero go pogoni, pies ucieka, a właściciel "a mówiłem, że cię pogoni" :P

Telimenka - 14 Maj 2008, 14:35

A mnie strasznie wkurza jak kazdy jak widzi juz psa wiekszego chwyta swojego i tak go ciagnie ze zaraz pod sama szyje bedzie go mial... jakby Basima normalnie rzucic sie chciala niczym wsciekla wilczyca...a te psy sie spinaja i wiecej draki niz to warte..
Margo - 14 Maj 2008, 14:41

mi kilka razy poradzono,a jak odmówiłam to posądzono o bezduszność,a mianowicie chodzi o sierść mojego piesa,kazano mi go ostrzyc bo pies się męczy :roll:
Telimenka - 14 Maj 2008, 15:00

Najlepiej wszystkie psy na lyso!! ;)
Wtedy bedzie najlepiej i psy beda zadowolone :)

Aga - 14 Maj 2008, 15:10

a dzisiaj ta sama sytuacja.
Mama idzie z Rokim na spacer,on na smyczy idzie jak powinien.
A tam drugi z kolei pies prosto na niego,mama go puściła razem ze smyczą by jej nie pogryzł.Przyszedł właściciel i tylko Przepraszam powiedział,Roki pysk cały we krwi - jemu można fige zrobić jak jest policjantem.Potem przyszedł jakiś mały zobaczyć co sie dzieje to kolejna akcja - ja już mam dość.Gdzie z psem nie pójdę to jakiś się do gardła rzuca.
Myślałam żeby uliczkami nie chodzić koło domów ,to tylko spacery na łąkach - jednak nie i tam mogą psa zagryźć.

A ogólnie na spacerach to mamy miłę komplementy "Takie ślicznego boksera to jeszcze nigdy nie widziałam" itp. nikt się nie czepia że nie ma kagańca - w miejscach gdzie są lub jak widzimy ludzi zawszę go przytrzymuję.
Roks sam podchodzi się przywitać,każdemu zostawi trochę śliny na ubraniu i zadowolony wraca :mrgreen:

Agata - 14 Maj 2008, 15:45

Ja to na spacerach raczej boję się o to własnie zeby Emil zadnego psa nie ugryzł a nie na odwrót :D A to jest chyba jeszcze gorsze nic przeciwna sytuacja. No ale go socjalizuje i niezle mi idzie :)
A raz miałam taka historię, ze byłam z psem na długiej smyczy na polach az nagle zobaczyłam jak z lasu wychodzą obce psiaki. Jeden duzy, drugi maly. Oczywiscie luzem puszczone. Podbiegły do Emila i on zachowywał się nawet przyzwoicie do momentu jak nie zaczeły mu tylu obwachiwac. W dodatku czuł się jeszcze bardziej zagrozony, bo był na smyczy. Po minucie uslyszalam jak zza drzew pojawiaja sie szanowne włascicielki czworonogów. Donosnym głosem z oddali zawołały "pies czy suka". Ja: "pies!". Jedna zaczeła biegac za tym małym (komicznie to wyglądało, bo jej wszedzie uciekał" :D ...druga ...No więc druga bała się podejść do swojego własnego psa. Z odległosci jakis 5 metrów go wołała. A ja z biednym Emilem stoje :) W koncu jakos sie udało. Pani na koniec powiedziała "zawsze rano tu chodze i nikogo nie ma i on sobie biega" tak jakby z wyrzutem ze co ja tu robie :D

A dzisiaj miałam super sytuacje :) Szłam z psem na spacer i juz na polance szedł husky z panią. Emil go zobaczył, zainteresował się ale nie podbiegł do niego. Wiedział ze jak bedzie grzeczny to dostanie parówkę zaraz. Husky przeszedł obok nas bardzo blisko a mój Emil zachował się jak wzorowy pies :D Dostał 3 kawałki paróweczki :D Możecie się smiac ale dla mnie to wieeeeeelki sukces :D

Klajda94 - 14 Maj 2008, 16:13

arcana81 napisał/a:
Super temat, wreszcie można bezkarnie ponarzekać :mrgreen:

Beze mnie :D
Ja jak wychodzę na spacerki lub jadę autobusem to zawsze słyszę miłe komentarze. "O jaki ładny piesek. Młody jeszcze prawda?" albo dzieci "Jaaaki śliczny mamusiu kup mi takiego". No normalnie ze śmiechu można padnąć :lol:
Ale może ja nie spotkałam takich ludzi, bo mam małego pieska (w dodatku młody - 5 msc) ;)
Agata napisał/a:
Husky przeszedł obok nas bardzo blisko a mój Emil zachował się jak wzorowy pies :D

Grarulować ;)

bronczyk - 14 Maj 2008, 16:18

A ja się pochwalę. Lataliśmy sobie ślicznie po pięknych łączkach osiedlowych. Humory wspaniałe, a tu podchodzi do nas pani i mówi: w tę stronę idą policjanci. Ha, to my spokojnie w drugą stronę sobie poszliśmy i też ostrzegaliśmy przed mundurowymi. My bardzo pięknie dziękujemy tej pani. Cała grupa przestępcza.
Klajda94 - 14 Maj 2008, 16:19

Ciii bo cię jeszcze usłyszą :mrgreen:
Arcana - 14 Maj 2008, 16:53

Ja się nieźle ubawiłam w tą niedzielę. Pojechaliśmy sobie całą rodzinką do Ustronia, razem z Sagą. Wprawdzie miała cieczkę, ale jakoś niezbyt często spotykam na szlaku inne psy, więc zaryzykowałam... Więc idziemy sobie pięknie szlakiem na Czantorię, a tu jakby znikąd zjawia się ufryzowany york, taka typowa miniaturka, i dalej do mojej Sagi z wielkim zainteresowaniem... Moja sucz stoi zdziwiona, co jej za malec lata między nogami - był wielkości jej głowy :mrgreen: , a on z wielkim trudem usiłuje się na nią wspinać. Myślałam, że pęknę ze śmiechu, a właściciel, który po chwili się ujawnił, miał wielki problem z "oderwaniem" swojego pupilka od jego nowego obiektu zainteresowania...
Foxy - 14 Maj 2008, 19:09

Cytat:
Roks sam podchodzi się przywitać,każdemu zostawi trochę śliny na ubraniu i zadowolony wraca :mrgreen:
O. I właśnie dokładnie tego nie znoszę u psów.. :?
Po prostu szlag mnie trafia, jak podchodzi do mnie obcy pies i skacze po mnie, albo ślini albo coś takiego... :?

Mnie wkurza, jak moja sucz jest na smyczy w/lub bez kagańca i podbiega jakiś pies,moja się rzuca, a właściciel jeszcze z pretensjami do mnie. Raz miałam zadzwonić na SM (Straż Miejską) bo już szewskiej pasji dostałam w trakcie takiej debilnej dyskusji..

SLIM - 14 Maj 2008, 19:26

moja suczka jak była mała to ciągle słyszałam - jaki szetland śliczny- ja na to - to kundelek ale w typie collie- nie możliwe to na pewno szetland. :evil:
Teraz to ciągle - a z tą sierścią to masa roboty i w domu dużo lata,
z dziecmi cięzko bo ciągle lessie lessie i do głaskania bez żadnego leku, mimo że moja uwielbia dzieci to staram sie im tłumaczyc że nie wszystkie pieski są łagodne, ale żeby jeszcze słuchały :roll:

yuli - 14 Maj 2008, 19:43

Cytat:
Po prostu szlag mnie trafia, jak podchodzi do mnie obcy pies i skacze po mnie, albo ślini albo coś takiego... :?
Mi tam to nie przeszkadzało aż tak nigdy, ale sama szanuje innych i NIGDY nie pozwalam się moim psom zbliżyć do obcego. Ktoś sobie może tego nie życzyć i rozumiem. Ale np. kiedyś czekałam przed sklepem na znajomą, dała mi potrzymać yorczkę, ktoś podszedł do nas i ją głaskał, kiedy naskoczyła łapą było: "czy pani nie widzi co ten pies wyprawia! PROSZE GO ZABRAÆ!' - i wielkie oburzenie.. :?

Foxy napisał/a:
Mnie wkurza, jak moja sucz jest na smyczy w/lub bez kagańca i podbiega jakiś pies,moja się rzuca, a właściciel jeszcze z pretensjami do mnie.
O, tego też nie lubię. Shila nie dopuszcza do siebie żadnego psa bez agresji, a ludzie najczęściej reagują dopiero jak ona się wściekle rzuca i ja ledwo ją trzymam.

No i pełno mamy historii ze spacerów.. aż za dużo :roll:

Foxy - 14 Maj 2008, 20:21

yuli, mi nie przeszkadza jak idę z psem np. do parku, gdzie wiadomo, ze jest dużo psów, sama jestem z moją, mam jakieś robocze ciuchy i spoko.
Ale jak sobie idę np.. Nie wiem, na przystanek, albo na krótki spacer z suczą przed wyjściem gdzieś ze znajomymi, jestem ubrana już do wyjścia,a tu podbiega takie małe 'bydlę' i np. skacze na mnie, a właściciel nic.. Oo

Ewka - 14 Maj 2008, 22:19

No, to mnie kiedyś tak amstaffek przywitał- miałam na białych spodniach dwie śliczne, błotne łapki :twisted:


Dzisiaj z Mirą miłam fajnie. Poszłam na łączkę z nią i z lodem. Siedziałam sobie na murku i jadłam loda, ona węszyła. W pewnej chwili jej się znudziła, usadowiła sie obok mnie na murku. Dałam jej resztkę loda, ona wymiętosiła i... upuściła mi na spodnie, po czym zaczęła zlizywać...
Kilka minut potem obie chodziłyśmy po łące, Mirusia znalazła jeża. ÂŻe zwierzak się zwinął w kulkę, zaczęła się pod niego podkopywać i szczekać. Ze odejść nie chciała, musiałam ją ciągnąć. A że to wielka psinka, mogłam ją ciągnąć tylko za tyłek.
I tu powiedzcie, co byście sobie pomyśleli- z wysokiej trawy na łące wystaje góra psa, łeb baby, która robi coś psu przy tyłku, przy czym pies sie wyrywa...

Aga - 14 Maj 2008, 22:24

No ale Roki nie biegnie do każdego jakiego widzi.Usłyszy że jakby mówi coś do niego lub na jego temat to raczej pójdzie,wtedy kiedy mu nie pozwalam to nie - wraca.Ja wiem kto go zna ,a kto nie.Ktoś może się przestraszyć,wezwać SM bo pies bez smyczy czy coś - a przecież tego nie chcę.
To że zostawia śliną to jego sprawa naturalna,jest bokserem i wydziela dość sporo,gęstej wydzieliny - taka jego natura.

Foxy - 14 Maj 2008, 22:28

Cytat:
Roks sam podchodzi się przywitać
Dla mnie tzn. że idzie do każdego/większości.
Cytat:
To że zostawia śliną to jego sprawa naturalna,jest bokserem i wydziela dość sporo,gęstej wydzieliny
Tak? A na starym forum pisałaś, że Roki się nie ślini. Coś się zmieniło?
Nie chce mi się na ten temat dyskutować, wyraziłam swoją opinię: nie znoszę psów, które ładują się na mnie z łapami, pyskami i innymi brudnymi częściami ciała, chyba, że sama na to pozwalam.

Ewka, a jak myślisz, co byśmy sobie pomyśleli? :P
Przynajmniej niektórzy :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Diana S - 14 Maj 2008, 22:32

Moje psy ogolnie nie sa zle odbierane na spacerach...
ludzie sie dziwia jak widza chart mowia ze idzie lesi popatrz mamo lesi...
badz mowie na psa...widzisz to takich Charcik Afganski.. ;)

Nataku - 15 Maj 2008, 06:08

bronczyk napisał/a:
A ja się pochwalę. Lataliśmy sobie ślicznie po pięknych łączkach osiedlowych. Humory wspaniałe, a tu podchodzi do nas pani i mówi: w tę stronę idą policjanci. Ha, to my spokojnie w drugą stronę sobie poszliśmy i też ostrzegaliśmy przed mundurowymi. My bardzo pięknie dziękujemy tej pani. Cała grupa przestępcza.

O, coś podobnego też mi sie przytrafiło.
U mnie przy bloku jest taki 'park' i wracając do domu miałam jeszcze psa luzem. Stałam i rzucałam jej jeszcze piłeczki, a tu jakiś pan mówi mi żebym Tinę zapieła, bo za rogiem stoją policjanci. Ja posłuszna, to wykonałam to co miałam wykonać i poszłam w stronę domu. Droga prowadziła przed chodnik na którym oni stali razem z jakimiś właścicielami baardzo małego psa. Gdy przechodziłam obok zdawało mi sie, że rozmawiali o tym dlaczego ten baaardzo mały pies nie jest w kagańcu. ;) Absurd.

Fajnie też sie czasem pobawić w tym 'parku' w chowanego czy gonianego. xP Śmiesznie wygląda jak większość właścicieli gdy zobaczy innego psa nagle zmienia kierunek by obok niego nie przejść. ;p To się zdarza wg mnie za często na takim małym odcinku. Moje psa bynajmniej nie powinni sie bać.

Wczoraj na spacerze przechodziłam obok mojego sąsiada i jego nowym labradorem. Moja Tina szła spokojnie z piłką w zębach i nagle słyszę z ich strony "Popatrz jak piesek ładnie idzie, a ty co?". Później zaczęłam jej rzucać piłeczkę i owy sąsiad przechodzi z swoim pieskiem obok mnie i słyszę "Popatrz, jak piesek ładnie potrafi piłkę przynieść, a ty to co?" Dziwne?

an1a - 15 Maj 2008, 13:49

Pamiętam swoje jedno z wielu spotkań z policją (zwykłe policjanciki, co oni tam mogą :P ). Miejsce dość ustronne i z boku, odsłonięte tylko z jednej strony i tam puszczałam psa. Zawsze był w kagańcu.
Podchodzą państwo władcy: Czemu pies nie jest na smyczy?
- bo nie ma takiej potrzeby
- według prawa pies ma być na smyczy
zawołałam Nera, zapięłam smycz, owinęłam wokół szyi i puściłam... Widzę zbaraniałe twarze :)
- co pani robi?!
- a gdzie według prawa mam trzymać smycz w ręku?

Spisali, poszli :P

Ale muszę się jeszcze pochwalić: w długi weekend idziemy na spacer z Wilczakiem :mrgreen:

Telimenka - 15 Maj 2008, 16:03

an1a no nie wierze :D
Heheh no tak bo psu to by najchetniej zalorzyli kaganiec,smycz
i na wszelki wypadek spetali nogi.. zalosne..
Ale ja tak mialam ze SM oni mi mowia ze mam posprzatac po psie
No to mowie ze spoko, podnosze i daje panu ze SM
a on na mnie :shock: No to mowie ze ja sprzatac moge ale nie mam gdzie za bardzo tego wyrzucic i ze skoro miasto ine zapewnia warunkow do sprzatania to jak moze tego wymagac wiec skoro pany kupa przeszkadza to niech ja wezmie.
Kupy nie wzial, spojrzal sie jak na swira i poszedl

Agata - 15 Maj 2008, 16:36

Telimenka, no własnie tez mnie to wkurza. U nas w centrum sa smietniki na psie odchody. Te smietniki sa przy chodnikach gdzie praktycznie zadne psy kup nie robią, bo jak wiadomo wolą na trawie lub ziemi. Te kosze powinny byc gdzies poustawiane w miejscach gdzie psy chodza. I wedlug mnie powinno sie zrobic ankiete wsrod mieszkanców gdzie chodzą na spacerki i wtedy po drodze do takiego "pola" poustawiac smietniki specjalne. Ja zeby dojsc do polany bezpiecznej gdzie bardzo duzo psow sobie hasa musze przejsc jakies 8 min wzdłuz osiedla i nie raz musialam juz Emila ciągnąć bo juz chciał kupę po drodze zrobic przy jakims domku. A raz to mi Pan nawet grzecznie powiedział zebym odeszła od jego plotu z psem. Ja tam się ludziom nie dziwie. Oni sie denerwują jak codziennie muszą te kupy zbierac, a nie każdy jest milosnikiem psów. Dzisiaj na wszelki wypadek kupuje woreczki i łopatkę i bede zbierac jakby Emil pod jakims plotem narobił. Tylko gdzie ja to bede przez godzine spaceru trzymac ? :(
Telimenka - 15 Maj 2008, 16:49

No ale u nas nie ma wcale :| ...
Zalosna sprawa..a jak tak wszyscy zaczna wyrzucac do tych ludzkich?
Paranoja.. w kazdym razie moja sucz jakos zawsze wie gdzie sie wykupac a ja nie sprzatam bo czasami to nawet ludzkiego kosza ni widu ni slychu
Jak sie cos zmieni jesli chodzi o kosze to bede sprzatac. A tak kicham na to
Przeciez nie bede 3h z kupa w worku paradowac?
A moze wezme jeszcze specjalny plecacki tam bede chowac?

yuli - 15 Maj 2008, 18:30

Brandy wykończona po paru godzinach na słońcu, ale wracając do domu spacerkiem, oczywiście musiała obszczekać akurat policjantów :roll:
moniarulez17 - 15 Maj 2008, 20:58

an1a napisał/a:
Pamiętam swoje jedno z wielu spotkań z policją (zwykłe policjanciki, co oni tam mogą :P ). Miejsce dość ustronne i z boku, odsłonięte tylko z jednej strony i tam puszczałam psa. Zawsze był w kagańcu.
Podchodzą państwo władcy: Czemu pies nie jest na smyczy?
- bo nie ma takiej potrzeby
- według prawa pies ma być na smyczy
zawołałam Nera, zapięłam smycz, owinęłam wokół szyi i puściłam... Widzę zbaraniałe twarze :)
- co pani robi?!
- a gdzie według prawa mam trzymać smycz w ręku?

Spisali, poszli :P

Ale muszę się jeszcze pochwalić: w długi weekend idziemy na spacer z Wilczakiem :mrgreen:


Hehe chcialabym zobaczyc ich twarze :P
Ja mialam tak, ze moj pies mi urwal sie z karabinczyka i szukam go a patrze babka ze strazy miejskiej trzyma go za szelki i cos tam do niego mowi ja podbiegam i cala przestraszona mandatem "przepraszam on mi sie zerwal" a ona jaki cudny pies , ja mam samiczke, i ze ona tez wie , ze one uciekaja bo sama ma" i dala mi tylko upomnienie :P
Tak wygladaly spacery na slabym karabinczyku teraz moj pies ma karabinczyk dla konia :D :D:D I mimo , ze ciagnie to swietnie sie bawimy. Czasami ja dyndam, czasami latam za nim. ;P:P
Teraz bedziemy cwiczyc aby nie ciagnal. Zmienilam mu smycz i szelki na obrozke zwykla i sa postepy :)

Dlatego odradzam na spacerach szelki "puszorki" one ewidentnie zostaly wymyslone dla kotow.

Aha no i problem , spuszczam psa on zwiewa :P :P Wtedy ja go wolam i uciekam od niego on mysli , ze sie bawi i mnei goni :shock: :D :D:D:D

Moja kol ma np psa ktorego ona musi ciagnac i czasami sie zastanawiamy czy nie zrobic jakeigos eksperymentu, troche odjac troche dodac :D :D:D


i edit co do tych parkow i smietnikow na odchody co wakacje jezdze do braci do Londynu i powiem szczerze , ze tam wszystko jest jakby bylo budowane dla psa. Bez kitu az mam ochote swojego Rokiego zabierac ze soba. Parki sa tak megasne, ze szok mozecie sobie zobaczyc jakas mapke parku w londynie. Sa naprawde wielkie, wszedzie zielono. Pobudowane czyste strumyki, aby pies mogl sie orzezwic czy napic Co chwile smietnik na odchody i zraszacze. A park jest tak duzy , ze moj by stracil orientacje. CO chwile jak szlam z moja bratanica widzialam psy i to takie ktore ciagnely na smyczy, a kiedy zostalu spuszczone to juz za frisbee lataly. Szkoda, ze nasz kraj nie mysli o psach tylko mysli jak je zakneblowac aby nie sprawialy problemow.

Arcana - 15 Maj 2008, 21:05

moniarulez17 napisał/a:
Moja kol ma np psa ktorego ona musi ciagnac i czasami sie zastanawiamy czy nie zrobic jakeigos eksperymentu, troche odjac troche dodac :D :D :D


Spiąć je razem smyczami... Wydaje mi się, że powinny być zdowolone :P

moniarulez17 - 15 Maj 2008, 21:25

Boje sie , ze reszta mojej kol psa by zostala na ziemi :P
Czasami sie zastanawiam jaklby przypiac mojego psa do roweru czy sanek :P to dopiero jackass:D:D:D:D

Ewka - 15 Maj 2008, 23:08

To ze smyczą w zyciu nie zapomnę jak leciałam po wałach z nosem w trawie a pies biegł obok. Ludzie pytają co robię: "Zgubiłam smycz" I wszyscy zadziwieni, jak można zgubić smycz bez psa...

W ogóle z Mircią jest wesoło, mama na początku ironizowała, że chce "psa na podryw". Tja, na podryw się świetnie nadaje. Już dwóch żuli poderwałam, z czego jeden mnie zaprosił na kawę. A Mirunia grzecznie sobie siadała za mną...

No i nasze słynne bronienie dziewictwa- ja z koleżanką siedzimy sobie na "ołtarzyku" (taki blat kamienny na wałach, gdzie zwykle spacerujemy), a Mira biega dookoła. W pewnej chwili podbiega piesek- taki Mirci do kolan. Doskoczyć biedak nie może. A Mirunia dzielnie szu, wskoczyla na ołtarzyk. Piesek za nią. No to obiegła nas i zeskoczyła. Piesek nadal za nią. Tak ze cztery razy. Na koniec zdecydowała się wskoczyć mojej koleżance na ręce. Koleżanka nie zdzierżyła tych 25 kilo. Na co przyszła pani małego pieska i próbuje się nie śmiać...

Telimenka - 16 Maj 2008, 17:58

A ja wlasnie zostalam wyzwana przez panie w gabinecie kosmetycznym
Ze mecze psa poniewaz wisi jej jezor a ja jej za rowerem karze biec :mrgreen:
Biedulka.. :(

Pianka - 17 Maj 2008, 12:59

an1a napisał/a:
Podchodzą państwo władcy: Czemu pies nie jest na smyczy?
- bo nie ma takiej potrzeby
- według prawa pies ma być na smyczy
zawołałam Nera, zapięłam smycz, owinęłam wokół szyi i puściłam... Widzę zbaraniałe twarze
- co pani robi?!
- a gdzie według prawa mam trzymać smycz w ręku?

haha dobre to :lol:

U nas tak SM się nie czepia, chyba, że są wyraźne skargi na ktoregoś psa.

draca-ena - 17 Maj 2008, 13:14

A mnie wkurza to, że ludzie jak widzą kundelka to zaraz ze swoimi rasowymi (albo pseudorasowymi) psami przechodzą na drugą stronę ulicy, chociaż i Lily i ten drugi psiak są przyjaźnie nastawione :roll: . I jeszcze te komentarze: "chodź misiaczku, bo to kundel jest, na pewno ma pchły!"

Kilka dni temu miałam taką sytuację: idę sobie z Lily, legalnie na smyczy i od pewnego miejsca zaczyna się za nami wlec westie. Widzę, że właściciela ma, na szyi obroża przeciwpchielna, psiaczek superowy, zadbany, wesoły i za nami leeeci i z Lilką się co jakiś czas zaczynają bawić. Próbuję odganiać, ale co tam, psiak wraca. Wreszcie, 10 minut dsrogi później słychać krzyk na ulicy: "Pintel chodź do mnie! Chooodź!". No to ja się zatrzymuję bo psiak za nami leci i widząc, że Pintelowi nie w głowie wracanie przytrzymuję za obrożę bo psiak typowy kanapowiec i na ulicę w najlepsze się pcha. A babka podchodzi, z pretensją w oczach, dumnie podnosi swojego Pintelka kochanego (zapewne dlatego, że Lily to kundel :lol: ), ja jej mówię, że wlókł się za nami od tego i tego miejsca, a babka "a bo on zawsze wieczoram ma na mnie czekać na podwórku", więc ja takie oczy.
No i chyba faktycznie, bo psiaka wczoraj widziałam wieczorkiem, znowu za nami leciał, na szczęście mocniejsze tupnięcie nogą wystarczyło żeby wrócił w swój rewir... Widać, ma czekać na niezamkniętym podwórku... Ja bym na miejscu tej pani uważała, bo psiak lata po całej ulicy, a to, że ta ulica jest mała uczęszczana przez auta, nie znaczy, że nic tam nidy nie jedzie...

Raz spotkałam fajną rodzinę z bokserem. Szłam akurat z mamą ulicą, no i konsternacja bo oba psy chcą się poznać. Oni odganiają, no to ja też wołam "Lily, chodź, idziemy" bo może psiak nie lubi innych psiaków. A na to pan trzymający boksia: "To suczka jest?", "Tak" odpowiadam. "A... on nie lubi tylko samców". No i elegancko się obwąchały, pobawiły i poszliśmy dalej :) .

W parku niemal codziennie spotykam pana z mieszańcem - psiak bardzo usłuchany, po parku biega luzem i przychodzi do pana, nawet jeśli widzi innego psa na horyzoncie. No i pan też zawzięcie pilnuje, żeby się z żadnym pieskiem jego psiak nie komunikowal, chociaż on nastawiony jest przyjaźnie (być może do psów nie, ale fioletowa smycz w kwiatki chyba coś mówi, prawda? :lol: )... A że pana z psiakiem spotykam w różnych miejscah (mamy chyba podobne trasy :) ) to raz psiaki się obwąchały, a gościu takim nieprzyjemnym tonem "No, obwąchały się, Max idziemy!!!" :roll: .

ÂŻałuję, że tu nie ma takich właścicieli psów, któtrzy pozwalaliby na zabawy ze swoimi psami :roll: . Właściciele kundelków pozwalają im żyć niemal samopas (biegają po całej ulicy, na szczęśćie są przyjaźnie nastawione zwykle i należę do nielicznych właścicieli, którzy pozwalają sie swojemu psu bawić z tymi psiakami, bo własciciele inni najczęściej biorą pupilka na ręce...), a właściciele rasowców (lub raczej pseudorasowców) niemal nie pozwalają swoim psom na komunikaję z innymi psami, a już na pewno nie z kundelkami :roll: .

Natalie - 17 Maj 2008, 13:48

Nieźle się uśmiałam czytając o Waszych przygodach z naszą "szanowną" władzą. ^^

moniarulez17 napisał/a:

i edit co do tych parkow i smietnikow na odchody co wakacje jezdze do braci do Londynu i powiem szczerze , ze tam wszystko jest jakby bylo budowane dla psa. Bez kitu az mam ochote swojego Rokiego zabierac ze soba. Parki sa tak megasne, ze szok mozecie sobie zobaczyc jakas mapke parku w londynie. Sa naprawde wielkie, wszedzie zielono. Pobudowane czyste strumyki, aby pies mogl sie orzezwic czy napic Co chwile smietnik na odchody i zraszacze. A park jest tak duzy , ze moj by stracil orientacje. CO chwile jak szlam z moja bratanica widzialam psy i to takie ktore ciagnely na smyczy, a kiedy zostalu spuszczone to juz za frisbee lataly. Szkoda, ze nasz kraj nie mysli o psach tylko mysli jak je zakneblowac aby nie sprawialy problemow.


ÂŻeby w Polsce tak było... - niespełnione marzenie. :roll:

Ciekawa jestem, czy jak (mam nadzieję!) będę juz miała moją upragnioną, malutką Chi, to też się będą policjanci pytać dlaczego kagańca nie ma. ^^

Jeśli chodzi o stosunek właścicieli rasowych psów do kundelków. Chodzące Paris Hilton... Pies to pies, jeśli tylko jest przyjaźnie nastawiony, to nie istotne jest czy jest rasowy, czy nie. Chyba, że jakiś potężny dog dobierałby się do np. małej Chihuahua, czy Yorka to rozumiem, ale to nie ma nic wspólnego z rasą.

venon - 17 Maj 2008, 20:46

Ewka napisał/a:
To ze smyczą w zyciu nie zapomnę jak leciałam po wałach z nosem w trawie a pies biegł obok. Ludzie pytają co robię: "Zgubiłam smycz" I wszyscy zadziwieni, jak można zgubić smycz bez psa...

W ogóle z Mircią jest wesoło, mama na początku ironizowała, że chce "psa na podryw". Tja, na podryw się świetnie nadaje. Już dwóch żuli poderwałam, z czego jeden mnie zaprosił na kawę. A Mirunia grzecznie sobie siadała za mną...

No i nasze słynne bronienie dziewictwa- ja z koleżanką siedzimy sobie na "ołtarzyku" (taki blat kamienny na wałach, gdzie zwykle spacerujemy), a Mira biega dookoła. W pewnej chwili podbiega piesek- taki Mirci do kolan. Doskoczyć biedak nie może. A Mirunia dzielnie szu, wskoczyla na ołtarzyk. Piesek za nią. No to obiegła nas i zeskoczyła. Piesek nadal za nią. Tak ze cztery razy. Na koniec zdecydowała się wskoczyć mojej koleżance na ręce. Koleżanka nie zdzierżyła tych 25 kilo. Na co przyszła pani małego pieska i próbuje się nie śmiać...
hehe smycz bez psa ;) a nam myla doga z bokserem,odwieczne pytanie"ooo,co to za rasa?bokser?"
Ewka - 17 Maj 2008, 22:25

draca-ena napisał/a:
I jeszcze te komentarze: "chodź misiaczku, bo to kundel jest, na pewno ma pchły!"

Proponuję ripostę: "Chodź, skarbie. Rasowy- zatrujesz sie jakimiś chemikaliami" :mrgreen:
draca-ena napisał/a:
Ja bym na miejscu tej pani uważała, bo psiak lata po całej ulicy, a to, że ta ulica jest mała uczęszczana przez auta, nie znaczy, że nic tam nidy nie jedzie...

Racja. Moja sąsiadka miała takiego cudnego kota i auto go zabiło :(

Ja tam się Mirce bym pozwalała bawić z każdym przyjaźnie nastawionym psem, tyle, że młoda nie chce- wskakuje mi na ręce (normalnie Scoobi-Doo). Jak miała trzy miesiące, pamiętam, bawiła się z jakimś czarnym pieskiem. Mówię do koleżanki "ale fajnie się bawią". Wtedy Mircia wskoczyła na pieska i zaczęła go chędożyć (wiem, suka nie powinna być na górze...). A koleżanka z wielkimi oczami: "Nooo... Bawią się..."

Foxy - 18 Maj 2008, 10:34

Nie rozumiem, jak można skomentować, że to jest kundel to się nie będziesz z nim bawić. Chorzy ludzie. Wiadomo, że jak widzę, że pies jest mocno zaniedbany, czy niezbyt pięknie pachnie, to wtedy mogę nie pozwolić na zabawę z moim psem,ale jak widzę radośnie biegnącego psiaka do mojej i, co ważniejsze: moją, która chce się bawić, to mi naprawdę jest obojętnie, czy to jest kundel, czy champion. Co to ma do rzeczy? Najważniejsze, żeby się bawiły bez agresji i wtedy dla mnie naprawdę nie ma znaczenia co to za pies :]
Jedyne psy, z którymi nie pozwalam się bawić młodej i jak je widzę, to ją zapinam to ONki..

draca-ena - 18 Maj 2008, 16:27

Ewka napisał/a:
Proponuję ripostę: "Chodź, skarbie. Rasowy- zatrujesz sie jakimiś chemikaliami"


Haha :D .
Najlepsze, że to są raczej, wg mnie psiaki z pseudohodowli. Może nie zawsze, ale na pewno jest sporo takich psiaków w moim mieście.

Ewka napisał/a:
Ja tam się Mirce bym pozwalała bawić z każdym przyjaźnie nastawionym psem, tyle, że młoda nie chce- wskakuje mi na ręce (normalnie Scoobi-Doo)


Chciałabym to zobaczyć :D .

Foxy napisał/a:
Nie rozumiem, jak można skomentować, że to jest kundel to się nie będziesz z nim bawić. Chorzy ludzie.


Ja też tego nie pojmuję. Ale w moim mieście to w ogóle jakieś chore - bo prawie nikt, nawet właściciel również kundelka nie pozwala bawić się swojemu psu z innymi psami (może tylko nie ma wtedy różnych, dziwnych uwag), każdy idzie swoją drogą :| . Nawet jeśli są nastawione do siebie przyjaźnie to nastepuje etap ciągnięcia smyczą w drugą stronę , chociaż psom ogony latają i mordka im się normalnie śmieje :? .
Lily też ew. tylko się trochę pobawi i to będąc na smyczy, bo o takim czymś jak spuszczenie psiaków żeby się bawiły razem np. na takiej nie uczęszczanej , dzikiej łące nikt nawet nie pomyśli... A żeby ktoś cokolwiek ćwiczył, czy bawił się w parku z psem... Nigdy nie spotkałam... Za to patrzą się na mnie jak na wariatkę, kiedy np. bawię się z Lilą albo uczymy się w "terenie" siadania, zostawania na komendę...

Foxy napisał/a:
Jedyne psy, z którymi nie pozwalam się bawić młodej i jak je widzę, to ją zapinam to ONki..


A dlaczego? ;)

Arcana - 18 Maj 2008, 16:43

draca-ena napisał/a:
Foxy napisał/a:
Jedyne psy, z którymi nie pozwalam się bawić młodej i jak je widzę, to ją zapinam to ONki..


A dlaczego? ;)


Ja też unikam ON-ków, ze względu na masową agresję u nich niestety... :|

Klajda94 - 18 Maj 2008, 16:50

arcana81 napisał/a:
Ja też unikam ON-ków, ze względu na masową agresję u nich niestety... :|

Ja nie unikam ONków, ogólnie mojemu maluchowi pozwalam się bawić, czy tam obwąchać z większością psów, ale znam jednego ONka.. Po prostu masakra :roll: Mieszka na parterze i często kiedy tam przechodzimy, zrywa się do okna i szczeka jakby chciał zjeść mojego :? Mój już na to nie reaguje, bo na początku się bał ;)

axelka - 18 Maj 2008, 18:06

Nie wszystkie Onki to killerzy :roll:
Chociaż wielu ludzi tak uważa.
Idę gdzieś z Axlem, przechodzę obok jakiegoś małżeństwa z dzieckiem.
Wtedy reagują na 3 sposoby:
"Jaki śliczny psiaczek, można pogłaskać? Nie gryzie? Jak się wabi?"
"Chodź kochanie, bo piesek ma kaganiec czyli pogryzie, nie dotykaj go rączką"
"Z takimi psami to nie powinni do parków wychodzić, bo dzieci pogryzą"
:evil:

Arcana - 18 Maj 2008, 18:10

axelka napisał/a:
Nie wszystkie Onki to killerzy :roll:


Też tak sądzę, ale jednak spora część z nich reaguje agresywnie na inne psy. Sama nigdy nie zabraniam swojej suczy kontaktów z innymi psami, ale jak widzę, że idzie sobie pan z ON-kiem i na nasz widok zaraz zapina swojego psa, a potem go dusi na smyczy to i tak szybciutko przechodzę, żeby psów niepotrzebnie nie stresować.

Aga - 18 Maj 2008, 18:14

Każdy na swój sposób wychowuje swojego psa.I nie wiem czego z ONków robią najgorszych agresorów chodź to najmniejsze kundle sięgające poniżej kolana potrafią bardziej pogryźć i narobić ambarasu.
Znam osobiście takiego ONka,bardziej ONkę.Nokia nauczona jest kiedy może szczekać kiedy nie.I muchy nie skrzywdzi mimo że czasem przez ogrodzenie szczeka a poza hasa z innymi jak wariatka - ulubiona koleżanka Rokiego.
Od dwóch dni nasze wrażenia nie są przyjemne.Nic nie dają 10 minutowe spacery.A wychodzimy na nie 4 razy dziennie.Mieliśmy nadzieję że z Roksiem miło spędzimy weekend ale bez dłuższego spaceru tak oczywiście nie jest.

Foxy - 18 Maj 2008, 18:14

Cytat:
A dlaczego? ;)
Jak moja sucz była całkiem mała, miała jakieś 8 tygodni to miała niezbyt miłe spotkanie z suką ONka, sucz bynajmniej nie chciala się bawić, dziękuję Bogu, że mimo głupich właścicieli miała kaganiec, którym waliła moje maleństwo trzymając je miedzy łapami, ale w innym wypadku zwyczajnie by ją zagryzła.
Moja sucz bardzo nie lubi ONków, właśnie ze względu na tą sukę i to wydarzenie w dzieciństwie i wiem, że taka zabawa albo się zacznie od problemu, albo problemem się skończy.

draca-ena - 18 Maj 2008, 18:16

Ech, ja kocham ONki :) . I nigdy nie spotkałam się z agresywnym ONkiem :) . Kurczę, mam szcżęście widać :lol: :) . Ale mnie kochają wszystkie psy od dzieciństwa, w tym też coś jest bo i ja się żadnego nie boję ;) .
Foxy - 18 Maj 2008, 18:28

Mnie też psy lubią, co jednak nie ma nic do rzeczy, bo ta suka się rzuciła przecież nie na mnie, a na moją sunię.
Gato - 18 Maj 2008, 18:45

draca-ena napisał/a:
Ale w moim mieście to w ogóle jakieś chore - bo prawie nikt, nawet właściciel również kundelka nie pozwala bawić się swojemu psu z innymi psami (może tylko nie ma wtedy różnych, dziwnych uwag), każdy idzie swoją drogą :| . Nawet jeśli są nastawione do siebie przyjaźnie to nastepuje etap ciągnięcia smyczą w drugą stronę , chociaż psom ogony latają i mordka im się normalnie śmieje :? .

pies nie musi bawić się z obcymi psami. ja też nie puszczam radośnie swojej suki do każdego napotkanego psa, nawet jeśli jest do niej przyjaźnie nastawiony i oba chcą się bawić. owszem, czasem stwierdzę, że a niech sobie lata, ale w większości wypadków po prostu zabieram swojego psa.

Aga napisał/a:
I nie wiem czego z ONków robią najgorszych agresorów

bo dużo właścicieli ONków wciąż uważa, że te psy są mądre i każdy sam wychowa się na Szarika. a że większość jest z pseudo, jest niewybiegana i niesocjalizowana to o czym w ogóle mowa.

Hessa - 18 Maj 2008, 23:36

Aga napisał/a:
I nie wiem czego z ONków robią najgorszych agresorów

Dziwnym trafem, my z Bachem też unikamy ONków, a właściwie jednego... Tylko zobaczy Bacha to mu się załącza system eliminacji seterów :roll: A to co ten sąsiad robi, a właściwie nie robi, to szkoda gadać...

Asica - 19 Maj 2008, 00:50

Coś jednak jest z tymi ON-kami, bo na olbrzymie ilości psów jakie spotykamy na spacerach, to właśnie one już daleka warczą, szczekają lub co gorsza rzucają się na inne psy. Oczywiście są wyjątki, ja się z tym zgadzam, zresztą Brego ma jedna przyjaciółkę On-kę, która jak widzi, to utrzymanie go na smyczy graniczy z cudem :)

Plus jest taki, że większość ludzi wie, że haszczaki są przyjazne i kochają wszystkich. Od tego również zdążają się wyjątki, bo przecież nie każdy musi znać specyfikacje rasy. Brego coprawda wygląda z pyska bardziej jak maskotka niż jak groźny zwierz, ale raz pani z przerażeniem w oczach pytała mnie czy prowadzę na smyczy szczeniaczka psa czy wilka :D

Stantartem oczywiście też są zdania "to nie jest rasowy husky, bo nie ma niebieskich oczu" albo "to nie jest rasowy husky, ma oboje oczu w tym samym kolorze" :)

Jednak zwaliło mnie z nóg jak mówiłam do Brega "nie ciągnij" a facet na mnie nawrzeszczał - "TEN PIES MUSI PRZEBIEC DZIENNIE 20 KILOMETRÓW, MUSI CIÂĄGN¡Æ !!" :D zeby było zabawniej Brego miał wtedy 4 miesiące i byliśmy na środku mniej więcej jakiejś głownej ulicy :P

Arcana - 19 Maj 2008, 09:05

Asica napisał/a:
Stantartem oczywiście też są zdania "to nie jest rasowy husky, bo nie ma niebieskich oczu" albo "to nie jest rasowy husky, ma oboje oczu w tym samym kolorze" :)

Jednak zwaliło mnie z nóg jak mówiłam do Brega "nie ciągnij" a facet na mnie nawrzeszczał - "TEN PIES MUSI PRZEBIEC DZIENNIE 20 KILOMETRÓW, MUSI CIÂĄGN¡Æ !!" :D zeby było zabawniej Brego miał wtedy 4 miesiące i byliśmy na środku mniej więcej jakiejś głownej ulicy :P


Skąd ja to znam... Moja sucz też przeważnie jest "nierasowym huskym" :mrgreen: . I te komentarze dotyczące biegania i ciągnięcia... :evil: . Chyba spotykamy tych samych ludzi na spacerach... Ja już nawet nie mam siły i ochoty mówić, że to nie husky... Pamiętam jak kiedyś jedna baba mówi mi właśnie coś o niebieskich oczach, które moja sucz powinna mieć. Mówię do niej, że to nie husky tylko malamut i on nie może mieć niebieskich oczu. A ona na mnie naskoczyła: "Jak to nie husky?! Przecież wiem jak wygląda husky!". I poszła obrażona nie wiadomo o co... bo przed chwilą sama mi mówiła, że "ten husky nie jest rasowy"... :mrgreen: . Więc w sumie miała rację.

Hefe - 19 Maj 2008, 09:40

O oczach Anuki to ja już tyle komentarzy słyszałam.. że co jeden to lepszy :P
"mieszanka owczarka niemieckiego z haskim bo ma brązowe po 'wilczurze' a niebieskie po haskim"
"to nie jest rasowy husky bo nie ma niebieskich" to standard
A najlepsze są tego typu
"co mu się w oko stało? chore ma"
"on ma wybite oko?"
"co on na to jedno oko nie widzi?"
"biedny.. chore oko.. dlaczego pani nic nie zrobi z tym okiem?"
"to niemożliwe, że pies tak ma.. niech pani idzie do weterynarza"
jedna starsza pani nawet kiedyś mnie wyzwała.. bo nie wierzyła, że pies tak może mieć... a no i, że się nie znam :P
eh.. szczerze to już nie zwracam na to uwagi, ale denerwuje mnie to jak idę i "o haski", "to nie haski"
Rzadko na ulicy spotykam kogoś z kim można byłoby pogadać normalnie..

A z panami władzami mi się zdarzyła taka sytuacja, że siedziałam na alejach na ławce, i Anuka też usadziła tyłek na ławce.. i "dlaczego ten pies siedzi na ławce" a tylko by mandat spróbowali wypisać... latem na co piątej ławce bezdomny śpi.. i nikt nic z tym nie robi :?

Asica - 19 Maj 2008, 15:41

@arcana81, no ale ty masz ten plus,że możesz powiedzieć, oczywiście,że to nie rasowy husky, bo to rasowy malamut :)

Ja kiedys tłumaczyłam ludziom, że u huszczaków to niebieskie oczy to do lat 80 prawie to była właściwie wada genetyczna nie uznawana przez zwiazek kynologiczny, ale zaprzestałam, bo po takim stwierdzeniu słyszałam np komentarz, a co to za związek w ogóle, co oni tam mogą wiedzieć :D

@Hefe, no bo ty masz pól rasowego bo ma to jedno oko niebieskie, a ja mam kundla w 100% po dwóch wiczurach ;) tylko jakis taki jasny dziwnie wyszedł.....

Teraz to najczęściej nie wdaje się w dyskusję, (j.w. pisałam) zresztą ludzie bzdury opowiadają (łącznie i przede wszystkim właśnie z pseudo hodowcami) i np pani kiedyś w lesie mi "tłukła" przez 15 minut, że huskym się oczy i tak zmienią na niebieskie, i że jej hodowca (hodowca he he) huskich mówił, że jak pies kończy pół roku, to tęczówki się zmieniają, ma to związek z dojrzewaniem szczeniaka. Brego skończy niedługo siedem miesięcy i .... nic :D :shock: no jak to możliwe... nie rozumiem :)

Arcana - 19 Maj 2008, 15:46

Asica napisał/a:
pani kiedyś w lesie mi "tłukła" przez 15 minut, że huskym się oczy i tak zmienią na niebieskie, i że jej hodowca (hodowca he he) huskich mówił, że jak pies kończy pół roku, to tęczówki się zmieniają, ma to związek z dojrzewaniem szczeniaka.


No jakbym taką rewelację usłyszała, to daję słowo, nie opanowałabym się przed wybuchem śmiechu prosto w twarz tej pani... :lol:

Foxy - 19 Maj 2008, 18:25

Cytat:
ja mam kundla w 100% po dwóch wiczurach ;) tylko jakis taki jasny dziwnie wyszedł.....
no jasny wyszedł, bo to kundel, więc co się dziwisz? :mrgreen: :mrgreen:

A kolor oczu mu się zmieni na niebieskie.. Jak mu soczewki kupisz :mrgreen: :mrgreen:

moniarulez17 - 19 Maj 2008, 23:04

Jeju dlugo mnie nie bylo bo ludzie z neostrady mi cos kombinowali no co za dupki :P :P

ja nienawidze sytuacji jak idzie sie z psem na spacer i w nagrode daje mu sie ciasteczka np pedigree a podbiega jakis pies bez smyczy czy co i nei chce mu dac bo nie wiadomo, czy uczulony czy nie moze czy BOg wie co a podchodzi jego wlascicielka i wlasciciel i an mnie z ryjem, ze psa nie chce poczsetowac ?! :shock: :| No w morde jeza nie cierpie takich....

Jakby byla mila bym sie spytala czy pies moze to jesc i bym dala , a jak ona z ryjem n a mnie to niech spada z 3 zlotymi do zoologicznego i kupuje.... UGH ! :x

Arcana - 20 Maj 2008, 08:50

moniarulez17, ja z kolei nienawidzę sytuacji, gdy obcy ludzie właśnie karmią moją sucz... Ona jest taka, że zaraz podbiega do każdego się witać, a ludzie dają jej byle co bez pytania, czy można. Myślę więc, że mimo wszystko bardzo dobrze robisz ;)

I jeszcze jedna sytuacja była dla mnie strasznie denerwująca - jak Saga była jeszcze malutka, to każdy na ulicy ją zaczepiał, głaskał, no wiadomo... Natomiast Saga jak to szczeniak, skakała, lizała, czasem nawet łapała mleczakami za rękaw. Jak ją karciłam to wtedy wielkie oburzenie ludzi "To przecież szczeniak, wiadomo, że tak będzie robił, proszę go zostawić". Jakoś ciężko było sobie im wyobrazić, że ten szczeniak rośnie w błyskawicznym tempie i nie wiem czy jest takie miłe, jak Saga teraz, mając te 30 kg wagi (a formalnie jeszcze będąc szczeniakiem... ;) ) próbuje kogoś polizać po twarzy, czy sobie poskakać... :?

mineralna_ - 21 Maj 2008, 18:22

arcana81 napisał/a:
sytuacji, gdy obcy ludzie właśnie karmią moją sucz

\Moja babcia ma sąsiadki, które jak Maniek wychodził na ogród zaraz dawały mu jedzenie, jak babcia nie widziała i to przez nie Maniuś ma nnadwage i może mieć problemy z sercem, bo tym babsztylą mówić to nic!!

My jak z Carmen idziemy na podwórko to częstow spotykamy:
- panią z rasowym cavalierem - Jolly'm. Pani ma rasówke, a jednak pozwala się bawić z nim Carmi. Ale Carmen nie chce bo za bardzo samce wąchaja ją po dupci xD
- panią z shih tzu - Lady. Lady nie ma rodka, jest uratowana z pseudohodowli przez tą panią. ona wie ze Lady to nie rasowy shih tzu, bo bez rodka, ale co miała zrobić jak suni nikt nie chciał,a pseudohodoca miał ją zabić? no nic. Lady jest u nich i kroka... Ta pani mówiła że normalnie sie rozpłakała jak te psy zobaczyła... No i z Carmcią sie bawią!
- no i Caviś moje przyjaciółki - Linda. Ola jest już trzecią właścicielką Lindy. pierwszym właścicielem był pseudohodowca, hodujący jakies duze psy (nie pamietam jakie). Ten pseudo mił jedego cavisia tylko - lindziore. Lindzia była prawie bez sierści, katowana, wychudzona. "hodowca" zakańczał "hodowle" i psy które mu zostały topił. Linde też chciał utopić, ale znajomy od taty Oli ją wziął. Ten znajomy ma jeszcze dwa rodkowe Cavisie - Karminke i jakąś jeszcze, sprowadzone z kąś tam xD . no, a tata od Oli szukał psa zeby zrobić prezent dzieciom (bardzo przemyslany! Ola ma tyle ksiązek o psach! jej tata nic tylko czytał, dlateg właśnie Linda dziś już nie boi się ludzi), no i ten znajomy dał mu Linde i tak zostało! :) no i Bubu się z nima bawi....

sa też inne psy ale sie rozpisałam i już nei bede was męczyć xD

draca-ena - 21 Maj 2008, 18:38

mineralna_ napisał/a:
Moja babcia ma sąsiadki, które jak Maniek wychodził na ogród zaraz dawały mu jedzenie, jak babcia nie widziała i to przez nie Maniuś ma nnadwage i może mieć problemy z sercem, bo tym babsztylą mówić to nic!!


Ja mam taką ciocię... Mieszkamy w właściwie domu wielorodzinnym, a ona zawsze kładła każdemu naszemu psu resztki jedzenia... Teraz ją przystopowałam, że Lily dostaje specjalną karmę {dopiero będzie typu light dostawać, ale ciocia nie musi o tym wiedzieć :P } bo przecież Lily nigdy by nie schudła {o ile przy innych psach, które były szczupłe mogłam na to przymknąć oko, o tyle teraz wolę nie} :roll: . Ale, na szczęście, nigdy, z żadnym psem, nie spotkałam się, aby ktoś dawał na spacerze mojemu psu coś do jedzenia, ani sama też nie daję innym psom smakołyków ;) .

Ewka - 21 Maj 2008, 19:08

Cytat:
a z kolei nienawidzę sytuacji, gdy obcy ludzie właśnie karmią moją sucz...

Ja też :? Tyle wydajemy na karmę dla psa, staramy się, żeby miał ładną sierść, a tu- codziennie po ogrodzie zbieram chleb, w dodatku takiego rodzaju, którego nikt w rodzinie nie jada, sąsiadka daje Mirce resztki z obiady, o obcych ludziach przechodzących po prostu nawet nie mówię :? I już normalnie nie wiem co robić, przecież nie przypnę kartki "prosimy nie karmić psa".
W końcu zrobie się wredna i zacznę opieprzać ludzi przez okno.

Arcana - 21 Maj 2008, 19:20

Ewka napisał/a:
W końcu zrobie się wredna i zacznę opieprzać ludzi przez okno.


Trzeba się zaopatrzyć w procę i strzelać haczykami... Po kilku razach w tyłek się ludzie oduczą. :mrgreen:
A tak na poważnie to czasem ręce opadają po prostu. A próbowałaś nauczyć psa nieprzyjmowania pokarmu od obcych/ z ziemi? Czasem to skutkuje. Mój poprzedni pies umiał to perfekcyjnie. Ale niektórzy mieli szczenę w dół, jak piesek nie chciał od nich wziąć kiełbaski z ręki :P . A jaka satysfakcja dla mnie ;) . No, ale niektóre psy ciężko nauczyć.

draca-ena - 21 Maj 2008, 19:51

mineralna_ napisał/a:
Ale drażni mnie to, że ludzie wywalają jedzenie na łąki, i jak chodze z Carmen to zawsze to żre


Przypomnialas mi, ze dzis sila Lile musialam odciagac od rozwalonych na trawie frytek xD . I jak ona ma schudnac skoro ktos jej fast foody zostawia na lace? :lol:

Aga - 21 Maj 2008, 20:54

Dziś był spacer i z pracy wracał tata z kilkoma kolegami(chyba czteroma)
Tata się akurat psiną pochwalił i mówił jaki to on mądry itp. :mrgreen:
A oni powiedzieli że jakby były młode to oni chętnie wezmą - to powiedziałam tacie że na następny rok Roki będzie już bez jaj,lecz znowu zmienił zdanie i nie pozwala - chyba sterylke trzeba będzie zrobić po kryjomu albo jak brat żartował jajka podwiązać.
Także po tym spacerze zastanawiam się czy nie zacząć robić z Rokiego super reproduktora i nie ogłaszać go przypadkiem w gazetach,jaka sucz się trafi była by dobra.Czy amstaff czy chihuahua.
O takie spacery to ja mam w nosie,zamiast się odstresować ja się muszę obawiać czy mi ojciec bez konsultacji psa pod sukę podpuści.. :shock:

mineralna_ - 21 Maj 2008, 21:10

Too mnie, a właściwie Carmen na spacerach z shih tzu mylą, statnio idzei rodzinak - mama, tata i córka tak jakoś w moim wieku:
- Ty patrz! Shih tzu
- Nie mamo to nei jest shih tzu...
- NO PATRZ! - drze sie ta baba i tak Carmen za mordke i ją do góry, pokazuje córce..
- Nie rosze pani to nie shih tzu! - mówie
- No jak nie??!! Przecierz nasza taka sama!
- Niee mamo to nie shih tzu!
- TO JEST SHIH TZU!!!!

Wow nie wiedziałam ze mam shih tzu :roll: :mrgreen: :lol:

Asica - 24 Maj 2008, 21:47

Świeża sytuacja z wczoraj, może nie ze spaceru, ale ze sklepu zoologicznego.
Kupuje mojemu maluchowi śmierdzioszki typu ucho, ogonek, penis (:D) wołowy, obok mnie stoi paniusia i patrzy na mnie, po kilku sekundach mówi do mnie "no ja to mojemu Aresikowi to takich świństw nie kupuje, to jest sztucznie prefabrykowane, wiem, bo on potem zwraca wszystko" no fajnie myślę, pies widocznie nie trawi wędzonki, ale jakież było moje zaskoczenie kiedy babka dumnie sięgnęła po wór wielki Pedigripala i podreptała w stronę kasy :roll:

A dziś znowu mnie (tym razem pan) pytał przechodzień czy prowadzę wilka czy on tylko tak wygląda :)

Ewka - 24 Maj 2008, 22:49

Czyli pani uważa, że to jest do jedzenia...? Groza...
Misiu - 25 Maj 2008, 17:22

W piątek po spacerze byłam juz padnieta i niemałam siły (2 godz. biegania) no ale Misiek chciał jeszcze na dwór więczalożylam mu smycz i poslam na warsztat.Był ta jakis pan i myśął że Misiek ma ok. 10 lat a jak my powiedział że ma 2 i pół roku to sie zdziwil i powiedział:
-Myśłaem że ten drugi pies jest młodszy.
ja oczywiście zdziwienie co z drugi pies?Patrze a tam Waldi(pietnastoletni pies mojego brata).Wniosek:Albo kulejący Waldi wygląda mlodo albo moj Misiek wyglada na starszego.

magda z szilą - 25 Maj 2008, 20:46

Mi ostatnio wmawiali że mam bernardyna :shock:

A i naj lepsze było jak kiedyś szłam z rodzicami i z obydwoma psami (drugi to mix jamniol) i on jest gruubiutki ;) I podczas spaceru napotkaliśmy znajoma rodziców. Po pewnym czasie ona pokazuje na oskara (jamniol) i się pyta czy to szczęna suka :lol: :lol:

renarde - 25 Maj 2008, 22:14

A ja musze sie Wam pochwalic moimi pieskami! :mrgreen: Dzis wybralam sie na zawody westernowe, oczywiscie pieski pojechaly ze mna. Pelno ludzi, koni, zamieszania, innych psow, a moje paskudki jak zaczarowane... tup, tup za pancia, spokojnie lezaly na trybunach wzbudzajac ogromne zainteresowanie zarowno swoim wygladem jaki i nienagannym zachowaniem. :D Nie spodziewalam sie, ze po tylu miesiacach na wsi, wciaz umieja zachowac sie w miejscu publicznym! I tylko jedna kobieta oburzyla sie jak jej powiedzialam co to za rasa(mimo ogromnej popularnosci labradorow jest to nagminne pytanie), stwierdzila, ze to NIEMOZLIWE, bo jej PRAWDZIWY labrador tak nie wyglada! Wniosek, moje retrivery sa urojone albo tylko udawaja, ze sa rasowe.... 8-)
Foxy - 25 Maj 2008, 22:22

renarde, większość ludzi uważa, że labki są tylko kremowe, więc wiesz.. :P
Dzisiaj zostawiłam kumpla pod sklepem z moją suczą, bo nie chciałam jej zostawiać samej, a szedł akurat mój sąsiad. I wieczorem wychodzę z młodą na spacer, a ten do mnie: że widział dzisiaj identycznego psa, jak moja sucz i że myślał, że ją sprzedałam :shock: :mrgreen:

renarde - 26 Maj 2008, 22:06

Foxy, ze tez ludziom takie rzeczy przychodza do glowy! Ja, gdybym spotkala jakiegos znajomego psa w obcych rekach, to pewnie przeprowadzlabym sledzctwo, czy przypadkiem piesek nie zostal uprowadzony... 8-) :lol:
Foxy - 26 Maj 2008, 22:10

Sąsiad mi powiedział, że 'miał zapytać, ale jakoś tak wyszło...'
A z drugiej strony to też dziwnie: widzi mojego psa, wie, że nikt inny poza mną i mamą z nią nie wychodzi, a nawet nie zapyta o co chodzi :P
No ale cóż... Najważniejsze, że sucz kumpla nie zjadła i mu nie zwiała :D

Ewka - 26 Maj 2008, 23:42

A u mnie była dziś fajna scena. Idę z Mirą przez miasto, na długiej smyczy. Nagle Mira zobaczyła kota, który intensywnie się na coś czaił i jej nie widział. Zaczęła się do niego skradać, ja jej nie szarpałam, bo byłoby jeszcze gorzej. Zatrzymała się dwa metry przed kotem i zamarła, przygotowana. Po chwili kot na nią popatrzył i tak oba zwierzaki zamarły w bezruchu na około minutę, a potem w jednej sekundzie razem się poderwały. Genialnie to wyglądało.
Gdyby nie to, że potem przeleciałam się z Mirą za kotkiem, byłoby nawet fajne :P

Foxy - 28 Maj 2008, 12:23

To ja opiszę, co nam się wczoraj z Hefe zdarzyło... :evil:
Kasia przyjechała do Krakowa, to wzięłyśmy sucze na spacer do parku. Puściłyśmy je 'na dole' parku, gdzie jest takie wieeeelkie pole i psiaki mają gdzie biegać, a nie ma nigdzie rowerzystów, dzieci, joggingowców i innych potencjalnie interesujących ludzi dla mojej suczy)
Suki się bawiły i podbiegła do nas młoda suka husky'ego. Zaczęły się bawić, no to ok. Właściciela nie widać na horyzoncie, ale nadbiegła jakaś kobiecina w wieku ok. 40-50 i pyta, czy mogłybyśmy przejść bliżej niej, bo ona ma tam rzeczy, a psy niech się pobawią, no to my ok. Trochę się suki pobawiły, ale później już tak nie bardzo było, suka jakaś strachliwa, cały czas się kładła, moja się wkurzała, Anuka się wkurzała na moją, w końcu ją użarła.. (Anuka Foksię) :?
No to mówię, że idziemy i poszłyśmy totalnie na koniec tego pola tak, że nikogo obok nas nie było, widać było, że się izolujemy, siadłyśmy, bo chciałyśmy pogadać, suki biegały, niuchały, leżały i wszystko było ok.
A tu biegnie tamta sucz. Ja moją przytrzymałam, Kaśka Anukę też, obie nasze zaczęły się wkurzać, Anuka szczekała, moja warczała. Babka oczywiście 50 km dalej i ani myśli sukę zabrać, tylko siedzi sobie.. Mnie już tam szlag trafiał, suka latała nam cały czas po rzeczach.. :? W końcu się wydarłam do tej kobiety czy może zabrać psa. Ona stoi w cholerę daleko od nas, ale twardo woła sukę, która miała ją totalnie w de (11 miesięcy miała, tak na marginesie). Dobra, w końcu polazła. Siedzimy, a ona zaś przyleciałą i tak się to powtarzało. Ja już myślałam, że ją tam zabiję, chciałam ją złapać za obrożę, a ta z zębami do mnie (jak to szczeniak). W końcu znowu wołam, żeby ją zabrała, ona idzie, woła tego psa, pies nic. Spotkała jakiś państwa z dobermanem i w końcu zapięła sukę i stali i dyskutowali patrząc na nas, więc pewnie jakieś odpowiednie komentarze leciały :]
Czy ja już mówiłam, że NIENAWIDZÊ TAKICH LUDZI?! :evil:

an1a - 28 Maj 2008, 12:30

Izolujecie się od społeczeństwa... :roll: jak chcecie sobie pobyć same, idźcie do lasu a nie do parku, gdzie normalne psy chcą się pobawić i pobiegać... :roll:
:mrgreen:

Uroki mody na rasy. Ja kiedyś czekałam na Radka przy sklepie, kolejka ogromna, bo jakieś święto i tylko całodobowy otwarty. Przybiegł husky, facet stał z jakąś suką, trochę poskakały obok siebie (wszystko działo się na chodniku w tłumie ludzi). Pies kręcił się tam ok 20-30 min, siedział sobie pod tym sklepem, znowu zaczepiał sukę.. myślałam że właściciel stoi w kolejce. Wreszcie przychodzi jakaś tłuściutka pani, zdyszana, cała czerwona i mówi że pies jej uciekł :P Zgubę odnalazła pod monopolowym :D

Jest pełno rozkosznych właścicieli.... czasem aż za dużo..

Foxy - 28 Maj 2008, 12:46

Cytat:
Izolujecie się od społeczeństwa... :roll: jak chcecie sobie pobyć same, idźcie do lasu a nie do parku, gdzie normalne psy chcą się pobawić i pobiegać... :roll:
Ale wiesz, właśnie chodzi o to, że my poszłyśmy w takie miejsce, gdzie nikogo nie było i nikt nie podchodził... :?

A co do huskyego.. Boże, załamka, kolejna sytuacja wczoraj:
RAAAAAASHI, coś dla Ciebie :D :
Siedzimy tam sobie, Nuczek zapięty na smycz, bo coś kombinowała, moja sobie leży, gadamy. Idzie młoda dziewczyna ze starszym facetem i malutkim haszczakiem na smyczy. On ledwo idzie, ona go ciągnie na siłę, no ale pomińmy ten fakt. Podchodzą do nas, ale grzecznie pytają, czy można, no to my, że tak, Anuka go tam obwąchała, moja też, ale zaraz ją zawołałam.
No i rozmowa Hefe z właścicielami (D- dziewczyna, F- Facet, H-Hefe)
H: Macie państwo w planach zaprzęgi?
D, F: (konsternacja), D mówi: ee... nieeee... raczej nie...
H: Bo wiedzą państwo, trzeba psu ruch zapewnić itd.
F: Tak, tak wiemy, wiemy. On ma gdzie biegać. Mamy duży ogród (?! :shock: )
H: Ale przecież pies się nie wybiega w ogrodzie.
F: Taaak, taak, wiemy wiemy.. My z nim biegamy i będzie biegał przy rowerze.
H: Ale on jest za młody na rower (szczeniak miał 11 tygodni.. )
F: Taak, taaak, wiemy, wiemy. Najpierw musimy go nauczyć żeby nie właził pod koła, bo na razie to jest dramat
My: :shock:

Jeszcze coś było a propos zaprzęgu, że Kaśka mówi, że musi skończyć rok żeby coś zacząć w tym kierunku robić, ale warto już się rozejrzeć za czymś i zacząć dowiadywać. A facet mówi, że on wie, że na razie nie może psiak biegać w zaprzęgu, ale że jakieś tam obciążenie można mu dać.. (jakie do cholery obciążenie?! :shock: )

W końcu sobie poszli, a my się załamałyśmy.. :? Tak to jest jak się kupuje psa z zerową wiedzą.. na dodatek typ człowieka, do którego szkoda gadać, bo on wszystko wie (taak, taaak, wiemy, wiemy)...

KW - 28 Maj 2008, 13:39

Po AWF-ie trochę takich aparatów chodzi ;)
an1a - 28 Maj 2008, 13:43

Foxy napisał/a:
ale że jakieś tam obciążenie można mu dać.. (jakie do cholery obciążenie?! :shock: )

chyba mu się coś z amstaffem pomyliło, on wie co to za "coś" ma na drugim końcu smyczy czy tak nie do końca? :)

Foxy - 28 Maj 2008, 13:47

an1a, jasne, że wie. Przecież on WSZYSTKO WIE! Oo
KW, niby tak, ale ja zawsze się jakoś spotykałam z dosyć logicznie myślącymi ludźmi i raczej mam pozytywne doświadczenia z parku, może poza paroma sytuacjami..
Jak już komuś się chce ruszyć tyłek i przyjechać/przyjść do parku z psem, to mniej więcej zna jego potrzeby i już to w miarę dobrze o nim świadczy.
Ale co do tego haszczaka to doszłyśmy z Hefe do wniosku, że po prostu chcą się pochwalić, bo taki ładny i mały..
A jak będzie starszy to co? Ogród ma to się wybiega.. :shock:

draca-ena - 28 Maj 2008, 14:54

A ja miałam ostatnio bardzo pozytywne przeżycie :mrgreen: .
Bodajże wczoraj to było, jak szłam do samochodu z Lily żeby jechać na sterylkę :mrgreen: . Przechodziła babka z czteroletnią córką (tak na oko). I ta córka się mnie pyta, czy może pogłaskać :mrgreen: . Pod wrażeniem byłam, że czterolatka tak nauczona, że zanim się rzuci z głaskaniem obcego psa to zapyta :D .

an1a - 28 Maj 2008, 15:08

draca-ena napisał/a:
Pod wrażeniem byłam, że czterolatka tak nauczona, że zanim się rzuci z głaskaniem obcego psa to zapyta :D .

bo dzieci od samego początku można nauczyć delikatności do zwierząt i tego, że trzeba zapytać :) widać, że rodzice dobrą robotę zrobili ;)

ja nie miałam żadnych takich przyjemnych sytuacji... psa wyprowadziłam na prostą, że nie reagował już histerycznie na dzieci (jak był szczeniakiem potrafił posikać się ze strachu na widok dziecka ok 4-5 letniego).
Kiedyś stałam na światłach z Nerem, był już starszy. Za mną matka z synem (6-7 lat?), cały czas próbował go głaskać po ogonie, a Nero go chował (mamusia nic). Chwila spokoju.. Wreszcie go gnój szarpnął, Nero do niego z mordą, przytrzymałam go i na szczęście tylko lekko go trącił łapą. Matka była w ciężkim szoku, ale (na szczęście) zrobiła dzieciakowi awanturę na całą ulicę..

Ewka - 28 Maj 2008, 22:59

A ja dzisiaj pechowo poszłam z Mirą się przejść do miasta. Nigdy więcej!!!
Skrzyżowanie, pełno ludzi, już zaczynam przechodzić, a tu znowu jakiś żul za mną (pokazując Mirę)
-Woli pani mnie, czy jego?
-Jego.
-O, a czemu?
-(patrząc facetowi na usta) Bo ma kompletne uzębienie...
Pierwsze co mi przyszło do głowy. "Niestety" musiałam już przechodzić, więc rozmowa na tym się skończyła.

Foxy - 28 Maj 2008, 23:02

Ewka, ale zobacz, jakie masz wzięcie.. :] I jaki subtelny podryw :D
O! A propos subtelnego podrywu:
Idziemy z Hefe w Parku,a jakiś koleś, który siedział na ławce do nas:
On: Dziewczynyyyyy, nie macie może kartki?
My: (konsternacja) ee.... nieeee...
On: Ale na pewno?
My: No na pewno.
On: A może chociaż długopis?
My: Oo :P

Potem się śmiałyśmy, że na pewno chciał kartkę, potem długopis a potem nr telefonu :lol:

Kosukarg - 29 Maj 2008, 16:34

Ostatnio wyprowadzałem pekińczyka kolegi,a jedna pani gdy mnie zobaczyła to mówi:Ale śliczny płaskomordki piesek,ale dlaczego nie ma kagańca ?? Przecież on wygląda na groźnego (Kazan wystawia zęby z prawej strony szczeny :P )
Marzycielka - 29 Maj 2008, 17:36

Jak o pekińczykach mowa, to pewnego dnia wyszłam na spacerek z moim pieskiem. Gdy już wracał i dzieliło mnie jakieś 50 m od domu, zauwayłam jak w naszą stronę biegnie pekińczyk sąsiada. Oczywieście bez smyczy, bo po co? Nigdy przed tem nas nie zaczepiał, jednak tym razem podbiegł do Barrego i złapał go zębami. To Barry mu się odgryzł, ja go odgoniłam... Nagle zza pleców słyszę wrzask sąsiada. Biegł i krzyczał że mam agresywnego psa, tylko że to mój był na smyczy, szedł grzecznie obok mnie a ta ruda kulka zaczęła bujkę. Dosyc zdenerwowana zaczęłam mu tłumaczyc co się stało. Ale on jakby był głupchy. Wziął swojego psa i całą drogę burczał coś pod nosem... Nie mam siły do takich ludzi :x
yuli - 29 Maj 2008, 17:48

Odwiedził mnie dzisiaj ojciec z moją siostrzenicą i jej koleżanką. 3, 4 lata. Uznaliśmy, że pójdziemy na plac zabaw przed blok. Wzięłam sforę na smycze i dawaj dziewczynki zrobiły atak na huśtawki. Nagle zza pleców jakaś pani zaczęła się pluć, że to plac zabaw dla dzieci. Od razu ojciec przejął dialog z tą babką. Pogroziła strażą, z obu stron leciały epitety(jezu.. myślałam, że zaraz ja ich zwyzywam, że przy dzieciakach tak gadają). Takim sposobem mam kolejnego wroga. Cholera, tu naprawdę mieszkają sami kretyni. Nic pokojowo(jakby poprosiła, powiedziała normalnie, to nie byłoby całej reszty zdarzeń), tylko daremne bicie piany.. eh :?
Foxy - 29 Maj 2008, 17:56

Ale o co miała prosić? Pies nie ma wstępu na plac zabaw dla dzieci...
yuli - 29 Maj 2008, 17:59

O to, żeby opuścić plac zabaw(btw. byłam z dzieciakami, którym zwyczajnie zrobiło się nieziemsko przykro, bo nie mogą być na placu zabaw).
Dla mnie to niezrozumiałe, po prostu, że w taki perfidny sposób wydarła mordę.

Foxy - 29 Maj 2008, 18:02

Przecież dzieci mogą być na placu zabaw, natomiast psy nie.
Nie każdy sobie życzy żeby jego dziecko miało kontakt z obcymi psami to raz, dwa - względy higieniczne, nikt nie sprawdzi, że Twoje sucze nie sikają do piaskownicy, i wreszcie 3 - inne dzieci mogą mieć alergię.

yuli - 29 Maj 2008, 18:12

Zależy jak wyobrażasz sobie ten plac zabaw. Nie siedziałam z psami w piaskownicy, nie podchodziły nawet do dzieci i na odwrót. Jeśli chodzi o alergię, to przecież przy 100m odległości dzieciakowi nic nie ma. A jak jednak, to przecież bez różnicy, czy psy stoją za ławkami, czy idą po chodniku(chyba, że też jest zakaz psów na chodnikach), to taka sama odległość. To taka sama sytuacja, jak Ty wychodzisz do parku z Foksicą.
Ja się ciągle zastanawiam, dlaczego ludzie nie mogą żyć w zgodzie, czasami pójść na kompromis, albo czepiać się faktycznie osób, które o nic nie dbają.

Arcana - 29 Maj 2008, 18:22

yuli napisał/a:
Ja się ciągle zastanawiam, dlaczego ludzie nie mogą żyć w zgodzie, czasami pójść na kompromis, albo czepiać się faktycznie osób, które o nic nie dbają.


Jak ktoś ma problem z samym sobą, kompleksy, albo po prostu zły dzień to się wyżyje na kimś w taki sposób... :P

Ale tak na prawdę to dosyć złożony problem z tymi psami na placach zabaw. Sama mam mieszane uczucia, bo mam dziecko (6 lat) i psicę, którą staram się wszędzie zabierać z nami. Wiadomo, że dziecko chce się pobawić, no ale wiem też, że nie należy psów wprowadzać na plac zabaw. Zawsze staram się przysiąść z suczą gdzieś z boku, tak, by nikomu nie przeszkadzać. A i dzieci są różne, bo jedne będą psa się panicznie bać, a inne zaraz mu wskoczą na grzbiet... :| Już raz miałam sytuację, że Saga przewróciła takiego małego berbecia co ledwo łaził, bo podszedł do niej, a ona go chciała polizać po buzi... Wtedy to była ewidentna wina matki tego dziecka i na szczęście ona też to rozumiała. Ale często takie sprawy kończą się krzykiem, groźbami itp. Ludzie są różni i nic się na to nie poradzi.

Foxy - 29 Maj 2008, 18:23

Cytat:
To taka sama sytuacja, jak Ty wychodzisz do parku z Foksicą.
Nie :]
Bo ja idę tam, gdzie nie ma dzieciaków, a czasem biorę ją na odludzie, gdzie nie ma ludzi, psów, nikogo.
Nigdy nie wchodzę z suką na plac zabaw.

yuli - 29 Maj 2008, 18:26

Plac zabaw jest duży. Tam, gdzie siedzimy, też jest "odludzie". Nikt tam nie chodzi i jesteśmy w pewnej odległości od dzieciaków, jednocześnie widząc i kontrolując, co "nasze" berbecie robią.
Ale nie ma się co przegadywać.

Foxy - 29 Maj 2008, 18:33

Nie, mi nie chodzi o to żeby się przegadywać, tylko o to, że tak naprawdę miała prawo Wam zwrócić uwagę.
Jasne, że kultura obowiązuje, ale to już sprawa indywidualna..
A kultury niestety wielu ludziom brakuje, a jak nie wiedzą co mają powiedzieć to najlepiej zacząć przeklinać i krzyczeć ..

bjossa - 29 Maj 2008, 18:49

z placami zabaw jest tez taki problem, ze nie wiadomo kiedy się kończą...
na podwórku przed moim blokiem postawiono tzw. małpi gaj, obok tabliczka ze z psem wchodzic nie wolno...
tak wygląda ten małpi gaj

może powiecie mi gdzie on się kończy a gdzie zaczyna? bo nie wiem kiedy popełniam wykroczenie 8-)

yuli - 29 Maj 2008, 19:10

Foxy napisał/a:
Nie, mi nie chodzi o to żeby się przegadywać, tylko o to, że tak naprawdę miała prawo Wam zwrócić uwagę.
Zwrócić uwagę. O to mi chodzi. A tak naprawdę jej wypowiedź nie nadaje się do powtórzenia, bo więdną uszy nawet wyrafinowanym, wulgarnym osobą. I kierowała to do mnie(młoda osoba, to można zgnoić), dopiero potem zauważyła, że jestem z tym większym facetem i sobie poszła po wyzwiskach. Teraz pytanie: czy temu dziecku przeszkadza ten pies, na którego w ogóle nie zwrócił uwagi? Chłopczyk był nieco starszy i chyba spalił się ze wstydu, co kochana babunia za słowa mówiła.

bjossa, i tu się zgadzam, powinny być jakieś granice placów zabaw. Mamy drugi plac zabaw między blokami i jest ogrodzony, a przy wejściu jest zakaz wprowadzania psów. I tak powinno być. Jest miejsce dla dzieci i dla psów.

an1a - 30 Maj 2008, 12:49

Ja dzisiaj zostałam ostrzeżona przez pewną miłą starszą panią :)
Wyszłam rano z psem tam gdzie zawsze - placyk ogrodzony z 3 stron budynkami, nie ma po tej stronie wejść na klatki schodowe. Stara piaskownica, zarośnięta chwastami...
I chyba z 5 tabliczek wmurowanych przez jakiegoś zapaleńca "zakaz wyprowadzania psów".

Puszczam psa, robi rundkę i do domu. Więc pani widząc, że pies luzem (w kagańcu) powiedziała:
Pani uważa tutaj, bo dzwonią ludzie stąd, że psy są puszczane. Przyjdą żółtki i pani mandat wlepią, już jedna osoba dostała 50zł. Bo psa bez smyczy nie można puszczać.
Odpowiedziałam grzecznie, że można jeśli ma kaganiec.
A pani że nieeee bo tu dzieci chodzą? :shock: Szok... wychodzę tam prawie 1,5 roku i jedyne dzieci jakie tam widziałam to gnoje z gimnazjum palące fajki i rodzice idący z dziećmi do przedszkola :P Raz w tygodniu może z kimś się tam mijam :)

A zresztą niech dzwonią, zanim żółtki przyjdą mnie już nie będzie :D

Foxy - 30 Maj 2008, 12:55

an1a, ale przynajmniej pani Cię ostrzegła, widzisz jaka miła? ;)
an1a - 30 Maj 2008, 12:57

Foxy napisał/a:
ale przynajmniej pani Cię ostrzegła, widzisz jaka miła? ;)

tak, tam jest takie społeczne osiedle, że każdy na każdego gada :mrgreen:

a dla mnie to miejsce nie jest często uczęszczane i psa w kagańcu puścić mogę, a że po nim sprzątam to tabliczki mam gdzieś :)

Pianka - 30 Maj 2008, 13:21

yuli napisał/a:
bjossa, i tu się zgadzam, powinny być jakieś granice placów zabaw.

Popieram, bo jak pisała arcana jesli się ma i dziecko i psa to cieżko to pogodzić. A jak są granice to można z psem stanąć za tą granicą, a dziecko puścić na plac.
U nas ta granica jest taka, że cały plac zabaw leży na wielkiej piaskownicy ;)

Diana S - 30 Maj 2008, 14:28

Anka ja tez podobnie uwazam ze jak pies ma załozony kaganiec to moze byc ze smyczy spuszczony..
Jednak przekonałam sie od władzy ze nie, ze pies jak ma kaganiec powinien byc na smyczy...nie moze luzno biegac...paranoja...nigdzie nie mozna spuszczac to gdzie mozna... :?:
U mnie na osiedlu ciagle ktos wzywa straz ze psy biegaja luzem i co raz sa upomnienia badz mandaty wkepiane...
Zaznaczam ze ja tylko na to siedle chodze pozniym wieczorem ( na ostatnie siku) gdzie nie ma ludzi zeby sie nie przyczepili psów...
Jenak sa i tacy ze obserwuja z okien i jak widza psa luzem od razu łapia za słuchawke i dzwonia po straz...

an1a - 30 Maj 2008, 14:32

Diana S napisał/a:
Jednak przekonałam sie od władzy ze nie, ze pies jak ma kaganiec powinien byc na smyczy...nie moze luzno biegac...paranoja...nigdzie nie mozna spuszczac to gdzie mozna... :?:

Jak dla mnie ten placyk nie jest miejscem,, w którym jest pełno ludzi dlatego psa puszczam i druga sprawa, że mam nad nim kontrolę.
Niech panowie żółci poczytają przepisy, a wykorzystują fakt, że ludzie się w tym nie orientują.
Jeszcze jestem ciekawa za co 50 zł ta osoba dostała, jak mandat jest 200 czy 250zł (chyba).

Ja już kiedyś trafiłam na panów wszechwiedzących, kazali psa zapiąć na smycz - zapięłam, owinęłam wokół szyi i puściłam... jak się tak sztywno trzymamy przepisów to gdzie jest napisane, że smycz mam trzymać w ręku?

Foxy - 30 Maj 2008, 14:49

Cytat:
Jeszcze jestem ciekawa za co 50 zł ta osoba dostała, jak mandat jest 200 czy 250zł (chyba).
Więc tak.. Taryfikator mandatów przewiduje mandat w wysokości 200 zł za: Niezachowanie środków ostrożności przy trzymaniu psa. Poparte jest to poniższym artykułem z Kodeksu Wykroczeń:
art. 77 Kodeksu Wykroczeń
Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia,
podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

Tak więc osoba może dostać zarówno 50 jak i 250 zł mandatu. (za puszczanie psa bez smyczy, czy też kagańca)

Ichigo - 30 Maj 2008, 17:04

Ja dzisiaj byłam na takiej wielgaśniej łące, gdzie psiak może latać do woli ile chce. Na dworze było tak gorąco, że żal mi się zrobiło Poochiniego i postanowiłam pójść troche dalej nad stawik (glinianka), aby sobie popływał i się ochłodził. Ale przed tym poszłam po kuzyna i razem poszliśmy nad ten stawik ze swoimi spanielami. Rzucałam im przeróżne koje i kujaczki, a psiaki miały wielką frajde. O dziwo Pucini do tej pory nie jest zmęczony mimo, że się nabiegał i napłyał. Jednak spaniel to prawdziwy wulkan energi.

A co do tych mandatow to w mojej miejscowości nikt nie zwraca na to uwagi, nawet policja. Pies se może latać bez kagańca po placu zabaw do woli.

mineralna_ - 30 Maj 2008, 17:09

Mi też nikt nie zwraca uwagi na to że Carmen wchodzi(ła) do piasku, ale teraz się boje. Moje małe sąsiadki ją "pobiły" :roll: jak ne patrzałam i teraz panicznie boi się dzieci, staje się agresywna...
Kosukarg - 30 Maj 2008, 17:50

Ostatnio szedłem z kolegą,a on prowadził swojego boksera.Poszedł do sklepu to trzymałem jego psa i czekałem obok sklepu,żeby nie zachodzić drogi,a tu jakaś baba wyskakuje do mnie z brzydkimi słowami,że ja jestem za mały żeby takiego "bydlaka" na smyczy trzymać.Max grzecznie siedział,nic tej pani nie zrobił,a ona się czepia.
KW - 30 Maj 2008, 18:36

Pamiętam taką sytuację kiedy spacerowałam z moim psem, w pewnym momencie patrzę a w moim kierunku zblirzają się policjanci. Zaczełam się zastanawiać co jest nie tak, pies na smyczy ale bez kagańca (duża rasa, więc jak chcą to nie ma się co nawet z takimi wykłucać). Okazało się, że byli tak zachwyceni psem, że nie mogli się opanować i chcieli podejść i pogłaskać. Nie powiem żeby nie zrobiło mi się miło :lol:
mineralna_ - 30 Maj 2008, 20:32

KW, fajnie sie masz :roll: u mnie to od razu by z pyskiem lecieli :roll: ÂŻe to, że tamto... Chociaz żadnej takiej sytuacji nie miałam, ale sie domyslam...
Arcana - 30 Maj 2008, 21:57

Dzisiaj byłam z moim synem i psicą w parku, na placu zabaw. Jak zwykle ja z suką przycupnęłam sobie na ławeczce nieopodal placu, tak by nikomu nie przeszkadzać i w oczy nie kłuć. Za to ktoś mnie w tym wyręczył. Pewna dziewczynka (na oko 12-15 lat) przyszła ze swoją (jak domniemywam) siostrzyczką i pieskiem rasy sznaucer miniaturowy. Cóż z tego, że był trochę tylko większy od głowy mojego psa, za to temperament miał za dziesięć pokaźnych psów. Najpierw jak dojrzał moją sucz to się zaczął drzeć jak opętany. Oczywiście właścicielka - zero reakcji. Darł się tak chyba z pół godziny. W końcu mu się znudziło, a dziewczyna kazała mu wskoczyć na ławkę... Mnie tam to zwisa, ale wierzę, że nie każdemu musi odpowiadać błoto na miejscu, bądź co bądź przeznaczonym do siadania dla ludzi. O dziwo piesek był przynajmniej przez cały czas na smyczy, za to dziewczyna ciągle łaziła z nim po placyku w te i wewte, pilnując młodszej siostrzyczki... Pies sobie w najlepsze przekopywał piaskownicę, podczas gdy pańcia zajęta była czymś innym.
Odchodząc z placu po skończonej zabawie spytałam dziewczynę czy potrafi czytać, bo siedziała tuż pod tablicą, gdzie pisze m.in. że psów wprowadzać nie wolno. Wszystko powinno mieć swoje granice. Ja jestem tolerancyjna, ale na drugi raz jakaś nadęta matrona zadzwoni na SM i po co to dziecku do szczęścia potrzebne...

an1a - 30 Maj 2008, 21:58

Ja mam ulicę dalej komendę SM i też mają to gdzieś... ganiają gówniarzy z gimnazjum z fajkami. Ale dla świętego spokoju jak ktoś dzwoni ze skargą trzeba coś pokazać...
A siedzi jakaś ropa w oknie i patrzy na kogo zadzwonić :)

mineralna_ - 31 Maj 2008, 07:28

Ja często porzechodze obok SM jak idę na prawdziwy spacer z Carmcią. Często też oni obok nas (mnie i Bubu) przechodzą jak jest bez smyczy, ale jakoś nie wieże w to, że są tacy mili... Ostatnio do mojego sąsiada podeszli, a przecież jego Hubert był na smyczy :roll:
Arcana - 31 Maj 2008, 21:52

Dzisiaj przekonałam się, że yorki nie są psami bezbronnymi nawet w obliczu takiego monstrum jak malamut...
Otóż wybrałam się z synem i psicą na okoliczny festyn dla dzieci. Saga spała sobie grzecznie pod ławką, gdy nagle tuż przed jej nosem przechodzi sobie ufryzowany i nieco wystrzyżony york. No to sucz dalej do niego... żeby się pobawić. Zrobiła gwałtowny krok w jego stronę, a tu york wydaje z siebie ni to pisk, ni to wrzask, grunt, że Saga niemal ogłuszona przypadła do ziemi i zdezorientowana nie wie o co chodzi. :mrgreen: Oczywiście wszyscy z przejęciem obserwują reakcję psów. Ja tylko czekam, aż ktoś mi zwróci uwagę, że mam agresywnego psa, ale na szczęście nic takiego się nie zdarzyło... Pańcia wzięła yorka na ręce i poszli dalej. Teraz Saga będzie pewnie miała uraz do yorków :lol:

Ewka - 31 Maj 2008, 23:29

Biedna... Ale nokaut ciekawy :mrgreen:
Klajda94 - 1 Czerwiec 2008, 11:43

Haha dobre, dobre. A to Yorki mają ukrytą samoobrone.. A co :D
Arcana - 1 Czerwiec 2008, 14:31

Klajda94 napisał/a:
A to Yorki mają ukrytą samoobrone..


Zabijają falami akustycznymi :mrgreen:

mineralna_ - 1 Czerwiec 2008, 14:32

A ja byłam z Carmcią na rowerku przed "chwilą" :mrgreen:
Agilka - 1 Czerwiec 2008, 14:47

mineralna_ piesek się nie zmęczył? Ale przyznam, że fajnie tak teraz pojeździć sobie na rowerze. Słonko świeci, kwiatki pachną, a szczególnie bzy :mrgreen:
mineralna_ - 1 Czerwiec 2008, 14:54

Carmen nie biegła prawie. Jak wsiadłam na rower i pojechałam to stanęła i tak się na mnie dziwnie patrzyła :mrgreen: A przecież już tyle razy jeździłyśmy razem na rowerku :roll:
Arcana - 1 Czerwiec 2008, 15:40

mineralna_ napisał/a:
Jak wsiadłam na rower i pojechałam to stanęła i tak się na mnie dziwnie patrzyła :mrgreen: A przecież już tyle razy jeździłyśmy razem na rowerku :roll:


Pewnie uznała, że jest za gorąco na bieganie ;)

Telimenka - 7 Czerwiec 2008, 21:37

A ja dzis jade z sucza na rowerze :) . I z drugiej strony idzie facet z psem.. no i ten pies jak zobaczyl Basiora to dawaj w tany, skacze, poszczekuje, popiskuje..ogolnie rzecz ujmujac radocha pelna para.
Ten koles szarpie psa, ciagnie.. az mi galy na wierzch wyszly i se mysle.."co to za wiocha?". A kolo sie drze na psa "k..jak nie przestaniesz to idziemy k.. do domu" i szarpie.. boze... biedny facet.. serce mu tylko nie wytrzyma kiedys bo psiak sie w ogole nie przejal :P

Arcana - 7 Czerwiec 2008, 21:49

Ja dziś wychodzę z parku i słyszę jakieś zamieszanie za sobą. Odwracam się, a tu facet na rowerze przy temp. +25 stopni Celsjusza próbuje nakłonić biednego haszczaka do kontynuowania biegu przy rowerze... Dodam tylko, że biedak był na zwykłej obroży. Zwróciłam uwagę, bo próbował się wywinąć... :| Niektórzy są nieźle rąbnięci...
Foxy - 8 Czerwiec 2008, 10:13

Cytat:
facet na rowerze przy temp. +25 stopni Celsjusza próbuje nakłonić biednego haszczaka do kontynuowania biegu przy rowerze...
:shock: :shock:
Po prostu brak słów.. :?
Ale np. mnie kiedyś wkurzyła babka, bo jechałam na rowerze, młoda biegła obok, było ciepło, jakoś na wiosnę, może z 15-17 stopni Chciałam dojechać do parku, tam młoda sobie miała z godzinę odpocząć w cieniu (ja czytałam książkę) a potem z powrotem do domu. W plecaku miałam 1,5 litra chłodnej wody i miskę.
Dojeżdżam już do parku, sucz zmęczona i zaczęła się ociągać, to ja ją namawiam żeby biegła. A tu idzie taka paniusia i jaką mi awanturę zrobiła, że zamęczę psa Oo
A ja mówię do niej, że już zaraz będę w parku i pies odpocznie, poza tym ona ma niespożytą energię. A ona dalej swoje. No brak słów.
Czasem wkurza mnie to, że ludzie się wtrącają. A tego, co powinni widzieć, dziwnym trafem nie widzą :?

Ichigo - 8 Czerwiec 2008, 10:43

To ja wczoraj byłam nad takim małym stawikiem, gdzie Poochini często lubi sobie popływać. I moj psiak ma taki śmieszny styl pływania, że zawsze strasznie chlapie w tej wodzie :shock: Ale od razu mowie, że ja go do wskoczenia do wody nie zmuszam bo on do niej leci jak poparzony i wprost kocha pływanie. I kiedy w końcu Poochiniemu rzuciłam paty do stawu to on popłynął po niego. I nagle taki facet się drze:
- a ten pies umie pływać?!
- ja mu odpowiedziałam, grzecznie że tak umie pływać bo on bardzo często kompie się w stawach.
Po czym facet zamilkł. I potem przez 15 minut się gapił na mnie i na mojego psa x_x
Już mialam dosyć i poszłam wkurzona jak nie wiem co go to obchodzi, że mój pies pływa jak pływa!

2shih-tzu:):) - 8 Czerwiec 2008, 11:09

Ichigo, może w tym moemencie to z troski o psa a nie wtrącanie?

Ja często wyprowadzałam huskacza mojej kuzynki. Nieusłuchany strasznie, ale psiny mi było żal i tak z nim sama potrafiłam chodzić ponad 2 godziny. Nie pozwalałam mu na szarpanie i trzymałam mocno smycz,a on parł do przodu. No 2 godiznach zazwyczaj był padnięty i bardzo spragniony. I już go prowadziłam do domu a ten mi trach w krzaki żeby wszystkie po kolei oznaczyć. Przechodzący starszy pan nawet z rowera zsiadł, zeby mi powiedzieć, że husky bardzo lubią spacery i bieganie. No przecież wiem, skoro go wyprowadzałam, gdy moja kuzynka musiała w pracy siedzieć do nocy. Ale to fajnie, że są ludzie, którzy nie są obojetni na psi los:) mnie ten gościu nie wkurzył.

draca-ena - 8 Czerwiec 2008, 18:41

Uch, nie ma to jak dzieci i pies...
Byłam nad jeziorem z Lily, i poszłam na spacer na plażę nieco oddaloną, za to najładniejszą, chciałam sobie obejrzeć jak tam w tym roku brzeg wygląda i w ogóle isę przejsć.
ÂŻeby dostać się na tę plażę musiałam przejść obok mnóstwa działek i przed jedną z nich, na małej okrągłej łączce bawią się dzieci , tak 5-7 lat, a z nimi mały, czarno-biały mieszaniec.
Lily zapięłam na smycz, tak w razie czego i idę. A dzieci zaraz do psa swojego po imieniu, trochę bezsensownie bo wołały go dla wołania (mogły go wziąc pod pachę i zamknąć za ogrodzeniem, jeąśli chciały, albo jak zawołały to przytrzymać, a one tylko raban robiły wokół tego psa), nie chciał go przyjść więc jak jeden z drugim nie zacznie go okładać rakietkami do badmintona :shock: ... Jak go zaczęły po prostu bić krzyknęłam, że psy nic nie powinny sobie zrobić, bo Lily jest suką więc przestały :shock: . Przechodzę, jak myślałam tak było - psy się tylko obwąchały i spokój...

Ciekawe, czy ten pies nie był czasem prezentem dla tych dzieciaków :roll: .

yuli - 8 Czerwiec 2008, 18:55

Cholera mnie już trafia. Wiecznie słucham na spacerze, jak to mój pies powinien nosić kaganiec, bo jest TAKI WIELKI i groźny(tak, normalnie postrach osiedla na smyczy który do wszystkich merda ogonem...).
Dzisiaj spokojnie sobie idziemy i pani(+pies) z naprzeciwka ucieka na drugą stronę ulicy - w sumie ja chciałam to zrobić, bo dość ciężko się mija w 4 psy i 2 osoby na chodniku - po czym zaczęła krzyczeć, że mam mocno trzymać psa, bo zagryzie jej psa.. a młoda nawet nie zauważyła tamtego wypierdka, dopiero jak pani zaczęła krzyczeć ten AGRESYWNY(btw. 8-mio miesięczny szczeniak) zamerdał wesoło ogonem do psiaka.
Śmieszne to takie, że boją się psa uwiązanego na smyczy który nie stwarza zagrożenia i jest pod kontrolą, kiedy prawdziwi agresorzy(niemało jest dresów z amstafami czy rottweilerami co to puszczają psy samopas i szczują na wszystko co się rusza) latają luzem.. :?

mineralna_ - 9 Czerwiec 2008, 06:03

Yuli, według niektórych ludzi duże, czarne psy to mordercy...
Nigdy nie zdrozumię mojej babci. Jej sąsiad przygranął czarnego labka, który dawniej mieszkał w bloku, ale jego właśxciciele nie mieli czasy żeby się nim 'zajmować' :shock: Labek był spokojnym przylepą. Kiedyś przechodziłam z babcią obok ich furtki i pogłaskałam tego labka, a babcia:
- "kamila, weź przestań, nie głaskaj tego psa! Przecież on taki czarny, duży! To pies morderca!" :roll: :roll: ...

P.S. Ale było fajnie na spacerku z Carmen! I śpi/spała jak zabita :D ;)

2shih-tzu:):) - 9 Czerwiec 2008, 10:30

yuli napisał/a:
latają luzem..


a mnie najbardziej wkurza niekompetencja właścicieli. Ja wychodze z moimi psami i pilnuje na każdym kroku, że za nimi biegam, bo bym się rozdwoiła, ale patrze cały czas gdzie są, jak za daleko to ołam, itd. A tu kurrde nie mogę z psami wyjść bo isę szwendają psy z innych osiedli, bez kagańca, bez obroży itd:/ wkurza mnie to, bo moje psy muszą się wysikać i w dom, a inne bez właściciela i odpowiedzialnośći chodzą cały dzień:/ chociaż by kaganiec założyli:/

Hessa - 9 Czerwiec 2008, 11:02

yuli napisał/a:
Cholera mnie już trafia. Wiecznie słucham na spacerze, jak to mój pies powinien nosić kaganiec, bo jest TAKI WIELKI i groźny(tak, normalnie postrach osiedla na smyczy który do wszystkich merda ogonem...).

Ja kiedyś przejechałam się autobusem z Bachem, wtedy półrocznym. No i był bez kagańca. Jakaś kobieta też z takim tekstem wyskoczyła - duży, czarny, zaraz pewnie ugryzie itp. Pół autobusu się za mną wstawiło, jak wychodziłam, to jeszcze dyskusja trwała...

A co do spacerku, my ostatnio jak z Bachem wyszliśmy to spotkaliśmy malamutkę. Tylko myślałam, ze właściciel gdzieś w pobliżu jest, a jak doszłam do lasu, to patrzę, suka dalej za nami leci, jeszcze w najlepsze z Bachem zaczęła się bawić i taranem na niego... Trochę się wkurzyłam, bo on nie powinien bawić się z takimi ciężkimi psami, w dodatku właściciela ani widu ani słychu, a mi nie uśmiechało się latać za psem po polu, żeby go złapać... No ale po chwili Bachowi zabawa znudziła się, suka zmęczona, to i dała się złapać. Podejrzanie kulała, jak z dysplazją... W każdym razie, w rezultacie ze spaceru wracałam z dwoma psami ;) Na szczęście właściciela po drodze spotkałam. Oczywiście pies do niego radośnie podbiegł i na dzień dobry po tyłku dostał :| Na następnym spacerku też ich spotkałam, tym razem w komplecie. No i wyszło szydło z worka - pies ma niecały rok, dysplazję, po ojcu z rodowodem, a matce bez rodowodu. Już nawet była po operacji przecięcia mięśnia. Przekichane z dysplazją u takiego psa, no ale facet sam się doigrał...

yuli - 9 Czerwiec 2008, 13:48

2shih-tzu:):) napisał/a:
chociaż by kaganiec założyli:/
Nie chociaż. Psy nie powinny biegać w ogóle samopas. Ten kaganiec daje tylko to, że pies nie ugryzie, ale może wpaść pod samochód albo pokryć sukę nawet taką, która idzie z właścicielem(wystarczy pies większy gabarytowo i dość ciężko będzie go odgonić). Może być mnóstwo niefortunnych zdarzeń.
Jak dla mnie powinni wprowadzić w całej Polsce nakaz chipowania psów i niech jeżdzą patrolę SM sprawdzać bezpańskie/biegające samopas psy. I od razu stosowne kary dla właścicieli.

Niech będzie uznawana za mordercę(w sumie wolę, jeśli ludzie nas omijają, bo ona zwyczajnie ludzi nie lubi), ale niech nie wszczynają paniki przy psie POD KONTROLÂĄ(może i jestem chucherko, ale spokojnie daje radę utrzymać te cielaki na spacerze).

draca-ena - 9 Czerwiec 2008, 14:26

mineralna_ napisał/a:
"kamila, weź przestań,


o, witam imienniczkę (tak trochę nie na temat ;) )

yuli napisał/a:
sy nie powinny biegać w ogóle samopas. Ten kaganiec daje tylko to, że pies nie ugryzie, ale może wpaść pod samochód albo pokryć sukę nawet taką, która idzie z właścicielem(wystarczy pies większy gabarytowo i dość ciężko będzie go odgonić). Może być mnóstwo niefortunnych zdarzeń.


A gdzie pies ma się wybiegać, skoro ma być cały czas na smyczy?

Kurczę, zaczynam się cieszyć, że mam psa, który nie potrzebuje tyle ruchu co np. haszczaki ;) .

yuli - 9 Czerwiec 2008, 14:40

Cytat:
A gdzie pies ma się wybiegać, skoro ma być cały czas na smyczy?
A gdzie ja tak napisałam?
draca-ena - 9 Czerwiec 2008, 15:18

yuli napisał/a:
Cytat:
A gdzie pies ma się wybiegać, skoro ma być cały czas na smyczy?
A gdzie ja tak napisałam?


Napisałaś, że psy w ogóle nie powinny biegać samopas. Bo coś może się stać, np. moga wpaść pod auto. A przecież nawet jak właściciel będzie w pobliżu, to pies może sobie coś zrobić - sunia mojej koleżanki wpadła pod auto kilka metrów od domu, gdzie była razem z tą koleżanką. Na szczęście, prócz złamania łapy i makabrycznego wyglądu nic jej się poważnego nie stało.
Tak samo druga sunia innej koleżanki prawie wpadła pod auto, gdy była spuszczona w parku i pilnowana...

Rozumiem, że chodzi Ci op właścicieli, kytórzy puszczają psy przy domu i te sobie tak biegają z jednej strony ulicy na drugą itp.... ale wypadek może zdarzyć się zawsze, czy to w parku przy właścicielu czy przy psie który samopas biega koło domu. Zresztą, tak samo pies spuszczony w parku może próbować pokryć jakąś sunię idącą z właścicielem, zanim owy właściciel nie zdąży zauważyć i podejść...

yuli - 9 Czerwiec 2008, 15:26

Cytat:
samopas
1. «bez opieki lub bez kontroli»
2. «w pojedynkę, oddzielnie»
źródło

Nie panuje nad psem = nie puszczam go.
Druga sprawa, dużo większe prawdopodobieństwo nieszczęścia jest przy psie bez kontroli.
I proszę nie nad intepretować moich słów, określiłam konkretny przypadek.

Arcana - 9 Czerwiec 2008, 15:30

W zasadzie ja też jestem zdania, że pies powinien być trzymany na smyczy, a w takim parku np. to w szczególności. Wczoraj np. miałam sytuację, że byłam z dzieciakiem i psem w parku, a jak syn się bawił na placu zabaw, to ja z suczą odpoczywałam w cieniu - ja na ławce, ona przypięta smyczą leżała pod ławką. W pewnym momencie podbiega goldenka i szczekając próbuje zachęcić moją do zabawy. Ona zdenerwowana, bo akurat dawałam jej trochę karmy (zabieram czasem ze sobą, bo ona rano nie jest głodna, dopiero je jak się przespaceruje), zjeżyła się i oczywiście wyrywa do psa... Za chwilę podbiega drugi golden i zaczynają się te dwa retrievery bawić przy "naszej" ławce. Właściciele psów wcale się nie kwapią, żeby je zabrać, a moja Saga się cała w smyczy plącze. Dopiero mój "piorunujący" wzrok skłonił właścicielkę jednej suki do zabrania jej. Pominę fakt, że w ogóle "pańci" nie słuchała, ta ją wręcz musiała gonić :shock: . Ja rozumiem, że niektóre psy faktycznie nie odstępują nogi swojego pana na krok i wtedy mi nie przeszkadzają. Ale park jest generalnie miejscem także dla dzieci, ludzi starszych i innych osób, którym niekoniecznie musi odpowiadać bliska i bardzo bliska obecność obcego psa, jeszcze takiego co do każdego człowieka i psa musi podejść...
Rashi - 9 Czerwiec 2008, 15:35

przy dzieciach czyt. placach zabaw- uwazam ze niedopuszczalne
ale na polankach,zdala od tlumu- jak najbardziej :]

draca-ena - 9 Czerwiec 2008, 15:38

arcana81, zależy o jakim parku się mówi ;) .
Ja mówię o moim, zdezelowanym i kompletnie nieużytkowanym parku. Tzn. używanym nocą przez jakieś podejrzane typki, podobno ;) . W dzień nie ma tam żadnych dzieci, ludzie raz na 100 lat, czasem właściciele z psami, jak ja ;) . W sumie, przez to jest tym ładniejszym parkiem, więc nawet dobrzxe, że w dzień nikogo tam nie ma, a w nocy z psem na spacery nie chodzę :) . No i Lily należy do psów trzymających się właściciela - może nie cały czas przy nodze, ale w pobliżu i raczej się nie narzuca nikomu ;) .
Do drugiego parku nie chodzę - bo tam ruch jest przez cały dzień, pijaczki siedzą cały czas, stale ktoś przechodzi, matki z dziećmi też, więc jeśli tamtędy idę, to tylko jeśli Lily jest na smyczy ;) .

yuli - okej. Ale mówię tylko, że ryzyko wypadku zawsze jest, nawet jeśli mniejsze. Nie przepowiesz chyba każdemu, że ma nie spuszczać bo nie ma kontroli nad swoim psem -tacy ludzie i tak zwykle wiedzą swoje :roll: .
Poza tym mówimy o wypadkach - gdy np. pies wpada pod samochód. Niby nie masz kontroli - nie puszczaj. Ale to wypadki. Kilka sekund. Ludzie też wpadają pod auta, a oni przecież wiedzą, że trzeba zwracaźć uwagę, psy - nie. To tak jakby powiedzieć, że małe dzieci też powinniśmy trzymać na smyczy bo przecież nie zawsze mamyy 100% kontroli nad tym czy nie wpadną pod samochód, zawsze może coś strzelić do główki ;) . Już kilka razy mijałam matkę najednej stronie ulicy, dzieciaka na drugiej, i panikę matki, że "Maciusiu, nie wolno samemu przechodzić, przecież mówiłam, czekaj tam, przyjdę po ciebie". A co dopiero pies ;) . Zresztą, nieraz szłam z kilkulatkiem na spacer i wiem, że nawet trzymane za rękę często wyrwałyby się w nieodpowiednim momencie ;) .
Psa utrzymamy na smyczy, bez smyczy - i nasza kontrola na niewiele może się zdać, a przecież puszczany jednak czasem musi być ;) .

2shih-tzu:):) - 9 Czerwiec 2008, 16:27

[quote="yuli"]
2shih-tzu:):) napisał/a:
chociaż by kaganiec założyli:/
Nie chociaż. Psy nie powinny biegać w ogóle samopas.

Na moim podwórku przewinie się dziennie koło 5 psów bezpańskich (z tego co widzę, a że nie siedzę przy oknie cały czas to pewnie jeszcze więcej). Chodzi mi z tym kagańcem o to, że stają się zagrożeniem również dla innych, mniejszych psów, mam w tym momencie na myśli moje. Jeden już warczał na moją suczkę, to ją szybko zawołałam i jego przegoniłam. Był na tyle duży, że spokojnie mógł jej zrobic poważną krzywdę.

bjossa - 9 Czerwiec 2008, 17:32

tak szeczerze to nigdy nie ma sie 100% kontroli nad psem. Pies moze sie bardziej lub mniej słuchać, ale zawsze coś sie może wydarzyć. Brutusek nigdy nikogo nie ugryzł, daje sie pogłaskac obcym ale niechętnie i widac po jego minie że to mu nie sprawia przyjemności. Nie rzuca sie na ludzi i ja mu ufam, ale kiedys bez ostrzeżenia zaczął rzucac sie ja jakiegoś pijaczka. Dobrze ze był na smyczy... co mu odwaliło? nie wiem...

tak samo jest z przychodzeniem, ide z psem po plazy to jest grzeczny, nie szwęda sie niewiadomo gdzie, jak go zawołam to przyjdzie... ale jak wystrzeli petarda to sobie moge go wołać do woli... pies jest przerażony i biegnie na oślep..

ja czasami nad sobą nie panuje w 100% wiec jak moge panowac nad psem?


co innego te nieszczesne psy biegające luzem... moja kolezanka tak własnie psa wyprowadzała... rano przed szkoła na dwór, a jak wracała to go wołała z osiedla.

ja swojego psa puszczam tam gdzie wiem ze nie bedzie petard i innych psów. Nie spuszcze go na podwórku pomiedzy blokami czy w uczęszczanym parku.

A to, ze mojego psa ludzie sie boją to mi nawet odpowiada 8-) Bachornia zamiast pakowac pieskowi ręce do oczu omija go szerokim łukiem.

Agata - 9 Czerwiec 2008, 20:44

No a ja dzisiaj jak sobie szłam na pola to po drodzę wyskoczyło z jednej bramy jakieś BYDLE :D Emil na smyczy i w kagańcu. W pierwszej sekundzie miałam nadzieję ze to suka...ale nie. Pies w całej swojej okazałości. Zaczęły się bulgoty itp. Myślałam ze będzie po nas aż nagle z podwórka biegnie właścicielka i woła "Maxa" no i było "Przepraszam ale ktos źle zamknął ogrodzenie".
No a na polach miałam psa na długiej smyczy bo było dużo psów no i małe starcie z gotującym się w sobie amstaffem było, ale pan właściciel mięśniak miał takie łapska, że utrzymał podopiecznego :D

KW - 9 Czerwiec 2008, 20:47

Dla nas na najbliższe 4 tygodnie słowo spacer wogóle będzie obce:-(
Margo - 9 Czerwiec 2008, 20:49

KW a co się stało ?
KW - 9 Czerwiec 2008, 20:51

W sobotę moje malutkie stworzonko miało artrotomię:-(
Agata - 9 Czerwiec 2008, 20:55

KW napisał/a:
W sobotę moje malutkie stworzonko miało artrotomię:


A jakiego stawu? I co było psince? :(

KW - 9 Czerwiec 2008, 21:02

Kokolino miał OCD niestety jako jeden na milion był odporny na antybiotyki więc staw był do roboty (przednia nóżka). Miała być artroskopia ( po poszukiwaniach znalazłam chyba jedyny artroskow w kraju w W-wie), niestety dostał krwotoku i musieli robić artrotomię. Leży bidulka teraz i nawet nie ma ochoty na czułości:-(
an1a - 9 Czerwiec 2008, 21:07

Na mnie dzisiaj ludzie patrzyli się jak na jakiegoś świra... czekałam z psem pod sklepem i szedł facet z psem. Mój od razu zaczął bulgot i wyrywał się do tamtego. Ocknął się dopiero po kilku szarpnięciach kolczatką.. a ludzi chyba najbardziej zdziwiło, że go chwilę później zaczęłam głaskać :P chyba prędzej spodziewali się jakiegoś kopniaka niż czułości :)
Klajda94 - 10 Czerwiec 2008, 15:19

an1a napisał/a:
Chyba prędzej spodziewali się jakiegoś kopniaka niż czułości :)

Ehh ci ludzie.. :roll:

To ja sobie przed chwilą idę na 30 minutowym spacerku i przechodzimy obok małego chłopczyka z suczką jamnika.. No to małe powąchały się a chłopczyk:
- To dziewczynka?
- Nie, chłopczyk, ale nic nie zrobi, jest młody i lubi inne psy ;)
- A to dobrze, bo jakby była dziewczynka i dziewczynka to by się pogryzły :mrgreen:
Ja się tylko uśmiechnęłam i poszłam, bo psiaki nawet nie miały ochoty na zabawę, aż tak jest ciepło :roll: Widocznie jamniczka pogryzła się z suczką i teraz chłopczyk uważa :P Słodkie to było :mrgreen:

Foxy - 10 Czerwiec 2008, 17:13

Jamniczka może po prostu suk nie lubić i stąd to wynika.. Przecież czasem tak jest..
Klajda94 - 10 Czerwiec 2008, 19:29

Foxy napisał/a:
Jamniczka może po prostu suk nie lubić i stąd to wynika.. Przecież czasem tak jest..

No przecież o tym napisałam.. Tu chodzi o sytuację, ten chłopczyk miał gdzieś koło 5 lat ^^

Foxy - 11 Czerwiec 2008, 21:40

Ależ się dzisiaj wkurzyłam. Szłam do teściowej mojego brata (bez psa) i tak sobie idę i patrzę: idzie starsza babcia z psem, kundelkiem na smyczy, w ręce ma patyk. I bije psa! Najpierw smyczą, potem patykiem.
Więc podchodzę szybko bliżej, pies się cały trzęsie, a ona go bije i drze się na niego: wszystkiego się boisz ( :shock: )
Myślałam, że tam zawału dostanę. I rozmowa (b-babcia)
ja: Czemu pani bije tego psa?!
b: bo poszłam z nim tam koło placu zabaw, tam dzieci skaczą, a on się boi!
Ja: :shock: To trzeba chodzić z psem w inne miejsca!
B: tak, ale jak go puściłam ze smyczy, to pobiegł w stronę piaskownicy, a ja się bałam, że na ulicę ucieknie!
Ja: To trzeba psa nauczyć wracania!
B: Ale on ciągnie na smyczy.
Ja: to trzeba nauczyć go chodzenia na smyczy!
B: ale, ale, ale.. (argumentów brakło) Czasami to tak można.
Ja: Co można? CO można?! Nic nie można! NIe wolno bić psa, bo to niewychowawcze i nie przynosi żadnego skutku!

No i rozmowa się skończyła. Ale się wkurzyłam.. :?
Ale przechodziła jeszcze babka z jakimś dużym psem i widziała o co chodzi i też mnie poparła..

klaudia - 11 Czerwiec 2008, 21:46

Co za babsztyl! Biedny pies...
Foxy - 11 Czerwiec 2008, 21:47

Tzn. to było o tyle ciekawe, że ona jeszcze mówiła, że ona wie, że nie wolno, ALE...
Nie no głupia jakaś. I bije psa, bo ten się boi krzyczących, skaczących, biegających dzieci.. Oo :shock:

Diana S - 12 Czerwiec 2008, 18:55

ÂŻeby było inaczej...ja widziałam babke ktora to szła z biednym starym psem ...idzie naokoło stadionu..pies jak to pies chce powachac trawe załatwic sie zrobic siku kupe na trawie...jak pies wchodzi na ta trawe ta babcia jak go zdziela smycza...dlaczego? bo wchodzi na trawe a tego nie powinien robic...pies sie odgrazał warczał pokazywał zeby bo choroba gdzie mam robic??
Nic sie nie odezwałam, bo wiedziałam tak jak piszes Dorka spełznie to na niczym babcia stara, nic do niej nie docierało...nic...
Babcia tylko zawistym okiem na nas patrzała jak ja...ze znajomymi siedziałam na trafce ( z pifkiem) w dodatki inne psy na trawie siedziały...skandal...
Niech tylko babcia by cos powiedziała...miałam juz przygotowana odpowiedz....

KW - 12 Czerwiec 2008, 19:14

:shock: bez komentarza :shock: szkoda psiaków...
reniefer1222 - 12 Czerwiec 2008, 20:41

Diana S masy rację...Mase jest takich ludzi...
Ale mnie najbardziej bulwersują osoby, które myślą że im inni psa z ręki wyrwą...
tzn. nie dadzą psa pogłaskać pobawić sie,ale nie chodzi o to że ugryzą...
nie wiem czemu...


A co do wrazeń ze spacerów to sporo miałam takich zwałowych wpadek...
np.
Pod murkiem spał pijak...Atos podszedł do niego i zaczął go obwąchiwać...Pijak go odgoniłgadając coś przy tym...No to poszliśmy dalej...
Jak wracaliśmy to ten sam pijak znowu spał...Atos podszedł do niego obsikał go i poszedł dalej... :evil:
:D

KW - 12 Czerwiec 2008, 20:48

...Atos podszedł do niego obsikał go i poszedł dalej...

No bez przesady... szacunek należy sie każdemu człowiekowi. Moim zdaniem nie ma się czym chwalić. Tym bardziej, że nic złego Twojemu psu ani Tobie nie zrobił.

Foxy - 12 Czerwiec 2008, 20:50

Cytat:
Ale mnie najbardziej bulwersują osoby, które myślą że im inni psa z ręki wyrwą...
tzn. nie dadzą psa pogłaskać pobawić sie,ale nie chodzi o to że ugryzą...
nie wiem czemu...
Hmm.. nie każdy chce, żeby jego pies był przylepą, która da się każdemu pogłaskać.
Diana S - 12 Czerwiec 2008, 20:50

A ja musze powiedziec o pijakach bardzo pochlebna opinie..
Idac droga w parku pijak wiecej czułosci pokaze psu...mile zagaduje ... niz trzezwy przechodzien,
pijaczyna nawet potrafił powiedziec ze moja Daisy to chart Rosyjski Borzoj...brawo... :mrgreen:

Rashi - 12 Czerwiec 2008, 20:58

Nie wiem...jak ktos na moich oczach zdziela huska to nie umiem sie powstrzymac....przy innych rasach sie powstrzymuje z powodow wyzej wymienionych.....
Cytat:
nie każdy chce, żeby jego pies był przylepą, która da się każdemu pogłaskać.

przy psach obronnych-ok, ale u innych takie cos niweluje agresje w poznejszym zyciu w stosunku do ludzi-moim zdaniem, lepiej by pies byl przylepa niz rzucal sie na kazdego ;) Oczwiscie w pozneijszym zyciu tez nie pozwalam niektorym poglaskac Rasha- ale sa to tylko dzieci, ktore po prostu nei rozumieja ze nie kazdy pies jest taki lagodny jak moj, pierw czekam na zdanie rodzicow wyjasniam dziecku a potem pozwalam :D ... pozatym wiem jaka to przyjemnosc pomiziac mojego psa i nie mam serca nikomu odmawiac :mrgreen:

Foxy - 12 Czerwiec 2008, 21:04

Ja też jestem zdania, że lepiej mieć psa przylepę, niż agresora.. No ale ilu masz ludzi, tyle masz zdań..
reniefer1222 - 12 Czerwiec 2008, 21:08

każdy ma włąsne zdanie...Ja się nie będę kłucić...
Rashi - 12 Czerwiec 2008, 21:10

Cytat:
Ale mnie najbardziej bulwersują osoby, które myślą że im inni psa z ręki wyrwą...
tzn. nie dadzą psa pogłaskać pobawić sie,ale nie chodzi o to że ugryzą...
nie wiem czemu...

myslalam ze masz podobne :shock:

Arcana - 12 Czerwiec 2008, 21:11

Foxy napisał/a:
Ja też jestem zdania, że lepiej mieć psa przylepę, niż agresora


Niestety czasem nie jest to dobre dla psa. Moja jest taka naiwna przylepa, a przecież obcy człowiek też może zrobić psu krzywdę. Różne świry chodzą po świecie... :| . A już na prawdę denerwują mnie ludzie, którzy czymś karmią mojego psa bez pytania czy można...

Foxy - 12 Czerwiec 2008, 21:15

arcana81, jednak agresywny pies to dużo większy kłopot niż przylepa..
Rashi - 12 Czerwiec 2008, 21:15

Cytat:
którzy czymś karmią mojego psa bez pytania czy można...

tego w zyciu!!!! zaczynam po ludziach ryczec jak glupia! Jeszcze by mi tego brakowalo by miec psa grubego :]

Arcana, nie chodzi o to by pijakowi badz zulowi dac poglaskac, ale jakiemus diecku czu osobie ,ktora bardzo te psy lubi
Ostatnio spotkalam babke z dzieciem niepelnosprawnym w WPKiW no i sie spytala czy moze poglaskac bo zawsze marzyla o takim, ale z wiadomych przyczyn musiala zrezygnowac...noi jak odmowic???? jeszcze pozwolilam dziecku go przytulic,nawet nie wiecie jak sie ucieszyl :D

KW - 12 Czerwiec 2008, 21:22

Jak pracowałam w sklepie zoo to przychodziła do nas pani z dzieckiem chorym na autyzm, jak to dziecko wpijało się z radością w mojego psa to aż chwytało za serce, mogło to dziecko wszystko zrobić z Nuśkiem a on zawsze był spokojny choć u mnie w rodzinie nie ma wogóle dzieci poniżej 16 lat. Właśnie dlatego lubię opanowane, spokojne psy:-)
Rashi - 12 Czerwiec 2008, 21:26

Moj jest zbizokwany zwariowany, ani krzty w nim spokoju- ale potrafi sie zachowac :]
Ostatnio moja mama byla z nim u swoje znajomej ktora ma syna z porazeniem mozgowym- chlopak sparalizowany calkowicie do glowy ( nawet przelyk) a Rash grzeczny i potulny, jak sie mu smaczkow troche dalo to chlopaka po twarzy lizal ;) łapki podawal, z reki mu smaczki bral ( oczywiscie pierw robiac nieco sztuczek 8-) )
Chlopak- w 7 niebie- i co warto miec potulaska dla takich chwil ?

KW - 12 Czerwiec 2008, 21:37

Nie od parady w końcu tak cenione są w dogoterapii:-)
Diana S - 12 Czerwiec 2008, 21:38

Moja wina ...dzieciak podchodzi do mojej Daisy by ja przytulic a ja nie w pore zareagowałam i dzieciak tuli psa... tuli tuli a ja widze ze suka robi dziwne oko łeb przewraca w bok i co? choroba mysle ze zaraz bedzie atak... suka zareagowała tak samo na psa CP idetycznie...atak...
wiedziałam ze psa reakcja bedzie ta sama..szybo ciagne psa tak ze jej oczy wychodza z orbit ciagne ja w celu unikniecia ataku...
Ale najadłam sie strachu...moja nie uwaga zero reakcji rodzica ze dzieciak podchodzi do obcego psa i go tuli....
zimno na sama mysl mi sie robi co by było gdyby...

Rashi - 12 Czerwiec 2008, 21:42

Dlatego niektorzy pozwalaja-niektorzy nie ;)
Diana S - 12 Czerwiec 2008, 21:46

Rashi napisał/a:
Dlatego niektorzy pozwalaja-niektorzy nie ;)


Ja nie pozwalam podchodzic, moje psy to agresory...połykaja człowieka w całosci z koscmi...nie ma zmiłuj sie oj biada tym ktorzy podejda...biada...

Arcana - 12 Czerwiec 2008, 21:50

Foxy napisał/a:
arcana81, jednak agresywny pies to dużo większy kłopot niż przylepa..


Idealnie byłoby mieć takiego psa jak jest Rashid - generalnie olewa ludzi. Mnie bardzo zależy na tym by Saga nie była taką typową przylepą, bo się o nią boję... Niestety wiem, że są ludzie, którzy na przykład mogliby ją otruć czy skrzywdzić w jakiś inny sposób. Agresja w stosunku do ludzi raczej jej nie grozi.

Rashi - 12 Czerwiec 2008, 22:02

Arcana- moj tez byl taka przylepa jak Twoja Saga- z czasem same nabieraja ostroznosci.....

No ale chyba zawsze wybieram obwachanie psa niz przytulaski od ludkow- tego to chyba mial za duzo w domu :mrgreen:

Wiesz- przy czlowieku sie zatrzyma, a za psem poleci hej daleko- raz za bokserka mi zwial i biegal po ulicach :cry: no szlag tylko trafia ...

Arcana - 12 Czerwiec 2008, 22:07

Rashi napisał/a:
Arcana- moj tez byl taka przylepa jak Twoja Saga- z czasem same nabieraja ostroznosci.....


Mam nadzieję... ;)

Rashi napisał/a:
przy czlowieku sie zatrzyma, a za psem poleci hej daleko

Znam to, moja wprawdzie jak do tej pory wróciła po obwąchaniu, ale kiedyś może być gorzej... :| .

Ichigo - 14 Czerwiec 2008, 10:39

Hmm nie wiem czy to jest cecha negatywna czy nie, ale jak Pucini widzi, że jakiś człowiek wyciąga rękę aby pogłaskać Puciniego(obojętnie czy to dorosły czy małe dziecko) zaraz chowa się za mnie i robi wszystko, aby nie być pogłaskanym (oczywiście zero agresji, brak warczenia czy pokazywania zębów). Jeśli chodzi o psy to na spacerach jak zpbaczy jakiegoś psa to chce do niego iść, ale jak usłyszy mój głos 'chodź tutaj' to natychmiastowa nawrotka. W sumie cieszę się, że ma taki charakter bo jak widzę labka mojej kuzynki który lgnie niesamowicie do ludzi i psow (zresztą jak każdy labek) to zaczynam doceniać coraz bardziej Poochiniego.
Foxy - 14 Czerwiec 2008, 11:25

Cytat:
lgnie niesamowicie do ludzi i psow (zresztą jak każdy labek)
Nie każdy 8-) To tylko stereotyp. Niestety, ale strachliwe i agresywne labki to nie taka rzadkość, jakby się wydawało.

Cytat:
wszystko, aby nie być pogłaskanym
Widocznie sobie nie życzy kontaktu z człowiekiem. Ale ważne jest to, że się odsuwa, a nie np. od razu gryzie.
Rashi - 14 Czerwiec 2008, 12:12

Cytat:
Hmm nie wiem czy to jest cecha negatywna czy nie, ale jak Pucini widzi, że jakiś człowiek wyciąga rękę aby pogłaskać Puciniego(obojętnie czy to dorosły czy małe dziecko) zaraz chowa się za mnie i robi wszystko, aby nie być pogłaskanym (oczywiście zero agresji, brak warczenia czy pokazywania zębów

Osobiscie bym radziła jak najczestszy kontakt z obcymi ludzmi, jak najczesciej by byl głaskany i sie do tego przyzwyczajal- w pozniejszym czasie moze sie taki lek przerodzic w agresje, oczywiscie moze ,ale nie musi.
Wiele psow na poczatku sie boi, lek rosnie wiec potem zaczynaja zeby pokazywac w ramach ochrony....

Ichigo - 14 Czerwiec 2008, 12:24

Ale zastanawiają mnie niektóre rzeczy. Ostatnio przyjechała do mnie ciocia (Pucini jeszcze nigdy nie miał z nią kontaktu) i usiadła na tapczanie po czym mój psiak od razu koło niej się położył i dawał się głaskać bez zadnych foch i tak samo było z taty kolegą. On jak chce poznac jakiegoś człowieka to skrada się i go obwąchuje, ale kiedy zostaje zauważony odskakuje i często musze to tłumaczyć ludziom, ktorzy chcą go pogłaskać, a zwłaszcza na ulicy. :roll:
Foxy - 14 Czerwiec 2008, 12:29

Ichigo, bo to wszystko zależy od psa. Są psy lgnące do ludzi, a są takie, które są nieufne wobec obcych. Czy takie zachowanie może się przerodzić w strach, tu bym sie zastanawiała. Jest taka możliwość, ale również jest i taka, że pies po prostu taki zostanie: nie będzie lgnął do ludzi, a się odsuwał.
Co do tego, że Twojej cioci dał się pogłaskać: moja sucz jest agresywna do obcych ludzi. Ale ma takich, których widzi pierwszy raz w życiu, a da się pogłaskać. Widocznie akurat niektóre osoby jej pasują.

Agata - 14 Czerwiec 2008, 13:28

Nie wiem czy to można nazwać wrażeniem ze spacerów, ale niech będzie.
Wczoraj byłam z kotem u weta. Siedziałam sobie w poczekalni. Na dworze stał ze swoją Panią baaardzo żywy golden, z którym sobie delikatnie mówiąc nie dawała kobieta rady. Z sąsiedniego gabinetu wychodził owczarek niemiecki. Golden do niego się wyrywa, Owczarek pokazuje zęby, wkurzył się, ale właścicielka go trzyma. Niestety piękny golden wyrwał się i pobiegł do Onka, a ten się na niego rzucił. ÂŁapał go za kark zębami i w ogóle nie popuszczał psu. Kobiety krzyczą, piszczą itp. W końcu udało się psy rozdzielić. Nic się nikomu nie stało. Zgadnijcie kto dostał największy ochrzan przez pozostałych pacjentów? ONek! Pytania w stylu "dlaczego pies nie ma kagańca?", "co za agresor". A ja pytam dlaczego właścicielka goldena nie trzymała go krótko? Dlaczego pozwoliła mu podejść do tego psa ( żeby się pobawił)? Właściciele takich psów powinni chyba być świadomi tego, że nie każdy jest taki łagodny.

[ Dodano: 15 Czerwiec 2008, 10:56 ]
Muszę się Was poradzić.
Dzisiaj rano byłam z Emilem na spacerze. Kiedy wracaliśmy na naszej ulicy po raz kolejny biegały sobie dwa kundelki zaczepiając Emila. Nie byłam w stanie iść ani jednego kroku bo pies mnie tak ciągnął, że bym go nie utrzymała. Był strasznie wkurzony. Z pomocą przyszły sąsiadki, które jednego psa przegoniły. Na drugiego nie znalazłam innego sposobu jak wydłużenie smyczy Emilowi. Pomogło- pogonił go błyskawicznie.
Takie sytuacje się ciągle powtarzają. Ja już nawet zmieniłam trasy spacerów aby omijać te psy, ale kiedy mam mało czasu rano to nie mogę iść inną drogą. Domyślam się do kogo należy jeden z tych psów, ale niestety jego właścicielem jest człowiek chory psychicznie i nie dogadam się z nim nigdy. Czasami na tym podwórku gdzie pies przebywa są jakieś dzieci, no ale przecież z nimi nie będę rozmawiać. Zastanawiam się nad strażą miejską, bo już nie mam siły :( Każde przejście wzdłuż tej ulicy to jest koszmar. Drugi pies też pomieszkuje na tym samym podwórku ale nie jestem pewna do kogo należy. Nie wiem co zrobić w tej sytuacji. Myślę, że te psy nie są ani zarejestrowane ani zaszczepione. Co zrobi straż miejska jak zgłoszę skargę? Czy oni mogą te psy uśpić? :(

Pianka - 16 Czerwiec 2008, 11:41

Agata napisał/a:
Co zrobi straż miejska jak zgłoszę skargę? Czy oni mogą te psy uśpić?

Nie wiem gdzie mieszkasz, ale jeśli schronisko ma podpisaną umowę z gmina twojego miasta to obowiązkiem straży miejskiej jest dostarczenie tych psów do schroniska lub poinformowanie schroniska o danym problemie.
Pies trafia do schroniska a tam musi przejść 2-tygodniowa kwarantanne.

Agata - 16 Czerwiec 2008, 12:59

Pianka napisał/a:
Nie wiem gdzie mieszkasz, ale jeśli schronisko ma podpisaną umowę z gmina twojego miasta to obowiązkiem straży miejskiej jest dostarczenie tych psów do schroniska lub poinformowanie schroniska o danym problemie.
Pies trafia do schroniska a tam musi przejść 2-tygodniowa kwarantanne.


Moje miasto ma taką umowę. Chodzi mi o to, że te psy mają praktycznie właściciela. Tylko że on pozwala im się błąkać na ulicy. Tak czy siak te psy wracają na jego podwórko. Przypuszczam, że nie są one zarejestrowane ani zaszczepione. Więc czy w tym wypadku psy mające "nieformalnego" właściciela zostaną mu zabrane czy po prostu na tego właściciela zostanie nałożony mandat i obowiązek zarejestrowania psów? Nie chciałabym aby one trafiły do schroniska, tylko żeby właściciel ich pilnował.

Pianka - 16 Czerwiec 2008, 15:06

Nie przyznawaj się, że znasz ich właściciela. Zadzwoń i powiedz, że widujesz te psy od jakiegoś czasu i pewnie są bezdomne.

Jak dla mnie ludzie, którzy nie pilnują psów nie zasługują na nich.

2shih-tzu:):) - 26 Czerwiec 2008, 21:58

wrociłam własnie z moimi bestiami do domu. Pobiegały jak szalone, z rędkością światła, az nagla przysżła moje koleżanka ze swoim psem. W pobliżu był jeszcze bezpański, ale dokarmiany kot. Zainteresowały sie troche, zaczęły obwąchiwać itd. A w pewnym momencie idzie moj sąsiad i o moich psach: "trzy koty i pies" (pies to tej koleżanki). Jak mnie ta uwaga wkurzyła! Jak isę nie zna na rasopodobnych:P to co gada:P jakby powiedział: fajne kundle, czy cos, to bym przełknęła, ale gdzie tam podróbka shih-tzu do kota! Kot wyglada jak czarna pantera, wysoki, giętki i smukły, a to ma tylko łebek spłaszczony i tyle:/ zreszta co on wogóle wie o zwierzętach, jedyne co tej rodiznie w głowie to aby się obrać w markowe ciuchy i nie narobić. No chyba ze mnie podrywał:P hehe

morał jest taki, ze mnmie wkurzają komentarze ludzi. Ja go nie komentuję : "ale chude nogi" albo "zrobisz wkońcu coś z tymi podkowami pod oczami?"

Gato - 27 Czerwiec 2008, 15:48

w sumie to nie jest moje wrażenie ze spaceru, tylko z balkonu (fakt, że byłam tam z Vegą i ledwo się mieściłyśmy, no ale). otóż balkon w bloku, typowe osiedle wieżowców. jedno z niewielu u nas, na którym zrobiono wybieg dla psów (czyli ogrodzono siatką kawałek trawnika - właściwie teraz to kawał ubitej ziemi, gdzie piętrzą się kupy). no i widzę taki oto śliczny obrazek. pani na ławeczce, w środku, do tego 'okólnika' wpuszczony rottweiler. pies najpierw siedział przy siatce bezmyślnie, a potem, gdy na innym trawniku dwójka ludzi spuściła swoje psy - stał i obserwował ich zabawę. przykry był to widok, przynajmniej dla mnie. po pierwsze dlatego, że ludzie chyba nie rozumieją zastosowania takiego rozwiązania, po drugie nie dbają o ten wybieg, po trzecie co wiąże się z drugim nie korzystają z niego lub robią to niewłaściwie. i po co to w takim razie? ech... :roll:
Rashi - 27 Czerwiec 2008, 18:02

Ehhhh....wczoraj z Rashen wsiaklam.....na 7 h :shock: moja siostra i mama do mne z 4 razy wydzwanialy bo sie o psiaka martwily :P dzis.....2,5 godziny.....ale ...kurcze no burak cos padniety ..... :roll: ehhhh do[.....] z taka pogoda....ani z psem porzadnie nie moge wyjsc na spacer bo zaraz pada :P
Bedzium - 28 Czerwiec 2008, 08:19

7h i mało Ci jeszcze? :twisted:
Ja jak dziś wyszła z Dropsem to poszliśmy na forty. I klasycznie zwiał mi. Dopiero po 20 minutach wrócił. A jak już szliśmy do domu przez pole to jakaś babka powiedziała: "o jaki grzeczny piesek" Drops chyba tego nie zrozumiał w dokładnym znaczeniu i popruł przed siebie :shock: Za to byłam dumna z niego gdy zatrzymał się przed ulicą (z moją delikatną pomocą "STOOOOOP") 8-)

Bellatrix - 28 Czerwiec 2008, 10:27

Agata napisał/a:
innego sposobu jak wydłużenie smyczy Emilowi. Pomogło- pogonił go błyskawicznie.

No ja też mam taki problem.Dwoje się i troje żeby oduczyć Amiga agresji do psów,a kiedy już się udaje i przechodzi koło psów obojętnie to jest sytuacja kiedy w samoobronie muszę go poszczuć na jakiegoś psa i całe dobre wychowanie szlag trafia :evil:
Niedawno szłam sobie spokojnie chodnikiem,naprzeciwko szła babka z taki czymś w rodzaju akita/kaukaz wielki mieszaniec.Ja kazałam iść Amigowi przy nodze i było by ok.gdyby nie coś czego się nie spodziewałam.Ta baba w ogóle nie panowała nad psem,ani fizycznie,ani w żaden inny sposób.Kiedy ją mijaliśmy pies pobiegł z wyszczerzonymi kłami(na szczęście w kagańcu),ona na końcu smyczy za nim jak szmaciana lalka.Ten jej pies zaczął mnie okładać metalowym kagańcem,Amigo dostał szału i w mojej obronie przegonił go.Mało tego jak Amigo go przegonił to ten pies poleciał na środek ulicy ciągnąc swoją panią pod samochód,już chciałam podlecieć i go złapać,ale jakoś się babka wybroniła,z tym że była blada jak papier ze strachu.
Moim zdaniem to szczyt głupoty mieć takiego wielkiego psa i w żaden sposób nie mieć nad nim kontroli.W takiej sytuacji powinna z nim iść na porządne szkolenie,tym bardziej że nie ma siły go utrzymać i jakaś taka wystraszona jest,niepewna siebie. :roll:

KW - 28 Czerwiec 2008, 10:43

Bellatrix napisał/a:
Moim zdaniem to szczyt głupoty mieć takiego wielkiego psa i w żaden sposób nie mieć nad nim kontroli.W takiej sytuacji powinna z nim iść na porządne szkolenie,tym bardziej że nie ma siły go utrzymać i jakaś taka wystraszona jest,niepewna siebie.

Często, gęsto są to mamy bądz babcie dzieci/wnuków, którym kiedyś zachciało się pieska a teraz nie ma kto z nim nawet na spacery wychodzić, bo się zabaweczka znudziła :? Sama miałam taki egzemplarz w mojej klatce, ile nerwów przy tej kobiecie i jej psie zjadłam to moje :|

2shih-tzu:):) - 28 Czerwiec 2008, 11:41

Kurcze no też mam ten sam problem. Moje dwa małe łebki, jak tylko usłyszą innego psa (lub zobaczą) to w długą i ja sobie moge wołać. Najgorsze jest to, ze one biegną za jakimiś popapranymi psami, co warczą na nie, tylko dlatego że chcą się bawić. Muszę chyba dziś z nimi na smyczy potrenować "chodź tu". Dzisiaj mojego chłopaka (mowa o psie:P) uczyłam, zeby się nie bał odkurzacza i żeby przychodził do mnie mimo strachu i rozkojarzenia właśnie z powodu czegoś głośnego, itd. Szyneczka działa na niego jak nic;) , chociaż początkowo miał duze opory. chyba mnie nie rozumiał, bo mu kazałam "tu podejsć" a on się kładł, bo w sumie jak mu każę leżeć to też daje palec w dół. Coś więc muszę zmienić. :roll:
Czytałam kiedyś w ksiażce, zeby pies sie nie bał odkurzacza to kazac mu do siebie podejsć i nagroda, w ten sposób nie będzie juz tak źle kojarzył odkurzacza i staje się bardziej na niego obojętny, czy coś.
Czy ta medota ze smyczą starczy jak narazie? Jakie Wy miałyście sposoby, zeby pies przybiegał na zawołanie?
Musze dodać, że ostatnio poszłam z nimi do sklepu:P szły za mną bez smyczy,ale "do nogi" im opornie idzie. Chyba jakiś sie urodził brak zaufania: one chyba myślą, ze jak je wołam to odrazu zamknę w domu i nie wypuszczę. No ale przecież one musza wiedzieć, ze muszą się słuchać swojej "pani", cokolwiek by nie zrobiła (czyli wzięła do domu lub tylko na chwile przytrzymała)

Gato - 28 Czerwiec 2008, 12:17

2shih-tzu:):) napisał/a:
hyba jakiś sie urodził brak zaufania: one chyba myślą, ze jak je wołam to odrazu zamknę w domu i nie wypuszczę. No ale przecież one musza wiedzieć, ze muszą się słuchać swojej "pani", cokolwiek by nie zrobiła (czyli wzięła do domu lub tylko na chwile przytrzymała)

jeśli wołasz je tylko po to, żeby przypiąć je na smycz, albo w momencie gdy chcesz je przytrzymać to nie dziwię się, że nie chcą wracać. wywołałaś skojarzenie 'wołam-wracamy do domu' stąd reakcja odwrotna do oczekiwanej - zamiast gnać do Ciebie, zatrzymują się lub uciekają. polecam ćwiczenia na lince, dużo smakołyków i dużo wołania 'po nic', po prostu żeby przychodziły, a czasem zapiąć na moment na smycz i zaraz puścić. trochę roboty, ale jak będziesz konsekwentna to wszystko będzie dobrze ;] .

a ja dziś miłe wrażenie ze spaceru przyniosłam. dwa psy (jeden mój) obok siebie, żadnego zaczepiania, zero reakcji, obok ludzie z dziećmi zachwyconymi jak pieski ślicznie biegają, psy skupione na właścicielach. posłuszne. myślę, że gdyby takie obrazki było widać częściej to i na psy nie byłoby takiej nagonki.
a poza tym - ćwicząc chodzenie przy nodze, tak się skupiłam na zachowaniu tempa (żeby pies kłusował ciągle bez przejść w galop), że wpadłam na słup od siatki :mrgreen: . kiedy ja się odbiłam od słupa Vega grzecznie usiadła przy nodze jak gdyby nigdy nic z miną - 'i co robisz tumanie, co robisz?' . poza tym miły pan ze swoim psem nam dziś pomagał ćwiczyć zostawanie w rozproszeniach - było elegancko, jestem zadowolona :mrgreen: . Maniut też bo zdycha u siebie w klatce.

2shih-tzu:):) - 28 Czerwiec 2008, 12:54

Gato, wołam je tez często gdy mi uciekają, albo oddalą się za daleko. Wtedy jak przybiegają radośnie to jegłaskam, drapię za uchem ( sucza tylko się wygina z przyjemności gdy tak robię), mówię, ze są kochane. A przytrzymuję je, gdy jest w pobliżu jakiś pies, za którym mogłyby pobiec. Z reguły są to psy większe od nich. Na tym polega to zatrzymanie, ze je czymś zajmuje: drapię, drażnię się z nimi, głaskam, własnie po to, zeby nie miały złego skojarzenia, wtedy myślą sobie pewnie, że je wołam popieścić a nie zatrzymać przed ucieczką. Chyba dobrze akurt to robię, poprawe mnie jeśli sie mylę.

No i za nic w świecie suczka nie chce wejść do klatki sama(mieszkam w bloku). Robię - moim zdaniem - potworną rzecz: łapię ją na ręcę i zasnosze, piesek za mną idzie. Tylko nie zawsze mam czas czekać aż jej się znudzi, albo się tak potwornie zgrzeje, że sama wbiegnie po schodach w celu napojenia. Koniecznie z nimi musze potrenować, bo będzie coraz gorzej.

Summer12 - 29 Czerwiec 2008, 15:11

Może nie bierz jej na ręcę, tylko pójdź do klatki i jeśli nie mieszkasz na parterze pójdź na schody (1 piętro), jeśli pójdzie za tobą daj jej smakołyk....
Psiarka :) - 30 Czerwiec 2008, 18:34

A mi od dzisiaj mówcie, że jestem sadystką i katuję mojego psa :mrgreen: .Szłam z koleżanką po jej psa i do parku.Ona się spieszyła i szybko schodziła, a ten wariat narobił pisku, bo chciał za nią, a ja z nim stałam na górze :P .A że on ma taki głosik, to sąsiadom się wydawało, że ja go biję :roll: .I już lecą z mordą, że ja psa katuję :? .Nawet się nie odezwałam.Chociaż jak dogoniliśmy już koleżankę, to się uciszył.Na drugi raz schodzimy z nią w tym samym tempie, bo chodziło o to, że on chciał ją dogonić.
Ewka - 30 Czerwiec 2008, 20:44

To dobrze, że się psinką przejmują :mrgreen: Mogliby mieć gdzieś i pozwolić katować, a tak, to wiadomo, że ma go kto bronić :P
Aga - 1 Lipiec 2008, 10:24

To mnie tak dzisiaj obwieszczono,że psa męczę.
Mieliśmy długi spacer,po 9 wyszłam i dopiero wróciłam,psu jęzor wisi już bokiem bo był tak zmachany,mamy kilkanaście metrów do domu a on się walnął na trawie i ani rusz go.
Jakiś gościu do mnie czego psa w taki upał męczę,ja się nie odzywam bo co on zrozumie że on to lubi a że ciota wydziwia i nie dojdzie kilka kroków do domu to jego sprawa.

2shih-tzu:):) - 2 Lipiec 2008, 17:01

Hahaha:)
n oale z drugiej strony się ciesz: przynajmniej ludzie nie sa do końca obojętni.
Mnie tylko zasanawia jedo: czemu nie ruszą głową, że skoro pies padnięty i wybiegany = baaardzo dobrze dla psa i to odrazu męka że mu gorąco (eureka! W lecie gorąco!). No i dziewczyny upominają (wiem, bo tak miałam raz) ale jak jakiś gościu czy chłopak psa bije to już nikt uwagi nie zraca :roll:

Wadera - 2 Lipiec 2008, 17:11

Aga napisał/a:
Jakiś gościu do mnie czego psa w taki upał męczę,ja się nie odzywam bo co on zrozumie że on to lubi a że ciota wydziwia i nie dojdzie kilka kroków do domu to jego sprawa.


Może gościu zdawał sobie sprawę, że psy o krótkiej kufie należy chronić przed upałem. :roll:

Aga - 2 Lipiec 2008, 17:24

No to niech był się przyczepił pana rowerzysty za którym biega mops :roll:
Przed południem jeszcze nie ma upału w Grecji a co powiedzieć w Polsce

Foxy - 2 Lipiec 2008, 17:38

Cytat:
Przed południem jeszcze nie ma upału w Grecji
Taa? Ciekawe.
W Polsce ok. godz. 10-14 jest największy upał.

Facet słusznie zwrócił uwagę.

Cytat:
No to niech był się przyczepił pana rowerzysty za którym biega mops :roll:
Pewnie, bo najlepiej się przyczepić najpierw do innych, a potem patrzeć na siebie?
2shih-tzu:):) - 2 Lipiec 2008, 17:39

Cytat:
Może gościu zdawał sobie sprawę, że psy o krótkiej kufie należy chronić przed upałem.


ja rozumiem troskę itd. Ale wydaje mi się, że dla psa bardziej męczące jest przeleżeć cały dzień (aż do wieczora) w domu(gdzie i tak jest gorąco) niż przejść się z chłodnego rana na spacer. Moja suczka przeszła się ze mną w maju 300 metrów od domu a w drodze spowrotnej padła zgrzana na chodnik i nie ruszy z miejsca. A wcale nie było jakoś upalnie.

an1a - 2 Lipiec 2008, 17:44

Cytat:
przejść się z chłodnego rana na spacer

spacer był 9-11, to nie wiem czy tak chłodno, ja się gotuję jak idę do pracy po 8 ;)

Zwierzęta i ludzie powinni unikać wzmożonego wysiłku podczas upałów i takiego słońca.

2shih-tzu:):) - 2 Lipiec 2008, 17:49

an1a napisał/a:
spacer był 9-11, to nie wiem czy tak chłodno, ja się gotuję jak idę do pracy po 8


ale nie wiemy jaka tam była akurat tego dnia pogoda. Szczerze to wydaje mi sie, ze go nie ciagła na siłę, bo to widać jak psisko padnięte. Jak moje przesypiają południowy upał to im ciężko siku oddać i już się kładą na trawę.

Mnie gościu raz upominał, zebym jeszcze pochodziła z huskym bo one lubią spacery (dobrze ze tyle wiedział), a nie szkład jeszcze do domu, a pies chodził po kałużach, bo tak mu się pić chciało, i do cienia, bo mu było bardzo gorąco i padnięty był.

an1a - 2 Lipiec 2008, 17:55

Cytat:
le nie wiemy jaka tam była akurat tego dnia pogoda.

ok 25 stopni Celsjusza w cieniu :mrgreen:

Aga - 2 Lipiec 2008, 20:12

Foxy napisał/a:
Cytat:
Przed południem jeszcze nie ma upału w Grecji
Taa? Ciekawe.

tak,byłam i mogę to stwierdzić.
Cytat:
spacer był 9-11, to nie wiem czy tak chłodno, ja się gotuję jak idę do pracy po 8 ;)

Zwierzęta i ludzie powinni unikać wzmożonego wysiłku podczas upałów i takiego słońca.

Ania,ale to był najzwyklejszy spacer tylko że przeszliśmy dalej,potem poszłam na urwisko i całe półgodziny siedziałam tam,pies leżał koło mnie.Do domu 10-15 minut,a pies ział bo zieje ciągle.Nie róbmy problemu z tego że poszłam z psem na spacer,bokser to nie to co mops,który nawet jak nie zieje to oddycha ciężko aż go wszędzie słychać,mój akurat nie ma takich problemów,chrapie tylko jak śpi co jest boksiną cechą ale ja nawet mogę stwierdzić że nie był zmęczony,położył się bo robi tak często,chociażby wytarzać się w trawie,a gość robił niepotrzebnie panikę,bo ja wiem kiedy pies jest zmęczony a poza tym ZAWSZE mam w plecaku wodę i miskę,przy czym pies był napojony.

an1a - 2 Lipiec 2008, 20:21

Aga to wreszcie nie wiem, bo piszesz najpierw:
Cytat:
Mieliśmy długi spacer,po 9 wyszłam i dopiero wróciłam,psu jęzor wisi już bokiem bo był tak zmachany

a teraz:
Cytat:
to był najzwyklejszy spacer tylko że przeszliśmy dalej,potem poszłam na urwisko i całe półgodziny siedziałam tam,pies leżał koło mnie.

Więc wyszło na coś innego ;)

Aga - 2 Lipiec 2008, 20:29

No był zmachany,najnormalniej w świecie jęzor mu wisiał z pyska,rankiem nigdy nie chodziliśmy na takie spacery dawno byliśmy na 3 godzinnym spacerze,zawsze to półtorej godziny połączony z zabawą ,bo ciężko mi inaczej psa zmęczyć,potem wydziwia wynosząc butelki z domu i odkręcając korki.
Tak jakbym ja się czepiała człowieka czemu bo bieganiu sapie i się czerwony robił,w końcu muszę psa do słoneczka przyzwyczajać bo na takich zawodach np. z agi [haha :mrgreen: ]
to nie będziemy mieli wyboru czy chcemy słoneczko czy chmurki i na każdym spacerze pies troszkę pracuje,i on coby nie przeskoczył jednej hopki już zieje bo się po prostu ochładza
nie wysadzam go na słońce,bez wody żeby siedział nie wiadomo ile
No dobra to mój ostatni post od teraz :P

Ewka - 2 Lipiec 2008, 21:54

Najdziwniejszy komentarz (nie wiem, czy pretensję) usłyszałam, jak szłam z Mira nad rzekę. Stoi facet, w mundurze, nie wiem, czy policjant, bo mundur jakiś inny, ale może po prostu letni. I z usmiechem: "Jaki ładny pies! Ale ma długa smycz..." (5-metrowa taśma)
Z tego co wiem, ograniczeń co do długości smyczy nie ma, więc z uśmiechem podziękąwałam za komplement, chwilowo skróciłam nieco smycz i poszłam :P

Rashi - 2 Lipiec 2008, 22:13

Ale sie tej Agi uczepiliscie :]
A niech sie pies meczy :] To ze cieplo nie oznacza ze swojemu burakowi spacery bede odpuszczac,nieraz mi sie w trawie polozyl :] wystarczy odrobine wody mic w poblizu...
Cytat:
Facet słusznie zwrócił uwagę

:shock: kazdy pies ma prawo sie zmeczyc-nawet zima.......jak z treningu wracam i pies mi co krzak pada z jezorem do ziemi i jakby ktos mi robil wyrzuty ze psa mecze to bym mu w twarz strzelila! zmeczony pies to szczeliwy pies i w dodatku na caly dzien z glowy 8-)

Wadera - 3 Lipiec 2008, 05:03

Rashi napisał/a:
zmeczony pies to szczeliwy pies i w dodatku na caly dzien z glowy 8-)


Rashi jest różnica między psami zaprzęgowymi, a bokserem który ma krótką kufę. Twojego wbrew pozorom chroni także futro, boksera nie.
Zreszta niedowiarku "... Są rasy, które dużo gorzej od innych znoszą wysokie temperatury. Są to psy ras brachycefalicznych czyli wszystkie rasy z płaskimi pyskami jak: pekińczyk, buldog francuski, bokser itp. U tych ras ze względu na budowę twarzoczaszki i związane z tym fizjologiczne uwarunkowania utrudniające oddychanie dochodzi do szczególnego niebezpieczeństwa przegrzania, gdyż hyperwentylacja nie jest tak efektywna jak u ras, które maja dłuższe pyski." za: http://www.klinwet.pl/go....ypertermia.html

Także nie chodzi o przyczepianie się do Agi, a zwrócenie uwagi na możliwość wystąpienia pewnych kłopotów. Ja jako małolata mało nie zrobiłam dużej szkody mojemu psu, psu który robił w sezonie przy rowerze kilkanaście kilometrów dziennie. I wystarczyło, że pewnego dnia była za wysoka temperatura, a ja narzuciłam w drodze powrotnej ze szkolenia zbyt duże tempo.

Rashi - 3 Lipiec 2008, 10:00

Wiem ze psy znosza gorzej upaly niz psy futrzaste....
aleee....
co innego rower gdzie poniekad zmuszamy psa do pracy
co innego pies spuszczony,ktory idzie kiedy chce
co innego pies ktory jak sie zmeczy to sobie klapnie i odpocznie
na siku tak czy siak trzeba wyjsc ;)

Arcana - 3 Lipiec 2008, 21:38

Kilka dni temu idę sobie przez las z Sagą. W pewnym momencie z naprzeciwka nadchodzi starsze małżeństwo. Widzę, że stoją, obserwują psa i coś tam do siebie mówią. Kiedy przechodziliśmy koło nich facet tonem SS-mana pyta:
- A wózek ciągnie?!
Ja na to, że jeszcze za młoda jest, więc na razie nie ciągnie. A on dalej:
- A wie pani, że to są psy zaprzęgowe?!
Odpowiadam, że przypadkiem o tym wiem... Facet powiedział: "Aha" i poszedł. Ja chwilę postałam, bo mnie trochę "szokło". Mówił to takim tonem jakby mi chciał mandat wlepić :mrgreen:

2shih-tzu:):) - 3 Lipiec 2008, 21:50

Mnie się ludzie b.często pytają, czy ja prowadzę matkę z synem (jak byli młodsi, a poza tym Gizmo jest mniejszy), czy moze brata z siostrą.
Ale nikt nie wpadnie na pomysł, ze to narzeczeństwo (ale nie małżeństwo, bo będzie bez konsumpcji 8-) ), ewentualnie małzeństwo białe :P

Rashi - 4 Lipiec 2008, 09:54

wiesz....ja widze wczoraj psa Sh w szorkach zaprzegowych na spacerk....no to z Rashem podchodze,pomimo ze 2 samce to sie fajnie dogalaly(ale sie fajnie ustawialy nawzajem :mrgreen: ) pies 4 letni, nie ma pojecia co to zaprzeg.....a szelki -bo na nich babce wygodniej....i wprost mi powiedziala.....bo sa takie ladne.... :|
Arcana - 6 Lipiec 2008, 21:29

Pojechaliśmy dzisiaj popływać nad rzekę. W miejscu, które wybraliśmy było tylko dwoje ludzi z psem (labradorem). Spytaliśmy się tylko czy to pies czy suka, żeby uniknąć ewentualnych spięć. Okazało się, że to młody pies więc postanowiliśmy zostać. Początkowo wszystko było ok. Labrador biegał luzem, Saga była na 10-cio metrowej lince. Po chwili jednak pies zaczął się do mojej suczy, brzydko mówiąc, dobierać. Dostał takiego amoku jakby Saga miała cieczkę. Nie zwracał w ogóle uwagi na wołanie swoich właścicieli. W końcu Saga zaczęła mu się odgryzać nie na żarty. W końcu właścicielka labradora przyszła po swojego pupila i pyta się:
- Czy ona [Saga] nie ma cieczki?
Mówię, że skończyła się jej prawie 2 miesiące temu. A kobieta na to:
- To nie szkodzi. Labrador to i tak wyczuje... :shock:

Poza tym kobieta miała straszne pretensje, że zakłóciliśmy jej miły wypoczynek nad wodą... No ale sorry - nie mogę pojechać nad rzekę, bo moja sucz miała 2 miechy temu cieczkę :?:
Pomijam fakt, że Saga była cały czas na smyczy, a to jej pies bez przerwy do nas przychodził.

Foxy - 6 Lipiec 2008, 21:32

Cytat:
skończyła się jej prawie 2 miesiące temu.
Niektóre suki jeszcze długo po cieczce pachną.
Ale tutaj mogło też chodzić o psa - czasem młode psy, szczególnie te niewybiegane, z małymi kontaktami z psami, wskakują na co tylko się da. Może to była forma dominacji.

Arcana - 6 Lipiec 2008, 21:40

Foxy napisał/a:
Ale tutaj mogło też chodzić o psa - czasem młode psy, szczególnie te niewybiegane, z małymi kontaktami z psami, wskakują na co tylko się da. Może to była forma dominacji.


Ostatnio w górach na wyjeździe zdarzyła się podobna sytuacja dwa razy, więc chyba ona faktycznie jeszcze pachnie :? Tylko dziwne, że jak miała cieczkę, to psy się nią w ogóle nie interesowały...

2shih-tzu:):) - 7 Lipiec 2008, 11:25

A ja sobie dzisiaj idę taką wąską dróżką (akurat na jedną soobę) a za mną gościu idzie i prowadzi rower. Przypominam, ze shih-tzu to naprwdę niewielka a rasa a ten do mnie: ojej, jakie ładne, a skąd pani ma? - z Krakowa - naprawdę :!: :!: :?: :?: (nie wiem co to znaczyło, widać się zna, że w Krakowie wogóle nie ma psów :twisted: )
A pani mieszka w domu czy bloku? - W bloku, ale co to za różnica? - no bo problem jest duży [tak, zwłaszcza z dwoma malusieńkimi pieskami]
Na co mu powiedziałam że to bez różnicy, bo jak pies spaceruje, to śpi pół dnia więc czy to różnica czy śpi w domu czy w bloku?
No ale wydał taki odgłos, że raczej nie popiera mojego zdania,wyminął mnie i pojechał, ale widać, że miałam rozmowe z prawdziwym znawcą, wiec chyba zaczerpnę kredyt u koniecznie się wybuduje. Albo zamknę w kojcu (zbuduje taki mały na powórku:P ), żebyśmy nie mieli problemu przypadkiem.

yuli - 7 Lipiec 2008, 15:23

Dzisiaj idziemy sobie chodnikiem, nagle zza krzaczków przy blokach wyskakuje mała piesina w kagańcu i szczeka jak opętana. Rozglądam się w poszukiwaniu właściciela(droga niebezpieczna, a moja menda chciała się bawić i tak się rwała, że tamten maluch omal na ulicę nie wyskoczył). Nagle usłyszałam coś za sobą, ktoś wołał psa - jak się okazało, jego właścicielka z... OKNA na parterze! Szczyt wszystkiego, miałam ochotę udusić tę kobietę na odległość. Jak tak do cholery można!
Agata - 7 Lipiec 2008, 15:45

A ja podczas weekendu nad morzem około 21 postanowiłam wziąć Emila na chwile na plaże. Wiedziałam, że na jakimś pobliskim odcinku plaży można wprowadzać psy. W drodzę już przy wejściu zauważyliśmy tylko znak " nie śmiecić", poszliśmy więc dalej. Emil był na smyczy. Jakaś pani wychodząca już z plaży mówi do nas
Pani: " Wiecie, że na plażę z psami wchodzić nie można?"
Michał: "A gdzie jest zakaz?"
Pani " Tam dalej na dole"
Ja : Ale dopiero tam idziemy, przy wejściu zakazu nie było"
Pani " Tam na dole jest taki znaczek dla tych co nie umieją czytać"

Faktycznie znak był. Popełniłam przestepstwo czy wykroczenie, ponieważ na 10 min weszłam z psem na plażę. Wychodziłam drugim wejściem, gdzie zakazu wprowadzania psów już nie było.
Ta kobieta do nas się odezwała jak do gówniarzy zupełnie bez powodu, ponieważ znaku jeszcze nie mieliśmy możliwości zauważyć, a ona już do nas jakieś dziwne teksty jakbyśmy mieli po 10 lat. Nie kłóciliśmy się z nią tylko kulturalnie odpowiedzieliśmy. Wiadomo, że z idiotami się nie dyskutuje, bo "najpierw sprowadzą nas do swojego poziomu a potem pokonają doświadczeniem" Z resztą wystarczyło przejść małą odległość i już znaleźliśmy się na plaży przyjaznej dla psów.
Dzień później po 15km marszu weszliśmy do miasta coś zjeść i odpocząć. Zapytalismy się w jednej restauracji czy możemy wejść z psem. Nie mogliśmy, bo za duży. Poszlismy do drugiej. Problemu nie było żadnego. Emil był atrakcją tego miejsca :) chociaż po 10 min zapadł w głęboki sen... :D

Foxy - 7 Lipiec 2008, 15:48

Agata, ja przez 14 dni codziennie spędzałam z suką na plaży ok. 1-5 godzin i nigdy mi nikt uwagi nie zwrócił ;)
Agata - 7 Lipiec 2008, 15:53

Foxy napisał/a:
Agata, ja przez 14 dni codziennie spędzałam z suką na plaży ok. 1-5 godzin i nigdy mi nikt uwagi nie zwrócił ;)


To ja miałam pecha :( Podczas tego krótkiego spacerku na plaży widziałam 4 psy jeszcze. Musiała mi na drodze stanąć ta kobieta i mi humor zepsuć.Ja już jej chciałam jej powiedzieć:
Proszę Pani " Wiecie" to może Pani mówić do swoich koleżanek, a do nas "Proszę Państwa" :D No ale po co pyskować.

Ewka - 8 Lipiec 2008, 19:02

Co to się może stać w ciągu pół godziny... :P Jakieś miałam dzisiaj szczęście do psów. Mirka, po zakropleniu na kleszcze chyba się znarkotyzowała, bo nawet jak na nią wyjątkowo żwawa. Zobaczyła za bramką (czyjąś) boksera (no, bokser miniaturka jak na mój gust. Mira jest w dolnej granicy, boksery mają podobną, a ten przy niej jak podrostek już od dwóch lat). No ale dobra. Zobaczyła i nagle naszła ją ochota się pobawic. A co, bramka od psa dzieli, więc krzywdy jej nie zrobi, mozna ruszać. Podbiegła okręciła się i... wyrżnęła komuś w samochód. Po czym obrażona poszła do pani, zapewne święcie przekonana, że psiak zrobił jej kuku od drugiej strony.
Potem z kolei w jednej ulicy spotkałam starszą panią. Pani już troche we własnym świecie zyje, na pomysł zapinania psa na smycz nie wpadła. Piesek dość rozbestwiony ta wolnością (ciągłą wolnością zresztą) od razu do Miry. Pani na to popatrzyła na Mirę i stwierdziła, niezwykle adekwatnie do sytuacji, że ją psy lubią i że moja jej nie pogryzie. Zapewniłam, że z pewnościa nie pogryzie, ludzie stojący przy bramce metr od nas skwapliwie potwierdzili, czym wzbudzili moje podejrzenia, że sucz znowu mnie zdradza na boku i poszłam. A za nami tamten piesek, a raczej suczka. Najwyraźniej ani pani, ani suczka nie zwróciły uwagi na fakt, że idą w przeciwną stronę. Koniec z końcem wytłumaczyłam owej suczce, że moja to też kobieta, nie ma cieczki, ona nie jest homo, a jej pani udaje się w drugą stronę. :P

Foxy - 8 Lipiec 2008, 19:34

Cytat:
Koniec z końcem wytłumaczyłam owej suczce, że moja to też kobieta, nie ma cieczki, ona nie jest homo, a jej pani udaje się w drugą stronę. :P
A ona co na to? :lol: :lol: :lol:

Ja też coś opowiem, wprawdzie to nie ze spaceru, a z lecznicy, ale nie ma gdzie umiecić, to napiszę tu :]
Jak wiadomo, byłam wczoraj z suczą na usunięciu zęba, młoda dostała narkozę (pierwszy zastrzyk) i w lecznicy jest tak, że właściciel siedzi sobie w gabinecie z boku z pieskiem, który usypia, a lekarze przyjmują innych pacjentów, ale mają w razie czego oko na psinę.
No to sobie siedzę, młoda się tam udaje w objęcia morfeusza powoli, no i tam różne psiaki i koty przyjmowali i wchodzi babka z trzema kontenerkami.
A tam: w jednym: dorosły kot, w drugim: kotka+ kociaki i w trzecim - kotka + kociaki.
No i opowiada co się dzieje, wet mówi, żeby wyjęła te dorosłe koty, to powyjmowała po kolei, wet zbadał, ok. i mówi, że teraz pora na kociaki.

I ona zaczyna je wyciągać i tak wyciąga, wyciąga, wyciąga, a one się nie kończą :shock:
Trwa to dłuższą chwilę, a wet zaczął się śmiać i mówi: dużo tych kotów tam Pani jeszcze ma?
Kociaków było coś koło 12, ona je ustawiła wszystkie w rzędzie na tym stole, a one tak siedzą, ale genialnie to wyglądało! ;]

A jeszcze w poczekalni: siedzi w/w pani z kontenerkami, widać, że tam małych kociaków dużo, a babka która siedziała obok niej zaczęła z nią gadać i rozmawiają, a ta druga mówi do właścicielki kociaków:
- ojej, tyle kotów.. rany boskie.. Ale to wszystkie pani usypia te małe?
a ta druga normalnie aż nie mogła tchu złapać :P I mówi w końcu
- No co też pani! To rasowe kocięta, z rodowodami, hodowlę mam!

Meg - 8 Lipiec 2008, 21:23

Foxy napisał/a:
- ojej, tyle kotów.. rany boskie.. Ale to wszystkie pani usypia te małe?
a ta druga normalnie aż nie mogła tchu złapać I mówi w końcu
- No co też pani! To rasowe kocięta, z rodowodami, hodowlę mam!


Hehe. To dobre było :P A ja dzisiaj też napiszę jak byłam nad rzeką z Perłą. Na początku wszystko dokładnie obwąchała i biegała jak szalona. Nawet do wody troche weszła i tak fajnie w niej skakałą. Potem przyszły dziewczyny i chłopak. Dziewczyny znam z widzenia: Klaudia, Malwina i Maja, a chłopaka to już nie. No i potem mój pies troszkę poszczekał i co jakiś czas zabierał im coś! A to but, a to bluzkę czy skarpetkę. Hehe. Ona to by wszystko chciała. Muszę powiedzieć, ze nad tą rzeką ludzie trochę śmiecą i kilka razy przyniosła na koc śmieci. I się tak fajnie w trawie wycierała [mniej fajnie jak o koc cała ubłocona]. A najlepiej to jak w krzaki weszła,a ja po wodzie chodziłam. No i słyszę pisk. Patrzę. Siedzi sobie no to nie wiem o co chodzi, moze tęskini? POdchodze, pogłaskałam ją, chciałam dać buziaczka w pyszczek, a tu się okazało, ze sie po prostu zaplątała :lol: Byliśmy tam samochodem, ale niestety Perła trochę się boi jazdy. ÂŁapie wtedy najbliższą osobę za rękę i tak ściska śmiesznie :mrgreen:

Arcana - 8 Lipiec 2008, 21:27

To ja też opowiem coś z poczekalni u weta. ;) Siedzimy sobie kiedyś z suczą coś około godziny w dużym i wziętym gabinecie :P . Atmosfera dość napięta - dużo psów w poczekalni, kilka trudnych przypadków, m.in. pogryzienie, ostre zatrucie, a obok w gabinecie suczka pekińczyka, która ma problemy z urodzeniem szczeniaka... Kilku wetów uwija się jak w ukropie, jeden z lekarzy szykuje się do cesarskiego cięcia u suczki pekińczyka. Nagle rozlega się z bliżej nieokreślonego źródła melodia "Ave Maria". Patrzymy z mężem na siebie zaskoczeni, a on mówi:
- No niezły gabinet. Psom na rozluźnienie puszczają nawet "Ave Maria"...
Po chwili okazało się, że starsza pani siedząca w poczekalni ma taki właśnie dzwonek w telefonie... :mrgreen:

Meg - 9 Lipiec 2008, 10:36

Hehe :P Niezłe rzeczy u wetów się dzieją. Ja nie spotkałam się z jakąś śmieszną sytuacją u weta. Może dlatego, że było mało ludzi? Perła, jamnik i kot perski.
Agata - 10 Lipiec 2008, 18:05

Idę sobie dzisiaj z kundlem na spacer. Wchodzimy na chodnik w którymś momencie. Emil na smyczy i w kagańcu spokojnie idzie przy nodze. A tam taka pani z zakupami idzie i gada sobie pod nosem " Z psami cholera jasna, z psami" Nie wiem co to miało znaczyć :roll:
Ale zbulwersowało mnie to! :mrgreen:

Foxy - 10 Lipiec 2008, 19:03

Agata, bo psy, jak rowery po ulicy powinny chodzić :mrgreen:
Meg - 10 Lipiec 2008, 22:08

Trzeba bylo powiedzieć "z zakupami cholera jasna, z zakupami" :mrgreen: :lol:
Agata - 11 Lipiec 2008, 17:04

"Słuchajcie" tego :)

Idę sobie z Emilem na łąki. Przechodzimy koło pewnej ulicy i widzę psa...w siatce do połowy :/ Podchędzę do pobliskiego domu ( blizniaka i tam panowie mówią, że psa pierwszy raz widzą.
Ze łzami w oczach dzwonie na straż miejską. Po zgłoszeniu czekam na nich chwilkę, ale ten piesek wstaje i zaczyna maszerwać do tego bliźniaka przy którym stoją panowie- tylko że do jego drugiej części. Nagle jednemu z nich się przypomniało, że pies jest z sąsiedniego podwórka. Zadzwoniłam tam, wyszedł facet i się pytam go dlaczego jego pies lata sobie po ulicy i w dodatku w jakiejś siatce. On na to : " Nie wiem dlaczego, to jest znajda, wie pani..." ja mu odpowiadam, że już zadzwoniłam po straż, bo byłam przekonana, że go ktoś wyrzucił. A on : "I co teraz?" Powiedziałam, że nie wiem co teraz i sobie poszłam.
Puściłam Emila na polach i dzwonie do straży, ze właściciel się znalazł, podałam adres i poprosiłam aby tam pojechali i go pouczyli trochę.

No i dalej...
Jak już przeszliśmy przez te pola ja postanowiłam iść do apteki do auchan. Zapięłam smycz psu i się tam udałam. Na miejscu Emila przypięłam do tych miejsc na rowery, poszłam do apteki i za ok. 5 min wróciłam po psa.
W drodze powrotnej też szliśmy przez te pola, pies sobie biegał, bawił się ze mną itp. No- można powiedzieć, że był niezle zmęczony.

Wychodze na ulice tam gdzie był ten wcześniej wspomniany pies w siatce i ejdzie straż miejska...Ja sobie myślę, że trochę pózno no ale się zatrzymałam, bo pomyślałam, że będą chcieli może ze mną pogadać.
Pan zatrzymał samochód poprosił mnie do siebie i zaczyna się dialog:

Pan: Ten piesek badania ma?
Ja: Ma...aaa ja myślałam, że Państwo chcą ze mną porozmiawiac o tym drugim psie, bo ja zgłaszałam...
Pan: Tak tak , o tym też, ale do pani psa też było zgłoszenie.
Ja: he?
Pan: Bo on był przywiązany tam koło auchan
Ja: No był...a tam nie wolno psów przywiązywać?
Pan: Można, ale ludzie myśleli,że może ktoś porzucił, bo on sapał.
Ja: Ja byłam w aptece tylko kilka minut ( pokazuje mu siateczkę z zakupami). A że sapał to wie Pan, ciepło trochę. On już tak z godzinę sobie biega.
Pan: Tak tak , ja wiem. Tak myślałem, że ktoś tylko na chwile zostawił, ale musimy Panią pouczyć
Ja: Słucham
Pan: Piesek musi mieć kaganiec
Ja: No ma...
Pan: I smycz musi mieć:
Ja:No też ma...
Pan: Wiem. Ale muszę Panią pouczyć :)

I spisali mnie wredoty :D A potem na nowo im opowiadałam o tym psie w siatce, bo właśnie do niego jechali.

Z drugiej strony to dobrze, że ludzie się interesują, ale kurcze jak wracałam później do domu to tak sobie myślałam: Jak ktoś mógł pomyśleć, że ja mojego cudownego, kochanego Emilka miałabym porzucić :D

A tak w ogóle skąd oni wiedzieli, że to o tego psa chodzi...Może tam pojechali i widzieli jak odchodzę z nim i przez te pola nie jechali tylko na około, żeby mnie złapać.

Foxy - 11 Lipiec 2008, 17:23

Cytat:
I spisali mnie wredoty :D
Przepraszam bardzo, a z jakiego powodu? Jakaś podstawa prawna?!
Agata - 11 Lipiec 2008, 17:32

Foxy napisał/a:
Przepraszam bardzo, a z jakiego powodu? Jakaś podstawa prawna?!


Foxy, ja nie wiem. Byłam w szoku. On coś gadał, że najlepiej w dużych aglomeracjach i jak jest ciepło to psa nie wiązać...
Coś mi się wydaje, że to było na zasadzie:
Było zgłoszenie -musimy mieć co w papiery wpisać :/

Pierwszy raz mnie jakaś władza spisała. Powinnam się bać? Kurcze tak sobie myślę, że jak mnie złapią jak Emil będzie bez kagańca kiedyś i jak zobaczą, że byłam pouczana już to mi niezły mandacik wlepią.
A tak poza tym to oni mnie spisywali w trakcie rozmowy...nawet nie wiedziałam kiedy zaczęli. Dokumentów nie chcieli. Sama im dane podawałam.

Bo Emil był w kagańcu cały czas i na smyczy. Tzn bez smyczy był na łące, ale to też nie ejst niezgodne z prawem.

Foxy - 11 Lipiec 2008, 17:34

Agata, ajj szkoda. Kłóciłabym się, żeby mi konkretną podstawę prawną pokazali, na podstawie której mnie spisują.
Do tego, do czego ich trzeba, to ich nigdy nie ma :?

KW - 11 Lipiec 2008, 17:38

Ale inteligencja strażników była niesamowita. Mówili o smyczy i kagańcu a miałaś je ze sobą? I tak trudno było zobaczyć? Chyba gadać dla samego gadania. Chyba, że nie widzieli nigdy takiego zaawansowanego sprzętu więc woleli zapytać ;)
PS. Może ten facet od tego biegającego luzem psa zadzwonił w rewanżu?

an1a - 11 Lipiec 2008, 17:42

Foxy napisał/a:
Agata, ajj szkoda. Kłóciłabym się, żeby mi konkretną podstawę prawną pokazali, na podstawie której mnie spisują.

Mieli wezwanie i musieli mieć potwierdzenie, że podjęli odpowiednie "kroki". Ja też byłam kilka/naście :P razy spisywana przez psiaki, bo jakaś schizofreniczka dzwoniła, że ją straszę psem :P Później już wiedzieli kto dzwoni, ale i tak musieli przyjechać i mnie "pouczyć", że nie można straszyć pani, która siedzi w oknie na 4 piętrze :mrgreen:

pietruszka - 11 Lipiec 2008, 17:53

Agata napisał/a:
(....)
Pan: Można, ale ludzie myśleli,że może ktoś porzucił, bo on sapał.
Z drugiej strony to dobrze, że ludzie się interesują, ( .... )

wiesz dobrze że ludzie się interesują bo są niestety takie przypadki że ktoś przywiązuje psa przed dużym sklepem i go porzuca, pies cały dzień siedzi przywiązany i czeka a pan w spokoju wychodzi ze sklepu innym wyjściem żeby go pies nie widział bo jak zaczął by się cieszyć na widok pana tp trzeba by było go zabrać, a tak to kłopot "z głowy". Ale ciebie to nie powinni spisać bo przecież nie dałaś im ku temu powodu (psa nie zostawiłaś, nie porzuciłaś, tylko odwiązałaś i poszłaś do domu). Pewnie musieli cię "przyfilować" bo przecież skoro zostali wezwani to trzeba coś napisać ...

Foxy napisał/a:
Agata, ajj szkoda. Kłóciłabym się, żeby mi konkretną podstawę prawną pokazali, na podstawie której mnie spisują.
Do tego, do czego ich trzeba, to ich nigdy nie ma :?
Foxy z tą kłótnią to też nie bardzo, bo oni jak się uprą to nie ma z nimi żadnej dyskusji i zawsze sobie znajdą jakiś powód żeby już nie pouczać tylko od razu "z grubej rury" przywalić mandat, a to że jak są potrzebni to ich nie ma to już inna sprawa ...

EDIT by Foxy:
powód: edytujemy posty.

Agata - 11 Lipiec 2008, 17:55

Też tak myślę, ze to spisywanie to tak aby mieć coś w papierach. W ogóle ten facet co mnie spisywał robił takie miny typu " Wiem, że Pani nic nie zrobiła, ale musimy.." Tak ja to odczytałam. Gadał o kagańcu o smyczy a Emil był wyposażony w te rzeczy kompletnie :D I ja na każde " Pies musi mieć kaganiec" , " Pies musi mieć smycz" Mówiłam : "Przecież ma" O on tylko głową kiwał i swoje... :D
pietruszka - 11 Lipiec 2008, 17:56

KW napisał/a:
Ale inteligencja strażników była niesamowita. Mówili o smyczy i kagańcu a miałaś je ze sobą? I tak trudno było zobaczyć? Chyba gadać dla samego gadania. Chyba, że nie widzieli nigdy takiego zaawansowanego sprzętu więc woleli zapytać ;)
PS. Może ten facet od tego biegającego luzem psa zadzwonił w rewanżu?
musieli o czymś przecież gadać żeby stworzyć pozory ;) jacy są "wyszkoleni" i jak się znają na rzeczy :lol:
Foxy - 11 Lipiec 2008, 18:04

Cytat:
z tą kłótnią to też nie bardzo, bo oni jak się uprą to nie ma z nimi żadnej dyskusji i zawsze sobie znajdą jakiś powód żeby już nie pouczać tylko od razu "z grubej rury" przywalić mandat,
Skoro pies miał i kaganiec i smycz - nie było powodu do mandatu, więc by sobie mogli wypisywać, co im się żywnie podoba :] Ja bym mandatu nie przyjęła i do widzenia :]
Cytat:
Też tak myślę, ze to spisywanie to tak aby mieć coś w papierach.
Ale wiesz, równie dobrze mogliby napisać: zgłoszenie przyjęte, po przyjechaniu na miejsce okazało się, że zgłoszenie bezpodstawne.

Ja się bardzo nie dziwię, w końcu to Polska.

an1a - 11 Lipiec 2008, 18:09

Foxy napisał/a:
Ale wiesz, równie dobrze mogliby napisać: zgłoszenie przyjęte, po przyjechaniu na miejsce okazało się, że zgłoszenie bezpodstawne.

I to pewnie w notesikach napisali, musieli zrobić notatkę z interwencji :P

soxo - 11 Lipiec 2008, 18:38

Jak wychodze z Bolem na spacer to on chodzi tak spokojnie,obsikuje,okupkuje,malo kiedy biega.Nic mu sie nie chce.Leniwy.
Margo - 11 Lipiec 2008, 20:05

Będąc dzisiaj z psem w parku spotkaliśmy panią z małym psiakiem w typie westa. Szczeniak 3 miesiące dosyć wystraszony ale jak zobaczył,że mój Młody na niego nie reaguje (miał w pyszczku swoją piłkę :mrgreen: ) to sie uspokoił. Jakiś czas potem przyszła rodzinka z 2,5 miesięcznym beaglem który na dworze był pierwszy raz po kwarantannie. Nie dosyć,że miał strasznie długie uszy to był mega wystraszony.
To ja do właściciela:
,,ÂŻe tak skąd go państwo brali powinien mieć kontakt z psami" (wcześniej facet powiedział,że pies jest taki,bo nie miał kontaktu z psami).
Facet: ,,Miał kontakt,miał"
Ja: ,,To czemu tak reaguje ?"
On: ,,Bo się boi pani psa"
Mój pies był w sporej odległości od nich i nie reagował kompletnie na szczeniaki :roll:
Nigdy nie widziałam tak wystraszonego malucha :(

yuli - 11 Lipiec 2008, 23:01

Teraz mi się przypomniało, jak odprowadzałam Margo na dworzec Brandy też szła i jakiś facet do psicy: "SZARIK, kolor zmieniłeś", czy coś w tym stylu :roll:
Margo - 11 Lipiec 2008, 23:04

yuli a ja mu coś odburknęłam,tylko nie pamiętam co :mrgreen:
Foxy - 11 Lipiec 2008, 23:08

Cytat:
SZARIK, kolor zmieniłeś
Trzeba było powiedzieć, że Perwoll Black Magic ma wspaniałe efekty :mrgreen:
pietruszka - 12 Lipiec 2008, 10:44

a mnie zastanawia też takie moim zdaniem dziwne podejście właścicieli innych psiaków w stosunku do moich psów i nie tylko. Wiele razy spotkalam się z taką reakcją idąc "w pojedynkę" z psem jestem od innego właściciela w odległości 10-20 metrów, psa mam na smyczy,ba nawet nie idę dokładnie w stronę tamtej osoby a mój pies nie zwraca uwagi na tamtego, a właściciel porywa swojego psiaka na ręce w obawie jak by mój pies miał tamtego zjeść i od razu robi "w tył zwrot". A większość ludzi zna moje psy i wiedzą że to nie są psy agresywne, tylko spokojne - a suka wręcz jest upierdliwa w domaganiu się pieszczot - i nawet sami podchodzą bądź wołają je żeby się przywitać
Margo - 12 Lipiec 2008, 10:58

pietruszka a jakie masz psy ?
Meg - 12 Lipiec 2008, 11:13

Niektórym ludziom to się w łbie już przewraca :roll:
Mój pies (chociaż jeszcze mały) jak podchodzi do niego 3 razy większa suka sąsiadów to mało ze szczęścia nie zemdleje.

pietruszka - 12 Lipiec 2008, 11:23

mArGoSiA napisał/a:
pietruszka a jakie masz psy ?
zdjęcia moich psów są w "belgach" tam jest wątek "Belg czy belgopodobny",bo w tym wątku prosiłam o pomoć w rozpoznaniu mojego psa i tam jest zamieszczone jego zdjęcie (taki duży żółty ;) ) i jest zdjęcie ich razem tylko sunia jest trochę mniej widoczna
Agata - 12 Lipiec 2008, 11:30

A ja jak zwykle rano poszłam z Emilem do lasu.
Zanim tam doszliśmy minęło jakieś 5-7 min.
Puściłam psa i idę. Oglądam się do tylu, patrze jak Emil idzie powoli jak słoń. Zawolałam go - przyszedł i sobie usiadł. Idę dalej, a on siedzi. Pytam się: Co chcesz wracać?
On dalej siedzi. Więc stwierdziłam, że faktycznie za ciepło jest na dłuższy spacer. Zmieniłam kierunek na ten "do domu" Emil już się nie czołgał tylko biegał w tym kierunku :D
Taki tutaj upał :D

Akindus - 17 Lipiec 2008, 20:47

No dziś mojemu Carlowi powoli stanęły uszy :D Jeszcze trochę lewe opada ale powoli powoli ...mała bestia ;) I w ogóle dziś zobaczył jakiegoś obcego psa zaczął szczekać hehe ale się uśmiałem, bo szczeniaki tak fajnie szczekają :) Pozycja owczarka też mu już się kreuje ;)

P.S. Właśnie, do administracji-jest gdzieś taki dział, bo ja nie znalazłem, żeby pochwalić się, albo tak pogadać co dziś się wydarzyło z naszymi pupilami, jakieś ich śmieszne sytuacje, ciekawe, przełomowe chwile w ich życiu itp. itd. bo ja owego nie znalazłem, a fajnie, żeby takie coś było taki powiedzmy Czat lub Ogólna dyskusja-pomyślcie nad tym ;)
Wiem, że zły dział, ale nie wiem gdzie takie coś pisać :P

Aga - 17 Lipiec 2008, 20:51

Akindus,ja może nie z administracji ale
http://psy.olpw.com/viewt...t=174&start=240

P.S ale piszemy tam o wszystkim ,bo pisanie o szczekaniu i uszkach w wyborze rasy to trochę dziwne.W takim razie moje też można przenieść a bardziej usunać :)

Akindus - 17 Lipiec 2008, 20:58

Co prawda to nie było na spacerze tylko w czasie zabawy, ale...
Proszę o przeniesienie :)

2shih-tzu:):) - 20 Lipiec 2008, 13:20

W piątek, w tym tygoniu szłam z kolezanką na spacer. Idziemy a tu nagle słyszę takie rpzeciagłe wycie psa(dosłownie wył z takim przerażeniem) i to z pewnością nie było coś w stylu "pan mi nadepnął lekko na łapke, boli mnie:(" tylk osię wydzierał jakby był se skóry obdzierany. Przystanęłyśmy zeby zobaczyć sco się dzieje, ale to musiało być z kóregoś okna bo nie było żadnego psa na podwórku (kurde, ze nie wiem xz którego:/ podejrzewam tylko:/) w pewnym momencie to aż tak wrzeszczał, że mu się gardło jakby zdarło, tak charczał, za chwilkę znowu przeraźliwy pisk i...cisza. Nie wiem, co się stało, ale nie omieszkam tego przeoczyć znowu i naprawde zadzownię na policję, niech pochodzą po mieszkaniach i sprawdzą. Mam nadzieje, ze pies jeszcze żyje, bo nagłe urwanie tego wrzasku jakoś mi się nie spodobało...Ponoc chodzą plotki że jeden z mieszkańców tego bloku gasił na psach papierosy, ale ten okropny wrzask to było jakby był ze skóry obdzierany! Boże, do teraz mi to w uszach brzmi!


Kur** ze nie ma jakiejś ustawy, że przynajmniej raz na rok ktoś chdozi i sprawdza w jakim stanie jest pies:/ przecież rany po ugaszaniu papierosów odrazu by było widać! Mam niesamowite wyrzuty, mogłam zadzwonić:( taki gościu powinien dostać dożywotni zakaz posiadania zwierząt:( ale nie jestem pewna czy to on, to podejrzenia. Tam się wprowadził nowy, tez podejrzanie wygladający.


Straszne mam wyrzuty:(właśnie dlatego pseudohodowle powinny nie istnieć, bo "hodowca" nawet się nie interesuje, co się dzieje z młodym :( :cry:

Wadera - 20 Lipiec 2008, 13:33

A spróbuj powiadomić o tym TOZ, w niektórych miastach całkiem nieźle działają, czy Straż dla Zwierząt. U nas takie rzeczy są sprawdzane, choć zdaję sobie sprawę, że co miasto, to inaczej może to wyglądać.
2shih-tzu:):) - 20 Lipiec 2008, 13:40

mzoesz skrót roziwnąć? Gdzie moge złapać kontakt do takiej organizacji? I czy bedzie zapewniona anonimowosć? Nigdy w zyiu nie miałam takiego przypadku. A ten gosci (o ile to ten, nie mam 100% pewności) to taki idiota i furiat, ze wszystkiego się można spodziewać.... :roll: już siedział nawet kilka razy, sama rozumiesz...
Gato - 20 Lipiec 2008, 14:37

2shih-tzu:):), toz - towarzystwo opieki nad zwierzetami. musisz sprawdzic czy dziala u Ciebie lub w pobliskim miescie i tam zadzwonic - klik. nie wiem jak jest z anonimowoscia, ale przypuszczam, ze jest zapewniona.
Arcana - 20 Lipiec 2008, 21:26

Dzisiaj szłam z Sagą do lasu. W pewnym momencie widzę, że nadchodzi gościu z psem (długowłosy ON-ek, suka, znana przeze mnie z widzenia). Idę sobie spokojnie, a nagle ten facet krzyczy:
- Proszę odejść na bok!
No to ja odsuwam się ze ścieżki trochę zdezorientowana, bo nie wiem o co chodzi.
Podchodząc bliżej ów facet mówi:
- Ja swoją trzymam, ale wątpię, że pani tego psa utrzyma... :shock:
Po czym DON-ek zaczął się rzucać, a moja Saga spokojnie usiadła mi przy nodze i poczekała, aż "agresor" przejdzie. Ależ byłam z niej dumna :mrgreen: . A facet trochę dziwnie się patrzył. Delikatnie mówiąc - był zaskoczony. :P

Wadera - 20 Lipiec 2008, 21:31

arcana81 napisał/a:
Ależ byłam z niej dumna :mrgreen: . A facet trochę dziwnie się patrzył. Delikatnie mówiąc - był zaskoczony. :P


Też uwielbiam te momenty. Kiedy jakiś durny pies wyrywał się do moich, a one nie raczyły zaszczycić go nawet spojrzeniem. I ta mina właściciela takiego agresora, jakby zobaczył nie psa, a przybysza z kosmosu. To jak karta VISA w reklamie - bezcenne.

P.S. Ale arcana81 to już wyższa szkoła jazdy, tak robi tylko pies całkowicie podporządkowany właścicielowi. Gratulacje.

Foxy - 20 Lipiec 2008, 21:35

arcana81, no, no, ładnie się dziewczyna zaprezentowała i nie skompromitowała pani! Gratulacje :mrgreen:

Z dzisiejszej wystawy:
stoimy sobie z KW przy stoliku, na którym siedział Lenor, Kasia go tam czesze, gadamy, Yuli z Brandy siedzą na kocyku, a tam jakaś dziewczynka próbuje sobie z Koko zdjęcie zrobić, ale Kaśka go czesała i nie widziała tej małej.
I ona zamiast zapytać, czy można, czy coś, to z takim tekstem (pretensjonalny ton)
D: Przepraszam, ale ja tu sobie zdjęcie robię!
a my wszystkie taki szok, bo normalnie cóż to miało być? :P
A Kasia do niej: a co mnie to obchodzi? Ja psa do wystawy przygotowuję!

No i nie wspomnę już tych pytań do Kasi o Koko:
- a gdzie go pani trzyma? (w piwnicy :mrgreen: )
- a taki pies, to duży dom potrzebuje, prawda?
- a taki pies, to on dużo ruchu potrzebuje
- a jaka to rasa? (dzisiaj przebojem była odpowiedź: shih tzu :lol: o dziwo, tylko jedna babka się zorientowała.. :roll: )

I inne perełki :]

Wadera - 20 Lipiec 2008, 21:44

Foxy napisał/a:
(dzisiaj przebojem była odpowiedź: shih tzu :lol: o dziwo, tylko jedna babka się zorientowała.. :roll: )


A potem jak sąsiadka kupi "shih tzu" to będzie podejrzewała, że z pseudohodowli, albo że go głodzi i jeszcze do TOZ-u doniesie.

Foxy - 20 Lipiec 2008, 21:52

Wadera, już to właśnie obmyśliłyśmy, że ktoś kupi shih tzu i będzie pisał potem na forum, ze jego pies ma jedynie ok. 25 cm, a na wystawie był taaaaaaki duży :lol: :lol:

Na poprzedniej wystawie mówiłyśmy, że to owczarek niemiecki długowłosy :mrgreen:
I raz Kasia powiedziała, że jest jeszcze różowa odmiana :D

KW - 20 Lipiec 2008, 21:58

No i oczu nie ma, przecież mu wydłubałam :lol: I gdzie on ma przód a gdzie tył? No gdzie? :lol:
Foxy - 20 Lipiec 2008, 22:00

Cytat:
I gdzie on ma przód a gdzie tył? No gdzie? :lol:
To nie było tak :P

Podchodzą takie dziewczynki, podziwiają chwilę tyłek Koko, po czym jedna stwierdza: eeee, chodźcie, on tam ma głowę! :lol:

Aa no i oczywiście:
- a on nie ma oczu?
- a on nie ma nosa?
- a on coś widzi?

Meg - 21 Lipiec 2008, 12:04

:lol: Uśmiać się można. ÂŻeby tyłu od przodu psa nie odróżnić :lol:
2shih-tzu:):) - 21 Lipiec 2008, 13:42

Gaktycznie psy z pseudo niewydarzone. Moje amją faktycznie po 25 cm :!: :!: :!: :shock:


:lol: :lol:

2shih-tzu:):) - 21 Lipiec 2008, 13:43

Gaktycznie psy z pseudo niewydarzone. Moje amją faktycznie po 25 cm :!: :!: :!: :shock:


:lol: :lol:

nasuwa mi się taki kawał: stoi dwóch gości, jeden ma małego, włochatego pieska na smyczy. Piesek powąchał rozmówcę pana i ciur mu na buta. Osikany gosciu wyciaga cukierka z kieszeni i schyla się, by podać psy. A włascicie:
- ojej, jaki pan miły! Nie dosć, ze pana osikał, to jeszcze mu pan za to cukierka daje!
- ja mu nie daje cukierka, tylko sprawdzam gdzie ma pysk, zebym mógł go kopnąć w dupę.

Agata - 21 Lipiec 2008, 15:38

Bylam dzisiaj na spacerze z kundlem i przy okazji w zoologicznym kupić mu kaganiec plastikowy ( jasny -wygląda jak kretyn, ale jest superwygodny! :D ).
Po drodze było pięknie...Emil powąchał yorka bez warknięcia. Przechodził koło płotów ujadających psów i nie zwracał na nich uwagi. Po prostu raj na ziemi jak dla mnie :D
Kiedy doszliśmy do zoologa to w trakcie przymierzania kagańców podeszła taka młoda pani ekspedientka i dialog:
Pani: Taki jesteś groźny?! On taki groźny, że kaganiec musi mieć?
Ja: groźny czy niegroźny, takie są przepisy
Pani: No ja wiem, ale co...Ty jestes taki groźny?
I wtedy Emil do niej z merdającym ogonem podchodzi do głaskania. Przytula się, kładzie brzuchem do góry aby go pomasowała. Ogólnie zrobił się z niego jakiś golden czy labrador :D
Ja: Do ludzi nie jest sam z siebie groźny ale nie można przesadzać, bo niektorych rzeczy nie lubi.
Pani: Oj, jaki jesteś groźny hahaha, kaganiec Ci chcą kupować hahaha.
No i podaczas tych pieszczot kobieta zbliżyła swoją głowę do pyska Emila jakby go chciała pocałować i Emil się na nią delikatnie mówiąc rzucił...:( Nic jej nie zrobił, ale ja serce w gardle miałam.
Nie winię go za to, bo baba przesadziła z tym mizianiem, a ja ostrzegałam.

Margo - 21 Lipiec 2008, 15:40

Agata ale i tak widzę,że zrobiliście ogromne postępy,gratuluje :]
poproszę zdjęcie Emila w kagańcu :P

KW - 21 Lipiec 2008, 15:48

Właśnie wróciłam od weta z Kokoliniastym. W poczekalni u weta dowiedziałam się od właściciela ON i pani z wyżłem niemieckim, że to nie może tak być, żebym psu włosy nad oczami wiązała bo oślepnie :shock: Później ten facet sam sobie zaprzeczył proponując mi żebym chociaż wycieła włosy psu w okolicach oczu. No cóż :roll:
Foxy - 21 Lipiec 2008, 15:53

KW, ale Koko oczu nie ma, to po co mu włosy wycinać? :mrgreen:
2shih-tzu:):) - 21 Lipiec 2008, 18:37

Własnie wróciłam ze spaceru. Początkowo mi to było obojętne, ale teraz już mnie to denerwuje, ba! nawet wkurza. Otórz: niektórzy ludzie znają 4 rasy: pekińczyki, ONki(a raczej: wilczury), labki (bo modne teraz) i yorki (ten sam powód co labek).

I chyba myślą, ze wszystko co małe i włochate,a nie można dopasować do rasy "wilczur", labek i york to pekińczyk :lol:

KAÂŻDY kogo spotykam na ulicy zadaje pytanie: "to ten sam miot?", "to matka z synem?" i moje ulubione: "patrz synku jakie ładne pekińczyki!" :lol: :lol: :lol:

Wadera - 21 Lipiec 2008, 18:40

2shih-tzu:):) napisał/a:
moje ulubione: "patrz synku jakie ładne pekińczyki!" :lol: :lol: :lol:


Zawsze możesz mówić "publiczności", że to mastiffy himalajskie. :blob: Większość to kupi.

Margo - 21 Lipiec 2008, 18:40

Mój był nazywany collie(standard),owczarkiem niemieckim i uwaga ostatnio jakaś babka nazwała go huskym :mrgreen:
2shih-tzu:):) - 21 Lipiec 2008, 18:59

mArGoSiA, powiem Ci, że na tym zdjeciu pyszczek ma rzeczywiście podobny do collie, widze, ze to jakiś mieszaniec, ale ludzie, zwłaszcza przy dziewczynie (macho) czy swoich dzieciach (najmądrzejszy dziadek na świecie) bardzo lubią mówić "fachowe";) nazwy "niefachowych" psów, no ale cóż że taka przypadłość.

Jak uświadamiałam goscia (kurcze, nie potrafię ściemniać, ale coś wymyślę, typu mastiff himalajski :lol: ) że to nie PEKIÑCZYK tylko SHIH-TZU to nawet nie potrafił powtórzyć :lol: :lol: :lol: napewno do tej pory zapomniał nazwę i pewnie, ze go uświadamiałam i pewnie jak będzie synka karmił powie "a jak robi pekińczyk, którego widzieliśmy na spacerku?"

Meg - 21 Lipiec 2008, 19:26

Nie wiedziałam, że pekińczyki są aż tak popularne :mrgreen: Ja spotykam niezbyt madrych ludzi, którzy jak zobaczą, ze Perła wszystko by zabrała to jeszce jej specjalnie dają, żebym ganiać za nią musiała bo ucieka i tyle śmiecu tylko potem psu tak zostanie, no bo dają to można :?
Foxy - 21 Lipiec 2008, 19:43

Brandy od yuli w Krakowie była szpicem xD
Arcana - 21 Lipiec 2008, 21:11

Moja suka, wiadomo, najczęściej jest husky'm. :roll:
Ale zdarzają się też perełki - niedawno jakaś kobieta stwierdziła, że to owczarek górski, natomiast jakiś facet stwierdził, że to alamut. :P

Diana S - 21 Lipiec 2008, 21:21

A na moja charcice, jeden z wielu powiedział ze, to haszczak.... :lol: :lol:
Agata - 21 Lipiec 2008, 21:43

Właśnie wróciłam z nocnego joggingu z psem :D
I tak sobie w pewnym momencie przebiegamy przez pola a tu dostrzegam jakiegos pieska przed nami z właścicielką - był luzem. Emil na długiej luźnej smyczy. I nigdy nie zgadniecie. Prawie ;) na niego uwagi nie zwrócił. Biegł dalej ze mną, chociaż ten pies już właściwie był tak blisko, że go dotknął. Potem kundel za nami zaczął biec a mój nic. Odwrócił się na chwilę żeby zobaczyć co jest grane, ja go zawołałam i spokój. Potem podczas biegu na chodniku też miał wszystkie psy spacerujące i te za płotami w nosie.
To był cudowny spacer... :serduszka:

Foxy - 21 Lipiec 2008, 21:45

Agata, gratulacje postępów, ładnie się misiek sprawuje ;)
Margo - 21 Lipiec 2008, 22:20

Ja będąc z Młodym w parku(ok 21.00) zawsze jestem uzbrojona w kaganiec,smycz i piłeczkę :P i tak biegam z psem,rzucam etc. i zatrzymała sie ochrona parku,tak siedzi i patrzy. Myślałam,że mi uwagę zwrócą,a tu nic :] Podyskutowali ze mną o psach,pochwalili mnie,że psa męczę,a jak im powiedziałam,że robię to codziennie to byli pełni podziwu :mrgreen:
draca-ena - 21 Lipiec 2008, 23:21

A ja nie lubię osób, które straszą mi Lily. Tak jak dzisiaj na przykład.
Wyszłam z mamą na spacer, mama chciała wstąpić do sklepu, więc ja na nią z Lily pod sklepem czeka. Wychodzi taki jeden z drugim i do Lily wrzeszczą:
- Hau, hau, hau! Grrr!
No po prostu... A ona jeszcze bojaźliwa wobec facetów, ja każdego znajomego gościa proszę o przyjazne nastawienie, a ci tu wyskakują i po prostu mi ją straszą :/ . Powiedziałam im, żeby psa nie straszyli, i tyle, ale i tak co chwilę się na podobnych natykam. Zwłaszcza z psem małym, którego się nie boją (bo jeszcze taki sympatyczny wygląd...).

Ach, a tak ogólnie. Fajny mam zoolog obok siebie. Co prawda z karm uświadczę tam tylko Purinę Dog Chow i Eukanubę, a ze sprowadzeniem innej gość pewnie narobi mi problemów, ale przynajmniej jest sympatycznie ;) . Byłam dzisiaj po gryzaki dla Lily, ale bez niej, to się spytał dla jakiego to pieska, hehe. Przyjdę kiedyś z Lilką, zwłaszcza, że to po drugiej stronie ulicy (i właśnie z tego powodu mi się nie chce jej tam zabierać, bo jak idę do drugiego zoologa to zawsze ją biorę bo zawsze to jakiś spacer, a tu to tylko bezsensowne zakładanie szelek ;) ).

Agata - 22 Lipiec 2008, 10:14

draca-ena napisał/a:
Wychodzi taki jeden z drugim i do Lily wrzeszczą:
- Hau, hau, hau! Grrr!


Bym im napyskowała :roll:
Przez takie zachowanie Twój pies będzie się bał obcych :( Ludzie niktorzy są pozbawieniu umysłu. Najgorsze jest to, że oni są tacy "mocni" tylko przy małych pieskach. Wierz mi, że gdybyś miała większego wszyscy tacy goście nagle by zamilkli.

Ja dzisiaj rano z psem po lesie chodziłam. Jestem przeszczęśliwa, bo w momencie kiedy zauwazyłam, że biegnie dziewczyna jakaś to zawołałam psa. Kazałam mu usiąść, coś do niego gadałam miłym głosem i babka spokojnie przebiegła koło nas :D
Same sukcesy ostatnio mamy :D

ivonaz - 22 Lipiec 2008, 12:04

Agata gratuluję :)
Arcana - 22 Lipiec 2008, 13:49

No to mi się dzisiaj oberwało. Spotkałam taką zadziorną babkę w parku, że aż mi szczena opadła.
Poszliśmy do parku z Kamilem i Sagą, bo co wtorek w lipcu są organizowane takie plenerowe teatrzyki dla dzieci. Do parku mamy jakieś 2-3km, więc to przy okazji spacerek dla psa, a podczas gdy Kamil ogląda, Saga sobie spokojnie śpi. Usiadłam sobie z nią spokojnie w cieniu, z boku, tak żeby nie przeszkadzać nikomu. Aż tu słyszę zza pleców:
- A ten pies ma kaganiec?
Odpowiadam, że ma.
- To proszę go założyć.
Ja na to, że pies jest niegroźny, nie zwraca uwagi na dzieci, tylko - jak widać śpi. Poza tym trzymam go na smyczy i pilnuję, więc nic nie zrobi.
Na to kobieta zaczyna po mnie jechać i stwierdziła, że "pani poziom debilizmu nie zna granic" :P
O ty zołzo - pomyślałam sobie. Teraz to na pewno nie założę tego kagańca. Pomijam fakt, że oprócz Sagi całkiem blisko nas były jeszcze dwa psy: średniej wielkości mieszaniec i bokserka (nawet nie była na smyczy) i to jakoś jej nie przeszkadzało. Widocznie tylko Saga ma taki groźny wygląd...
Poradziłam pani, żeby zadzwoniła po Straż Miejską, bo wolę rozmawiać z nimi niż z nią. Na to kobieta, że za chwilę zadzwoni.
Chwila spokoju. Po czym raz po raz zaczęły podchodzić do nas dzieci z rodzicami i głaskać Sagę. Tego już było kobiecie z tyłu za dużo :mrgreen: . Widziałam kątem oka jak się w niej gotuje, że jakoś nikt nie podziela tego jej lęku przed psem- dzieciojadem.
W pewnej chwili znów się babsko odzywa:
- Pani umysł nadaje się do leczenia ( :mrgreen: ), skoro zabiera pani 6-cio miesięcznego szczeniaka w taki straszny hałas! (o mamusiu, nagle się przejęła biednym pieskiem :shock: ).
Mówię, że Saga ma 10 miesięcy, a nie 6 ("Dobrze słyszałam jak pani mówiła komuś, że ten pies ma 6 miesięcy" :| ), a hałas jest tutaj nie większy niż na ulicy czy w tramwaju.
Na to ona do mnie:
- Zamknij buzię, bo tu dzieci są... :shock: (ano są i aż strach pomyśleć co by pani zrobiła gdyby dzieci tam nie było, pewnie by mnie pobiła :mrgreen: ). No i SM nie wezwała jednak, za to sama się zmyła...

KW - 22 Lipiec 2008, 13:57

Boże jak ja takie babony kocham :evil: Najgorsze, że ja nerwów na spokojne gadanie z takimi elementami nie mam :roll: Jeszcze jak spokojnie ktoś zapyta, poprosi to ja w zupełności rozumiem, ale jak ktoś narzuca mi cokolwiek to gotuję :P
Agata - 22 Lipiec 2008, 13:58

arcana81, dlatego mój pies chodzi w kagańcu. A już w miejscach gdzie bawią się dzieci w szczególności. Po pierwsze takie są przepisy, po drugie rodzice boją się o własne dzieci, a po 3 nie mam zamiaru kłócić się z niekulturalnymi ludzmi.
Arcana - 22 Lipiec 2008, 14:03

Agata napisał/a:
dlatego mój pies chodzi w kagańcu. A już w miejscach gdzie bawią się dzieci w szczególności. Po pierwsze takie są przepisy, po drugie rodzice boją się o własne dzieci, a po 3 nie mam zamiaru kłócić się z niekulturalnymi ludzmi.


Ja nie mówię, że tak nie jest. Tylko powinna była zwrócić mi kulturalnie uwagę, a nie wyzywać mnie od debilek, bo ja nawet tonu głosu nie podniosłam. Po prostu miała ochotę się przyczepić i zapewne zrobiłaby to nawet gdyby Saga była w kagańcu...

Tilia - 22 Lipiec 2008, 14:11

o rany Arcana, współczuję "przygody"...

my mamy niedaleko koszmarną starszą panią, która nosi się jak szlachta, psów niecierpi, ludzi chyba też- jak widzi kogoś z psem to się wpatruje- staje i patrzy, z lekka chyba nie do końca z nią wszystko dobrze :roll: na mnie kiedyś najechała żeby mój pies nie podchodził do jej ogrodzenia bo jej zawsze jak przechodzi krzaki obsikuje i usychają......... ciekawe kiedy je widziała skoro to suki :shock:

miałam tylko satysfakcję, że ma bardzo brzydki ogród i jej to wytłumaczyłam. Ja mam cztery psy i mam o wiele ładniejszy :P (zboczenie zawodowe ogrodnika)

Agata, a moje psy nie chodzą w kagańcach- przpisy są takie, że smycz lub kaganiec (chyba że w pociągu czy autobusie).

2shih-tzu:):) - 22 Lipiec 2008, 14:29

Tilia, zapytam z ciekawości:) czwarty pies jest...czym? Bo w nicku masz trzy wpisane, chyba, ze czegoś jest 2x

Ja nieraz dię ulicą, to niektore staruszki się przesuwają na bok przed moimi bydlakami :lol:

ogólnie nie mam niemiłych sytuacji, ale wkurza mnie, ze dotykają moje psy osoby, których nie lubię, a zwłaszcza bez pytania. Jest taka jedna na moim podwórku. Wredna, cześc nie mówi, dokucza wszystkim a moje psy se bierze jak własne. Wara! :twisted:

I denerwuje mnie jak ludzie głupio gadają:
Pan 1: Ale ładne. Ta biała ładna. (zawsze jest takie rozdzielenie: ładne pieski, Biała (czarny) ładna(y), jakby jedno wynikało z drugiego :lol: )
Pan 2 : co za problem, weź sobie.

Może samo w sobie to nie powinno być denewujące, ale to akurat były jakieś trzeźwe akurat żule, co nie mają pojecia o psach, no i słyszałam to już zbyt wiele razy.


arcana81, trzeba było wredne babisko równo zjechać! Sama nie zna podstaw kultury a będzie debilować:/ nienawidze czegoś takiego. Widocznie własnie Ty z Saga wyglądałyście najmniej groźnie, bo to ciekawe, że nie miała odwagi zaczepić właściciela boxerki, pewnie się bała ze ją psem poszczują :lol:

eh, należałoby się.
Miałm podobną sytuację w dzieciństwie, z pierwszą suczką. Ona i suczka mojej koleżanki się pięknie bawiły (młodziutkie tez były) a tu sobie nagle idzie przed ich "plac zabw" wredne babisko o kulach. Suka mojej koleżani zaczęła szczekać, podbiegać do niej, moja też trche szczekała. A babka? Kulami zaczęła je odpuchać! :shock: do rodziców na skargę poszła, ze psy agresywne. Nawet jej zębami nie doknęły, a ta je przetrąciła kulą. Z drugiej strony się dziwię, sama bym ją ugryzła:/ ale pies mądre stworzenie, wie, że po starym próchnie by miał niestrawność;)

Moja suczka mi własnie wskoczyłą na kolana :mrgreen: pisze ze mną :mrgreen:

Agata - 22 Lipiec 2008, 14:30

Tilia napisał/a:
Agata, a moje psy nie chodzą w kagańcach- przpisy są takie, że smycz lub kaganiec (chyba że w pociągu czy autobusie).


A mój chodzi, bo przepisy tak mówią :)
Takich kobeit jak ta od arcany nie usprawiedliwiam absolutnie. Mi juz nie raz napyskowano, że z psem po ulicy mam czelność chodzić :D Z debilami się nie dyskutuje, bo zniżą Cie do swojego poziomu a potem pokonają doświadczeniem.

Nie mówię tutaj o przypadku arcany, ale tak czy siak nie podoba mi się widok biegających psów po placach zabaw dla dzieci. Ja z moją siostrą chodzę w takie miejsca. Siadam z psem na ławkę. Emil zasypia a ona się bawi.
Ostatnio jak poszliśmy to bawić nie nie chciała, bo przyszły dwie rodzinki z psami. Psy bez smyczy, bez kagańców biegały sobie po placu. Moja siostra się po prostu bała. I co z tego, że właściciel mi powie, że ten pies jest łagodny jak dziecko się może bać psów?

Arcana - 22 Lipiec 2008, 15:06

U nas w obydwu parkach, w których bywamy, większość psów biega luzem i bez kagańców (także po placach zabaw), a jakoś nikt nie ma pretensji o to. Raz zwróciłam sama uwagę dziewczynce, której miniaturowy sznaucer biegał między dziećmi, wściekle ujadając :shock: . Ale to była taka faktycznie "drastyczna" scena i brak wyobraźni dziewczynki. Natomiast zwróciłam jej uwagę kulturalnie. A mnie dziś objechano, że pies bez kagańca (nie między dziećmi, tylko z boku), pewnie dlatego, że wydałam się kobiecie smarkata, a pozostałe dwa psy były ze starszymi kobietami (mniej więcej w jej wieku).
Agata - 22 Lipiec 2008, 15:08

arcana81 napisał/a:
U nas w obydwu parkach, w których bywamy, większość psów biega luzem i bez kagańców (także po placach zabaw), a jakoś nikt nie ma pretensji o to.


I to mi się bardzo bardzo nie podoba. A w Twoim mieście nie ma zakazu wprowadzania psów na place zabaw dla dzieci?

Arcana - 22 Lipiec 2008, 15:13

Agata napisał/a:
A w Twoim mieście nie ma zakazu wprowadzania psów na place zabaw dla dzieci?


Oczywiście, że są zakazy, a nawet gdyby ich nie było, nie sądzę, żeby osoba o zdrowych zmysłach i odrobinie rozumu, wprowadziła psa na plac zabaw. A jednak, robią to nagminnie. Ja zawsze siadam z psem gdzieś z boku, jak mój syn chce się bawić na placu zabaw.

Foxy - 22 Lipiec 2008, 15:30

Cytat:
Ja zawsze siadam z psem gdzieś z boku, jak mój syn chce się bawić na placu zabaw.
No właśnie. I tak ma być.
Jak ktoś siądzie z boku, tak żeby widzieć dziecko, ale nie przeszkadza nikomu z psem to nie mam nic przeciwko.
Natomiast jak widzę psa centralnie NA placu zabaw, nie mówiąc o tym, że niektóre psy się tam załatwiają, to mi się słabo robi.
Nie każde dziecko lubi psy, niektóre mają alergię, niektóre się boją etc.

Misia - 22 Lipiec 2008, 17:00

2shih-tzu:):) napisał/a:
I chyba myślą, ze wszystko co małe i włochate,a nie można dopasować do rasy "wilczur", labek i york to pekińczyk :lol:

Skąd ja to znam... ;) Moje to też pekiny albo cockery... Słyszałam o cavalierze (tricolorze, białym w czarne łaty) który został nazwany... dalmatyńczykiem :lol:

ivonaz - 22 Lipiec 2008, 17:52

Arcana, musisz być niezwykłe cierpliwa i łagodna :) Jak ktoś by mi z takim tekstem wyjechał to na 100% nie mogłabym zachować się równie kulturalnie jak ty :mrgreen: Zwymyślałabym od nie wiem kogo a moze i coś gorszego :P Niestety, ale ja to spokojna nie jestem, a już na pewno nie cierpliwa.
Powybijać te wredne mohery :twisted: Dla tych bab z epoki sredniowiecza pies powinień siedzieć na łańcuchu, najlepiej w słońcu, w upalny dzień, a gdy tylko zacznie skomleć to po pysku.... Zaczyna się we mnie gotować...

Meg - 22 Lipiec 2008, 18:33

ivonaz ale nie tak gwałtownie, bo babki zawału dostaną. Ja tam na razie takiego przypadku nie miałam, ale jak już to bym po prostu powiedziała:
Miło się z panią rozmawia, ale niestety nie rozmawiam z niższymi intelektualnie ode mnie osobami, bo najpierw sprowadzą mnie do pani poziomu, a potem pokonają doświadczeniem.
I na koniec bardzo dobitnie powiedziałabym: Do widzenia, odwróciła się i poszła.

Arcana - 22 Lipiec 2008, 18:43

ivonaz napisał/a:
Arcana, musisz być niezwykłe cierpliwa i łagodna


Bez przesady, staram się jednak nie zniżać do pewnego poziomu. Można jedynie powiedzieć, że jestem raczej tolerancyjna i wybucham w sytuacjach ostatecznych. Tutaj też po prostu trochę mnie ta babka śmieszyła, co złagodziło pewnie moje nerwy... ;)
ivonaz napisał/a:
Powybijać te wredne mohery :twisted:

Raczej ich żałuję i się z nich śmieję, bo mi ich żal. To nie do końca ich wina, że mają taki, a nie inny światopogląd. No ale to już materiał na inny temat. ;)

Tilia - 23 Lipiec 2008, 08:36

Agata, w Warszawie tylko psy z "listy" mają być wyprowadzane na smyczy i w kagańcu wg przepisów miejscowych, reszta nie ma takiego obowiązku.
W ogóle uważam że nawet to albo-albo (smycz/kaganiec) jest przesadą- po prostu kary za ewentualne wypadki wynikające z winy właściciela psa powinny być tak surowe i łatwo egzekwowalne, żeby sami właściciele zanim spuszczą psa ze smyczy zastanawiali się 10 razy czy są w stanie panować nad swoim psem- w tej chwili straż miejska może wlepić mandat każdemu kto puszcza psa bez kagańca w obrębie miasta Warszawy, nawet w odludnych miejscach. A miało być tak pięknie- wyznaczone psie parki, ech....

2shih-tzu- deerhoundów jest dwa ;)

Arcana - 23 Lipiec 2008, 09:27

Tilia napisał/a:
zachwyca mnie przykład Szwajcarii


W takim razie przeprowadzam się tam ;) . ÂŁatwiej zmienić miejsce zamieszkania niż mentalność Polaków :/

Bedzium - 23 Lipiec 2008, 10:31

Jak rano wyszłam z Dropsem na spacer to jakaś kobieta powiedziała :"Jaki śliczny pudelek" :shock:
Margo - 23 Lipiec 2008, 15:47

Wracam z Młodym z parku,pies padnięty,ledwo łazi ( :mrgreen: ),przed nami idzie mama z jakimś 5-6 latkiem.
I ten mały do mamy: ,,Mamo patrz. Ten pies jest podobny do jamnika. Nie,to jest jamnik".
Mama: ,,Cicho,przestań"
Mały:,,Dlaczego ? "
Mama:,,Bo ta pani usłyszy i będzie jej przykro" :P

Pytanie: dlaczego ? :mrgreen:

Foxy - 23 Lipiec 2008, 15:49

mArGoSiA, bo może Ty nie wiesz, że Twój pies to jamnik? :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Margo - 23 Lipiec 2008, 15:50

Foxy a to jamnik ? kurde :/ właściciel zawsze dowiaduje się ostatni :twisted:
a miał być ON :(

Foxy - 23 Lipiec 2008, 15:52

mArGoSiA, jakaś słaba ta hodowla była :P
Albo szczeniaki im się pomyliły, jak Ci wydawali :mrgreen:

Margo - 23 Lipiec 2008, 15:54

Foxy napisał/a:
jakaś słaba ta hodowla była :P

ta pani obiecała,że będzie ON-ek :( jest po rodowodowych rodzicach :twisted:

Meg - 23 Lipiec 2008, 17:55

mArGoSiA napisał/a:
ta pani obiecała,że będzie ON-ek jest po rodowodowych rodzicach


Bo ja się pogubiłam już. Teraz to żartujesz czy naprawdę jest taka hodowla?

Margo - 23 Lipiec 2008, 17:56

Meg oczywiście żartuję :mrgreen: mój pies jest najprawdziwszym kundlem ;)
Meg - 23 Lipiec 2008, 18:00

Aha :mrgreen: Bo już myślałam, ze Ci wcisneli kundelka zamiast ONka :mrgreen:
Summer12 - 23 Lipiec 2008, 18:43

Meg napisał/a:
Aha :mrgreen: Bo już myślałam, ze Ci wcisneli kundelka zamiast ONka :mrgreen:


Jakiego kundelka, toż to jest owczarek szkocki w nowym umaszczeniu "Sokratesowym" :) . To jest nowa odmiana "jamnicza" w której występuje wyżej wymienione umaszczenie. xD

Klajda94 - 23 Lipiec 2008, 19:06

Ale żeście pomieszali.. Co to za OT :twisted: :mrgreen:
Summer12 - 23 Lipiec 2008, 19:29

Klajda94 napisał/a:
Ale żeście pomieszali.. Co to za OT :twisted: :mrgreen:


Jaki OffTopic? Ja piszę na temat, że Margo dowiedziała się, że ma jamnika, ale to tak naprawdę jest owczarek niemiecki, ale na prawdę jest to: "collie niemiecki jamniczy Sokratesowy" xD .

Aga napisał/a:
Cytat:
"collie jamniczy Sokratesowy"

nie wymyślaj :maczuga: na forum był zwany - collie niemiecki


Ale do tego doszedł jeszcze jamnior :) , to jak to wyjaśnić? Collie niemiecki, odmiana jamnicza, umaszczenie Sokratesowe :) .

Aga - 23 Lipiec 2008, 19:30

Przed 19 wracaliśmy z Roksem ze spacerku,niedaleko centrum.
I na pasach pan pewny na sto % mówi do małżonki
-zobacz,jeszcze młody.Pewnie roku nie ma
Wiedziałam że nie mówił do mnie ale odpowiedziałam nie patrząc na nich ,że skończył 4-lata ,oczy zrobił jak pięciozłotówki :mrgreen:

Cytat:
"collie jamniczy Sokratesowy"

nie wymyślaj :maczuga: na forum był zwany - collie niemiecki

2shih-tzu:):) - 28 Lipiec 2008, 13:19

Jak wy to zrobiłyście? Najpierw cytat, a dopiero POTEM to faktycznie zostało napisane? :lol: (najpierw Summer12 skomentował Aga, a dopiero pod spodem Aga to napisała :lol: )


Wracając do temau, wróciłam z pracy niedawno, u progu mnie przywitały moje "pekiny" :lol: , normalnie się rzucały na mnie, takie stęsknione :shock: wziełam je na polko (czyli na dwór, w małopolsce się tak mówi), bo kupę czasu nie rozprostowały nóg (oczywiście w mieszkaniu, jak zwykle, gdy nikt się nimi nie zajmuje, leżał rozwalony papier toaletowy, zaraz tak przywyknę, że nie będe zauważać... :twisted: ). Kurcze, co one nie wyrabiały! Suczina to zapierniczała jak torpeda! Ja ją tylko goniłam troche, czy klaskałam (strasznie to ją pobudza do większego brykania, mamy bardzo specyficzny sposób zabawy, słowo daję, musze wyglądać z nimi jak idiotka :lol: :roll: ) aż tu nagle wychodzi mój mały (bo młody, w rzeczywistości to wieeelkie, opasłe dziecko) sąsiad ze swoim sznaucerem, moje psy odrazu bieg do psa, przywitać sie. Ale zaczełam je wołać, znowu uciekać, klaskać,itd i....WYDAÂŁAM SIÊ IM BARDZIEJ INTERESUJÂĄCA NIÂŻ PIES :mrgreen: kurde, jestem potwornie dumna z moich psów :mrgreen: . Moja radośc jednak długo nie trwała, bo zaraz Gizmo(pies) na końcu podwórka zobaczył jakieogś bezpańskiego psa i rzucił się w dziki bieg z zamiarem przegonienia go (bo moim psom nie rpzeszkadzają psy 3 razy większe, o mocniejszych szczękach...), suczka przybiegła do mnie, jak ją zawołalam (podwójny sukces dzięki tej małej :mrgreen: ) no a psa niestety musiałam na ręce wziać, bo niewiadomo gdzie by to durne pobiegło.

No i ja sobie mogłam praktycznie tylko stać i klaskać, te się wyszalały i bieg do klastki, z klatmki do domu i stąd juz tylko do miski i na zimne płytki. Teraz leżą koło mnie, na kanapie. Śpią jak aniołki.

Warto dodać do hasła "zmęczony pies to szczęśliwy pies" jeszcze "A PANI JESZCZE BARDZIEJ" :lol:

Arcana - 28 Lipiec 2008, 14:44

2shih-tzu:):) napisał/a:
a ją tylko goniłam troche, czy klaskałam (strasznie to ją pobudza do większego brykania


Moja Saga też reaguje na klaskanie nagłym przyśpieszeniem. Raz miałam z tego powodu zabawną sytuację, bo w parku, jak było przedstawienie dla dzieci, to Saga miała dziwną minę jak nagle wszyscy zaczęli klaskać... Najpierw się poderwała na nogi, a później ze zdziwieniem spojrzała na mnie, jakby pytała: "biegać mam czy co?" :mrgreen:

mineralna_ - 28 Lipiec 2008, 15:01

przedwczoraj wieczorem spacerowałam z koleżanką i Carmen, idziemy spokojnie, a tu nagle zza żabki wyskakuje labrador, najpierw z zębami a później z chęcią pokrycia Carmen. Ona dzielnie się broniła ząbkami, co na trochę ostudziło adoratora, a ja weszłam do zabki, i zobaczyłam stojącą przy kasie, uśmiechniętą właścicielke psa, która nie wyglądała na osobę, która chce tak szybko wyjść ze sklepu. Zapytałam się dla pewności, czy to jej pies, odpowiedziała, ze tak, a w żabce już stała Patrycja z Carmen na łapskach :P Sucz sie bała, a labek czatował przy drzwiach, jednak wszystko się wyjaśniło, "pogadałam'' z właścicielką labka, okazało się że ma rodowód... :P :P Pani nazwało swojego Tobiego (tego labka) zboczeńcem zapieła go na smycz i sobie poszła :P
2shih-tzu:):) - 28 Lipiec 2008, 17:22

mineralna_ napisał/a:
, najpierw z zębami a później z chęcią pokrycia Carmen


:lol: :lol: :lol:

mineralna_ napisał/a:
okazało się że ma rodowód...


:lol: :lol: :lol: nie, to spoko, jak zaszła w ciąże to nic się nie dzieje...

¯ARTUJÊ

mineralna_ - 28 Lipiec 2008, 18:31

2shih-tzu:):), czy ja napisałam, że ją pokrył?? Napisałam, ze miał takie zamiary :roll:
Właścicielka, żle zrobiła ze go puściła z tej smyczy... Chciaż miła babka, fajnie sie z nią gadało :P

Agata - 28 Lipiec 2008, 18:33

A 2 godziny spacerowałam sobie dzisiaj z Emilkiem po lesie. Były psy więc Emil był trochę spuszczony a trochę na smyczy.
Idę sobie na smyczy z nim scieżką i widzę, że jakieś panie z małym psem też idą. Emil nie warczy, obejrzał się tylko za nim 2 razy i idzie dalej. Potem ja już chciałam wracać i skręciłam na pobocze czekając aż panie przejdą. Gadam do psa jak głupia, komendy różne mu dawałam. On pięknie słuchał i wykonywał, ale nagle zauważył tego przechodzącego psa i prawie mi rękę urwał, a w oczach kobiet widziałam "co za bestia" :( Ale fakt faktem, ze ten drugi szczekał na niego.

Hessa - 29 Lipiec 2008, 14:54

Ostatnio zaczęli mnie denerwować ludzie którzy podchodzą do nas ze swoim psem ot tak, bez pytania. Akurat jak byliśmy w górach była taka sytuacja. Pan z małym pieskiem stwierdził że przywita się z nami, ja na chwilę się odwróciłam, a po chwili gdy spojrzałam na Bacha, koło niego już stał mały piesek i próbował obwąchać mu tyłek. Bach jak to Bach zawarczał i dobitnie pokazał że on nie chce się witać. Pan odszedł z troszkę nieciekawą miną, bo jak to, jego piesek miał przyjazne zamiary, przecież machał ogonkiem. Co z tego, że podniesionym... Już nie mówiąc jak po pensjonacie biegał sobie pseudoposokowiec , oczywiście nieprzywoływalny. Tak się naprzykrzał, że dostał lekko w pupe od Bacha, potem już trzymał się na odległość, ale co z tego jak rozpraszał. Grrr nienawidzę tego. Tak samo jak głaskanie psa bez pozwolenia, co z tego, że jest w kagańcu, ja sobie nie życzę i tyle, widocznie komuś korona z głowy spadnie jak zapyta albo ewentualnie straci cenne sekundy życia na tak banalne pytania.
ogarzyca - 29 Lipiec 2008, 17:32

Ja jak chodzę z Harfą na spacery to strasznie mni denerwuje jak ona każdego człowieka chce przywitać i polizać. Ludzie zaś od razy uciekają, a jeden pan to mi nawet powiedział, że tą bestię to tylko uśpić można. Jak Harfka pewnego razu podeszła do dziewczynki i ją polizała to ta dziewczynka uciekła do mamy i jej powiedziała, że ten straszny pies chciał ją ugryźć. A przecież jak chodzę z Harfą po parku i osiedlu (tam w ogóle nie ma samochodów, bo to wieś) to nie będę Harfki trzymać na smyczy!!!
Arcana - 29 Lipiec 2008, 20:02

Hessa napisał/a:
Ostatnio zaczęli mnie denerwować ludzie którzy podchodzą do nas ze swoim psem ot tak


U mnie ludzie dzielą się na dwa typy: tacy co podchodzą do Sagi bez pytania i tacy, którzy w obawie o swoje psy na nasz widok uciekają gdzie pieprz rośnie :mrgreen: . Śmiać mi się chce jak słyszę: "Proszę odejść ze swoim psem, bo na pewno się pogryzą!". Ostatnio często trafiam na takich panikarzy, ale zawsze zostaję na miejscu i nigdy się nie usuwam. Ja panuję nad swoim psem, a jak ktoś ma problem ze swoim, to niech sam się usuwa z drogi.

2shih-tzu:):) - 29 Lipiec 2008, 20:19

ogarzyca, ale narażasz tym samym siebie i psa na przykrości. Na to, ze dziecko sie boi obcego psa nie masz wpływu, bo boi się go i już. Wybieraj miejsca, na których nie ma raczej dzieci i ludzi. Strach dziecka to pól biedny(chociaż trzeba mieć też pewiem szacunek dla Przyszłości Narodu), ale jak się natrętne babsko przyczepi to co zrobisz? Taka mentalność(mętalność? ) ludzka :roll:

arcana81, dziwisz się? Szara, długowłosa odmiana dobermana to najniebezpieczniejsza rasa na świecie :roll: miejże litość, nie każdy jest nieustraszony...

Dzisiaj miałam tak przykry przypadek, ze myslałam, ze się rozpłacze na środku drogi. Zginęła moja suczka. Mój brat wziął ją na podwórko, na coś się zagapił, patrzy a tu pies zginął. Jak to usłyszłaam, ze jej szukają to myslałam, z padne! Słowo daję, taka panikara jak ja nigdy nie powinna być matką! Znalazła się po jakichś 10 minutach flirtując z jakimś psem, w dodatku na smyczy :roll: no za grosz przyzwoitości, łajdaczka jedna... :roll: ;) tak odetchnęłam z uglą jak zobaczyłam niosącego ją brata, ze myslałam, że znowu zemdleję tym razem z ulgi :lol: oczywiście opieprz brat dostał. Nie wiem jak on mógł dopuścić do tego, że wydał się psu mało interesujący :twisted: :lol:

mineralna_ - 29 Lipiec 2008, 22:22

Ide sobie z psem, a tu małe dziewczynki podbiegają;
- OO! PIES! MOGE POG£ASKAÆ???
- Możecie, tylko nie podnoście rąk do góry, bo się wtedy boi.
- Ejj, to głaskamy?? - mówi jedna do drugiej.
- Nieee...

Carmen sie boi jak małe dzieci podnoszą rece do góry, bo moje sasiadki tempe jak nie widziałam to ją biły ciągneły za ogon itp... ale jak się syn sąsiadów z nią bawi, czytaj głaska, i nie podnosi rąk do góry to sie łasi :D

KW - 29 Lipiec 2008, 22:33

mineralna_ napisał/a:
- Ejj, to głaskamy?? - mówi jedna do drugiej.
- Nieee...

:lol: Jakie poważne konsultacje między dziewczynkami. Być albo nie być :P

Gato - 29 Lipiec 2008, 23:04

ogarzyca napisał/a:
udzie zaś od razy uciekają, a jeden pan to mi nawet powiedział, że tą bestię to tylko uśpić można. Jak Harfka pewnego razu podeszła do dziewczynki i ją polizała to ta dziewczynka uciekła do mamy i jej powiedziała, że ten straszny pies chciał ją ugryźć.

niektorzy sie psow boja, inni sobie zwyczajnie nie zycza i niestety powinnas to uszanowac. wiadmo, ze jak ktos od razu do nas z morda skacze, ze pies to taki i owaki, morderca to w nas sie przewraca i czlowiek ma ochote, zeby ten pies zamiast lizac to zagryzal. ale w momencie kiedy ktos jest kulturalny, czy nawet idzie spokojnie ulica to pies nie powinien do niego podlazic. i tyle. dla swojego bezpieczenstwa i dla naszego swietego spokoju. prawda jest taka, ze w koncu ktos zamiast zdzierac sobie gardlo psu przysadzi kopa i wtedy bedzie placz i zgrzytanie zebow, ze ludzie to tacy okropni, a piesek przeciez tylko chcial...

wlasnie apropo tego sytuacja z Sudet. bylysmy z Hessa i psami w (na?) blednych skalach. jest tam czasami bardzo wasko, chodzi sie raczej gesiego, nie ma za duzo miejsca. psy na smyczach, ale bez kagancow (wymagana byla tylko smycz, namordniki mialysmy, ale jako ze psy do nikogo nie podchodzily, nikogo nie zaczepialy itp. to sobie darowalysmy, zwlaszcza, ze w tych waskich przejsciach mogloby im byc ciezko przejsc). i idziemy sobie, Bachu i Hessa przodem, ja za nimi z Veguchem, sa schodki. na dole, jakies 5 - 6m od Bacha stoi kobita. Bachus sie na cos zagapil, i stal kolo nogi, a my czekalysmy az bedzie miejsce, zeby zejsc i sie nie pchac z psami w tlum. nagle kobieta sie odwraca i do nas z krzykiem, ze co my tu z psami, ze bez kagancow na wycieczke sie wybraly, ze mamy natychmiast nalozyc, bo moze ona sie boi, ze to brak kultury. zadna z nas nie odpowiedzialo, bo nas w podloge wbilo doslownie. gdyby nic nie zaczela mowic to Bachus i Vega pewnie by nawet na nia nie spojrzaly. dopiero po chwili Hesse odmurowalo i sprobowala powiedziec pani, ze spokojnie, ze przeciez pies nawet na nia nie patrzyl. niestety pani nie byla rownie uprzejma i znow zaczela swoja spiewke po czym poszla dalej. los chcial, zebysmy po wielu milych osobach, ktore byly wrecz zachwycone pieskami i chcialy sobie z nimi zdjecia robic, znow natrafilysmy na pania, ktora obwiescila nam, ze nie mamy kultury nawet po zwroceniu uwagi (psy ponownie staly w odlegolosci kilku metrow od niej, nie blokowoaly przejscia) i ze ten pies moze sie rzucic, zagryzc itp. Hessa ponownie sprobowala byc uprzejma i zauwazyla dyskretnie, ze pies nawet nie podszedl, ze on nie gryzie, niestety pani byla innego zdania (widac dobrze znala Bacha), bo stwierdzila, ze nigdy nic nie wiadomo, a w ogole to skad Hessa wie, ze to pies i ze moze ja (Hesse) zagryzc w nocy, chociaz ona (kobita) jej tego nie zyczy. potem przestalo byc milo, bo pani stwierdzila w koncu, ze skad my mozemy wiedziec czy pies nie zabija wzrokiem ewantulanie czy nie pluje jadem.
i ja swietnie rozumiem, ze ktos moze sie bac, nie chciec dotykac psa, czy byc blisko niego i gdyby pani powiedziala, ze sie boi i ze wolalaby zeby psy byly w kagancach to bysmy te kagance nalozyly i nie byloby problemu. ale w momencie kiedy ktos od razu ma do mnie pretensje, zwlaszcza jesli my probowalysmy byc uprzejme, zlagodzic to i zebralysmy tylko opieprz i dowiedzialysmy sie ze psy nas w nocy pozabijaja albo zebami, albo wzrokiem albo opluja nas jadem to pardon.

rozmawialam dzis tez ze znajoma na ten temat i wszystko jest w porzadku dopoki ludzie nie twierdza, ze im sie wszystko nalezy, a wlasciciel psa to najlepiej zeby przewidzial, kto sie psa boi, lub zeby sie poruszal po ulicy (w znacznej odleglosci od chodnika) albo po lampach. na dodatek czesto teraz ludzie zaszczepiaja w dzieciach strach przed psami. zamiast dzieciakowi wyjasnic normalnie, ze obcego pieska sie nie powinno glaskac, to mowia dzieciom, ze pies je zaraz pogryzie, ze jest wielki i grozny. teraz kiedy jest tyle psow, sa praktycznie wszedzie to takiej osobie, ktora ma od dziecka przesiwadecznie, ze kazdy pies to chodzacy eksterminator innych ludzi jest potem bardzo trudno.
jasne - ja tez nie lubie (zeby nie powiedziec ze nienawidze) jak ktos na hurra puszcza swojego psa do mojej i jeszcze mi mowi, ze moglabym jej dac sie pobawic (po pierwsze sobie nie zycze, zeby moj pies biegal z obcymi, przypadkowymi zwierzetami, po drugie jesli pracujemy to taki pies mi przeszkadza, denerwuje mojego psa i moze dojsc do spiec - no nikt nie ma nerwow ze stali, Vega tez ma zeby i potrafi ich uzywac, wreszcie po trzecie z reguly mojego psa nie interesuja zabawy z obcymi psami). piekielnie denerwuje mnie tez to kiedy moja wystartuje do innych psow (w celach poznawczych), ja ja odwoluje, ona wraca, a wlasciciele psow do ktorych moja przed chwila biegla radosnie patrza jak ich pieskie rzucaja sie stadem za Vega. chyba logiczne, ze nie wolam jej po to, zeby sprawic radoche tamtym psom, tylko dlatego, ze nie chce, zeby sie z nimi bawila/obwachiwala/gryzla/robila cokolwiek innego. nie lubie jak ludzie ida z lapami do mojego psa bez pytania - no ona nic nie zrobi raczej, ale nie kazdy pies taki jest. no... ale to juz temat rzeka.

Foxy - 29 Lipiec 2008, 23:13

Cytat:
zamiast dzieciakowi wyjasnic normalnie, ze obcego pieska sie nie powinno glaskac, to mowia dzieciom, ze pies je zaraz pogryzie, ze jest wielki i grozny.
Wielki i groźny, zagryzający wszystkich foksterier :roll:
Skąd ja to znam?
Ludzie są głupi i nie myślą logicznie. Jak widzą moją sucz w kagańcu, to biorą dzieci na drugą stronę siebie/chodnika ze słowami: widzisz, dobrze,że ma kaganiec, pewnie gryzie!
A sucz ma np. kaganiec, żeby nie zjadała śmieci.
I ogólnie jak idę, a sucz ma kaganiec i idzie jakieś dziecko, to ucieka do rodziców.
Skąd się to bierze? Rodzice wypracowują w dzieciach system: pies w kagańcu to dobry pies, ale gryzie. Pies bez kagańca zagryza nas w pierwszych dwóch sekundach od kiedy się popatrzymy na niego.

No sorry, ale ja panuję nad moją suką, kiedy jest na smyczy i nie interesuje mnie to, że jakiś bachor chce ją poglaskać i tupie nogą, że ON CHCE i koniec. (opisywałam to kiedys na forum). Po czym na moje słowa, żeby mamusia bachora go wzięła, bo pies gryzie i NIE MOÂŻNA go pogłaskać, dowiedziałam się, że mój pies to morderca i powinien być na smyczy, w kagancu, przy nodze (jasne, jeszcze kennel klatkę na kółkach będę ze sobą brała na spacery).
I co tu zrobic? Jak dzieci mają głupich rodziców, którzy ich nie uczą: piesków nie głaskamy, choćby były nie wiem, jak ładne, chyba, że WÂŁAŚCICIEL POZWOLI, to co się dziwić?
Najlepiej uczyć, że wszystkie psy (poza labami i goldami) to mordercy i och, ach, chowajmy się wszyscy, bo jak na nas naplują swoim jadem, to wszyscy wyginiemy.

Klajda94 - 30 Lipiec 2008, 07:49

Gato napisał/a:
zamiast dzieciakowi wyjasnic normalnie, ze obcego pieska sie nie powinno glaskac, to mowia dzieciom, ze pies je zaraz pogryzie, ze jest wielki i grozny.

Nie musi wielki i groźny. Ja ostatnio z moim Kajtkiem (pies trochę większy od jamnika) wsiadam do tramwaju. Wszystko fajnie, Kajtek grzecznie siedzi. I wchodzi jakaś babka z synkiem, który chciał Kajtka pogłaskać. Ja nie miałam nic przeciwko, a ta babka 'Nie głaskaj, bo cię ugryzie, psy gryzą niegrzeczne dzieci' :roll: No kurde, a potem dziw się, że dzieci się boją :evil: Już nie miała czym synka postraszyć.

Sally - 2 Sierpień 2008, 10:11

Codziennie napotykam sie z tym problemem. Czasami az sie we mnie gotuje i mam wrazenie ze wykipie. Spotkanie Mój + inny pies. Najczęsciej zdaza sie to z samcami.
Wąchają się , obydwoje machają slicznie ogonkami. Wszystko jest dobrze. Ja patrze zadowolona i pani psa tez patrzy u smiechnięta. Po chwili psy przechodzą do wąchania tylniej częsci. Nie napinam smyczy podchodze blizej zeby psy miały luz i mogły spokojnie się poznać do końca. Nagle patrze- pani drugiego psa Napina smycz i zaczyna odciągać psa. Pies w tej chwili zuca sie i szczeka , ujada na mojego psa.
Co sie dziwić. Patrze na tą panią zdziwiona i lekko zła. Ona patrzy na mnie i wyglądała jakby miala powiedziec.
' bo on w tym momencie zawsze szczeka i warczy.' Az mi szczeka opadła.


nie wiem gdzie jest temat agresja smyczowa , dlatego pisze tutaj ..
to tez wrazenie ze spaceru.

Pozdrawiam ;)

Agata - 2 Sierpień 2008, 10:30

Sally, wierz mi, że spotkasz niedługo ludzi, którzy będą mieli do Ciebie pretensje, że psa nie odciągasz od ich psa jak się już za długo i za dużo wąchają.
Ja niestety czasami muszę smycz napinać, bo jak mam w perspektywie się kłócić to wiesz :/

Klajda94 - 2 Sierpień 2008, 10:41

Sally, znam ten ból.. Ileż to razy psiaki chciały się bawić i jak je odciągano zaczęły szczekać i ujadać.. Czemu Ci właściciele nie dadzą im się pobawić? Chociaż psiak by się zmęczył.. :?
Sally - 2 Sierpień 2008, 10:47

Klajda94,

nie raz tez spotkalam sie z tym , ze ide ulicą , Buffi przy nodze. z Naprzeciwka , po drugiej stronie idzie kobieta z yorkiem. Patrzy na mnie , potem na psa. Podnosi go i niesie na rękach. Pies szczeka denerwuje sie a Buffi chciałby skoczyć na panią , chce zobaczyć psa. :roll:

Foxy - 2 Sierpień 2008, 12:12

Cytat:
Ileż to razy psiaki chciały się bawić i jak je odciągano zaczęły szczekać i ujadać.. Czemu Ci właściciele nie dadzą im się pobawić? Chociaż psiak by się zmęczył.. :?
Weź pod uwagę, że nie każdy właściciel chce, żeby ich pies bawił się z innymi / może wracać właśnie z długiego spaceru / pies jest agresywny / wyszli tylko na spacer: siusiu i kupka.

Nie przesadzajmy. Ja też, jak odciagam moją sukę,to się wkurza, ale co mam zrobić? Ja się spieszę (albo nawet nie, nieważne), to co, mam stać tak do końca świata i czekać aż pieski się łaskawie obwąchają?

Gato - 2 Sierpień 2008, 12:13

Foxy napisał/a:
mam stać tak do końca świata i czekać aż pieski się łaskawie obwąchają?

ja wlasciwie nie bardzo rozumiem po co obce, dorosle pieski maja sie obwachiwac?

Foxy - 2 Sierpień 2008, 12:15

Gato, toteż napisałam o tym w pierwszej części posta :]
Ja zazwyczaj mojej suce nie pozwalam się obwąchiwać z innymi psami.

Sally - 2 Sierpień 2008, 12:30

ale mi chodzi , jak juz zaczną , bo obydwoje włascicieli na to pozwalają , mają czas i w niczym im nie przeszkadza. :P
Foxy - 2 Sierpień 2008, 12:31

A skąd wiesz, że mają czas i w niczym to nie przeszkadza?
Ale w końcu trzeba zakończyć to wąchanie, więc trzeba psa pociągnąć, chyba logiczne.

Sally - 2 Sierpień 2008, 12:41

Foxy napisał/a:
A skąd wiesz, że mają czas i w niczym to nie przeszkadza?

bo jak ich pies widzi mojego i zaczyna ciągnąc to chętnie podchodzą. ;)



Foxy napisał/a:
Ale w końcu trzeba zakończyć to wąchanie, więc trzeba psa pociągnąć, chyba logiczne.


mój robi to szybko nie czekam nawet 40 sekund , dlatego mi to roznicy nie robi. :P

Sally - 2 Sierpień 2008, 18:26

właśnie wróciłam ze spaceru i az sapie ze złości.
Idę z Buffim i z Moja przyjaciółką i jej psem .
Szła jakaś pani z Dogiem i skręciła w miejce gdzie my miałysmy zamiar iść.
poszłysmy tam i tam pani nagle staje i trzyma mocno psa .
Po chwili , jak nasze psy sa blizej [ ale byli jakies 3 metry od siebie]
zacza sie zucać. Pani ledwo nad nim panowała. po chwili powiedziała.
' specjalnie tu skręciłam ,zeby was ominąć a wy poszłsycie za mną'
a ja na to , ze szłam gdzie mi sie podoba i ze nie wiedziałam ze pani pies jest agresywny.Ona powiedziała ze to nie jej pies agresywny , tylko ze nasze psy [ ! ]
które szły sobie powoli nie nazucając sie Dogowi. Dodała jeszcze , ze moze zaraz go spuscic i nam pokaze ... :|

Klajda94 - 2 Sierpień 2008, 19:37

Foxy, ale ja mówię o mojej sytuacji, wiem jacy są właściciele, znam ich, wychodzą z psami tylko na siku i kupę, żadnego wybiegania, więc poświęciliby te 10 minut żeby psiaki się pobawiły. Nie mówię przecież o wszystkich napotkanych na ulicy psach :roll:
Foxy - 2 Sierpień 2008, 19:46

Klajda94, co nie zmienia faktu, że może sobie po prostu nie życzą i trzeba to uszanować.
A dwa, że było pisane już chyba w stereotypach: nie wiesz, czy nie wychodzą z psem na spacery. Nie śledzisz ich życia 24h/dobę (chyba).

yuli - 4 Sierpień 2008, 10:39

Jak zawsze z Agą ćwiczymy sobie na polance z psami. Akurat sobie siadłyśmy w cieniu i odpoczywamy(właściwie ja z Brandy, po frisbowaniu). Idą w oddali 2 psy, no to my nasze na smycze. Tamte psy(pies golden i suka 50kg a'la molos) w kolczatkach odwróconych kolcami do góry i bez smyczy, z właścicielami. Pies zainteresował się Zahirem i chciał po nim poskakać, zaraz pani go wzięła. Suka namiętnie probowała zbliżyć się do Brandy, na co ja Młodą wycofałam i schowałam za swoimi nogami. W pewnym momencie tamta suka się zwyczajnie rzuciła. Ok, super.. młoda drze się wniebogłosy, pisk niesamowity. Ja patrzę jak 50 kilo skacze z zębami na moim psisku. Patrzę na faceta: "Zuźka(imię suki), no chodź tu, co Ty robisz?" i stoi jak taki idiota. No to ja nie będę stać i czekać aż poleje się krew, próbuje tamtą sukę odciągać - nie da rady. W końcu puściła, ja odciągnęłam moje poturbowane maleństwo. Mówię(ok, może trochę głośniejszym tonem, bo się wkurzyłam) facetowi, że powinien suki pilnować i blablabla, a on na to "ale przecież ona nic nie zrobi"!!! Normalnie.. eh, dlaczego ludzie dobrze socjalizowanych psów, chcący szkolić i coś z psem robić obrywają za głupotę innych.
Aż mi się wszystkiego odechciało. Muszę do nas Anię z Nerem chyba zaprosić :roll:

Foxy - 4 Sierpień 2008, 10:50

Cytat:
Muszę do nas Anię z Nerem chyba zaprosić :roll:
I mnie, i mnie z Foksiakiem :mrgreen:
2shih-tzu:):) - 4 Sierpień 2008, 18:17

Foxy napisał/a:
A dwa, że było pisane już chyba w stereotypach: nie wiesz, czy nie wychodzą z psem na spacery. Nie śledzisz ich życia 24h/dobę


jak się mieszka w blokowisku, to się - dla mnie niestey, bo mnie życie sąsiadów nie interesuje, za to moje ich bardzo - widzi bardzo wiele. Ja pisałam kiedyś o boxerce mojej sąsiadki i zaręczam (a nie tylko ja), ze ten pies wychodzi tylko na siku, bo będąc z moimi widzę właścicielkę jak zapiernicza na kawusię, ploteczki i papieroski, a psa na spacer to nie weźmie.

Nie widzę jej nocą, gdy śpię, ale nie wydaje mi się, żeby była Supermanem i nie potrzebowała spać... :roll: nawet, jeśli ten pies wychodzi częściej niż wiem, czy myślę, to gwarantuję, że nie jest to wystarczajacy ruch dla takiego duzego psa. Zresztą jego zachowanie po wyjściu z klatki mówi wiele...

Niektórzy sąsiedzi się spieszą, nie mogą, organizują rozrywkę po swojemu i narzucanie im swojego zdania jest raz, że niegrzeczne, a dwa, ze nasze niesprawdzone dane to stereotyp, ale widząc psa, który sika, gdy tylko zobaczy trawę i NIE WIDZÂĄC psa WOGÓLE przy właścicielce calymi dniami, można pewne wnioski wysnuć...

Gato - 4 Sierpień 2008, 20:07

uch... facet z synem chyba na rowerach zatrzymuja sie i mnie obserwuja, jak ide po drugiej stronie rowu, po lace (a potem za rurami) z kundlami. psy bez smyczy, Vega z pilka biega, a Cium za nia. widze, ze co mowia do siebie, ale nie slysze ich bo jestem za daleko. w momencie kiedy przechodzilam obok rur (wtedy bylam blizej, jakby pod nimi) uslyszlam z ust ojca dzieciaka: 'trzeba jakis gaz kupic na te psy... i ich wlascicieli!' . ok, dobra, moze sie bali jechac czy cos, ale na milosc Boga - psy nawet na nich nie spojrzaly, bylysmy wszystkie dosc daleko (nawet ich na poczatku nie slyszalam), ale wystarczylo powiedziec, ze mam wziac na smycz i nie byloby problemu, ale nie lepiej wszystkich, ktorzy maja psy i maja czelnosc je spuszczac na lace bez przewidzeniae pan Kowalski czy jakis inny chce przejechac, albo sie boi zagazowac. ja dziwnym trafem nie urodzilam sie ani wrozka ani jasnowidzem i nie wiem dlaczego oni stoja, ze sie boja i co chca robic. chcialam mu powiedziec jeszcze, ze jestem niezwykle ciekawa czy zdazylby psiknac tym gazem zanim piesek raczke pogryzie, ale sie powstrzymalam, chociaz krew mnie zalala.
Akindus - 4 Sierpień 2008, 20:48

Znam dokładnie takich ćwierć inteligentnych ludzi. Dla nich pies to bestia, która może zagryźć na śmierć bez powodu, bo naczytali się tych historii z super expressu gdzie psy zagryzały małe dzieci, ale o tym, że pies był chory, nie szczepiony, może chory na wściekliznę, to już nie napisali.
Dla takich ludzi pies jest tylko bestią, która gdy się spojrzysz na niego od razu atakuje i zagryza.ÂŻAL !!
Najlepiej byłoby takiego psa od razu zastrzelić, albo popsikać gazem, za to, że się spojrzał.
Tacy są dzisiejsi ludzie ... :/

Klajda94 - 5 Sierpień 2008, 07:33

Gato, skoro to był ojciec z synem to na pewno synek też będzie miał takie poglądy :roll:
Gato - 5 Sierpień 2008, 09:44

Akindus napisał/a:
Gato, skoro to był ojciec z synem to na pewno synek też będzie miał takie poglądy :roll:

no niestety pewnie tak. szkoda, poniewaz dzieciak od malego tak uczy sie 'zalatwiac' pewne sprawy. naczytaja sie faktu i super expressu, posluchaja troche w TV o tym co obecnie mowi sie na temat psow, ze wszystkie psy takie niebezpieczne bestie, ktore o niczym innym nie mysla tylko gonic rowerzystow, szarpac nogawki i przegryzac tetnice. z drugiej strony wiele osob nie panuje nad swoim psem, nie umie go odwolac od innych psow czy ludzi i czesto wlasnie w glowach ludzi nie posiadajacych psow utrwala sie wlasnie taki wizerunek 'psiarza'.

Natalie - 5 Sierpień 2008, 10:01

Gato napisał/a:
naczytaja sie faktu i super expressu, posluchaja troche w TV o tym co obecnie mowi sie na temat psow, ze wszystkie psy takie niebezpieczne bestie, ktore o niczym innym nie mysla tylko gonic rowerzystow, szarpac nogawki i przegryzac tetnice.


To jest właśnie to, o czym wspominałam w innym temacie. Media kształtują w człowieku zupełnie chore podejście do psów. Znacznie częstszym zjawiskiem jest krzywdzenie psa przez człowieka. Świetnym dowodem na to są przepełnione schroniska, do których trafiają psy w bardzo różnym stanie. Ale o tym już żadna telewizja nie raczy wspomnieć, a tym bardziej już te wszystkie "wspaniałe" gazety. Co najwyżej od czasu, do czasu pojawi się napisany możliwie małym druczkiem artykuł o zupełnie ekstremalnych przypadkach, kiedy to np. banda wyrostków podpali szczenię.

Sally - 5 Sierpień 2008, 14:46

dziś rano jak bylam na spacerze pan z Dobkiem na smyczy szedl i uzem biegała jego sunia , dość duża , szczeniak , bez obrozy. zaczela bawic sie z Buffim , a ten biedny biegac nie mogl bo mamy krotka smycz , zwykla linke , a spscic go nie moge. Pan ją odwoływal , ale nie dawal rady.nawet njak podszedl sunia robila co chciała , jeszcze DOBEK sie dowalił do Mojego. Dopiero jak podniosl reke to zwiała.. :roll:
Foxy - 5 Sierpień 2008, 15:40

Cytat:
biedny biegac nie mogl bo mamy krotka smycz , zwykla linke
Można kupić linkę 10-20metrów, zwłaszcza, że pies jest młody no i jest krótko u Ciebie i może mieć skłonności do ucieczek.
Sally - 5 Sierpień 2008, 15:49

Foxy,

wlasnie szsukamy takiej w sklepach. ;)

Akindus - 5 Sierpień 2008, 15:50

A mi powiem szczerze baardzo nie podobają się smycze kilku, kilkunasto metrowe, według mnie pies powinien chodzić 1-2 metrów od naszej nogi.Jeśli coś chcę obwąchać to spokojnie podejdziemy, obejdziemy wszystko, ale mam pewność, że w razie jakiegoś zagrożenia jest przy mnie i jakby co przytrzymam go lub nawet (małego) wezme na ręce.
W ogóle nie smacznie to jakoś wygląda jak jakiś duży pies typu: labrador, bokser, owczarek itp. biegają na takich dłuugich smyczach :P
To to samo prawie co spuszczenie, bo jeśli mam smycz 10-20 metrową i pies jest od nas tak daleko to jeśli mu coś "odbije" nie mamy na niego wpływu bo taką odległość w trybie natychmiastowym trudno pokonać :P

Margo - 5 Sierpień 2008, 15:53

Akindus przecież nie chodzimy z linką treningową (10-15m) na ruchliwe ulice etc. Chodzimy do parków,w miejsca odosobnione. A poza tym na nich uczymy psa różnych rzeczy ale potem spokojnie używamy smyczy krótszej,ewentualnie Flexi 5m.
yuli - 5 Sierpień 2008, 15:54

Akindus, lina 10-20m to nie smycz spacerowa. Bardziej ma to na celu wybieganie psa, którego spuścić nie można. Dobrze też jest uczyć przychodzenia na komendę czy przynoszenia przedmiotów na tej linie, bo można wyegzekwować komendę, jak pies nie przyjdzie powoli go przyciągnąć. Nie chodzi o to, by z taką liną iść z psem w centrum miasta podczas szczytu.
Foxy - 5 Sierpień 2008, 15:55

Sally, wystarczy poszukać na allegro, albo w necie (chociażby karusek ma takie linki)
Akindus - 5 Sierpień 2008, 15:55

No tak ale... nawet to całe Flexi jakoś mi się źle kojarzy :P Ja mam smycz 1-2 metrową i bardzo się z tego ciesze, bede uczył mojego szczeniora od początku chodzić blisko, nie oddalać się ... :) A tam gdzie będzie chciał, to podejdzie ale ze mną ;)
Foxy - 5 Sierpień 2008, 15:57

Cytat:
bede uczył mojego szczeniora od początku chodzić blisko, nie oddalać się ...
Biedny pies..
Sally - 5 Sierpień 2008, 16:00

Foxy,

wolałabym kupić odrazu na miejscu , gdzies u nie w zoologu. :P

Nicka - 5 Sierpień 2008, 16:09

Sally napisał/a:
Foxy,

wolałabym kupić odrazu na miejscu , gdzies u nie w zoologu. :P

Ja w zoologicznych nigdy nie widziałam.
Możesz też kupić w sklepie budowlanym linke ( np OBI ) i dokupić tylko karabińczyk.

Akindus - 5 Sierpień 2008, 16:09

Foxy napisał/a:
Cytat:
bede uczył mojego szczeniora od początku chodzić blisko, nie oddalać się ...
Biedny pies..


Nie wyciągaj z kontekstu, napisałem, że wszędzie podejdziemy :)
Poza tym u mnie na wsi nie ma takich miejsc na których mogłbym pozwolić sobie na taką linke, jeśli już są łąki na których nie ma nikogo i mogę go swobodnie spuścić :)

Foxy - 5 Sierpień 2008, 16:16

Nie chodzi o to gdzie podejdziesz. Psu też trzeba dać trochę swobody, a nie tylko metr wolności..
Akindus - 5 Sierpień 2008, 16:42

Dostanie, gdy go spuszcze, bo tak to za bardzo nie da rady-to jest wieś, nie ma parków.
Zresztą piesek cały czas hasa sobie po podwórku więc wolność ma :)

all my loving - 5 Sierpień 2008, 17:30

Wczoraj jak szłam z moją Ambrą to, standardowo, pewna starsza pani szła z parasolką i gdy tylko zobaczyła Ambrę, która - muszę dodać szła równo przy nodze i na smyczy - od razu wyciągnęła parasolkę przed siebie i jakby chciała wydłubać Ambrze oczy zaczęła mnie pytać ' A ten pies to mnie nie ugryzie? Tak blisko jest, no ja nie wiem, nie wiem, ty go lepiej trzymaj z daleka'. A przecież Ambra szła na smyczy, grzecznie przy nodze. Ja nie lubię jak ludzie od razu się nastawiają, że jak duży pies to morderca. Te małe pieski często są groźniejsze ;)
2shih-tzu:):) - 5 Sierpień 2008, 20:53

Jejciu, ja bym sie nie strzelała z ludźmi na Waszym miescu. Kiedyś byłam dość potulna, ale czepianie się ludzi denerwuje mnie coraz bardziej, zwłaszcza ZERO pojecia w pewnych sprawach i jakaś ksenofobia w stosunku do psów:/ Wychodzi na to, ze te kobiety Was wszystkie by pogryzły, w przeciwieństwie do większości psów (oprócz Nerusia :mrgreen: ). Nie można się bać odpyskować, ale z kulturą. Np. zrobić z babki idiotkę "czy pani nie widzi, ze mój pies nawet nie raczył na panią spojrzeć?" albo "to pani niech schowa ta parasol, no to mojemu psu zaraz stanie się krzywda". Kurde,przecież trzeba wkońcy tym starym wrednym babom zwrócić uwagę:/ wiem, że są już na takim etapie wieku, zachowania itd., że zmienimy ich, ale przynajmniej sobie na nich użyjemy za ich głupote i bezczelność :twisted:
Ja musiałam się nuczyć być taką kulturalną su... w autobusie, jak babki się pchały, narzekały na młodzież non stop, a same były takie chamowate, że masakra. O zakład idę, ze dalej sa takie same, ale przynajmniej mnie zapamiętywały i wiedziały, że mnie na głowę nie wejdą.

Gato - 5 Sierpień 2008, 21:09

2shih-tzu:):) napisał/a:
Nie można się bać odpyskować, ale z kulturą.

ja juz czasem nie mam ani sily, ani ochoty pyskowac, dyskutowac czy tlumaczyc. wole juz sobie darowac sluchania wykladu na wszystkie mozliwe tematy zaczynajac od tych dotyczacych wygladu, przez niezwykle fachowe poradach wychowawcze a konczac na metodach jakimi rzekomo moj pies moglby (lub to robi) zabijac ludzi.

Hessa - 6 Sierpień 2008, 16:08

Cytat:
Nie można się bać odpyskować, ale z kulturą. Np. zrobić z babki idiotkę "czy pani nie widzi, ze mój pies nawet nie raczył na panią spojrzeć?"

Gato już wyżej opisywała taką sytuację, co nas w górach spotkało. Ja tak powiedziałam, to usłyszałam: "skąd pani wie", po czym słyszałam to po każdym moim zdaniu typu: nie spojrzał na panią, nic pani nie zrobił, nie zabija wzrokiem, bo mieszkam z nim 6 lat i żyje itp. Ludzie są różni, ale jak ktoś się boi to wypada powiedzieć: "proszę założyć psu kaganiec bo się boję", a nie zjechać od góry do dołu psa który stoi 10 metrów dalej i nawet nie patrzy się na tą osobę.

Meg - 7 Sierpień 2008, 13:41

To ja Wam napiszę coś co mnie pocieszyło na duchu. Na wakacjach byłam w Słowacji. Dokładniej w jakimś Parku Narodowym no i idziemy drogą (rodzinka i znajomi) i patrzymy a tam małżeństwo z owczarkiem niemieckim. No i pytamy się o drogę (my po Polsku oni po Słowacku, ale się dogadaliśmy :P ) No i mieliśmy obok przejść. Pies spokojny nic nie robi, ale wiadomo, pies duży to powiedziałam, że boję się psa i pokazałam na psa, bo wiecie inny język, żeby było wiadomo o co chodzi. No to ten pan przytrzymał pieska za obrożę. Dlaczego tak nie może byc w Polsce?

PS. Piesek nazywał się Emil.

mineralna_ - 7 Sierpień 2008, 13:45

Stoje dziś z psicon pod zoologiem, stoje z psicą i z koleżanką tuż przy żywopłocie, widze, jedzie dziadek z wnuczką w wózku, mała dziewczynka.
- Chciałabyś takiego pieska? -pyta sie wnuczki, ona odpowiada, że tak - chodz, przejedziemy pieska! - powiedział i pakuje wózek na Carmen, to mówie:
- Niech pan tak nie robi, bo ją to boli (odpowiedziałam grzecznie)
- Przecież ja jej nic nie robie! To trzeba sie odsunąć jak ktoś jedzie a nie stać na środku chodnika (nie stałam na środku :? Miałam koleżance na plecy wejść?? Miał dość miejsca, a mój pies też tak znowu na środku nie stał :? )
i w końcu wyszło na to, że jestem zle nie wychowane dziecko bo on mi przecież chciał tylko psa rozjechać :?

Meg - 7 Sierpień 2008, 13:54

mineralna_ napisał/a:
i w końcu wyszło na to, że jestem zle nie wychowane dziecko bo on mi przecież chciał tylko psa rozjechać


:mrgreen: Popieram dziadka. A co? Takie wredne dziecko nawet nie da psa przejechać dziadkowi. Kopara opadła.

2shih-tzu:):) - 7 Sierpień 2008, 21:38

Ale bezczelna dziadyga :? słów mi brak.
mineralna_ - 7 Sierpień 2008, 21:49

tak, a dzisiaj;

weszłam z psem do sklepu kupić sobie loda, zapłaciłam, Camren się na mnie gapi i mówię, "no co się tak patrzysz, głupolu, nie mam nic dla ciebie!", uśmiechnięta ekspedientka wychodzi zza lady ii patrzy na psice.
- Jaka to rasa? - pyta/
- kundelek - odpowiadam, a ona mi gada, że jest mego podobny do jej jorka ( :?: ) i czy to pies czy suka, odpowiadam więc, że suka, a ona pyta czy nie chciałabym jej pokryć tym jorkiem, zaczełam rozmoę o styrylce, chorobach, rozmnażaniu kundelków, a przy wychodzeniu z Jagódki (tego sklepu) pani zawołała za mną, że jeżeli zmienie zdanie, to żebym pamiętała, że jej pies może pokryć Carmen...

2shih-tzu:):) napisał/a:
Ale bezczelna dziadyga słów mi brak.


mi właśnie też...

Aga - 7 Sierpień 2008, 22:06

Cytat:
Ale bezczelna dziadyga

hahaha :lol: :mrgreen:

mineralna_,nie chcesz małych joreczków ??
tylko Ciekawe czy ten jork by się na nią wdrapał :mrgreen:

mineralna_ - 7 Sierpień 2008, 22:10

Babka mówiła, że jest takiej samej budowy, pokazała mi nawet zdjęcie... żeczywiście, Carmen była identyczna :roll: ( bo mówiła, ze Carmen wygląda zupełnie jak jej jork, a ten jej jork był taki troche jakby inny/niedorobiony/niejorkowaty/brzydki)
Meg - 8 Sierpień 2008, 15:57

Czyli w końcu pies tej pani nie był yorkiem? A tak nawiasem mówiąc trzeba było jej powiedzieć, że jej pies to też kundelek, a nie york.
mineralna_ - 8 Sierpień 2008, 16:38

Meg napisał/a:
A tak nawiasem mówiąc trzeba było jej powiedzieć, że jej pies to też kundelek, a nie york.


Nie bede się wykłócać z babą w sklepie, no sorry :?

Margo - 8 Sierpień 2008, 16:40

mineralna_ nikt Ci nie każe się wykłócać. Wystarczy zwrócić uwagę.
mineralna_ - 8 Sierpień 2008, 16:42

hm... od zwrócenia uwagi wyszła by kłótnia, a poza tym spieszyłam się, bo miałam wybrać się z koleżanką wybiegać psy... :x
Meg - 8 Sierpień 2008, 16:49

Okey. Spoko. Ale wiesz jak zaczełaś to minuta by Cię nie zbawiła. Mogłaś np. tylko powiedzieć, że to york nie jest, a jak nie wierzy to niech w google wpisze. Z drugiej strony ja Ci (ani nikomu) nie rozkazuję, kłócić się z głupimi babami (ani rozmawiać). Wolny wybór.
mineralna_ - 8 Sierpień 2008, 16:54

Wiem, Meg, ale w odrazu skaczecie na mnie, żebym jej opowiadała o akcji R=R itp., a może ja nie miałam wtedy siły do takich rzeczy... Ty może jeszcze nie, Meg, Ale Margosa owinna wiedzieć, że w innych sytuacjach zawszy sie wykłócam i opowiadam o R=R :P
Margo - 8 Sierpień 2008, 16:58

mineralna_ napisał/a:
Ale Margosa owinna wiedzieć, że w innych sytuacjach zawszy sie wykłócam i opowiadam o R=R :P

a gdzie ja Ci napisałam żebyś mówiła o R=R ?
Powiedziałam tak ogólnie,że mogłaś rzucić luźną uwagę i wyjść.

Meg - 9 Sierpień 2008, 13:32

No okey. Nikt nie skacze tylko mówi co mogłaś powiedziałaś, a czy powiedziałaś to już Twoja wolna wola. Po za tym było minęło. Tak czy siak babka głupia, że szok. Zamknijmy ten rozdział. I wszyscy będą szczęśliwi

Ja przed chwilą miałam. . . Eh pies. Moja mama gdzieś jechała i otworzyła bramę. Perła skorzystała i wyszła na ulicę. Ale na ulicy jeden pies już był. Duży, brązowy pies pewnej pani. Mama z babcią juz panikowały. To nawiasem mówiąc powiedizałam, zę psa sie pilnuje jak się chce wyjechać. Na szczęście piesek tej pani łagodny to się nie bałam. Perłe złapałam dom dalej idę z nia do domu, a tu szok! Pies wszedł na nasze podwórko. Powiedziałam tylko: pożal się Boże i postanowiłam chwilę zaczekać, a jak pies nie wyjdzie to wkroczyć. Na szczęście po minucie piesek wyszedł, a ja szczęśliwie wróciłam do domu.

Proszę edytować posty. Mod

Agata - 9 Sierpień 2008, 20:26

A ja dzisiaj byłam rano z Emilem w lesie znowu. W drodze powrotnej widzę, że idzie Pani z berneńczykami ( suki x 2). Przypięłam Emilowi smycz, żeby nie było pretensji, ze agresora trzymam. Suki przybiegły do Emila, owąchały go z każdej strony. Miałam wrażenie, że Emil się czuł skrępowany ;) ale równocześnie byłam w wielkim szoku bo chciał się z nimi pięknie bawić, a raczej z jedną młodą, bo ta druga była już wiekowa.
Pani powiedziała, abym psa spuściła, bo z niego jest zabawowy chłop a nie żaden brutal.
No to puściłam psa bez kagańca. Psy się bawiły po prostu ŚLICZNIE przez godzinę prawie. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Emil był wniebowzięty. Jak wróciliśmy do domu to był tak zmęczony, że myślałam, że mu serce wyskoczy zaraz :) Ale widok był niesamowity. Takich życzę sobie więcej :)
Pogadałam sobie z ta babką trochę. Jest doświadczoną psiarką ( ma hodowlę berńczyków). Dała mi cenne rady odnośnie wychowania psa. Zasugerowała to, że pies jest agresywny, bo ja jak już widzę innego psa to się spinam, denerwuje i Emil to wyczuwa. Poza tym obserwując bieg, ruchy i wygląd mojego psa powiedziała, że on ma 80 % cech zewnętrzych z labradora :D A ja jak jej powiedziałam, że ludzie sądzą, że to rotek to wyśmiała mnie :D

mineralna_ - 9 Sierpień 2008, 20:49

Agata napisał/a:
Jest doświadczoną psiarką


chciałabym mieć więcej takich ludzi u mnie :P

Zorlis - 9 Sierpień 2008, 22:46

A ja się dzisiaj najadłam nerwów, nie po raz pierwszy zresztą...

Coś mi do łba strzeliło, żeby z Arisiakiem pójść ostatni, długi spacer w "odwrotną stronę" wzdłuż rzeki, chcąc ominąć stada obcych psów (i znajomych, namolnych ludzi ;) ). No, ale mniejsza o to.
Spacerek był baaardzo przyjemny, pogoda super, pies się zachowuje idealnie, nie mijaliśmy żadnych innych, prawie do końca...
Kawałek od mostu, czyli miejsca, gdzie mieliśmy odbić w stronę mostu, zapięłam Arisa na smycz (i tak się dzieciak zmęczył już aportowaniem), idziemy, widzę zadek jakiegoś średniej wielkości, ciemnego psa. Po chwili obok zadka pojawił się pysk, i całe cielsko amstaffa ruszyło na nas :| Doskakiwał, z zębami na wierzchu, Aris wariował, ja tylko rozglądam się za właścicielem... Dopiero po chwili podleciał jakiś dres i wymierzył w psa kopniaka, dosłownie jak w piłkę...
I tak myślę, że gdybym miała mniejszego psa, albo facet zwlekał nieco dłużej, byłoby bardzo nieciekawie :|
To jeszcze nie koniec - chwilę potem, już na chodniku, musieliśmy minąć kolejną grupkę penerków z psem - mieszańcem ONa, w kagańcu - zeszłam prawie na ulicę, bo nie miałam miejsca (dziewczyna z psem szła z brzegu), ale tamten się rzucił, zdążyłam tylko zasłonić sobą Arisa i poczułam kaganiec na nodze. Laska latała za psem (smycz rozwinięta na całej długości) jak worek pyrów. Na moje "dobrze się czujesz, dziewczyno?!" odwrzasnęła "spier***j!", reszty wyzwisk już nie usłyszałam.
My to mamy szczęście jednak :?

Gato - 10 Sierpień 2008, 08:00

Agata napisał/a:
Przypięłam Emilowi smycz, żeby nie było pretensji, ze agresora trzymam. Suki przybiegły do Emila, owąchały go z każdej strony.

a ja bym pania juz w tym momencie poprosila o zabranie psow. nienawidze kiedy ktos tak robi, ja odwoluje swojego psa, a ktos nic, jeszcze jego pies podbiega do mojego. przeciez nie wolam swojej suki dlatego ze mam akurat taka ochote, tylko po to, zeby nie podchodzila do tamtego psa i odwrotnie... :roll:

Meg - 10 Sierpień 2008, 08:55

Agata brawo! Robisz postępy. Szczerze mówiąc nie widziałam Twojego psa tyle co z podpisu no i z pyska nie przypominał mi labradora tylko rottka właśnie.

Edit: Chodzi o to, że Twój pies robi postępy, nie Ty ;)

Agata - 10 Sierpień 2008, 09:58

Gato, a ja właśnie nie prosiłam o zabranie psów, bo gdy tylko widzę suki przyjaźnie nastawione i zabawowe bardzo mi zależy na tym aby Emil się zapoznał. Ja sama zawsze trzymam psa jeśli właściciel sam nie wyjdzie z propozycją zapoznania psów, z tego względu, że puszczony luzem nie omieszka podbiec do obcego.
Gato - 10 Sierpień 2008, 12:21

Agata napisał/a:
Gato, a ja właśnie nie prosiłam o zabranie psów, bo gdy tylko widzę suki przyjaźnie nastawione i zabawowe bardzo mi zależy na tym aby Emil się zapoznał.

nie no spoko, ja nie mam pretensji czy cos. tylko wedlug mnie, jesli ja lapie psa, czy go odwoluje to druga osoba powinna automatycznie i bez proszenia zrobic to samo, nie musi psa brac na smycz czy trzymac za obroze, wystarczy mi, ze psy mina sie bez zainteresowania. w praktyce najczesciej to wyglada to zupelnie inaczej oczywiscie :? .

Foxy - 10 Sierpień 2008, 14:11

Cytat:
wedlug mnie, jesli ja lapie psa, czy go odwoluje to druga osoba powinna automatycznie i bez proszenia zrobic to samo
Ja również tak uważam. Ewentualnie może zapytać, czy mogą się pobawić.
Tutaj sytuacja była inna, bo Emil się z nimi ładnie bawił, ale mnie do szału doprowadza, jak widzę w parku ONka, ja młodą zapinam, idę w inną alejkę, a właściciel idzie z moją stronę z psem, mówiąc, że : Misia jest spokojna, ona nic nie zrobi. No ok, ja się cieszę, tylko, że moja może coś zrobić :]

mineralna_ - 10 Sierpień 2008, 15:13

Ufff... Wróciłam przed chwilą ze spaceru z Carmenką.. Obie zdychamy :P
Najpierw żucałam jej piłkę, poźniej szukałam z Carmen tej piłki ale nie znalazłyśmy, więc zapiełam lenia na smycz i zrobiłyśmy kilka rundek po środku łąki, później ganiała za mną i patykami, a później obeszłyśmy prawie całe 30-lecie szybkim krokiem (tzn. łąki-pasaż-szkoła-plac zabaw obok szkoły-boisko-plac zabaw obok mojego bloku-dom :P ) I teraz zdychamy :P

P.S. Wychodząc z łąk przez chwile szła zygzakiem :P , i co chwile się kładła :P

P.S.2. Nienawidze ludzi którzy tak robią, a więc;

Weszłam z Niunią na łąke, zaczęłyśmy się bawić, a tu do Carmen leci mix labka Barry, który jóż wcześniej pogryzł jednego psa, Niuńka pokazała mu swoje piękne białe uzębienie, bo chciał jej zabrać piłkę, i poszedł, co chwilę tam biegał, a jego właściciel nie miał zamiaru zapiąć go na smycz... brrrr..... :krzeslo: :maczuga: :roll:

Meg - 10 Sierpień 2008, 18:19

mineralna_ napisał/a:
żucałam


rzucałam ;)

mineralna_ napisał/a:
jóż


już ;)

Trzeba było polecieć do właściciela i powiedzieć, żeby psa zabrał. A jak ten pies taki groźny to zadzwonić na SM (chyba, że nie macie) i powiedzieć, że błąka się agresywny pies.

Foxy - 10 Sierpień 2008, 18:20

Cytat:
A jak ten pies taki groźny to zadzwonić na SM (chyba, że nie macie) i powiedzieć, że błąka się agresywny pies.
Nawet nie musi być groźny.
mineralna_ - 10 Sierpień 2008, 20:05

Pies biegał tylko chwilkę, a ja nie miałam przy sobię telefonu ;) Później, po tym jak pies uciekł właścicielowi, i jak wróćił, to facet zapiął go na smycz...

Nienawidze takich ludzi...

Agata - 11 Sierpień 2008, 13:41

A ja z rana z Emilem znowu spędziłam 2 godzinki w lesie. Były jego koleżanki z wczoraj i super się znowu bawili :) Normalnie ostatnio nie poznaje mojego psa :) Praca nie idzie na marne ;)
Wadera - 11 Sierpień 2008, 15:50

Agata napisał/a:
Były jego koleżanki z wczoraj i super się znowu bawili :) Normalnie ostatnio nie poznaje mojego psa :) Praca nie idzie na marne ;)


Dobrze byłoby, aby do grupy dołączyły inne psy. Jeżeli za długo będą bawiły się we własnym towarzystwie, po pewnym czasie dołączenie do grupy innego psa ( zwłaszcza samca) może spotkać się z dość negatywną postawą Emila. A tak pójdziesz za ciosem i są szanse, że zacznie zachowywać się jak super zsocjalizowany pies w każdej psio-psiej sytuacji. Są szanse na zorganizowanie dodatkowego osobnika ?

Akindus - 11 Sierpień 2008, 15:54

No dziś zaliczyłem z Carlem pierwszy dłuższy spacer, właśnie przed chwilą wróciłem.
Ogólnie szedł ładnie jak na pierwszy raz, tylko gorzej było bo pić mu się bardzo chciało, a w stawach woda taka brudna, że ... Ale sapał :P Tylko ciągnęło go bardzo do kału krow itp. dawałem mu powąchać tylko ze 2 razy wział do buzi :/ ale chyba nie zjadł. Jeśli szli ludzie nawet nie zaszczekał :) A najbardziej podobało mi się jak zobaczył za płotem kaczki, wtedy przybrał prawdziwą pozycje :D Jak tylko przyszliśmy doskoczył do wody, a teraz śpi.
Tylko jak szliśmy to nie wiem czy uczyć go, że ma chodzić tylko przy lewej nodze, bo ja jak przechodził z lewej strony na prawą to również przekładałem smycz, ale to w końcu jego pierwszy spacer :)

Margo - 11 Sierpień 2008, 16:10

Akindus napisał/a:
ylko ciągnęło go bardzo do kału krow itp. dawałem mu powąchać tylko ze 2 razy wział do buzi :/

to kaganiec,kaganiec ;)

Byłam dzisiaj rano z Młodym w parku i spotkaliśmy panią z suczką w typie ON-ka,która była w we wczesnym stadium cieczki ( :mrgreen: ) i nareszcie mój kundel miał koleżankę do zabawy :P

Akindus - 11 Sierpień 2008, 16:32

Radzicie już w tym wieku (3 miechy) kupić kaganiec tak ? Ale jakiś specjalny czy zwykły kaganiec ?
Margo - 11 Sierpień 2008, 16:34

Akindus niech się za młody chłopak przyzwyczaja :P
Normalny kaganiec,najlepiej plastikowy/fizjologiczny.

draca-ena - 11 Sierpień 2008, 16:35

Ja na poczatek sprobowalabym nauczyc psiaka komendy "fuj" :) . Jak sie do czegos zabiera - mowisz stanowcze "fuj" - jesli przestanie, dajesz przysmak :) . Na moja dziala ;] .
Szczeniora da sie nauczyc, kaganiec jest dla zatwardzialych pod wzgledem zbierania i zjadania smieci psow :P .

Natomiast warto juz teraz psa przyuczyc do noszenia kaganca :) . Byle nie nylonowy, najlepsze sa plastikowe albo fizjologiczne ;) . A na poczatek polecalaym plastikowy - zdaje sie, ze mniejszy wydatek i latwiej dostepny, a to dopiero szczenior, kroty urosnie ;] .

Wadera - 11 Sierpień 2008, 16:37

Akindus napisał/a:
Radzicie już w tym wieku (3 miechy) kupić kaganiec tak ? Ale jakiś specjalny czy zwykły kaganiec ?


Weż na spacery psikawkę z wodą i jak psiak będzie podbiegał do krowich placków mów fe i psiknij wodą (psiknij, nie polewaj !) w 60-70% pomaga, chyba że trafisz na wielbiciela wody. I nie psikaj w oczy i uszy (sorry ale jesteś lekko nieobliczalny :evil: ). Jak nie pomaga woda, puszka wypełniona gwożdziami czy innym żelazstwem - tego akurat NIE RZUCASZ, ale trzęsiesz nią - psy nie lubią tego typu dzwięków.

Akindus - 11 Sierpień 2008, 17:04

To gdzie mam psiknąć na tułów ? Ja jestem nieobliczalny ? :P
Weronika22 - 11 Sierpień 2008, 17:11

Ja mam niestety ten sam problem. Mój pies ma prawie 6 miechów i wciąga wszystko jak odkurzacz :x Nosi kaganiec...Ale tak jak chodzi to po ziemi nim szura że się boję że mu coś tam przez te szczebelki wpadnie. Może metodaWadery, podziała ;)
mineralna_ - 12 Sierpień 2008, 09:39

Wczoraj jak wróciłyśmy z Rynku, Carmen była tak zdechnięta, że jak zobaczyła nasz blok to prawie się przylepiła do drzwi :P i jak weszłyśmy na góre (mieszam na 4 piętrze) to od razu walnęła się na łóżko xD
Klajda94 - 12 Sierpień 2008, 13:43

Mineralna_, ja tak mam jak Kajtek bawi się z siostrą :mrgreen: Kładzie się i po psie przez cały dzień :P
Margo - 12 Sierpień 2008, 19:29

Właśnie wróciłam z psem w parku. Najpierw pospacerowaliśmy trochę,a potem zdjęłam mu kaganiec żeby porzucać piłkę. Widziałam,że na polance obok jakiś facet czesze ON-ka,ale psiak był na smyczy i w kagańcu,a wiedziałam,że mój do niego sam nie podejdzie bo ma piłkę :P I tak sobie rzucam,a tu nagle koło mnie przebiega psia torpeda,okazało się,że pan puścił pieska :roll: Zawołałam Młodego i był spokojny,no może trochę warczał :P ale dopiero jak go złapałam za obrożę to się rzucił,a facet stoi i go woła,a pies ma go gdzieś :roll: A potem psiak dostał smyczą no bo przecież taki nieposłuszny jest..
Agata - 13 Sierpień 2008, 11:35

Wadera co do pytania czy można zorganizować jakiegoś psa innego to wątpię. W mojej okolicy ludzie z psami nie chodzą. A obcych ludzi na "psie spotkania" pytać raczej nie będę. Czasami chodzę z kuzynką i jej psem i sprawa wygląda tak, że Emil czasami warczy jak tamten pies chce się do niego zbliżyć lub go obwąchać. Bawić się nie bawią, potrafią iść koło siebie spokojnie ale się unikają ( odwracają głowy). Emil mu w oczy nie patrzy nigdy. Nie okazuje agresji kiedy pies się trzyma na pewnym dystansie od niego. Inna sprawą jest to, że ten pies to już jest senior i jest bardzo spokojny a mój ma mnóstwo energi.
Postaram się kuzynkę namówić aby chodziła z nim częściej na spacerki, ale czy się zgodzi przyjść wtedy kiedy będą te suki to nie wiem, ale postaram się :)

Meg - 13 Sierpień 2008, 15:28

Ja wczoraj byłam z Perłą na szczepieniu. Najpierw na podwórku założyłam jej obrożę i smycz, a ona cap w zęby i jak zwykle gryźć zaczęła :roll: Wyszłyśmy na ulicę to ona szarpie, że chce na spacer, a nie do samochodu. To ja stanęłam, a ona ciągnie, aż obroże ściągnęła, bo niestety za luźno miała zapietą. No to ja z bratem ciotecznym lecę ją złapać i sie koło jakiegoś samochodu udało. No i ją niosę. Obroże jej ciaśniej zapieliśmy i jedziemy. Jesteśmy już u weta tzn. na parkingu. I to jest blisko ulicy i samochodów jeżdżących się bała i znowu stoi z przerażeniem i nic. Wziełąm ją na ręce i w budynku się trochę rozkręciła. Ale cóż to jej pierwsze wyjście na smyczy po za podwórko. Mam nadzieję, że nastęnym razem nie będzie już tak stać tylko się ruszy z miejsca, bo nie będę za każdym razem dźwigać 7 kilo. :roll:
Akindus - 15 Sierpień 2008, 20:11

Dziś jak byłem na spacerze przechodziliśmy obok jednej posesji.Był tam uwiązany na łańcuchu, dorosły bokser, tak szczekał na nas i skakał, że prawie dusił się od tego łańcucha co było można usłyszeć w szczekaniu, gdy wracaliśmy był już spuszczony, ale brama zamknięta, jest mega agresywny, nie wyobrażam sobie co by było gdyby furtka się otowrzyła ... :boisie:
A mój pies niby trochę się postawił, ale wzdłuż kręgosłupa sierść tak mu staneła jakby mial na żel :P

Arcana - 15 Sierpień 2008, 20:47

Akindus, pies był "agresywny", bo bronił swojego terytorium. Nie wiadomo, czy reagowałby podobnie, gdyby przedostał się przez ogrodzenie. U mnie jest podobna sytuacja. Zanim dojdę do lasu, mijam dom, w którym posesji broni młoda suka ON-ka. Kiedy przechodzę z Sagą koło płotu, niemiłosiernie szczeka i wręcz kłapie zębami jak moja suka podejdzie. A wystarczy, że wyjdzie na ścieżkę przed dom, to się razem chętnie bawią.
Akindus - 15 Sierpień 2008, 21:38

Może i tak, ale ja raczej nie chciał bym żeby ten bokser wyszedł na drogę.
U mojego sąsiada też są 2 ON-ki co są spuszczane tylko na noc, też szczekaja, wiadomo, ale psy u sąsiada w porównaniu do tego boksera to jest nic.
A powiem Ci, że jak mój Carlo wczoraj zobaczył małego pieska, to tak zaczął się rwać, że ciężko go było utrzymać :P jak widzi ludzi jest ok, ale jak zobaczy obcego psa to lepiej niech uciekają :P wszędzie chciałby dominowac :P

Zorlis - 15 Sierpień 2008, 21:54

Jeśli chodzi o 'obronę terytorium', to właśnie po tym, jak obszczekał go wyraźnie agresywnie nastawiony chow chow, Aris dostaje świra widząc psy przy płocie (jeśli są cicho, to jeszcze jest w miarę spokojny; gorzej, kiedy zaczną szczekać...) :roll:

No, tak spokojne spacery jak dziś, to mogłabym mieć codziennie ;) ÂŻadnego człeka ani psa żeśmy nie minęli nad rzeką. Cudownie. Wszyscy wyjechali na weekend? ;)

Agata - 16 Sierpień 2008, 16:11

Cytat:
A powiem Ci, że jak mój Carlo wczoraj zobaczył małego pieska, to tak zaczął się rwać, że ciężko go było utrzymać :P jak widzi ludzi jest ok, ale jak zobaczy obcego psa to lepiej niech uciekają :P wszędzie chciałby dominowac :P


Radzę Ci go oduczać tego rzucania sie na inne psy, bo pozniej bedzie wielki kłopot. Naucz go ignorować spotykane psy na ulicy.

Akindus - 16 Sierpień 2008, 17:58

Ale jak ? Zwracać uwagę na coś innego, tylko na co ? Na smakola ? To znow pomysli, ze jak sie rzuca na inne psy lub jest w stosunku nich agresywny to dostanie nagrode ? :/
yuli - 16 Sierpień 2008, 18:20

Wrrr, kolejny raz dałam się nabrać przez wyznawców jehowy.
Ostatnio to było jakiś tydzień temu w parku, byłam z Brandy i dwie znajome z dwoma belgami, siedziałyśmy na ławce. Przychodzą dwie starsze panie.
- ooo, co to za rasa? - pyta jedna
- no, to wielka miłośniczka psów i kotów, miała kaukaza - zagaduje druga
- owczarki belgijskie
(tutaj gadka się toczy o jakiś pierdołach, panie pytały nawet o imiona psów "tak dla siebie", aż w końcu przychodzi punkt kulminacyjny)
- bo my tu mamy takie fajne kolorowe czasopisma na temat wiary - mówi jedna wyciągając z torby sterty makulatury o wspomnianej tematyce
- (tutaj miejsce na tytuły artykułów czy czegoś) - druga
Niezły chwyt marketingowy.

Teraz wracam z spaceru, znów naprzeciw idą dwie staruszki(w ogóle na mnie nie zwracały uwagi, a w momencie kiedy już je prawie mijałam się zaczęło)
- ojej! ja się muszę zatrzymać, pogłaskać pieska - mówi jedna do drugiej - mogę pogłaskać pieska? - już pytanie do mnie
- nie, raczej nie - odpowiadam
- aaa, bo my miałyśmy psa, taki (tu opis) - druga
- ale jest cudowna, taki ma ogon (tu pierdoły) - ta pierwsza
Ale w pewnym momencie widzę, że wyciągają jakieś gazetki religijne, no to powiedziałam że się spieszę i myk do domu.

Ogólnie nie wychodzę chamsko do ludzi, którzy są mili, dlatego daje się łapać. A takie zawracanie dupy i gra aktorska tych pań nieźle mnie wkurza.

Gato - 16 Sierpień 2008, 18:27

Akindus, czlowieku, czy ten Twoj pies kiedykolwiek mial stycznosc z innymi psami? czy bawil sie z doroslymi psami lub szczeniakami? jesli nie to jestes na najlepszej drodze do wychowania sobie psa strachliwego a co za tym idzie byc moze agresywnego.
w pierwszych miesiacach zycia psa wazne jest zeby zawieral on psie znajomosci. naturalnie nie z kazdym napotkanym na ulicy psem i nie w kazdej sytuacji, ale warto, zeby poznal kilka psow, pobiegal z nimi luzem, pobawil sie - w ten sposob uczy sie zachowania posrod osobnikow swojego gatunku.
druga rzecz odwracanie uwagi - skupiasz jego uwage na smakolyku. kiedy jest skupiony na smakolyku, nie na psie dajesz mu go i zaraz wyciagasz nastepnego. smakolyk mozesz zastapic zabawka. pies ma wiedziec kiedy jest czas na zabawe z innymi psami, a kiedy ma je ignorowac.

Saba - 16 Sierpień 2008, 18:44

nieźle spotykałam jehowych oczywiście wszyscy nachalni ale nie aż tak :?

Dzisiaj na łakach wzdłuż łyny kompletnych nie użytkach gzie praktycznie nikt nie chodzi dostały byśmy z Gato mandat za psy bez smyczy, bo Vegowa zechciała zaplątać sie w żyłkę wetki strażnika miejskiego w cywilu :roll:

facet - pies na smyczy powinien być
ja - oczywiście przepraszamy ale bez przesady, nie w takim miejscu
facet - ja już wiem gdzie powinien być na smyczy, moge wystawić mandat jestem do tego upoważniony.
my - (cichutko odplątałyśmy sukę i się ulotniłyśmy)

nie nawidze jak ktoś wykorzystuje posadę :evil:

Akindus - 16 Sierpień 2008, 19:29

Gato, u mnie na wsi, nikt nie chodzi z psem na spacery itp. kiedy idziemy nie raz latają kundle, zresztą one cały dzień i całą noc biegają jakby był niczyje, a jak dokładnie wiem kogo jest dany pies.Jestem prawie pewny, że te psy nie są szczepione, są naprawdę "głupie" i nie wiem co jednemu odbije kiedy podejde do niego z moim psem.Także nie mam za bardzo możliwości pomocy zawierania psich znajomości mojemu psu :/
U mojej babci przybłąkał się miły, bardzo łagodny, chcący cały czas się bawić pies.Muszę zabrać mojego i ich poznać.Tamten pies jest już zaszczepiony, obejrzany przez weta itp., jest to duży pies, ale myślę, że chyba nie pogryzie mojego, bo widać, że ten przybłęda był chyba bity.Cały czas jest wesoły, biega, pełen energii itp. ale gdy tylko ktoś tąpnie nogą odrazu się płoszy i bardzo boi.Ciekawe jak zareaguje na kolega :D

Agata - 16 Sierpień 2008, 19:45

Akindus, oprocz tego, że będziesz się starał zaznajamiać psy ze sobą to musisz go oduczyć agresji w stosunku do obcych psów spotykanych na ulicy. Jest jeszcze szczeniakiem a mówisz o tym ze chce sie rzucac to co będzie jak on dorośnie? Zaufaj mi, że później duzo gorzej psa socjalizować. Poniesiesz konsekwencje wszystkich błędów popełnionych teraz. Mieć psa agresywnego do innych to całkiem spory problem. W dodatku masz dużą rasę i możesz mieć kłopoty z jego utrzymaniem.
Gato - 16 Sierpień 2008, 19:52

Agata, ale ta reakcja psa moze wynikac z tego, ze on zadnych psow nie zna, od wszystkich jest odciagany czy zabierany. ciezko tu mowic juz o agresji, bo tak naprawde psa nie widzimy. jasne, ze nie bagatelizowac sprawy i juz zaczynac z psem pracowac, ale tez nie zaniedbywac socjalizacji pod pretekstem tego, ze 'tu psow nie ma i nikt nie wychodzi na spacery'. bo potem i on na spacery przestanie wychodzic, bo bedzie sie na wszystko i wszystkich rzucal.
Agata - 16 Sierpień 2008, 20:12

Gato napisał/a:
bo potem i on na spacery przestanie wychodzic, bo bedzie sie na wszystko i wszystkich rzucal.


Znam takiego bulgoda angielskiego, który spina się i rzuca na każdego psa i raz nawet zagryzł jamnika. Właściciele z nim nigdzie nie wychodzą, bo to strach. Tym bardziej jak mówią, że kagańca mu się nie dobierze na ten pysk. Ale nie wiem czy to prawda.

KW - 16 Sierpień 2008, 20:33

Agata napisał/a:
Tym bardziej jak mówią, że kagańca mu się nie dobierze na ten pysk. Ale nie wiem czy to prawda

Niektóre firmy takie jak np. Pas (Częstochowa) robią kagańce skórzane na konkretne wymiary. A myślę, ze to nie jedyna firma która takie coś robi pod konkretne zamówienie. Z drugiej strony taka skóra to kiepskie zabezpieczenie ale chyba już lepszy rydz niż nic.

an1a - 18 Sierpień 2008, 11:51

Sytuacja z dzisiaj... siedzimy na działce, z daleka widać 2 starsze osoby, Radek poszedł furtkę zamknąć, żeby żaden pies nie wyleciał.
Nero był w kagańcu, drugi pies na tarasie. Zaczęły szczekać, ludzie przechodzą, facet go woła... Wołam Nera, żeby odszedł od płotu i przestał się wydzierać. Patrzę, a ten facet czymś go dźga po pysku, pies wpieniony, odwołałam i wyszłam do faceta.
Myślałam, że jakiś patyk, pytam się czy chce mieć zaraz ten kijek w pewnym miejscu, a ten do mnie, że to nie patyk tylko nóż i go pokazuje....... Mnie zatkało i błogosławię to, że Nero miał kaganiec, dziad nie mógł zmieścić ostrza między kratkami.
Była niemiła wymiana zdań, później Radek się dołączył. Dym z samego rana.
I jak mam normalnego psa wychować??????

Gato - 18 Sierpień 2008, 12:02

an1a napisał/a:
Myślałam, że jakiś patyk, pytam się czy chce mieć zaraz ten kijek w pewnym miejscu, a ten do mnie, że to nie patyk tylko nóż i go pokazuje....... Mnie zatkało i błogosławię to, że Nero miał kaganiec, dziad nie mógł zmieścić ostrza między kratkami.

matko, ludzie sa jednak nienormalni (napisalabym inaczej, bardziej dosadnie ale sobie daruje). szkoda slow po prostu :mur:

w ogole respekt dla Ciebie an1a, ze temu facetowi krzywdy nie zrobilas, bo ja bym mu chyba faktycznie ten noz w pewne miejsce wlozyla, albo tez bym go po pysku podziubala :motz: .

Arcana - 18 Sierpień 2008, 12:11

Jezu... Teraz widzę, że mój pozornie irracjonalny lęk przed ludźmi ma swoje uzasadnienie :evil: . Od nienormalnych ludzi się roi wszędzie - strach wyjść z domu czasem. Dzisiaj dźga przpadkowego psa, jutro przypadkowego przechodnia.
an1a - 18 Sierpień 2008, 12:33

Gato napisał/a:
w ogole respekt dla Ciebie an1a, ze temu facetowi krzywdy nie zrobilas, bo ja bym mu chyba faktycznie ten noz w pewne miejsce wlozyla, albo tez bym go po pysku podziubala :motz: .

Szkoda zachodu... Dziad jeszcze niższy ode mnie, popchnęłoby się go i by poleciał, wolałam się nie dotykać, bo jeszcze nieprzyjemności można sobie narobić :?
Musimy teraz na psy uważać, bo po złości może jakąś trutkę podrzucić :roll:

Aga - 18 Sierpień 2008, 12:43

A nie lepiej na policję że facet grozi nożem.Nawet jak tylko psom to lepiej zapobiegać niż potem może zrobić naprawdę komuś krzywdę.

Mnie niemiłosiernie wkurza sąsiadka i ojciec.
Ta z mężusiem żywi się tylko świnią,pyta codziennie ojca czy skór,łba i tego wszystkiego nie chce on przecież bierze bo pies to lubi.Jasne że lubi ale potem się dziwię dlaczego pies dostaje biegunki ,która nawet po zejściu z karmy dalej jest,czemu nie chce karmy jeść i zostaję obrzucona że kasę zmarnowałam a pies nie lubi i czemu wymiotuje na każdym spacerze.
Kurcze,dzisiaj widziałam całe zamieszanie przez okno i aż mi się coś robi,powiedziałam mamie żeby wyszła i powiedziała sąsiadce,na ojca sie wydarłam.Pies to nie śmietnik żeby cudze odpadki zjadać,jak dostanie ode mnie kotleta z obiadu czy kurczaka nieobjedzonego to nic mu nie będzie jak raz czy dwa ale nie żeby tłuste skóry,słoninę i to wszystko jadł codziennie.

an1a - 18 Sierpień 2008, 12:51

Aga napisał/a:
A nie lepiej na policję że facet grozi nożem.Nawet jak tylko psom to lepiej zapobiegać niż potem może zrobić naprawdę komuś krzywdę.

Tu jest wieś zabita dechami, psy ... szczekają.. Każdy każdego zna łącznie z policją. Większych problemów przez to sobie narobimy.
Inne sprawy były tu inaczej załatwiane i jest spokój, jeśli będzie taka potrzeba Radek ma już wprawę w rozwiązywaniu konfliktów z tutejszymi ludźmi :mrgreen:
Ogólnie chodzi o to, że jeździmy quad'em, gula skacze, że "jeździmy po piwo na tym czterokołowcu". Tragedia jeszcze większa, bo jeszcze z psem.

Arcana - 18 Sierpień 2008, 13:05

an1a napisał/a:
Dziad jeszcze niższy ode mnie, popchnęłoby się go i by poleciał,


Kurdupel z kompleksami - tacy są najgorsi. Niedowartościowany przez innych, to się na psie wyżywa :evil: . I faktycznie lepiej od takich stronić, niż wszczynać otwarte wojny, bo taka gadzina to do najgorszych świństw jest zdolna...

Diana S - 18 Sierpień 2008, 13:27

yuli, mysle ze, owe panie chciały Cie w jakis sposób zagadac, to iz cos ci proponuja zaczynajac od psa swiadczy, ze chca oprzec na czyms rozmowe...
Ty nie mozesz sie nabrac, inaczej nie nazywałabyś sie Patrycja ;)

Cytat:
A takie zawracanie dupy i gra aktorska tych pań nieźle mnie wkurza


Kazdy w jakis sposób zawraca dupe innym, czy gra aktorska, nie raz spotykałam na swojej drodze własnie Sw. Jehowy i nie powiedziałbym ze to gra aktorska, no ale kazdy ma prawo odbierac to jak chce, dla mnie to przemili ludzie.

Angel - 18 Sierpień 2008, 20:00

Ja jak chodze z moim yorkiem na spacery to aż takich dużych atrakcji nie przeżywam
Margo - 18 Sierpień 2008, 20:41

Dzisiaj byłam dumna z mojego psa. Poszłam z kumpelą,moim kundlem i psem jej sąsiadki którym się tymczasowo zajmuje do parku. Obie bałyśmy się spięć między psiakami ale nie było ani jednego. Mój kochany kundelek szedł bardzo spokojnie i ani razu nie warknął ;)
KW - 18 Sierpień 2008, 20:54

A ja dzisiaj wybrałam się na krakowskie błonia, oj dawno tam nie spacerowałam a dla Kokolina był to pierwszy raz w tym terenie. Wcześniej kupiłam mu drewniany koziołek dla juniorów coby się uczył chłopczyk, chciałam mu porzucać i aport poćwiczyć ale (wrrr) okazało się, że linka została w drugim aucie więc z aportu guzik :/
Julia - 20 Sierpień 2008, 17:35

Dzisiaj byłam z Kiarą i mamcią na poczcie.Z psami nie wolno wchodzić( :co: ),mamcia poszła,a ja zaczekałam.Wychodzi jakieś dziecko z tatą i woła:
-tato,mogę pogłaskać ? :mrgreen:
-A jak cię ugryzie? (miałam ochotę normalnie skopać tego gościa,ona ugryść,to psi anioł jest ;) )
-Ale ja chcęęęę :P
-To zapytaj się dziewczynki( :P )
Powiedziałam że nie ugryzie,dziecko podeszło,Kiara od razu na nie z łapami jakby nigdy dziecka nie widziała 8-) Nie wiem czemu ludzie sądzą że może ugryść :? Tak samo,wracamy,jakieś dziecko idzie,Kiara się do niego rwie,a ono jakby wampira widziało :P

Akindus - 20 Sierpień 2008, 19:04

Jakby Twoje dziecko chciało pogłaskać psa, też byś tak mu odpowiedziała.
Skopać gościa ? Dziewczynko o czym Ty mówisz, pies może ugryźć w każdej chwili, a szczególnie kogoś obcego.A, że jest łągodna to tylko Ty o tym wiesz, skąd miał wiedzieć ojciec tego dziecka ? Śmiać mi się chcę z Tego twojego podejścia "bo moja sunia jest łagodniutka, oh jeej..." A jeśli by rzeczywiście ugryzła to co byś powiedziała ? Powtarzam, że jest łagodna wiesz o tym tylko Ty chociaż i tak nie do końca zapewne.A dzieci jak to dzieci wkładają palce tam gdzie nie trzeba, także wyciągnij wnioski.
A jak ma odebrać sytuacje małe dziecko, w której widzi, że pies się do niego rwie ? Ty wiesz, że chcę sie pobawić, ONO tego nie wie !!

draca-ena - 20 Sierpień 2008, 19:12

A ja mam ochotę zabić matki z niemowlakami.
Idą takie w dzień i na srodku drogi dzieciaka przewijają :/ . A co z zas..nymi chusteczkami? Oczywiście, wywalić na pobliski trawnik. Dzisiaj szłam i tyle jakieś babsko z dzieciakiem wywaliło chusteczek, jakby co najmniej armię przewijało, a obok opakowanie po chusteczkach nawilżanych dla dzieci, zresztą widać że to dziecko było przewijane.A Lilę do tego ciągnie, żeby obwąchać i się wytarzać (na szczęście nie chce tego jeść, raz mi się w wyrzuconej brudnej od kupy pieluszce wytarzała :/ ). Na szczęście dziś miałam ją na smyczy, więc odciągnęłam.
Tak samo w parku obok ławki brudna pielucha leżała, co prawda tylko osikana, ale jak tak można, skoro niedaleko śmietnik...
Masakra.

Julinia, fakt, to tylko Ty wiesz, że Kiara jest łagodna. Gdybym ja szła np. z moją bratanicą, nie pozwoliłabym jej pogłaskać psa bez zgody właściciela, choćby i najłagodniej pies wyglądał. Moja tak samo jest łagodna jak anioł, a mimo wszystko łapami przewróciła prawie córeczkę sąsiadów, gdy ta zbyt nachalnie jej przy uszach grzebała. W tej kwestii pies to tylko pies. I małe dziecko to też tylko małe dziecko - niektórym głupie pomysły do głowy przychodzą.

Julia - 20 Sierpień 2008, 19:30

Akindus napisał/a:
Jakby Twoje dziecko chciało pogłaskać psa, też byś tak mu odpowiedziała.

Nie,bo ja nie boję się psów.
Akindus napisał/a:
Dziewczynko

Przestań do mnie tak mówić :roll:
Akindus napisał/a:
pies może ugryźć w każdej chwili, a szczególnie kogoś obcego

Ty chyba nie znasz mojego psa :roll: Przecież nie pozwoliłabym dziecku żeby robił jej nie wiadomo co :roll:
Nie wymądrzaj się,bo nie jesteś najmądrzejszy na świecie :roll:

draca-ena - 20 Sierpień 2008, 19:37

Julinia napisał/a:
Ty chyba nie znasz mojego psa


:lol:

Owszem, nie znamy Twojego psa. Tak samo, jak przechodnie na ulicy.

Cytat:
Nie,bo ja nie boję się psów.


Hm, a jakby ten pies ugryzł Twoje dziecko? Nie każdy pies uwielbia dzieci i lubi być głaskany przez obcych. Twój może, ale inni o tym nie wiedzą. Są psy, które by warknęły, albo ugryzły, albo się rzuciły. nigy nie wiesz, jak właściciel wychował psa i nigdy nie wiesz czy np. dany pies nie miał złej przeszłości z dzieckiem w roli głównej.
Takie rzeczy zrozumiesz, jak będziesz miała pod opieką jakieś dziecko i będzie Ci się ono rwało do każdego psa - kazdego psa, o którym Ty niczego nie wiesz. Trochę wyobraźni ;) .

Julia - 20 Sierpień 2008, 19:40

Moja akurat uwielbia dzieci,od razu chciałaby się z nimi bawić ;)
Sally - 20 Sierpień 2008, 19:45

Julinia,

ale wyobraź sobie , ze idziesz ze swoim dzieckiem małym , czy coś takiego.
Pozwolisz podejśc małemu i poglaskac kazdego psa , którego ona chce?
Ja bym nie chciała , mimo ze młody jest lagodny , zeby dzieci bez pytania pchaly lapy fo niego.

draca-ena - 20 Sierpień 2008, 19:45

Julinia napisał/a:
Moja akurat uwielbia dzieci,od razu chciałaby się z nimi bawić


Julinia, dobrze, Twój pies lubi dzieci.
Ale równie dobrze mogłabyś mieć psa, który za dziećmi nie przepada. Wtedy raczej wkurzałabyś się, że ludzie się nie pytają a co dopiero jak ten pies by kogoś ugryzł.

Trzeba zrozumieć, że ludzie na ulicy nie wiedzą jaki jest Twój pies i ja faceta bym pochwaliła, że uczy swoje dziecko pytania o to, czy może pogłaskać jakiegoś psa - kiedyś to dziecko trafi na psa agresywnego i zapyta, może uniknie nieszczęscia. Tobie wydaje się absurdalne, bo znasz swojego psa. Inni nie znają, a priorytetem dla nich jest bezpieczeństwo dziecka ;) .

Julia - 20 Sierpień 2008, 19:50

Ale mi nie chodzi o to że pyta,bardzo dobrze.Denerwuje mnie to że nie zna psa i od razu zarzuca że ugryzie :roll:
Sally - 20 Sierpień 2008, 19:54

Julinia,

chyba kazdy dorosły mówi ' a jak ugryzie.'
i Chyba raczej nie mysli o tym powaznie do końca.
jakby tak było , to by nie kazał się Ciebie zapytać , czy mały/a moze poglaskać Sucze. :roll:

draca-ena - 20 Sierpień 2008, 19:59

Julinia, no niestety, niektórzy przesadzają. Czasami przez to zrażają do psów, ale jednak przy dziecku które do każdego psa by poszło, to może jednak lepiej podać wiadomość, że pies może ugryźć - zresztą, zgodną z prawdą. To tak samo jak przy dzieciach, które psów się boją stara się by spotykały te lubiące dzieci, ktore moga pogłaskać i nauczyc, że nie każdy pies jest straszny.

Dzieci nie wiedzą co jest dobre, a co złe. Co można, a czego nie można. Dlaczego z tym i tym trzeba uważać. Czasem przezorność warto zakorzenić, dzieci zwykle lepiej pamiętają słowa o tym, że pies może je ugryźć, bo jak pójdą czasem gdzieś same to często zapytać zapominają, mimo że przy rodzicach wszystko odbywa się wzorowo.

Mi się wydaje, że ten tatuś wiedział o tym, ze jego dziecko uwielbia psy i może niekoniecznie zdaje sobie sprawę, że pies to stworzenie które może ugryźć ;) . Bo zdaje się, że to dziecko i tak dążyłoby do pogłaskania, czyli się psów nie bało ;) .
Chociaż fakt, że niektórzy przesadzają i zrażają dzieci do psów.

Arcana - 20 Sierpień 2008, 20:34

Od wczoraj jestem w niezbyt dobrej sytuacji, bo muszę z Suką chodzić na dłuższy spacer do lasu po południu. Nie cierpię chodzić o tej porze, bo wtedy ludzie masowo łażą po lesie - sami, z psami, na rowerze itp., a ja wolę jak jest cisza, spokój i intymna atmosfera na spacerku :mrgreen: . Nie cierpię zwłaszcza grupek podpitych smarkaczy, bo przeważnie się doczepiają, a ja mam uraz z przeszłości do takich sytuacji. Wczoraj idę z Sagą i siedzą sobie w lesie na trawce tacy zadziorni "młodzieńcy". Przeszłam, trzymając sukę krótko, bo nie chciałam, żeby zaczęła się z nimi spoufalać :roll: . Słyszę jakieś komentarze i wołania z serii: "Teee, młoda z wilkiem". Nie reaguję i idę szybciej, a oni na rower i za mną. W duchu tylko się modlę, żeby Saga nie zaczęła się cieszyć i machać ogonem. Jeden dojeżdża do nas i pyta: "Ten wilk gryzie?" Ja na to, że tak... Czekam teraz na jego reakcję, a obawiałam się, że się zatrzyma i będzie kontynuował dyskusję. No i w myślach nadal błagam Sagę, żeby nie okazywała na jego widok radości, tylko podtrzymała wizerunek wilka-mordercy :mrgreen: . Na szczęście chłopak dał spokój i pojechał. Ale ja nie znoszę takich sytuacji :evil: .
Nie cierpię zwłaszcza jak ktoś podchmielony zaczepia mnie jak idę z psem. Raz, że to samo w sobie nie jest przyjemne, a dwa, że nigdy nie wiadomo co się z takiej sytuacji "urodzi".

Jak byliśmy w górach z kolei, przy schronisku na Hali Krupowej siedział sobie pan - turysta z psem (jakiś dość spory mieszaniec). Pies sobie leży spokojnie pod ławką, na smyczy. Nagle podchodzi jakiś nawalony góral i zaczyna tego faceta zaczepiać: że ładny piesek i czy może go pogłaskać. Właściciel psa mówi, że nie, że pies jest agresywny i proszę go nie dotykać.
Na to góral jakby w niego diabeł wstąpił zaczął się drzeć, że taki agresywny pies musi mieć kaganiec, że on ma prawo go pogłaskać, jak chce. No i zaczął na siłę do tego psa wyciągać ręce, machać mu przed nosem. i krzyczeć.. :shock: . Na szczęście zaraz jakiś bardziej trzeźwy kolega odciągnął "napastnika" i uratował sytuację.

Hessa - 21 Sierpień 2008, 21:58

Ech, ci ludzie... Poszłam z Bachem nad jeziorko, rzucałam piłkę aż 15 minut, więcej już nie zdążyłam. Na plażę wbiła trójka rowerzystów. Już pomijam fakt że ta plaża była szeroka na coś ok 10 kroków jeśli nie mniej, a w dodatku na sąsiedniej plaży, dwa razy większej, siedziała tylko jakaś para. Ale oczywiście oni musieli przyjechać akurat w to miejsce. Jak zaczęli hamować, to pisk bo hamulce były mokre, Bach ich obszczekał, ale na moje nieszczęście nie zrazili się. Zsiedli z rowerów, ja się na nich patrzę dziwnie, bo kultura wymaga by zadać choć jedno dyskretne pytanie, ale oni nic, cisza, stoją blisko obok jakbyśmy rodziną byli. To ja sobie rzucam dalej, kit, nie moja wina jak Bach ich ochlapie. Jedna kobieta wchodzi do wody nogi pomoczyć, Bach już radośnie podbiega ale go wyhamowałam, a ona do mnie że boi się psów. Ugryzłam się w język, no nie mogłam, to kur...cze po co na tą plażę się pcha skoro ma inne wolne, bez psów. ÂŻeby mnie uradować bardziej, w tym momencie na plażę wjeżdża dodatkowa dwójka rowerzystów. Też oczywiście zsiadają, bez słowa wchodzą na brzeg bo przecież były jeszcze dwa metry wolne (zresztą, czy gapienie się na jezioro z samego brzegu różni się aż tak bardzo od gapienia się stojąc 5 metrów dalej?). Ja już kurde miałam ochotę ich wszystkich utopić, bo Bach ledwo wyjdzie z wody to jak nie musi przeskakiwać przez rower to zaraz chce do kogoś podbiec. Dla świętego spokoju i co by dzieci nie demoralizować, spakowałam się i poszłam. No ja rozumiem że plaża publiczna i każdy może sobie wejść, ale żeby chociaż zapytać...
Jeszcze w drodze powrotnej spotkałam kilku dresów gaszących pragnienie przy muzyce disco polo, dziwny jest ten świat...

Telimenka - 25 Sierpień 2008, 13:20

No nie...;/ Ide sobie z Basimka po spacerze.
A tu sunia siedzi na trawniku i jest wrecz zajezdzana przez dwa psy.. :| :| :|
Widac ze jej sie zaloty nie podobaja... nie dopuszcza samcow tylko siedzi.

Najwidoczniej ma cieczke bo jeden piesek mijal nas na zlamanie karku jak szlysmy na spacer (suni wtedy nie bylo widac).

I chyba wlasciciel mial dosc amantow pod domem i wypuscil sunie zeby sobie polezala na trawce :| :| . super..

Sally - 25 Sierpień 2008, 14:13

O ludzie. sposcilismy nasze psy [4.] na łaczce. Jakies dziecko [3 lata.]
do nas podbiega i glaszcze nam psy. Ja juz trzymam Rudego za obroze.
[ nie wiem co dziecko moze rzrobic i jak pies zareaguue]
i mówię zeby nie glaskal ,a on nic.. :roll:
rozglądam sie za rodzicami- babcia gada sobie z kolezanką :roll:
a dziecko nam klopot sprawia. Kiedy juz odchodzi mowie do tych pań,
ze następnym razem prosze , zeby nie pozwalaly dziecku podchodzic do obcych psów.
a ona na to - ze to nie jest polana dla psów , ze z psami do parku , ze dziecka trzymać nie będzie.Ja na to , ze nidgzie zakazu nie ma , ze dzieci mają place zabaw i ze trzeba ich pilnować , nie kazdy sobie zyczy , zeby obca osoba podchodzila i glaskala psy. :roll:

Pianka - 25 Sierpień 2008, 14:22

arcana81 napisał/a:
Nie cierpię zwłaszcza grupek podpitych smarkaczy, bo przeważnie się doczepiają,

Tez nie lubie jak tacy nawaleni ludzie mnie i Dianke zaczepiają.
Najgorzej jest w atobusie, bo stamtąd nie ma jak uciec przed takim :roll:

A raz jeden nawalony facet zacząl mi ciągnąc smycz tak żeby Dianka była bliżej niego :roll:

Zorlis - 25 Sierpień 2008, 14:47

Mi się raz zdarzyło, że jak wracałam ze spaceru to na ruchliwym przejściu zaczepił mnie facet, który chyba bardzo polubił Arisa :lol:
Zagadał, że ma podobnego psa, "mieszańca z podhalanem" (to rzeczywiście baaardzo podobny :mrgreen: ), że chciałby się z nami przejść na spacer, bla bla bla, akurat się zielone zapaliło jak zaczął mnie męczyć "no to umówimy się? no umówimy?"
A miałam ochotę coś głupiego odpalić - nie zdążyłam ;)

Meg - 26 Sierpień 2008, 10:32

A ja właśnie wróciłam z gór i jak wracałam wczoraj to jechaliśmy przez Wrocław i tam mieliśmy czas wolny. Ile tam ludzi chodzi na spacery z psami! Nie to co u nas. Jestem pełna podziwu.
Arcana - 26 Sierpień 2008, 10:44

Wczoraj szłam sobie z suką przez las. W pewnym momencie słyszę, że ktoś zbliża się do naszej ścieżki z głębi lasu i woła psa. Zwolniłam nieco, bo nie wiedziałam co to za pies. Saga była akurat zainteresowana czymś innym, a ja zauważyłam, że psiak przyczaił się na skraju lasu i patrzy. No to ja stoję, bo widzę, że facet bezskutecznie woła czworonoga, a ma do niego jeszcze kawałek. Podszedł bliżej i mówi, że jego suczka jest młoda i niegroźna. No to ja idę dalej, aż tu nagle psica wyskakuje z zarośli prosto przed Sagą i zaczyna się dosłownie pienić. Ja o mało zawału nie dostałam, a Saga była tak zdezorientowana, że zaczęła ni to warczeć, ni to piszczeć - chyba nie wiedziała jak ma zareagować. Stała w miejscu i wpatrywała się w "niegroźną" suczkę...
Oprócz nas dwóch, to chyba właściciel tej małej był najbardziej zdziwiony...

maris - 26 Sierpień 2008, 14:55

Ewka napisał/a:
, mama na początku ironizowała, że chce "psa na podryw". Tja, na podryw się świetnie nadaje....


Tu sie nie ma co smiac, bo ja akurat nie bralam psa 'na podryw', a jakos tak sie stalo... Na spacerze z moja bestia poznalam Milosc Mojego Zycia :mrgreen: I tak sie smiejemy z samotnymi kolezankami, ze sobie Cuda odemnie pozycza, to sobie zycie uloza :twisted:

Meg - 28 Sierpień 2008, 19:30

Myslę, że tutaj powinnam to wstawić, a więc:
Chcę chodizć na spacery z moim psem, ale chodiz o to że się boję. U mnie na osiedlu lata dużo psów luzem i po prostu boję się, że jakiś pies się na mnie rzuci. tym bardziej, że kiedyś z moim poprzednim psem na spacerze gonił mnie bernardyn na szczęście byłam już na mojej ulicy i zdążyłam do furtki, a wczoraj widziałam owczarka niemieckiego. Nie zauważył nas, ale od razu wybrałam kierunek dom.

Foxy - 28 Sierpień 2008, 19:36

Meg, to chodź tam, gdzie nie ma psów - na obrzeżach, z dala od domów.
Gato - 28 Sierpień 2008, 19:44

eee... ale taki sposobem - unikania wszystkich psów i gdy pojawią się na horyzoncie 'uciekania' przed nimi można wpoić strach przed nimi psu. i potem będzie kupa pracy bo będzie się bał, szczekał, atakował, albo sikał pod siebie. według mnie nic dobrego z tego nie wyniknie.
Foxy - 28 Sierpień 2008, 19:54

Uściślijmy: chodziło mi o to, żeby chodziła tam, gdzie nie ma tych AGRESYWNYCH psów, wiadomo, że inne mogą być.
Ale skoro ona się boi z psem chodzić po najbliższej okolicy, bo jej go psy zagryzą, to lepiej iść tam, gdzie takich psów nie ma.

Meg - 29 Sierpień 2008, 13:08

Foxy, ale najpierw jeszcze trzeba tam dojść ;) Zrobiłam już listę kilku takich miejsc i najwyżej na początku będę zawsze chodziła z kimś starszym.
Foxy - 29 Sierpień 2008, 13:10

Aa, jeszcze jedno: skoro dużo psów agresywnych lata luzem, zadzwoń na Straż Miejską / Policję.
Jeśli znasz właścicieli tych psów, powiedz, że dany właściciel nie spełnia obowiązku pilnowania i panowania nad swoim psem.

Meg - 29 Sierpień 2008, 13:13

Właścicieli nie znam, ale nie wiem czy to dzwonienie się opłaca, bo przecież do tej pory psa może już nie być.
Foxy - 29 Sierpień 2008, 13:17

Zawsze się opłaca zadzwonić. A jeśli pies będzie?
Skoro jest agresywny, to stwarza zagrożenie. A co, jeśli się rzuci na człowieka, dziecko, zagryzie psa?

Agata - 29 Sierpień 2008, 14:41

A ja dzisiaj z kundlem u weta byłam. Już z jakieś 20 m przed bramą się zapierał jak osioł. ja oczywiście przygotowana na ta okoliczność 2 kiełbachy miałam pokrojone w torbie no i jakos się udało. Nawet wlazł do poczekalni, ale stres był niezły. Przesiedzieliśmy w kolejce prawie 3 godziny, co chwile kiełbacha, serek, ale i tak się bał.
Jeden plus- zero agresji do innych psów :D

Aga - 29 Sierpień 2008, 16:21

Kurcze jak mnie wkurzają takie znerwicowane burki za płotem ,które mało co nie wybuchną z tej wściekłości jak ktoś idzie z psem.
Staram się oduczyć psa ,żeby na takie nie zwracał uwagi ale co jeden to gorszy.
Odważne to tylko za bramą...
Nie dziwię się że drą się wniebogłosy jak mają pewnie ograniczony kontakt z psami,zero wysiłku po którym grzecznie poszły by leżeć - dla nich całą frajdą jest obszczekać innego psa a najlepiej pokazać hero przy większym od siebie o 2 razy.
I wracając do tego że nie mogę Rokiego uspokoić,nie które psy zignoruje kompletnie a z drugimi stacza wymianę zdań,jeży się i w tym przypadku nawet nie mogę go spokojnie uspokoić tylko sama się denerwuję bo wrzask przy tym ogromny.Staram się z psem omijać takie coś,zejść na ulicę nawet i nie iść chodnikiem jak widzę za płotem psa bo ręce bolą.

Nie zmieniając faktu że Roki najpierw po obeznaniu terenu miał w doopie szczekające za płotem obok ONki ,które do gardła by się rzuciły jakby było luzem i najpierw poćwiczyliśmy komendy i jakieś sztuczkersy potem frisbee ;)

Agata - 29 Sierpień 2008, 16:34

Aga napisał/a:
I wracając do tego że nie mogę Rokiego uspokoić,nie które psy zignoruje kompletnie a z drugimi stacza wymianę zdań,jeży się i w tym przypadku nawet nie mogę go spokojnie uspokoić tylko sama się denerwuję bo wrzask przy tym ogromny.


Mój ma też jednego takiego wroga za płotem. Jak już się zbliżamy do tego ogrodzenia to mi pies świruje. Inne psy na podwórkach ignoruje.

Agata - 1 Wrzesień 2008, 19:45

Wrócilismy z Gdyni. Nie miałam kierowcy. Emil do pociągu nie chce wchodzić to jechałam autobusem :( Pełno ludzi, gorąco. Pies by mi wykitował, więc musiałam w środku Gdyni wysiąść, przejść się trochę i poczekać na kolejny autobus. W czasie tego spacerku Emil zamoczył pysk w gównie! Wyobraźcie sobie mnie w tym momencie? Odechciało mi się wszystkiego wrrrr, ale jakoś sobie z tym poradziłam. Kupiłam mokre chusteczki :D
W drodze powrotnej postanowiłam, że jak nie bedzie chciał wejść do kolejki to złamie sobie kręgosłup, ale go tam wepchnę :D ale co się okazało? W biegu pieknie wskoczył i w 20 min byliśmy w domku :D

Arcana - 3 Wrzesień 2008, 11:39

A ja dziś miałam raczej szczęście (to coś wyjątkowego u mne ;) ). Idziemy z suką przez las. Przeważnie idziemy podobną trasą - w pewnym momencie trzeba przejść przez tory taką małą ścieżynką, żeby dotrzeć do lepszych ścieżek spacerowych, a później wracamy tą samą ścieżynką przecinającą tory. Dzisiaj coś mnie natchnęło, żeby nie wracać się tą samą ścieżką, tylko przeszliśmy się dalej dochodząc do ścieżki rowerowej, która też przecina tory, tylko jakieś 200m dalej. Aż mi się gorąco zrobiło, jak przechodząc dostrzegłam na tamtej ścieżynce...stadko dzików. Jednak jakaś Opatrzność nade mną chyba czuwa, która kazał mi dzisiaj wracać inną drogą :P .
Gato - 3 Wrzesień 2008, 18:55

pojechałam z psem na rower do lasu, na ścieżkę przyrodniczą. wiedziałam, że będą tam ludzie pieszo i na rowerach, że będą psy, ale nam to w sumie rybka.

no i jedziemy sobie (już wracałyśmy) więc w sumie trochę wolniej. jest górka, na górce widzę, że stoi jakiś mężczyzna, ogląda się na mnie i potem znowu się odwraca. myślę sobie, ok, popędziłam psa i hajda na górkę. już prawie wjechałam, ale patrzę po prawej między drzewami, stoi weimar z panią i tym panem, który się patrzył na mnie. zerkam na Vegę, widzę, że spojrzała na psa więc zapobiegawczo mówię 'nie'. byłam na wysokości faceta kiedy weimar radośnie rzucił się prosto na linkę między mną a Vegą, która po moim nie go olała i zaczęła lecieć do przodu. ja po hamulcach, jednocześnie widzę, że pies Vedze 'nos w tyłek wsadza' , no to ona też po hamulcach, linka luz, weimar na lince, ja prawie na nią wjeżdżam, prawie przez kierownice na twarz i psa. oczywiście wszystko trwa mniej niż pół minuty. patrze (już po tym zahamowaniu, łapaniu równowagi i unikaniu zderzenia twarzą z ziemią) przewieszona przez kierownice o co chodzi - Vega się miota na długość linki, w zaplatanych szelkach (sledy) i psa nie może odgonić od siebie, państwo uprzejmie patrzą i zero reakcji. no więc uprzejmie proszę: 'proszę zabrać pieska'. pan na mnie patrzy z miną 'no jak to? przecież wszystko jest w porząsiu'. starałam się rzucić wymowne spojrzenie, po chwili jest reakcja: 'Genek (nie pamiętam jak ten pies się nazywał) nie wolno'. pies w tyłku, Vega się szarpie dalej. 'Genek!' - nic. 'Genek nie wolno!' - nic. Pani ze smyczą stoi dalej między drzewami i żadnej reakcji. 'Genek chodź tu!' - Genek nie idzie. czuję, że się we mnie gotuje i że zaraz sama podejdę i im tego psa złapię, ale na szczęście pan wołając 'Genka' w końcu do niego zaczął podchodzić i pies odbiegł w kierunku pani. podziękowałam i pojechaliśmy dalej.

już mi nawet nie chodzi o przepraszanie czy coś, pomijam też to, że prawie sobie przy nich twarz rozbiłam, że sobie nie życzę żeby jakikolwiek obcy pies podchodził do mojego, wpadał jak burza w nasz sprzęt, potem po nim łaził to czas reakcji tak mi ciśnienie podniósł, że uch. a swoją drogą jak widzieli, że jadę to mogli psa złapać, skoro się nie słucha :motz: .

jeszcze jedna sytuacja tym razem śmieszna - pan z dwójką dzieci na dróżce przed nami, ale byli wszyscy po prawej stronie. no to mówię (dosyć głośno) do Vegi 'na lewo, na lewo' na co pan z dzieciakami rzucili się na drugą stronę ścieżki :lol:

Foxy - 3 Wrzesień 2008, 19:06

Cytat:
jeszcze jedna sytuacja tym razem śmieszna - pan z dwójką dzieci na dróżce przed nami, ale byli wszyscy po prawej stronie. no to mówię (dosyć głośno) do Vegi 'na lewo, na lewo' na co pan z dzieciakami rzucili się na drugą stronę ścieżki :lol:
Padłam :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Co do weimara - zabiłabym ich tam! Ja jak jestem z psem na rowerze/rolkach, to sobie nie życzę, żeby jakikolwiek pies do nas podbiegał! Miałam tak kiedyś, że byłam na rolkach, a do mojej podleciał pies, jakiś taki kundelek, ktory szedl z naprzeciwka. Moja szarpie, warczy, też prawie na nią wpadłam, efekt był taki, że mnie nagle mocno pociągnęłam, przewróciłam się. Oczywiście pańcia dalej nic, cieszy sie, ze 'sie pieski wachaja' przy czym moja sie juz gotowała tam. Mowie do niej, zeby wziela tego psa, bo widzi, co się dzieje, a ta, ze dlaczego, ze to, ze tamto, ze on sam odejdzie. To jej w koncu powiedzialam, zeby go sobie wziela, bo jak ja go wezmę, to już nie będzie tak miło.
Ludzie w ogóle nie myślą. Rolki, nie mowiac o rowerze - predkosc, na rolkach brak mozliwosci dobrego wymanewrowania z sytuacji, na rowerze zreszta tez, to zamiast psa zapiac, to sie ciesza, ze sie pieski 'poznaja' :sciana:

Aleka - 3 Wrzesień 2008, 19:12

Ja wczoraj przeleciałam przez kierownice jak jechałam z Miśką przy rowerze sobie spokojnie jedziemy drogą tak jak trzeba miska przy mnie nie ciągnie nie zapiera sie wyczystko ok patrze amstaf bez smyczy tylko w kagańcu właściciela nie ma na horyzoncie puścili go żeby sobie pobiegał :? To my z Miśką jedziemy on do nas biegnie ja hamuje nie chce żebym sie wywaliła on do miski wystarczył mi ją tak ze jak ja hamowałam kierownica mi sie przekręciła koło zatrzymało sie o chodziku a ja na ulice psa odgoniłam cała brudna z obtartą ręką wróciłam do domu.
Agata - 4 Wrzesień 2008, 10:18

Ja jak codzień byłam rano z diabłem w lesie.
Idziemy sobie ścieżką tą co zawsze, pies sobie węszy coś tam za mną. Ja na chwilę się odwracam i widze, że on stoi sztywny i sie wgapia w coś. Wołam go, on spojrzał na mnie i znowu wzrok odwrócił w przeciwną stronę. Widzę, że tam jakiś facet idzie.
Emil stoi i nie wie czy na mnie posłuchać czy jednak pobiec w drugą stronę.
No i jednak okazało się, że ma mnie w nosie i wyrwał galopem do faceta. Coś mi mówiło, że tam chyba jest pies. No i był - czarny terrier rosyjski. Pan się z terrierem zatrzymał. Emil jak już do nich dobiegał to zwolnił, zatrzymał się i się gapi. Ja biegnę z interwencją spodziewając się awantury.
Jak dobiegał to Emil coś tam burczał na tego psa, ale ogólnie dał mi się odwołać. Przeprosiłam, za incydent a facet był wyrozumialy i powiedział "zdarza się".
Poszliśmy w przeciwnym kierunku już w stronę domu.
W drodze powrotnej znowu Emila "ulubiony" kolega wyleciał z podwórka i zaczął szczekać i ujadać. Na początku Emil wyrwał do niego z warkotem, bo się pojawił niespodziewanie, ale ja zastosowałam inną metodę niż "spokój!"
W momencie kiesy Emil się sam z siebie uspokajał i patrzał na mnie jak głupia zaczęłam mówić do niego jak niańka " super piesek, śliczny piesio, idziemy do domu" W czasie tych moich ohh i ahhh Emil mi szedł przy nodzę a ten kundel szczekał i o mało co mu w tyłek nie wlazł. A mój był dzielny i cierpliwy :D Ale cały czas słuchał moich pochwał, pomagało naprawdę :)

Tilia - 4 Wrzesień 2008, 10:28

Gato napisał/a:

jeszcze jedna sytuacja tym razem śmieszna - pan z dwójką dzieci na dróżce przed nami, ale byli wszyscy po prawej stronie. no to mówię (dosyć głośno) do Vegi 'na lewo, na lewo' na co pan z dzieciakami rzucili się na drugą stronę ścieżki :lol:


to ja mam tak często, że mówię do psów "nie witamy" (one kochają ludzi) i wtedy ludzie szybko zabieraja wyciągane do głaskania ręce sądząc, że to im surowo zabraniam witać się z psami ;)

Arcana - 4 Wrzesień 2008, 10:40

Pamiętam jak nieraz ludzi się na mnie dziwnie patrzyli, kiedy idąc z suką na spacer ćwiczyłyśmy komendy "prawo" "lewo" "szlak" itp. :mrgreen: . Niedawno jedna babka szła z psem przez las, a ja jechałam z psem przy rowerze. Tamten piesek biegł bez smyczy i widać, że pańcia nie miała nic przeciwko przywitania się z moją Sagą. Kiedy się zaczął wyraźnie zbliżać, ja zawołałam do suki "ignoruj", a babka była wyraźnie oburzona :P (no bo przecież jak śmiemy "ignorować" jej cudo na czterech łapach).
Agata - 4 Wrzesień 2008, 10:48

Tilia napisał/a:
to ja mam tak często, że mówię do psów "nie witamy" (one kochają ludzi) i wtedy ludzie szybko zabieraja wyciągane do głaskania ręce sądząc, że to im surowo zabraniam witać się z psami ;)


Z Michałem niedawno w turystycznej miejscowości bylismy na spacerze z Emilem. Ja weszłam na chwilę sama do sklepu a Michał został z psem. Idzie sobie mama z dzieckiem i dzieciak mówi " o piesek" i się zbliżają. Matka na Michała się patrzy jakby pytała czy dziecko może pogłaskać. Już właściciwie zbliżali się do psa. A Michał stanowczo zapobiegawczo powiedział do malucha "nie wolno głaskać". Kobieta się lekko zaskoczyła i wzrok miała jakby mówiła " co Ty chłopie za potwora prowadzisz, że głaskać nie wolno" :D i od razu pełen dystans :D

KW - 4 Wrzesień 2008, 10:55

Cytat:
co Ty chłopie za potwora prowadzisz, że głaskać nie wolno" :D i od razu pełen dystans :D

Ludzie często kierują się jakimś dziwnym stereotypem. Kiedy słyszą: proszę nie głaskać; od razu myślą że koniecznie jest to pies który zagryza. Nie dopuszczają do siebie świadomości, że właściciel takiego psa może sobie najzwyczajniej w świecie nie życzyć i już.
Jak mnie denerwują takie sytuacje kiedy mówię, żeby nie głaskać i ktoś jeszcze "na chama" głaska za nic mając moje słowa to mi się flaki mieszają. Oczywiście ja to najczęściej na spacerach pozwalam ale na wystawach sobie nie życzę i tyle.

Agata - 5 Wrzesień 2008, 18:56

Dzisiaj po poludniu szłam z psem po chodniku przy bardzo ruchliwej ulicy. Z drugiej strony jest kawałek pola i z daleka widzialam tam psa w typie Onka i właściciela. Idę sobie z Emilem dalej. Pies na smyczy i w kagańcu i widzę, że ON-ek już nas widzi i gapi się na mojego kundla. Emil po chwili również go zauważył sie lekko najeżył. Nie minęło pare chwil jak Onek przebiegnął przez ulice tak, że jeden samochód musiał ostro zahamować żeby go nie przejechać i zaczął mi atakować Emila. Mój diabeł wnerwiony na maksa, jakieś uniki robi, warczy a tamten go za kark już chwyta. W końcu uciekł.
Właściciel zbliża się ślimaczym krokiem i jak gdyby nigdy przypina onkowi smycz i idę. Zero przepraszam i zero pocałuj mnie doooopę. Wkurzyłam się na maksa. Mało by brakowała a ten pies byłby pod kołami samochodu, nie mówiąc tu o bezpieczeństwie ludzi na drodze.
Ja nad swoim psem nie panuje więc go nie puszczam w takich miejscach. Nie rozumiem braku wyobraźni u niektórych ludzi.

Foxy - 5 Wrzesień 2008, 19:11

Agata, trzeba było na SM zadzwonić, ja bym nie miała skrupułów.
U mnie na os. jest takie kolakowaty pies, wychodzi z nim taki chłopiec, na oko 13-15 letni.
Idę sobie z suczą, moja na smyczy, w kagańcu, tamten pies zawsze BEZ, a on podbiega i zaczyna warczeć na moją, to moja zrobiła to samo, tamten się rzucił, a moja bez szans - smycz i kaganiec.
Chłopcu powiedziałam, że jak jeszcze raz zobaczę jego psa bez kagańca albo bez smyczy, to dzwonię na Straż Miejską i nic mnie to nie obchodzi, że pies jest łagodny, czy nie jest.
Od tej pory omija mnie szerokim łukiem, a my mamy przynajmniej spokój :]

Agata - 5 Wrzesień 2008, 19:38

Foxy napisał/a:
Agata, trzeba było na SM zadzwonić, ja bym nie miała skrupułów.


No chciałam ale co bym powiedziała? " no panowie, mnie więcej na tym polu tu i tu..." Zanim by przyjechali to kolesia z psem dawno by już nie było.

Stokrotka - 6 Wrzesień 2008, 13:59

Nasze wrażenia ze spacerów.? ^^
często zaczepiają nas ludzie i pytają , czy mój pies to labrador xd
Raz szłam z moim Kubusiem ulicą i dwóch facetów stwierdziło , że jeżeli to nie jest labrador to na 100% jest to pół labrador ;]
Później jakaś kobieta stwierdziła , że ma łapy jak u wyżła i taką samą plamkę na klatce piersiowej ( ona się zna , bo sama ma wyżła ;d;d .! ) pyszczek jak labrador , a uszy to chyba po jamniku .
A najbardziej mnie zdołował facet , który spytał czy to amstaff ..

A raz bawiłam się z niunią na łące u babci . Biegaliśmy sobie , rzucałam mu patyki i takie tam . Przyszedł pies mojej babci i zaczął się bawic z Kubusiem . Moje maleństwo tak się rozpędziło , że wleciało do rzeki xdd

an1a - 6 Wrzesień 2008, 14:53

Agata, ja już w takich sytuacjach po prostu zdejmuję psu kaganiec, żeby się bronił. Mam przykre wspomnienia po tym, jak mojego 6-miesięcznego Nera w kagańcu i na smyczy, jakiś stary mix ONa potraktował jak szmatę. Uratowały go wtedy psy (policja), którzy zaczęli okładać tamtego psa pałami. Nero miał wtedy rozcięty bok.

Kaganiec zakładam tak, żeby móc go zdjąć przez nos, ale żeby nie spadał. Ślimacze tempo właścicieli nabiera takiej prędkości, że nawet gotowi są swojego psa za ogon odciągnąć.

Riley S. - 6 Wrzesień 2008, 15:50

Ja dzisiaj miałam sytuację żywcem wziętą z artykułu "On chciał się tylko przywitać...", który wkleiła Angie :shock:

Otóż tak jak zawsze, poranny, letni spacerek zaliczyłam w nieco odludnej, bardzo zarośniętej, odległej od osiedli okolicy, gdzie "umownie - nieoficjalnie" puszcza się psy luzem i nikt nie ma o to pretensji. A w każdym bądź razie byłby chamem i głupcem, gdyby miał pretensję...

Mój pies ma prawie 3 i pół roku... jest już "dorosły", ale bardzo tolerancyjny i generalnie chętny do zabaw. Choć posiada naturę dominanta, 5 min zaczepek ze strony jakiegoś młodzika wystarczy, by wrócił się do "rocznego Chestera" i dal się wciągnąć w szczenięce zabawy :)

I w pewnym momencie na horyzoncie ujrzałam goldena (albo coś w tym deseniu). Był to nawet duży, rosły psiak, który na widok mojego natychmiast się położył.
Przez długi okres czasu (gdy podchodziłam bliżej) byłam niemalże pewna, że to znajoma suczka, która wyglądała identycznie na dodatek na widok Chesia też się kładła...
Ale złudne wrażenie prysło, gdy zobaczyłam właścicielkę psa.
Spanikowana kobitka przybiegła do psa, każąc mu leżeć. Golden nie bardzo wiedział co robić (bo mój Chest skradał się do niego - jak do każdego psa, którego chciałby poznać).
Zanim do czegokolwiek doszło pani zapięła Goldena, mrucząc pod nosem, że się boi.
Ja byłam zleksza zdziwiona, ale pozwoliłam dalej podchodzić Chesiowi do nieznajomego... (bo mój też był bez smyczy).
Po kilku pytaniach wiedziałam, że Golden jest samcem, ma 1,5 roku i ... nie potrafi się normalnie zachować wobec psów :shock: i że za bardzo "pcha" się łapami a inne tego nie lubią.
Myślałam, że kobitka po prostu panikuje na widok zwyczajnej psiej zabawy.
Chwilę póżniej do zapiętego na smycz Goldena dotarł mój pies.
Jak zwykle, kultura na poziomie, głowa w górze, dumne spojrzenie i delikatne tknięcie noskiem... a Golden nagle wyskoczył z łapami tak, że prawie osadził się na moim jak na cieczkowej suczce :roll:

I właścielom dominantów nie muszę chyba tłumaczyć, jaką to wywołuje reakcję ;)
W każdym bądź razie Chest od razu odskoczył z ostrzegawczym warknięciem, a gdy Golden wciąż w "formie zabawy" podskakiwał do mojego, Chest chyba odczytał próbę dominacji bo też do niego skoczył z łapami w górze :shock:
Ino, że kobita całkowicie zdębiała powtarzając ciągle "mówiłam, mówiłam, mówiłam", jakby stało się coś złego.
Ja swojego odwołałam, ten na spokojnie obsikał pobliski krzaczek i grzecznie ze mną odszedł...

Wnioski: Golden był ZEROWO nauczony zasad psiej komunikacji (ciekawe czy to efekt przedwczesnego zabrania od matki :roll: )
2 - właścicielka nie wiedziała co się dzieje.

Nie zdziwię się, jeżeli pójdą ploty, że mój pies jest agresywny i w ogóle :mrgreen:
Ale jeśli dalej tak będzie, to ja się bojhę o los wszystkich psów w Piekarach, bo narazie na palcach jednej ręki mogłabym wymienić dobrze wychowane i socjalizowane psy + ich dobrze zorientowanych właścicieli.

Brak słów :(

Zorlis - 6 Wrzesień 2008, 18:03

Ja mam psa, który może nie ma natury dominanta, ale wysoko ceni sobie własną 'prywatność' i takich sytuacji nie lubi - uraz po paru atakach pozostał, jeszcze od szczenięcia mimo, iż bardzo dbałam o socjalizację :roll:


Dzisiaj, jeśli chodzi o psy, było całkiem spokojnie - traciłam za to cierpliwość przez te stada rowerzystów, którzy wyjeżdżali nam zza pleców bez dzwonka, słowa, niczego:roll:
Za to przywlokłam pół siatki grzybów - zbierając tylko to, co przy drodze, w 'pseudolasku', kawałek od centrum;)

Nicka - 6 Wrzesień 2008, 18:36

Dzisiaj my też spotkałyśmy rowerzyste, który pędził po chodniku i w pore cofnełam suke, bo by jej się dostało :roll:

Ale, było i coś pozytywnego :) Wczoraj, na wieczornym spacerku pierwszy raz spotkałam się z tym, aby właściciel Yorka zapropnował abym spuściła psice, naogół każdy zabiera psa, bo boi się, że mu się krzywda stanie, a pięknie się bawiły i oba nawet żyją :mrgreen:

Hefe - 6 Wrzesień 2008, 21:12

Co do rowerzystów, dzisiaj szłam z Anuką od parku pod jasna górą.. i z górki pędziły 4? gnojki na rowerach.. a, że są jakieś dni rolnictwa i dożynki to całe aleje zawalone, ludzi pełno.. a Ci dają.. i jeden z nich potrącił małe dziecko ... rowerem ;] idioci.. raz, że rowerem po alejach nie można... a co dopiero z taką prędkością... pedałując prosto z górki :?
Foxy - 8 Wrzesień 2008, 14:41

Nienawidzę bullterierów. Po prostu nienawidzę. I w życiu takiego psa nie będę miała.
Przyszłam ze szkoły i stwierdziłam, że jest fajna pogoda, bo chłodno, słońce nie świeci, są chmury, ale nie pada, więc wezmę Foksię do parku.
Pojechałyśmy do parku, biegała przez 1,5 godziny za piłką na polance. W końcu zaczęło już mocno wiać i stwiedziłam, że idziemy, bo już mi zimno było.
Więc zabrałam jej piłkę, ubrałam kaganiec. Wyszłyśmy z polanki na alejkę i idziemy. Dochodzimy do 'skrzyżowania' alejek, a tam widzę białego bulla, suka szła z przodu i była już koło niego,zawołałam ją, ale za późno.
Ona do niego podeszła, on bez kagańca i bez smyczy, rzucił się na nią, złapał ją za gardło.
Ja podbiegłam tam dosłownie w sekundę, złapałam moją sukę, facet złapał bulla, podniósł go do góry, żeby puścił moją, a on ją cały czas trzymał, dostał chyba szczękościsku, nie mógł/nie chciał jej puścić. Ja już miałam czarne wizje przed oczami. Naprawdę myślałam, że ją zagryzie, wyglądało to masakrycznie. Już w myślach miałam wizję, że trzeba szybko do weta, że wet dwa przystanki od parku jest, że trzeba jechać.
Ona już miała problemy z oddychaniem, bo on ją cały czas trzymał, w końcu ją puścił, ja ją wzięłam na bok, facet wziął bulla. Oglądnęłam ją dokładnie od stóp do głów, na szyi miała trochę krwi, ale niedużo. Nic jej dzięki bogu nie zrobił, bo złapał ją za szyję i po prostu nie chciał jej puścić. Na marginesie, to facet wział psa, zaczął krzyczeć na niego i go bił, powiedziałam mu, żeby go nie bił,bo to żadnego efektu nie da.
Facet mi powiedział, że 'on taki jest', że jak pies do niego podejdzie, to się rzuca, to mówię, że do cholery niech mu kaganiec ubiera! A on, że tak, że on wie, ale nie widział nikogo i się 'zagapił' i nie zdążył go złapać.
Pytał, czy nic jej się nie stało.
Zabrałam sukę, powiedziałam, że jak go jeszcze raz spotkam i pies będzie bez kagańca, to dzwonię na policję. Nie chciałam dziś dzwonić, bo suka była roztrzęsiona i chciałam ją do domu zabrać.
Przeżyłam po prostu jakiś koszmar, aż mi się do teraz ręce trzęsą.
Nie wyobrażam sobie, co bym mu zrobiła, jakby mi Foksię zagryzł... :(

renia - 8 Wrzesień 2008, 14:55

Cytat:
Nienawidzę bullterierów. Po prostu nienawidzę.
to nie psynalezy nie nawidzić , a bezmyslnych włascicieli, nie zaleznie od rasy . Niemalże codziennie spotykam na swojej drodze "miesniaków" z z psami w rekach ktorych nawet owieczka bestią by sie stała . Sama uciekam przed takimi typami , bo kiedyś usłyszałam ze jak jeszcze raz moje psy zaszczekaja na jego amstafa to go poszczuje . Bez szczucia strach przejsc obok .
Agata - 8 Wrzesień 2008, 14:58

Foxy, ja na takie sprawy patrze zawsze trochę inaczej, bo ten bull mógłby być moim psem, które tez by się może rzucił. Ale w głowie mi się nie mieści, dosłownie NIE MIEŚCI, że mając takiego psa, znając jego charakterek można go wyprowadzać luzem BEZ KAGAÑCA.
Dla mnie to jest totalny brak wyobrazni...

Łapka - 8 Wrzesień 2008, 14:58

Biedna Foksia... :(
Ja też tych psów nie znoszę, jak widzę kogoś z takim psem to się trzymam z daleka, ... nie wiem wogóle jak można sobie takiego psa kupić, a zwłaszcza kiedy się go nie umie wogóle wytresować :roll: a puszczanie takiego psa bez smyczy i bez kagańca i to jeszcze w mieście na ulicy to jest skandal.. :roll: :roll: ... a jakby coś to go bić... :shock: zupełnie nie wychowawcze metody...
to przechodzi ludzkie pojęcie... , jak facet nie wie jak z psem postępować to niech sobie go nie kupuje... a tym bardziej bulla..
Przechowywanie takich psów w domu jest wogóle okropne..
Również nie chciałabym nigdy mieć bulla......

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 14:58

Renia, ja wiem, że nie psy. Ale takie mam w tej chwili uczucia i nic tego nie zmieni.
Mimo, że osobiście znam dwa wspaniałe bullki, które są ostoją łagodności, walczę z mitami, że TTB to morderca, to w tym momencie myślę tak, jak napisałam i NIC tego nie zmieni.

an1a - 8 Wrzesień 2008, 15:11

Foxy napisał/a:
Facet mi powiedział, że 'on taki jest', że jak pies do niego podejdzie, to się rzuca, to mówię, że do cholery niech mu kaganiec ubiera! A on, że tak, że on wie, ale nie widział nikogo i się 'zagapił' i nie zdążył go złapać.

Jeśli wie, to jak miał się "zagapić"??
Zagapił się w domu i nie wziął ani kagańca ani smyczy?

ÂŁapka - oczywiście, że można wziąć takiego psa i go trzymać w domu, czemu nie? Tylko że trzeba nad psem hamować, a bulle to psy jak każde inne.
Mój też się rzuca na psy które do niego podchodzą, tylko że ja z tym cały czas walczę, a nie puszczam psa samopas i tłumaczę, że "on tak ma".

Jak teraz Foksia?

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 15:22

ÂŁapka, mimo tego, co się dzisiaj stało, to nie zgodzę się z Tobą w paru kwestiach:
Cytat:
nie wiem wogóle jak można sobie takiego psa kupić

Kazdy ma inne wymagania i upodobania. Ja powiem, że nie wiem, jak można sobie posokowca kupić, i co?
Cytat:
jak facet nie wie jak z psem postępować to niech sobie go nie kupuje...

Pies mógł dopiero zrobić się agresywny z czasem.
Cytat:
Przechowywanie takich psów w domu jest wogóle okropne..

Nie bardzo rozumiem :roll:
Cytat:
Jeśli wie, to jak miał się "zagapić"??

Zagapił się, w sensie, że my wyszłyśmy zza rogu. W parku był jeszcze jeden pies - foks, który bawił się z panem kawałek dalej. On myślał, że innych psów nie ma i 'zagapił' się, bo nas nie zauważył :roll:
Cytat:
Jak teraz Foksia?

Bardzo potrzebowała kontaktu i przytulania, co u niej jest rzadkie. Teraz śpi, ostre bieganie, strach i stres dały jej w kość.
Po drodze do domu spotkałyśmy dwa nieduże psy (nie razem, tylko najpierw jednego, potem drugiego). Oba ominęła szerokim łukiem.... :( :(

Agata - 8 Wrzesień 2008, 15:22

Foxy, dzisiaj podchodzisz do etgo bardzo emocjonalnie, za kilka dni ochłoniesz ale uraz może zostać.
Jak gadałam z naszą szkoleniowiec ostatnio o psach agresywnych to ona mówiła, że z tych wszystkich TTB bullterierów do niej najwięcej przychodzi z problemami, że te psy po prostu GRYZÂĄ, nie zawsze ostrzegają.
Co do tego szczękościsku to nie ma czegoś takiego u psa. Pies który coś trzyma długo w pysku po prostu tego nie chce puścić, a nie, że nie może.
Jak już pisałam ja na takien sytuacje patrze trochę inaczej, bo jak ktoś widzi Emila rzucającego się na smyczy z pianą na ustach to też sobie myśli, że to nie pies tylko bestia.
Wkurza mnie najbardziej taki brak wyobrazni. Idzie sobie gość z takim bullem, wie, że on "taki jest" i kompletnie nic w związku z tym nie robi. Ani nie prostuje psa, ani nie zabiera mu możliwości złapania kogoś za gardło. Dla mnie MASAKRA.

Arcana - 8 Wrzesień 2008, 15:31

Foxy nie zazdroszczę przykrego zdarzenia. Ja osobiście mam o wiele większy uraz do ON-ków, bo to one najczęściej są agresorami podczas naszych spacerów. Znam kilka TTB i wszystkie na szczęście są zrównoważone i dobrze ułożone. Moja suka dobrze się z nimi dogaduje, a jeden ostatnio nawet lizał mojego syna po twarzy, tak się cieszył ;) .
an1a - 8 Wrzesień 2008, 15:31

Foxy napisał/a:
Zagapił się, w sensie, że my wyszłyśmy zza rogu. W parku był jeszcze jeden pies - foks, który bawił się z panem kawałek dalej. On myślał, że innych psów nie ma i 'zagapił' się, bo nas nie zauważył :roll:

Jak ma problemy z uwagą, niech założy psu kaganiec, to nie tortury, a bezpieczeństwo :evil:
Agata napisał/a:
Co do tego szczękościsku to nie ma czegoś takiego u psa. Pies który coś trzyma długo w pysku po prostu tego nie chce puścić, a nie, że nie może.

ttb się blokuje, po to ludzie chodzą z klepkami, żeby otworzyć im pyski.

Agata - 8 Wrzesień 2008, 15:36

an1a napisał/a:
ttb się blokuje, po to ludzie chodzą z klepkami, żeby otworzyć im pyski.


A jak się blokuje? Tzn. o mechanizm mi chodzi. W jakimś programie tv ktoś mówił, ze to nieprawda. W innych sytuacjach (tzn. poza gryzieniem "wroga") też się blokuje?

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 15:37

Cytat:
Jak ma problemy z uwagą, niech założy psu kaganiec
Powtórzyłam mu to chyba z 10 razy.
arcana81, za ONkami z kolei moja suka nie przepada, właśnie po zdarzeniu, kiedy miała z 8-11 tygodni i suka onkowa też ją chciała zlikwidować z powierzchni ziemi :?

Gato - 8 Wrzesień 2008, 15:37

Foxy, sorki, ale wina jest też trochę po Twojej stronie. nie dałaś rady odwołać psa, Foksia sama do niego podlazła. nie zmienia to faktu, że bull powinien być w namordniku i żadne tłumaczenie tego nie zmieni. okładanie psa po fakcie też nie.
an1a - 8 Wrzesień 2008, 15:42

Agata napisał/a:
A jak się blokuje? Tzn. o mechanizm mi chodzi. W jakimś programie tv ktoś mówił, ze to nieprawda. W innych sytuacjach (tzn. poza gryzieniem "wroga") też się blokuje?

Mają szczękościsk (duże pobudzenie przy silnym ścisku), zresztą to jest w genach, szczeniak ttb potrafi już wisieć w powietrzu na szmacie.
Jeśli chodzi o inne sytuacje - zawieszają się, najbardziej bullteriery, reszta mniej. Tracą kontakt ze światem, potrafią się przebudzić nawet po kilku godzinach stania jak posąg.
Gato napisał/a:
Foxy, sorki, ale wina jest też trochę po Twojej stronie. nie dałaś rady odwołać psa, Foksia sama do niego podlazła. nie zmienia to faktu, że bull powinien być w namordniku i żadne tłumaczenie tego nie zmieni. okładanie psa po fakcie też nie.

Właśnie kaganiec po to jest, żeby psy w razie takiego spotkania nie zrobiły sobie krzywdy. Od razu można je wtedy od siebie odciągnąć.
Dlatego nie uznaję chodzenia z psem bez smyczy i kagańca. Albo jedno albo drugie.
Mi by chyba psychika padła, jakbym swojego tak wyprowadzała i myślała czy zaraz jakiś pies nie wyskoczy...

Riley S. - 8 Wrzesień 2008, 15:46

Foxy, na pocieszenie: dobrze, że gościu przynajmniej okazał resztki skruchy.
Ja półtora roku mialam podobną sytuację, tyle że bullowaty był na smyczy (kurde ale ciemno było i nic nie widziałam :roll: ). Mój pies podszedł się przywitać (taki szczeniacki odruch jeszcze wtedy miał) a generalnie puściłam go tylko na moment bo się z Vivą splątały. Pogonily się trochę i nie zdążylyśmy z HuSkaCzem odpowiendnio zareagować.
Mój pies kulturka: powoli podszedł, a bullowaty się na niego ciepnął :roll: Przez rok odnawiała mu się ryska na sznupie, którą zrobił napastnik... na szczęście Chester po ataku po prostu odszedł, a ja go złapałam.
Ale facet miał wonty, i pytał się (chamskim tonem) czy nie umiemy psow na smyczy trzymać... akurat nam się wymsnęło, że się wyrwały :roll: Tzn mi bo oczywiście HuSkaCz-prowokatorka odpowiedziała mniej grzecznie "nie" no i facet rzucił nam otwarte groźby, że spuści psa :shock:

Myślałam, że mnie szczyści.
Wtedy akurat najbardziej zależało mi, żeby się od gościa oddalić jak najszybciej ale jak sobie potem o tym myślę...
Przy takich ludziach faktycznie powinien obowiązywać nakaz zakładania psu kagańca i prowadzenia na smyczy :evil: ja rozumiem swój błąd (zresztą później już nie popełniany tfu tfu) ale czemu my - wlaściciele dobrze wychowanych psów i nasze psy musimy cierpieć za tych debili? :evil:

Arcana, u mnie to i ONki i Boksery na widok haszczaków dostają furii..
Mój Chester jako szczeniol był chyba ze cztery razy atakowany przez boksera :roll: Pomimo, że zawsze działo się to na smyczy :shock: I aż się dziwię, że dziś jeszcze potrafi się z bokserami bawić ... i jakoś nie ma uprzedzeń.

A najbardziej wkurza mnie to, że ludzie tłumaczą sobie agresję swoich psów przez texty: "bo on nie lubi huskych" :roll:

renia - 8 Wrzesień 2008, 15:49

Foxy napisał/a:
Renia, ja wiem, że nie psy. Ale takie mam w tej chwili uczucia i nic tego nie zmieni.
Mimo, że osobiście znam dwa wspaniałe bullki, które są ostoją łagodności, walczę z mitami, że TTB to morderca, to w tym momencie myślę tak, jak napisałam i NIC tego nie zmieni.
Foxy , jasne , ja Cie rozumie , ale musiałam napisac to co napisałam tym bardziej ze takie słowa padły z Twoich ust , a mam Cie za nie rasistke a miłosniczke zwierzat . Miałam rozne psy a ostatnim duzym była moja cudowna rottka o ktorych nasłuchałam sie tyle ze głowa boli , ale przyznam ze w nie odpowiedzialnych rekach te bardzo sympatyczne i łagodne z gruntu psy moga stać sie niebezpieczne i nie dlatego ze to krwiozercze bestie , ale po prostu - duzy pies o wielkiej sile . Kadzy moze byc i jest grozny kiedy mu na to pozwolimy . Zareczam wszystkim ze predzej pewnie ugryzł by moj maluch niz moja rottka a to z prostej przyczyny - majac duzego psa wiecej uwagi przykladamy do bezpieczenstwa , wiecej stosujemy ograniczeń itd .. i jest to poniekad normalne , ale czy rzeczywiscie tak jest że mały pies moze wszystko a duzy nie ? czesto z tego powodu stajemy przed faktem - moj mały słodki piesek użarł kogoś a;lbo rzucił sie na innego psa , a przeciez to taka sama słodycz ....i najczesciej to prawda , ale nawet taka mała pchełka bedzie sie broniła kiedy zostanie zaatakowana , czesto jednak nie widzi sie ze"zaczął mój a nie Twój ".Z zasady nie spuszczam psow ze smyczy w publiczych miejscach a duze psy nosiły zawsze kagańce , ktoremiały sciagane w bezpiecznych dla nich i dla innych miejkscach . To jest chyba podstawowa zasada ktorej nalezy przestrzegac wtedy wiele nieszczesc uniknęło by się .tak uważam .
Agata - 8 Wrzesień 2008, 15:58

Riley S. napisał/a:
Mój pies kulturka: powoli podszedł, a bullowaty się na niego ciepnął :roll:


A mój by też nie był zadowolony gdyby jakiś pies do niego kulturalnie podszedł.

Riley S. napisał/a:
ale czemu my - wlaściciele dobrze wychowanych psów i nasze psy musimy cierpieć za tych debili? :evil:


Ej, pisałaś, że to Twój pies sam do niego podszedł. Tamten stał na smyczy, więc nie rozumiem jego niewychowania?

Ja dopóki się nie upewnię, że zbliżające się do nas cztery łapy to nie pies tylko suka i dopóki nie sprawdzę na smyczy ( czyli pod kontrolą) jak psy sobie do gustu przypadły to wolałabym aby żaden pies do nas nie przybiegał.
Bo...jakby taki york czy inny kajtek podbiegający do nas sam dostał od moejgo chociażby pyskiem czy łapą (mój pies zawsze ma kaganiec) i by się mu coś stało to czy byłaby to moja wina? Chyba nie.
Byłam świadkiem jak u weta na dworze pewien Golden chciał się pobawić z Onkiem. Obydwa psy bez kagańca. Golden sprowokował chęcią zabawy. Onkowi się bawić nie chciało i biszkopcikowi się dostało. Oczywiście wszyscy stanęli w obronie goldena wrzeszcząc na właścicielkę Onka czemu pies nie ma kagańca.
Ja się zapytałam dlaczego tamci pozwolili goldenowi podbiec do drugiego psa.

Riley S. - 8 Wrzesień 2008, 16:26

Agata, ale ja napisałam, że wina tkwi ze mnie - chyba tego nie doczytalaś.
Ale ja o tym doskonale wiem.

Jednak u nas panuje wlaśnie ten problem: ludzie chcą za psy załatwiać problemy, a najcześciej sami je prowokują.
Psy się o wiele lepiej dogadają bez naszej pomocy - i bez żadnej interwencji.
Tylko, że ludzie się boją. Mało tego, zbyt mało ludzi zna choć trochę psią psychikę.
Zamiast ułatwiać kontakt, utrudniamy.
Ja np nie widzę w tym nic złego, kiedy mój pies ma ochotę podejść do innego psa.
NIestety, znając większość ludzi z okolicy nie mogę mu na to pozwalać, bo albo ludzie sobie tego nie życzą (nie wiedzieć czemu?) albo psy są nie tak scjocjalizowane i wychowane jak powinny.

Aż mi go żal, bo skoro jest psem... to czemu nie może "pogadać", "skontaktować" się z innym psem? Wiadomo, jak są na smyczach, to jeśli nie przypadną sobie do gustu ma się nad wszystkim kontrolę, ale ludzie z daleka robią sztuczne problemy. I po co?

Czemu za granicą nie ma takiego problemu?
Znajoma opowiadała, że w Niemczech (gdzie wyjeżdża pracować) chodzi ze swoimi mixem bullowato-dobermanowatym, zawsze bez smyczy i kagańca, a tam niezależnie od rasy i wielkości: i ludzie i psy są przyjaźnie nastawieni.
To mentalność ludzi tworzy psie konflikty a nie one same...

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 16:31

Gato napisał/a:
Foksia sama do niego podlazła.

Ja napisał/a:
suka szła z przodu i była już koło niego,zawołałam ją, ale za późno.

Jeśli ma być szczegółowo, to suka szła kawałek przede mną, wyszedł pies zza rogu i hmm.. tak jakby jednocześnie do siebie podeszli.
Facet nie zabrał od razu psa, nie powiedział, że jest agresywny, że sobie nie życzy, więc skąd miałam wiedzieć?
W parku jest tak, że jak sobie nie życzysz innych psów, to idziesz obrzeżami, park jest naprawdę duży i można ominąć psy. Ja ze swoją suką byłam 1,5 godziny na polanie, na samym koncu. A po co? Własnie po to, żeby żaden pies do nas nie podleciał, bo rzucałam jej piłkę.
Poza tym: logiczne jest, że skoro idziesz do parku, w którym są psy, to możesz jakiegoś psa spotkać i jeżeli Twój pies jest agresywny, to zakładasz mu kaganiec, albo w ogóle go nie puszczasz :roll:
Cytat:

Foxy, na pocieszenie: dobrze, że gościu przynajmniej okazał resztki skruchy.

Gdyby tak nie było, to na pewno bym wezwała policję od razu. Skrucha była, ale.. ehh, skoro wie, jakiego ma psa i lezie do parku, gdzie ZAWSZE są psy, no to chyba coś jest nie tak..

Aga - 8 Wrzesień 2008, 16:33

Foxy,współczuję.Pisałam na forum kiedyś też o przypadku kiedy jakieś rottweilerowate g**no swoim cielskiem skoczyło i otworzyło bramę i prosto do mojego.Roki na smyczy,ładnie przy nodze.Był dwa razy taki jak mój,zaczęłam panikować bo nie wiedziałam co robić - pchać rąk nie bo mi się oberwie a zostawić to by mi zagryzł psa.Dopiero po kilku minutach jak usłyszeli psy i mnie piszczącą to ludzie wybiegli ze sklepu,jeden facet zaczął odganiać tamtego psa nawet dostał z buta bo się pchał dalej drugi nas odprowadził do domu,też mi się ręce trzęsły,cała się trzęsłam i w ogóle.Ogółem omijam z psem szerokim łukiem tamto podwórko nie wyobrażam sobie żeby taki pies zaatakował nas gdzieś gdzie nie ma ludzi i nie mogli by nam pomóc ... :nie:
mineralna_ - 8 Wrzesień 2008, 16:47

Aga napisał/a:
kiedy jakieś rottweilerowate g**no swoim cielskiem skoczyło i otworzyło bramę i prosto do mojego.Roki na smyczy,ładnie przy nodze.Był dwa razy taki jak mój,zaczęłam panikować bo nie wiedziałam co robić - pchać rąk nie bo mi się oberwie a zostawić to by mi zagryzł psa.Dopiero po kilku minutach jak usłyszeli psy i mnie piszczącą to ludzie wybiegli ze sklepu,jeden facet zaczął odganiać tamtego psa nawet dostał z buta bo się pchał dalej drugi nas odprowadził do domu,też mi się ręce trzęsły,cała się trzęsłam i w ogóle.


Nie wyobrażam sobie rottka skaczącego na Carmen... To już by chyba był koniec mojego psa...

Aga napisał/a:
cielskiem skoczyło i otworzyło bramę

I nic nie powiedziałaś tym ludziom? Rottek, jeszcze agresywny, i brama, którą może sobie sam otwierać..?.. Brak wyobraźni...

Foxy, dobrze że się nic Foksiczce nie stało ;) Współczuje.... Mam nadzieje że ostro opierniczyłaś tamtego faceta...



Nas kiedyś 'zaatakował' ONkowaty, który uciekł (?) i błąkał się po naszym osiedlu. SM nie potrafiła go złapać, chociaż jeździli za nim, a był to starszy pies :? . Pewnego dnia szłam z suczką i z koleżanką, tamten pies za nami biegł. W końcu nas dokonił, a ze Carmen nie jest "zbyt otwarta" na samców to pokazywała ząbki (nie jest zbyt otwarta na ich wąchanie po... ekhem... :P ). Pies chciał ją pokryć, a że był jakieś pięć razy większy od niej, ona się wystraszyła i pokazała brzuszek a ten du**k stanął jej na nim :? uciekłyśmy do kolportera, jakiś facet go odgonił i wróciłysmy do domu.... wrrrr....

Miałam jeszcze przypadek że bullowata suka (*) mojej koleżanki zaatakowała Niuńkę jak była szczeniakiem. Pogryzienie murowane gdybym Carmci nie "podniosła na smyczy" i odsuwała na boki :?

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 16:51

Cytat:
Mam nadzieje że ostro opierniczyłaś tamtego faceta...
Nie.. Bo co by to dało, że bym się darła na niego? Nic, tylko byśmy się mogli zacząć kłócić.
Dla mnie najważniejsza była suka i to, żeby jechać już do domu, a nie żeby go umoralniać, bo to jego sumienie, czy jego pies zagryzie innego psa / dziecko, czy nie.
Powiedziałam mu z 10 razy, żeby mu kaganiec ubierał, żeby psa nie bił, bo to nie pomoże i że jeśli go spotkam, a pies będzie bez kagańca, to dzwonię na policję.

Gato - 8 Wrzesień 2008, 16:54

Foxy napisał/a:
Jeśli ma być szczegółowo, to suka szła kawałek przede mną, wyszedł pies zza rogu i hmm.. tak jakby jednocześnie do siebie podeszli.

spokojnie, ja się spierać nie zamierzam, bo nie widziałam i czytam tylko relację. nie mam też pretensji, przecież nikt nie jest doskonały i nie przewiduje przyszłości...
Foxy napisał/a:
Facet nie zabrał od razu psa, nie powiedział, że jest agresywny, że sobie nie życzy, więc skąd miałam wiedzieć?

no wiesz - ja na przykład swoją bym od razu zabrała, bo bez względu na to czy ktoś sobie życzy czy nie, ja sobie nie życzę. generalnie wyznaję zasadę, że nie chcę żeby żadne obce psy podchodziły do mojej i odwrotnie.
dobrze, że wszystko się dobrze skończyło i nie nerwuj się już tak :glaszcze:

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 17:01

Cytat:
no wiesz - ja na przykład swoją bym od razu zabrała, bo bez względu na to czy ktoś sobie życzy czy nie, ja sobie nie życzę.
No ja też bym ją zabrała, ale jak już pisałam - w momencie, kiedy zauwazyłam psa, ona już była na jego wysokości, zaczęli się wąchać i on się rzucił, wszystko trwało.. może z 5-10 sekund, nie było kiedy zabrać psa, ja zdążyłam krzyknąć, a on się rzucił.
Cytat:
nie nerwuj się już tak
Nie denerwuję się, tylko mówię jak było :]
Nie należę do właścicieli, którzy pozwalają swojemu psu podchodzić do obcych psów (bo sama nie lubię, jak obce psy podchodzą do nas), chyba, że właściciel nie ma nic przeciwko, a ja wiem, że suka będzie grzeczna.

Stokrotka - 8 Wrzesień 2008, 19:46

Taa .. Przed chwilą wróciłam ze spaceru z Kubusiem . Wkurzyłam się .
Gdy wracaliśmy z torów do domu , to drogę nam zabiegł bokser . Był bez smyczy i bez kagańca . Zjeżył się i podchodził do nas , ale moja mała bestia zaczęła dzielnie szczekac . Jego to nie wzruszyło , pociągnęłam Kubę na smyczy do domu , ale że się ciągle obracał za psem to mu przez przypadek nadepnęłam na łapę . Pies zapiszczał na pół osiedla i wtedy bokser uciekł .
Naprawdę wyglądał groźnie . A właściciela nie było widac nigdzie w pobliżu :?

Margo - 8 Wrzesień 2008, 19:51

Dopiero teraz przeczytałam o całym zajściu Foxy. Najbardziej szkoda mi Foksi :( bo teraz może to doprowadzić do tego,że stanie się bardziej agresywna,ze strachu.
Foxy - 8 Wrzesień 2008, 20:23

Cytat:
teraz może to doprowadzić do tego,że stanie się bardziej agresywna,ze strachu.
Ja nawet nie mówię, jaka byłam wściekła.. :?
Po to ją uczę, nagradzam, pokazuję, że psy są ok, że nic jej nie robią, po to ma np. takie spacerki z Bobusiem czasami, żeby zobaczyć, ze nie wszystkie psy są złe i niedobre, a tu mi się takie coś trafiło.
Idąc do domu spotkalyśmy dwa psy i oba ominęła szerokim łukiem. Co będzie później nie wiem, ale mam nadzieję, że bardziej się jej już psychika nie zawichruje, bo zaczynać wszystko znów od początku... :roll:

Margo - 8 Wrzesień 2008, 20:26

Foxy napisał/a:
Ja nawet nie mówię, jaka byłam wściekła.. :?

nie dziwię Ci się. Ja nie wiem co bym zrobiła temu gościowi w nerwach :? i to tylko utwierdza człowieka w przekonaniu,że pies w kagańcu jest narażony na niebezpieczeństwa i aż odechciewa się go zakładać :evil:

Foxy - 8 Wrzesień 2008, 20:32

Myślałam dużo nad tym, jak rozwiązać problem z kagańcem i.. mimo wszystko uważam, że trzeba zakładać.
Jeśli ja nie będę zakładać, to inni też i do niczego dobrego to nie doprowadzi.
Poza tym: nawet gdyby kagańca nie miała, to i tak by sobie nie poradziła z bullem, bo ją chwycił za gardło i nie miała możliwości żadnego ruchu. No i jeszcze to, że jakby była bez kagańca, a np. próbowałaby się bronić - to jednak jest problem rozdzielić dwa walczące psy, niż jednego, który złapał drugiego.
No i jeszcze to, że.. skoro ktoś jest nieodpowiedzialny, to ja nie mam zamiaru też być. Ja nie chcę odpowiadać za to, że mój pies ugryzł kogoś, pogryzł dziecko, czy, że coś się stało.

Margo - 8 Wrzesień 2008, 20:34

Ja też uważam,że trzeba ale jak się czyta takie historie to człowiek ma wątpliwości :?
renia - 8 Wrzesień 2008, 21:11

Foxy napisał/a:
No i jeszcze to, że.. skoro ktoś jest nieodpowiedzialny, to ja nie mam zamiaru też być. Ja nie chcę odpowiadać za to, że mój pies ugryzł kogoś, pogryzł dziecko, czy, że coś się stało.
:ok2: to jest własnie postawa dojrzałego odpowiedzialnego psiarza :D
Hefe - 8 Wrzesień 2008, 23:44

Foxy... takich historii słyszałam wiele.. dlatego też mam pewne zniechęcenie do psów tej rasy. Znajomej husky też miał szczęście w takim starciu z amstaffem.. ale troszkę mniej.. ten dostał szczękościsku milimetr od krtani... skóra przy szyi pokuta jak druszlak, woda się pod nią zebrała.. kupe problemów.. a babsztyl uciekł ;] bez żadnej konsekwencji..
Dobrze, że u Ciebie się tak skończyło.. ale w takich sytuacjach warto mieć ten cholerny gaz.. znajoma już z niego korzystała, psu nic się nie stało.. tylko troszkę zdziwiony był.. właściciel zdążył dobiec i zabrać psa...

bjossa - 9 Wrzesień 2008, 15:34

cała sytyacja nie wydaje sie przyjemna ale też nie ma co za to obwinaic bulli, jest to rasa przemiła ale nie wybaczająca głupoty właściciela... to nie jest piesek dla każdego, do szpanowania i Bóg wie czego jeszcze... i potem sa takie efekty, szkoda tylko że gdyby to york sie rzucił to nikt by nic nie mówił, ale że to bull....

Mój pies nie znosi innych psów, usilnie dąży do zgładzenia ich z powierzchni ziemi ( a przynajmniej z okolicy)... nie każdego psa atakuje, niektóre omija z pogardą, z innimy sie nawet powącha... jednak jak jakiś pies od niego podbiega to Brutuskowi zdarza sie zachować agresywnie. Ale nigdy nie chodzi bez smyczy i kagańca jednocześnie... 9 no może poza spacerami po plaży gdy jest brzydka pogoda)...

Samo zachowanie faceta który bił swojego psa wskazuje na to, że nie nadaje sie on ani na właściciela bulla ani innej łatwiejszej rasy.

Stokrotka - 9 Wrzesień 2008, 20:15

Po dzisiejszym spacerze jestem mile zaskoczona 8-) nie wiedziałam , że jeszcze istnieją kulturalni właściciele psów ;]
Szłam z małym i podszedł do mnie facet z małym , białym pieskiem . Powiedział mi ' dobry wieczór ' i spytał , czy pieski mogą się przywitac . A że witanie się było w miarę przyjazne , to pieski chwilę się pobawiły . Potem pan powiedział ' dobranoc ' i poszedł w swoją stronę .
Pierwszy raz spotkałam się z taką sytuacją :shock: . Tak to zawsze właściciele zabierali swoje psy .

KW - 9 Wrzesień 2008, 20:19

Ja też nie mam nic przeciwko by inne psy (byle spokojne) witały się z moim, co więcej jestem zadowolona z tego :)
Stokrotka - 9 Wrzesień 2008, 20:20

Ale ja jestem w szoku , że ten pan był taki miły :shock: naprawdę to się rzadko zdarza
bjossa - 9 Wrzesień 2008, 20:25

a ja dzisiaj poszłam z brutuskiem do wbiegu dla psów, najpierw byliśmy sami ale później przyszedł pan z 4 miesiecznym labkiem, i tu sie okazało, że Brutusek woli towarzystwo ludzi nie ż małego czegoś co biega, lata i bije ogonem po oczach :P
Stokrotka - 9 Wrzesień 2008, 20:31

A Kubuś to nie lubi zbytnio niektórych samców . Na paru to aż się rzuca :? i próbuję go tego oduczyc .
I bardzo ludzi nie lubi . Nie lubi kiedy ktoś obcy chce go pogłaskac , albo w ogóle podchodzi . Dzisiaj na spacerze podeszła do nas dziewczyna , lat może 17 i coś gadac do niego zaczęła to pies podkulił ogon i troszeczkę nim merdał i chciał podejśc , ale jednak się jakby bał

Margo - 10 Wrzesień 2008, 14:48

Ja przed chwilą wracam z psem w parku. Dostałam telefon,odbieram przy czym cały czas idę. Nagle widzę kobietkę,2 małolaty i dziewuszka z 1,5 roku. Ja patrzę,a ta mała zdejmuje gacie i sika na chodnik,a one mają z tego ubaw :roll: do tego ta mała wyciąga łapy do Sokratesa,tamten się wymiguje obijając kagańcem o mnie+ do tego ja rozmawiająca przez fon :?
Foxy - 10 Wrzesień 2008, 18:37

mArGoSiA, trzeba bylo wyłączyć i powiedzieć, że oddzwonisz :]
Margo - 10 Wrzesień 2008, 19:19

Foxy ale ta rozmowa była już na etapie: "Ok do zobaczenia etc..."
a poza tym to wszystko stało się tak szybko ;)

Agata - 10 Wrzesień 2008, 20:15

A ja jak dzisiaj wracałam ze szkolenia to poszłam na kolejkę. Musiałam podbiec trochę i w tym czasie telefon mi wypadł i się wysypał. Część na peronie, a część na torach. Jeden chłopak też sobie biegł i krzyczał, żebym szybko zbierała, bo on mi pociąg trzyma- to jak skoka na tory zrobiłam po baterie. Pies głupek oczywiście też skoczył. Potem już za bardzo nie mógł wskoczyć z powrotem ale jakoś się udało. Chłopak stał jedną nogą w pociągu a jedną na peronie :D Wbiegłam do tej kolejki, siadam i patrze, że nie mam baterii. Musiałam ją zostawić na peronie jak się wspinałam z powrotem z tej dziury :D Byłam wściekła, ale na szczeście bateria ze starego telefonu działa :)
Cayenne - 11 Wrzesień 2008, 11:50

Ogólnie, u mnie to jest tak, że jak wychodzę na spacer ze swoim dogiem niemieckim, który ma dopiero 3,5 miesiąca, ludzie obchodzą nas szerokim łukiem widząc śliniącego się (nie, nie ze złości :) ), dużego psa, który biegnie w ich kierunku (oczywiście, żeby się pobawić :) ). Niektórzy podchodzą do niego, pytają się czy gryzie i... ile ma lat ;) Kiedy odpowiem, że jest jeszcze szczeniakiem, nie mogą uwierzyć. No cóż.. pies rasy ogromnej ;)
Niedawno, Wader zmęczył się i wyłożył na trawie koło chodnika. Musiałam go stamtąd siłą wyciągać ]:-> 30 kg niestety nie łatwo jest podnieść dziewczynie ważącej niewiele więcej ;) Ogólnie mój 'maluszek' chodzi sobie na smyczy grzeczniutko, gorzej już jest jak ćwiczymy bieganie (prezentowanie podczas wystawy w biegu). W środku galopu, potrafi się zatrzymać przed moimi nogami. Niestety taki upadek zazwyczaj wesoło się nie kończy ;d

Foxy - 11 Wrzesień 2008, 13:58

Cytat:
ludzie obchodzą nas szerokim łukiem widząc śliniącego się (nie, nie ze złości :) )
Jasne, że nie ze złości, bo on pewnie wściekły jest i dlatego się ślini! :P
Aga - 11 Wrzesień 2008, 14:06

Cytat:
który biegnie w ich kierunku (oczywiście, żeby się pobawić :) )

nie mniej niektórzy mogą sobie nie życzyć by żaden pies do niego nie biegł,nawet bawiąc się.
My mieliśmy taką sytuację jak Roki był mały teraz po prostu jak ktoś idzie on już wzrokiem spogląda co by tu wymodzić by być w centrum uwagi po prostu odwołuję go i uciekam w drugą stronę,nie pozwalam by podbiegał do ludzi czy może uślinić czy skoczyć i pobrudzić.Ja np. nie mam nic przeciwko ale inni mogą być na takie coś uczuleni(w sensie nie dotykaj bo pobrudzisz)
No ale to tyle ode mnie :P

Ogólnie to u nas jakoś jest okres cieczkowania i nie tylko mój pies nawiewa do suczek ja staram sie to złagodzić by być dla psa kimś lepszym niż suczka,nawiewał przy każdej dobrej okazji - udaje że sika no to ok chwila nieuwagi a psa nie ma,wraca na drugi dzień głodny co kiedyś mogło by się źle skończyć zaopatrzyliśmy się w zakładzie mięsnym o parówki zrobione dla psa bez dodatków pieprzu i innych przypraw ,które Roki dostaje przy każdym spojrzeniu na mnie i jak do mnie podejdzie :)

Foxy - 11 Wrzesień 2008, 14:08

Aga, ja się nie chcę czepiać, ale taki ładny wywód zrobiłaś koleżance, i przedstawiłaś,jak to Ty zawsze zabierasz swojego psa, a całkiem niedawno była właśnie mowa o puszczaniu/nie puszczaniu Twojego psa przy ludziach.
Ale ok, bo zaraz będzie, że dyskryminuję młodszych :P
EOT.

Aga - 11 Wrzesień 2008, 14:15

Owszem pamiętam że to nawet Ty mi pisałaś coś podobnego,mieliśmy sytuację gdzie po prostu powiedziano mi że psa mam zabrać i staram się unikać takich sytuacji.Ludzie omijają łukiem czyli nie chcą się z psem zetknąć proste ;]
Zanim dojdę z psem na łąki idzie na smyczy przez kawałek osiedla gdzie czasem ktoś idzie(czy ze szkoły czy z pracy) jak widzę to psa wołam bo potem będzie problem i będzie myślał że do każdego można mu podejść.. ale nie ważne ;]

Hefe - 11 Wrzesień 2008, 14:23

ja dzisiaj poszłam z mamą i Anuką do centrum ;] i nagle się mega rozpadało... fakt, gdyby była ładna pogoda albo miałybyśmy kaptury/parasol to poszłybyśmy na piechotę... ale wsiadłyśmy do autobusu... No i słyszę za sobą jak jedna baba drze się na drugą bo na nią wpadła a ta, że nie wchodziła bo nie chciała zdeptać psa ;] mimo, że Anukę miałam przed sobą.. i nie było możliwości aby jej coś zrobić.. ale nie w tym sęk.. Ta jedna, która miała pretensje, że tamta nie wsiada.. na cały autobus ironicznie.. "Bo z psem to na spacer się powinno iść a nie autobusem wozić... kto to widział psa w autobusie" mi ciśnienie się podniosło.. i oczywiście zaczęłam snuć moje wywody.. a ona, że to był tylko żart.. to ja, że ma fantastyczne poczucie humoru.. za co zostałam osądzona o brak ów poczucia humoru... i oczywiście nie obeszło się bez "biedni staruszkowie" ...wrrr... mam dość takich ludzi..
Cayenne - 11 Wrzesień 2008, 14:54

Aga napisał/a:
Owszem pamiętam że to nawet Ty mi pisałaś coś podobnego,mieliśmy sytuację gdzie po prostu powiedziano mi że psa mam zabrać i staram się unikać takich sytuacji.Ludzie omijają łukiem czyli nie chcą się z psem zetknąć proste ;]
Zanim dojdę z psem na łąki idzie na smyczy przez kawałek osiedla gdzie czasem ktoś idzie(czy ze szkoły czy z pracy) jak widzę to psa wołam bo potem będzie problem i będzie myślał że do każdego można mu podejść.. ale nie ważne ;]


No tak, ludzie wprost nienawidzą mojego psa mówiąc 'jaki sliczny piesek, ale nie podejdę do Ciebie, bo się trochę Ciebie boję'. :) Dopiero kiedy zapewniam, że może tylko pobrudzić i obślinić, ludzie zmniejszają odległość. Mówiąc 'biegnie do nich' miałam na myśli, że rwie się do nich (ze smyczy). Nigdy nawet mi do głowy nie przyszło, że tak dużego i wyglądającego na 'groźnego' psa mogę wypuścić 'wolno', bez smyczy, ot tak. Pies zawsze jest przy nodze na spacerze, bo myślę, że pies przede wszystkim powinien być posłuszny właścicielowi. Bo jak za jakiś rok, ten 'cielak' będzie ważył 75 kg, to już niestety latać za nim to ja nie będę (w sensie uganiać się) :) Poprostu się nie zrozumialyśmy ;) Następnym razem będę pisać 'czytelniej'.

Foxy,
Hehe, u niego ślina to bardziej gluty, niż piana, więc wściekliznę wykluczam ]:->

Aga - 11 Wrzesień 2008, 15:02

Cayenne może ja źle zrozumiałam ale już rozumiem ,o :mrgreen:
maris - 11 Wrzesień 2008, 17:14

Hefe, wlasnie mi przypomnialas, dlaczego nie lubie MPK :/ Tyle, ze ja juz sie nauczylam, ze nie mozna z idiotami wdawac sie w dyskusje. Ja mam to szczescie, ze natura obdarzyla mnie umiejetnoscia wykorzystywania ostrego tonu pt. "sprzeciw moze
kosztowac cie zycie" i spojrzeniem o atmosferze arktyki. W MPK umiejetnosci bardzo przydatne :lol:

Mnie z kolei ostatnio wkurzyla rowerzystka. Generalnie wkurzaja mnie ci rowerzysci chodnikowi pojawiajacy sie znikad, rozpedzeni i jeszcze majacy pretensje do calego swiata, ze im w podskokach sprzed kol nie uskakuje :pifpaf:. Ta ktora chciala nas rozjechac, to jeszcze stanela i nie omieszkala na mnie rozdziawic swej wulgarnej paszczy. Rozbawila mnie ta frustracja, a jeszcze lepiej ubawilam sie, jak przerwalam jej i stwierdzilam z politowaniem i usmiechem od ucha do ucha "taaaa, ja tez pani milego dnia zycze". Zagotowal sie babiszon koszmarnie, a ja mialam satysfakcje :twisted: . (Wiem zlosliwa jestem, ale co sobie bede zalowac)

Natalie - 11 Wrzesień 2008, 20:05

maris napisał/a:
Generalnie wkurzaja mnie ci rowerzysci chodnikowi pojawiajacy sie znikad, rozpedzeni i jeszcze majacy pretensje do calego swiata, ze im w podskokach sprzed kol nie uskakuje :pifpaf: . Ta ktora chciala nas rozjechac, to jeszcze stanela i nie omieszkala na mnie rozdziawic swej wulgarnej paszczy.


W momencie kiedy nie ma ścieżki rowerowej, to owszem, rowerzysta ma prawo korzystać z chodnika dla pieszych, jednak zgodnie z prawem w takich momentach pierwszeństwo ma ZAWSZE pieszy. A w sytuacjach takich jak opisałaś powyżej (bądź też jak ma się zły dzień i ma się ochotę zrobić komuś nazłość :P ) można nawet zadzwonić na straż miejską. Fakt, faktem, że najczęściej drogi, upierdliwy rowerzysta zdąży już się znacznie oddalić do momentu przyjazdu straży i ślad po nim zaginie, jednak zawsze mają obowiązek przyjechać za wezwaniem. W każdym razie tak przedstawia się owa sprawa w świetle prawa :]

an1a - 12 Wrzesień 2008, 08:18

To ja powiem z innej strony.... Nawet jak jakiś zamulony pieszy wejdzie mi prosto pod koła na ścieżce rowerowej, będzie ZAWSZE moja wina :evil: Już słyszałam głupie komentarze ludzi idących po ścieżce, że rowerem to na ulicę, od kierowców, że na chodnik :evil:
Nie będę cytować co wtedy odpowiadam, albo jak zjechałam kobietę, która stała po jednej stronie chodnika, a jej jamnik łaził po drugiej stronie na trawie. W ostatnim momencie zauważyłam, że baba trzyma smycz w ręku, cienkiej linki nie było widać...
Psem (na szczęście) tylko szarpnęło, a ja o 8 rano wyprodukowałam się na kobietę, która była w takim szoku, że nie wiedziała co powiedzieć.

Zorlis - 12 Wrzesień 2008, 10:20

A Tobie się nic nie stało? :|

Niedawno wracałam z Arisem z dłuższego spaceru przez miasto; wieczór, dzień tygodnia i pora taka, że deptakiem szło pełno ludzi, i jedzie właśnie taki **** jakby mu się zad palił, przejeżdza między ludźmi, ale serducho mi stanęło, kiedy zobaczyłam, że kawałek przed nim pojawił się kot :| Koleś oczywiście nie miał czasu wyhamować, i kot przesmyknął mu pod przednim kołem - chyba tylko ogon ucierpiał...
Szczerze miałam ochotę polecieć za gościem i go sprać...

KW - 12 Wrzesień 2008, 10:34

O rowerzystach to w ogóle można by dużo napisać, oczywiście nie o wszystkich ale jednak niestety o dość sporej większości...
Kiedyś byłam na spacerze w parku z moim psem, idziemy sobie spokojnie spacerkiem a tu nagle zza zakrętu wyjeżdża baba i pędzi jakby co najmniej tyłek jej się palił, ja się wystraszyłam i uskoczyłam na skraj drogi, w tym samym czasie w odwrotną stronę jechał gościu też na rowerze a babka skręciła na trawnik by go wyminąć (niestety on tez wpadł na taki pomysł), straciła panowanie nad rowerem i łup w gościa. Ja stoję jakbym film w zwolnionym tempie oglądała, ona wstaje i do mnie z mordą ( :shock: ) wkurzyłam się i jej nagadałam (a to mi się rzadko zdarza). Zamiast przeprosić gościa i zapytać czy mu nic nie jest to ta od razu jak katarynka..... Ciekawe czy jak by jechała samochodem po ulicy z nadmierną prędkością i spowodowała wypadek to też by się wyżyła na przypadkowej osobie...

an1a - 12 Wrzesień 2008, 11:10

Zorlis napisał/a:
A Tobie się nic nie stało? :|

Nie, hamowałam tylko tylnym i dzięki temu nie wypadłam przez kierownicę, jak to miało miejsce, jak mamusia dzieciaka nie upilnowała i wbiegł mi pod same koła. Wtedy nie miałam wyboru - dwa na raz i kilka metrów lotu.

Sama hamuję wariatów na rowerach, włosy ana głowie się jeżą, jak jadą slalomem po chodniku w ogóle nie zwalniając :?

Częściej spotykam się z chamstwem przechodniów niż rowerzystów. Kiedyś jak wracałam z pracy - jechałam mostem, pusto, szła z naprzeciwka panna z kolesiem. On się przesunął, panna chamsko prosto na mnie, a ja już jechałam przy samej krawędzi chodnika. Na ulicę pod prąd nie miałam zamiaru zjeżdżać, a panna nawet nie pomyślała co by było z jej wnętrznościami po spotkaniu z rogiem na kierownicy. Uciekła w ostatnim momencie. Myślę, że mam sporo szczęścia, że jeszcze nie wylądowałam w szpitalu, codziennie "coś" :P

Riley S. - 15 Wrzesień 2008, 16:54

Jakby wszędzie były ścieżki rowerowe to by nie było problemu.

Ja szczerze jeżdżę głównie w lasach, a jak już w mieście to na chodniku - ludziom łatwiej się usunąć przed kołem troszkę na bok niż samochodom zmienić (np spowolnić) ruch na ulicy :roll:

I też przyznaję, że jako rowerzysta i spacerowicz częściej spotykam się z hamstwem przechodniów niż rowerzystów... już nie mówiąc o kolarzach bo ci to pełna kultura zawsze i wszędzie.

maris - 15 Wrzesień 2008, 20:31

Riley S. napisał/a:
częściej spotykam się z hamstwem przechodniów niż rowerzystów

to z Was szczesciarze. Wroclaw okrzyknieto jakis czas temu 'miastem rowerow' i faktycznie to raczej ironiczny zart, bo gdzie sie nie ruszysz to jakis rozpedzony baran na dwoch kolkach. Zeby byla jasnosc - sama jezdze na rowerze, nie mam nic przeciwko rowerzystom nawet na chodnikach - ale zgodnie z jakimis zasadami, chocby kultury!? Bo co innego rowerzysta a co innego rozpedzony pochlast - a tych drugich niestety wiecej..... :(

Arcana - 15 Wrzesień 2008, 20:37

W mojej dzielnicy są ścieżki rowerowe zarówno na terenach leśnych, jak i wzdłuż głównej drogi. No i co z tego - rowerzyści i tak jeżdżą gdzie im się podoba, najczęściej po ulicy (co mnie akurat mniej przeszkadza) ale i po prostu chodnikiem. Już nieraz miałam sytuację, że mi jakiś rowerzysta mało dziecka albo psa nie przejechał. A jak idę sobie chodnikiem i mija nas jakiś rowerzysta również na tym samym chodniku, to zawsze staram się mu "zatarasować" drogę i zwrócić uwagę, że po drugiej stronie ulicy ma ścieżkę rowerową. :roll:
Steasi - 20 Wrzesień 2008, 10:44

To ja Wam opowiem jakiej sytuacji byłam świadkiem. Wracam sobie w czwartek ze szkoły i stanęłam przy światłach i czekam na ich zmianę. Po drugiej stronie ulicy obserwuje: idzie sobie jakaś młoda dziewczyna z goldenem, z naprzeciwka jakiś pan w podeszłym wieku z mieszańcem o wzroście tak do kolana i nie wiadomo skąd wyłania się staruszka z psiakiem w typie pinczera miniaturowego.Ten jej psiaczek taki szczęśliwy, bo inne pieski idą i dawaj do nich się bawić(było widać, że miał bardzo zabawowe podejście- to chyba był nawet szczeniak:D). A ta baba jak szarpnęła ta psinę, to aż się przewróciła.Tak mi się szkoda zrobiło.Ale maleństwo dalej do psów.I wiecie co zrobiła ta staruszka??za smycz sobie pieska wciągnęła na ramie.Przez jakieś 2 sekundy pies wisiał na smyczy.I ten przeraźliwy pisk jaki z siebie wydawał... naprawdę okropne :grozi: :grozi:
Aż bolało od patrzenia :maczuga: :rozga: :evil:
Dodam jeszcze, że ten mieszaniec podszedł do goldena, powąchały się i widać leżało im swoje towarzystwo.Dziewczyna nawet pogłaskała siwego kundelka na co on odpowiedział radosnym merdaniem.Sądzę, że jeżeli to maleńtwo podeszłoby do nich nie stałaby mu się krzywda...
oby takich sytuacji jak najmniej

Arcana - 20 Wrzesień 2008, 11:02

Zawsze uważałam, że niepozorne staruszki to najbardziej sadystyczna grupa społeczna :P
Steasi - 20 Wrzesień 2008, 11:12

Im się na da nic przetłumaczyć, bo 'one na tym świecie dłużej są i nie będzie im jakiś dzieciak mówić co mają robić'... Jak ktoś się psem nie potrafi zająć to lepiej niech go w ogóle nie ma.Będzie to z korzyścią dla zwierzaka.. :roll:
Arcana - 20 Wrzesień 2008, 11:13

Steasi napisał/a:
Jak ktoś się psem nie potrafi zająć to lepiej niech go w ogóle nie ma

Problem w tym, że tacy ludzie sądzą, że wiedzą najlepiej jak się psem zajmować...

Steasi - 20 Wrzesień 2008, 11:23

Ahh... tu u mnie na wsi to wszystko było tak fajnie(przynajmniej w okolicy gdzie ja mieszkam).Każdy zajmuje się psiakiem.Mój sąsiad z psami to nawet wchodzi w dialogi trwające godziny ;) a one siedzą i słuchają.Słodko to wygląda.Takie zapatrzone....
Tak było, póki się nie sprowadziła rozkapryszona dziewczynka ze swoja mamą.Arnika chce to to mama jej kupuje.Takim sposobem dzieciak miał już (ma z 9 lat) rybki, żabę, ropuchę, jaszczurkę jakąś egzotyczną, 2 fretki, kota, coś w typie jamnika,3 papugi, świnkę morską i teraz ma sunie Fionę w typie haskacza i ONka.Dodam, że wszystkie zwierzęta(prócz jamniora) zamęczyła...Bo Koleś dostał się jakimś cudem do dziadka i żyję.Nawet mój kot który widząc pierwszy raz mojego chłopaka zaczął się do niego łasić, jak widzi to dziecko to ucieka jak najdalej i nie ma jej z pół dnia..Ona też nie powinna mieć zwierząt.A mamusia jej kupuje...ahh.. z tego co wiem to teraz w planach jest DONek..biedny pies...biedne zwierzaki [*] :dead: [*]

Gato - 21 Wrzesień 2008, 17:25

a może babiczka po prostu nie chciała, żeby jej pies się obwąchiwał z innymi? i teraz pytanie - co w tym złego? może wcale nie szarpnęła go tak mocno, tylko pies po prostu tak stanął, że stracił równowagę i dlatego się wywrócił?
nie bronię babci, nie widziałam sytuacji, ale wcale nie spieszyłabym się tak z oceną, jasne - podciąganie pieska na smyczy to jakaś dziwaczna metoda 'brania na ręce' i z tym się nie zgadzam, ale poza tym nie robiłabym z babci demona.

a Vega dziś była w restauracji :mrgreen: . i wszystko było elegancko, położyła się koło mnie i sobie obserwowała, a jacyś państwo obok wymownym szeptem narzekali, że jak to tak może być, że pies w lokalu.

Arcana - 21 Wrzesień 2008, 17:57

Gato napisał/a:
a Vega dziś była w restauracji

Restauracja tolerująca psy? Gdzie na taką trafiłaś? My mamy zawsze straszny problem, bo nasza suka jest globtroterką i staramy się ją zabierać gdziekolwiek jedziemy. Ale właśnie jest problem jak np. chcemy coś zjeść po drodze... Ja psa nigdy w aucie samego nie zostawiam, więc albo rezygnuję z posiłku, wybieramy np. McDrive albo szukamy restauracji, gdzie można z psem usiąść na dworze. Raz na Słowacji spotkaliśmy się z sytuacją, że pozwolono nam usiąść z psem w takim kąciku przy drzwiach, ale to chyba dlatego, że kompletnie nie było ruchu.

Steasi - 22 Wrzesień 2008, 07:20

Gato napisał/a:
a może babiczka po prostu nie chciała, żeby jej pies się obwąchiwał z innymi? i teraz pytanie - co w tym złego?

Nie wiem czy chciała czy nie, ale mając psa nie powinna ograniczać mu takich kontaktów. Gdybym ja miała takie sposobności do socjalizacji psa to napewno bym je wykorzystała.

Gato napisał/a:
może wcale nie szarpnęła go tak mocno,

Wierz mi Gato szarpnęła...Ten pies aż się przeciągnąl po chodniku..

Foxy - 22 Wrzesień 2008, 08:15

Cytat:
mając psa nie powinna ograniczać mu takich kontaktów
Nie każdy przypadkowo spotkany pies jest dobrym materiałem na socjalizację. Jeśli pies był szczeniakiem: nie wiadomo, czy psy nie są chore.
Jeśli był dorosły - dorosłemu psu zbędne są kontakty z psami na zasadzie witania się z kompletnie obcymi psami.

KW - 22 Wrzesień 2008, 09:48

To ja mam za to bardzo miłe doświadczenia z wchodzeniem z psem do wszelkiego rodzaju knajpek czy restauracji :) Oczywiście nie wszystkie, ale znakomita już większość nie ma nic przeciwko. Teraz przykładowo 3 dni spędziliśmy w Czechach, Kokolinek był zabierany na śniadania do hotelowej restauracji a wieczorkiem szliśmy razem na kolację do restauracji podzamkowej gdzie interes się chyba bardzo dobrze kręcił, sądząc po ruchu :) Właściciel sam jak się okazało ma młodego niufka i nie tylko ja przychodziłam tam z psem :)
W Krakowie też mamy kilka już sprawdzonych miejsc gdzie możemy zawitać z "futerkiem" i nikt się nie będzie krzywił :) A kiedy jeździmy w góry to tylko ze dwie restauracje na Krupówkach nie wpuszczają psów, tak to nikt nie ma nic przeciwko. Konkurencja jak widać robi swoje ;)

Foxy - 22 Wrzesień 2008, 10:07

KW, załóż wątek 'lokale, gdzie można wejść z psem' i tam napisz konkretne adresy i nazwy ;)
Arcana i inni: jak macie jakieś sprawdzone lokale, to myślę, że fajnie by było stworzyć taką listę ;)

Steasi - 23 Wrzesień 2008, 19:44

Foxy napisał/a:
Nie każdy przypadkowo spotkany pies jest dobrym materiałem na socjalizację. Jeśli pies był szczeniakiem: nie wiadomo, czy psy nie są chore.
Jeśli był dorosły - dorosłemu psu zbędne są kontakty z psami na zasadzie witania się z kompletnie obcymi psami.

Może i tak.Ale ja bym psu na pewno nie ograniczała, bo widzę po swoim co się dzieję jak pies ma za mało kontaktów z innymi psami...totalna agresja :( Ale powoli zaczynam to nadrabiać ;)

Foxy - 23 Wrzesień 2008, 19:55

Cytat:
ja bym psu na pewno nie ograniczała
Ale nie każdy właściciel drugiego psa chce, zeby inny właściciel socjalizował swojego psa właśnie z jego psem.. Zawsze trzeba myśleć o tej drugiej stronie..

A ja opowiem dla odmiany o miłym wrażeniu ;)

Wczoraj poszłyśmy z suką poćwiczyć na boisko, suka na lince 10metrowej, piłeczka w ruch i ćwiczymy. Trochę padało, ale co tam :P

I za ogrodzeniem stał pan z małym kundelkiem i przez jakieś 10 minut się nam przyglądał, po czym wszedł na boisko i podszedł kawałek (ale nie bezpośrednio do nas, tylko kawałek dalej) i sobie stanał. Piesek zaczął piszczeć, widać było, że chce do mojej suki (albo do piłeczki :P ), ale pan stoi. My sobie ćwiczymy, suka się ogląda co jakiś czas, ale się nie rozprasza, więc nic nie mówię.
Po chwili pan pyta: Można podejść?
Na co ja, że niestety nie, bo pracujemy i suka na pewno by się z psem nie bawiła, tylko zmiotłaby go z powierzchni ziemi :mrgreen:
Na co pan powiedział, że w porządku, rozumie. Potem pogadaliśmy jeszcze trochę na odległość, bo mówi, że moja suka super pracuje, bardzo dobrze wykonuje komendy i czy ćwiczymy dla siebie, czy na jakieś zawody :mrgreen:

I to mi się bardzo podobało: pan grzecznie zapytał, czy można, a nie radośnie puścił swojego pieska 'zeby sie pobawił'.
Swoja drogą dobrze, że to zrobił, bo mając piłkę i pracując suka zmiotlaby go z powierzchni ziemi :mrgreen:

Steasi - 23 Wrzesień 2008, 20:07

Steasi napisał/a:
Może i tak.

Tu przyznałam Ci rację, a tu:
Steasi napisał/a:
Ale ja bym psu na pewno nie ograniczała

Stwierdziłam, że ja SWOJEMU psu kontaktów ograniczać nie będę ;)

A propos reszty Twojego postu.Jednak kulturalni ludzie też się zdarzają :D

Foxy - 23 Wrzesień 2008, 20:13

Cytat:
Stwierdziłam, że ja SWOJEMU psu kontaktów ograniczać nie będę ;)
Chyba nie zrozumiałaś o co mi chodzi ;)
A ja napisałam, że nie każdy właściciel chce, żebyś swojego psa socjalizowała właśnie z JEGO psem :]

Magda - 24 Wrzesień 2008, 13:34

Hej.
Od jakiegoś czasu przeglądam forum, ale dopiero dziś zdecydowałam się dołączyć do grona Forumowiczów
Od 12 dni mam 11 tygodniowa goldenkę. Wydawało mi się że to dosyć popularna rasa, a mimo to często słyszę "... ooo, jaki piękny podhalańczyk..." :shock:
Ale to już pomijam.
Według zaleceń hodowcy na razie unikamy kontaktu z innymi psami, dopóki mała nie będzie miała wszystkich szczepień (a zostało jeszcze jedno). Spotykam się z dziwnymi reakcjami ludzi. Jedni mówią "..proszę się nie bać, mój jest zdrowy" albo "pani się nie boi - może mój nie zje pani pieska" :roll: Czasami się zastanawiam, czy przypadkiem to ja nie ześwirowałam i może jestem nadopiekuńcza :P . Ale z drugiej strony po co ryzykować. Też mieliście takie problemy, czy tylko na moim osiedlu mieszkają tacy dziwni ludzie?

Margo - 24 Wrzesień 2008, 13:37

Magda napisał/a:
Spotykam się z dziwnymi reakcjami ludzi. Jedni mówią "..proszę się nie bać, mój jest zdrowy" albo "pani się nie boi - może mój nie zje pani pieska" :roll:

Też mi się to zdarza,ale masz prawo nie chcieć na kontakt Twojego psa z innym ;) mimo wszystko musisz pamiętać o odpowiedniej socjalizacji swojego pieska.

PS witam na forum :)

Foxy - 24 Wrzesień 2008, 13:44

Magda, nie ześwirowałaś, wszędzie są tacy :P
A to, że mówią, że 'ich piesek jest zdrowy' to niestety o niczym nie świadczy. Są choroby nie ujawniające się na pierwszy rzut oka, są bakterie w organizmie, ktorych przecież nie widać..
Na malucha lepiej dmuchać, niż potem pluć sobie w brodę, bo np. ma nosówkę.
Lepiej mu ograniczać kontakt z psami, ew. pozwolić mu się bawić w domu, z jakimś zaufanym psem - szczepiony, zdrowy, badany regularnie przez weta (żeby nie miał zaniedbanej socjalizacji).

Witam ;)

Nicka - 24 Wrzesień 2008, 17:46

Ja mam trochę inne zdanie. Nosówka to wirus, który właściciel może przynieść na butach do domu i wtedy kwarantanne diabli wzięli. Nie mówię, żeby bawił się z każdym napotkanym psem, ale właśnie jakimś znajomym. I trzeba pamiętać, że socjalizacja nie dotyczy tylko psów, ale i ludzi, miejsc itp.....
Misia - 24 Wrzesień 2008, 18:26

Wiecie, my wyprowadzaliśmy Gabi przed zakończeniem kwarantanny... Tylko do "ogródka" przed blokiem, gdzie psy raczej nie wchodzą. A jednak, kiedy Gabi złapała jakiś wirus (właściwie nic groźnego) wpadliśmy w panikę: pies ma nosówkę, parwowirozę i wszystko inne. Weterynarz potwierdzał obawy i skierował nas na badania. Specjalista, który badania robił, zdziwił się. Powiedział, że na oko pies jest całkowicie zdrowy. Badania oczywiście zrobił. Oczywiście, pies był zdrowy. Ale najedliśmy się strachu.

Naprawdę, lepiej zostawić psa w domu na czas kwarantanny (ew. spacerki na rękach) - dla własnego spokoju.

KW - 24 Wrzesień 2008, 18:30

Jak myśmy przechodzili kwarantannę to wychodziliśmy na siku i kupkę ale wtedy były temperatury poniżej zera i bielutki śnieg więc wet pozwolił. Jak bywamy z wizytą u kogoś kto ma małe szczeniaczki to buty obowiązkowo są chowane do szafki tak by maluchy nie mogły się do nich dobrać. Ja tam wolę chuchać na zimne w takiej sytuacji, tym bardziej, że okres kwarantanny nie jest taki długi by tego nie przetrzymać.
Stokrotka - 24 Wrzesień 2008, 19:25

wróciłam właśnie ze spaceru z Kubą i nie mogę zrozumiec jacy ludzie mogą byc niepoważni .. poszłam z moim chłopakiem i psem do garażu żeby chłopak zostawił kask . Właśnie wychodziliśmy i szedł facet z bloku na przeciwko ze swoim psem . Takie to małe czarne i z tego co słyszałam , to się rzuca od razu do gardła . Nawet nie wiem co to za rasa . I idzie ten za przeproszeniem idiota a jego sucz bez smyczy . Zbliża się do Kubowego , on ją woła a ona zero reakcji . Rzuca się do Kuby , pies piszczy , wyje , ja nie wiem co robic , bo pies na łańcuszku zaciskowym , a ja nie mogę ciężkich rzeczy nosic , więc psa bym nie podniosła . Całe szczęście , że mój chłopak wziął Kubusia na ręce , bo myślałam , że ona już go zagryzie . I żeby nie było , że ja nic nie próbowałam zrobic . Próbowałam małego odciągnąc a tamtą odkopnąc , ale tak się uwiesiła go że nie dałam rady . A facet jeszcze do nas z oburzeniem , że psa trzeba było na smyczy do góry , to ja mu mówie , że on ma łańcuszek zaciskowy . On nic nie próbował zrobic , tylko wołał psa a ona i tak go miała w dupie :roll:
To jak to taki groźny pies to czemu był bez smyczy i kagańca.?
Jeszcze teraz ręce mi się trzęsą ..

KW - 24 Wrzesień 2008, 19:34

Stokrotka, są ludzie i ludzie, niestety.
Ja sobie akurat przypomniałam jeden z pierwszych moich spacerków z Onusiem (*) Pewnie większość osób wie jak wygląda dwu i półmiesięczny szczeniaczek bobtailowy- kłębuszek stworzony z śnieżnobiałej połówki i drugiej czarnej- ogólnie to pocieszne i miłe dla oka stworzonko. No i spaceruję sobie spokojnie, pies na smyczy i po trawce spaceruje, coś tam wącha a ja idę chodnikiem. W pewnym momencie mija nas favet w wieku średnim w garniaku i z aktówką i do mnie z krzykiem czemu ten pies nie jest w KAGAÑCU i na pewno AGRESYWNY. To był jeden z momentów w którym zabrakło mi języka w gębie :P Zbaraniałam :P

Stokrotka - 24 Wrzesień 2008, 19:50

no ale żeby nawrzeszczał , że Kuba bez kagańca ..
To chyba jest logiczne , że pies agresywny to pies na smyczy albo chociaż w kagańcu .
Wiem , jestem przewrażliwiona , ale jak pomyśle , że to coś mogło mi psa zagryśc ..

KW - 24 Wrzesień 2008, 19:57

Cytat:
To chyba jest logiczne , że pies agresywny to pies na smyczy albo chociaż w kagańcu .

Wiem, Ty to wiesz i ja to wiem, że tak powinno być ale niestety nie wszyscy tyle rozumu mają ;) Kiedyś, gdzieś przeczytałam, że właściciel który ma dobrze wychowanego psa powinien usunąć się z drogi gdy z naprzeciwka idzie pies agresywny.... No cóż, za złe zachowanie nagroda?

Stokrotka - 24 Wrzesień 2008, 20:16

Ale my właśnie z garażu wychodziliśmy , nawet jej nie zauważyliśmy ..
Pies potem przestraszony chodził ..

maris - 24 Wrzesień 2008, 20:27

Stokrotka, dlatego niestety warto zaopatrzyc sie np w gaz pieprzowy i nauczyc sie go obslugiwac i reagowac jak najpredzej. W sumie szkoda, ze przez glupote wlasciciela cierpi jego pies, ale z dwojga zlego, to lepiej, zeby jego pies cierpial, a nie Twoj.

KW napisał/a:
kłębuszek stworzony z śnieżnobiałej połówki i drugiej czarnej-

No i wlasnie to jest przerazajace! Taki bull przypuscmy to jaki jest kazdy widzi, a taki klebuszek? Kto wie czy nie kryje jakiegos potwora??? ;P

Stokrotka - 24 Wrzesień 2008, 20:30

ale jak ta sucz jest taka agresywna , to ja nie wiem czemu jeszcze ich drugi pies żyje :roll:
Bo na początku tego roku wzięli jeszcze cocker spaniela , ale to małe jeszcze jej nie zagryzło ( tego spaniela )

mineralna_ - 24 Wrzesień 2008, 20:31

maris napisał/a:
Kto wie czy nie kryje jakiegos potwora??? ;P


dwu i półmiesięczny szczeniaczek? :lol:

maris - 24 Wrzesień 2008, 20:39

mineralna_, to tylko pozory! :P Facet na pewno ogladal jakis madry film w ktorym bylo o malych uroczych kulkach, z ktorych wyskakuja obcy, i porywaja dzieci, to i sie przerazil! :shock: Biedny pan! A KW jeszcze sie z niego nabija :twisted: Zla kobieta, zla :rozga: Za kare los Cie skaze na dozywocie z takimi kudlatymi potworami. I dobrze Ci tak! ;)
KW - 24 Wrzesień 2008, 20:43

Cytat:
Za kare los Cie skaze na dozywocie z takimi kudlatymi potworami. I dobrze Ci tak! ;)

To ja chcę taką karę :mrgreen: Plisssss :mrgreen:
A tak poważnie to mam w domu kajmana i go przebieram w futro z bobka i wychodzę z tym stForem na spacer :lol: Rzogryzł mnie ten facet i cóż :oops:

maris - 24 Wrzesień 2008, 21:05

KW, ha! ja wiedzialam! Az strach pomyslec co przebierasz za duzego boba :shock:
Obawiam sie, ze za takie niecnoty kara bedzie jeszcze straszliwsza - pewnie w kolejnym zyciu, tez bedziesz miala "kudlate dozywocie". :rozga: Kara musi byc!

Magda - 25 Wrzesień 2008, 07:09

Nigdy nie zapomnę jednego ze spacerów ze swoim ONkiem. Mój piesio jakoś nigdy nie był zbyt przyjaźnie nastawiony do innych piesków. Ale raz miał lepszy dzień i stwierdził że moze zaprzyjaźni się z jakimś stworzonkiem.
Podbiegł do dwóch hasających "ratlerków" i jakież było jego ździwienie gdy psiaki doskoczyły do niego z głośnym ujadaniem. W życiu nie widziałam spieprzającego z podkulonym ogonem wilczura przed dwoma małymi "dziamgotami". Właściciel ratlerków miał niezły ubaw, mnie szczerze mówiąc nie koniecznie było do śmiechu :roll:

Arcana - 25 Wrzesień 2008, 19:13

Przeżyłam dziś chwilę grozy... Wychodzę sobie z Sagą do ogrodu, idzie bez smyczy. Normalnie przechodzę przez podwórko do ogrodu z nią na smyczy na wszelki wypadek, żeby nie zaczepiała kogoś. Dziś zrobiłam wyjątek... i akurat wujek wypuścił na podwórko swoją jamniczkę. Saga zaczyna wariować, a ja widzę, że brama na ulicę jest otwarta na oścież :evil: . Oczyma wyobraźni widzę już Sagę pod kołami jakiegoś rozpędzonego wariata. Ona niewybiegana, dwa tygodnie bez większego spaceru i spragniona wrażeń. Myślę, że jak zobaczy otwartą bramę to jak nic wyparuje i nic nie poradzę... No i faktycznie, suka ujrzała otwartą przestrzeń i zaczyna biec w stronę ulicy. Odruchowo zawołałam ją, chociaż wiem, że to w takich sytuacjach nie ma sensu, bo ona najpierw poleci, a potem pomyśli :| . Szczena prawie mi opadła, jak spostrzegłam, że Saga na moje zawołanie stanęła, odwróciła się do mnie i... przyszła :D .
Agata - 25 Wrzesień 2008, 19:33

arcana81, super :) Saga posłuszna jak nie wiem :D
Ja też w lesie zrobiłam ekspertyment kiedyś jak Emil za suką jedną biegał. Przez kilka sekund mu tak pozwoliłam a potem nagle zawołałam raz. Wyhamował tak, że się zakurzyło i wrócił do pańci :D

A my dzisiaj od weta wracaliśmy laskiem. Emil bawił się z Lady ;) tym razem już bez kagańca. Sam sobie go ściągnął i właściciele suki powiedzieli, żebym mu już nie zakładała, bo oni wiedzą ze on jej nic nie zrobi. No to Emil szalał jak dziki ze swoją koleżanką. Tylko, w pewnym momencie złapał w pysk patyk i z nim biegał i jak ona mu chciała go zabrać to warknął. No ale tym się nie przejmuję. I tak chłopak wielkie postępy zrobił :)

Riley S. - 26 Wrzesień 2008, 10:17

To ja wczoraj myślałam, że padnę ze śmiechu... tyle się słyszy o niepohamowanym instynkcie myśliwskim huskych...
Stałam nad rzeką, a mój pies biegał luzem. Zawołałam go na chwilę. Trzymałam kawałek kiełbasy w ręce, a on usiadł tuż przede mną. Byłam w trakcie podawania smakołyki, kiedy normalnie "spod nóg" wylecia.ła wystraszona kaczka :D przez haszcze jej nie widziałam, a ta w najmniej odpowiednim momencie się zerwała...
NOrmalny haszczak skorzystałby z okazji i poleciał, bo kaczucha była bardzo blisko...
Ale mój popatrzał się tylko na nią kątem oka i czekał na nagrodę... to się kurde nazywa pazerność :twisted:

Zorlis - 26 Wrzesień 2008, 10:49

A jakże! Kiełbacha sama do pyszczka wleci, kaczka raczej nie... ;)

Mnie wczoraj zdziwiła reakcja Arisa na dwa biegające luzem yorki - wieczorem, na Starym Rynku, gdzie pełno ludzi było :roll:
Jak tylko zobaczyłam z daleka te psiaki, zdenerwowałam się, ale nie ściągałam smyczy - ale oczywiście jeden musiał podlecieć :| Reakcja właścicielki - żadna. Tylko pytanie "zje?" - "może..." (mały luzem, Aris na smyczy - chyba nie muszę mówić, że spodziewałam się szarpaninki ze zdenerwowanym psem?)
Na szczęście dzieciuch ani nie burknął, ani się nie zjeżył, chociaż wyglądał na bardziej zaskoczonego ode mnie =) Dumna z niego jestem, więc wybaczcie ten wywód ;)

Ewka - 26 Wrzesień 2008, 12:12

Wczorajsza reakcja Mirci mnie powaliła...
Idziemy sobie wieczorkiem na spacer, 100 metrów od domu stoi mały, czarny psiak, wielkości połowa Miry, masy, tak jedna trzecia... Podchodzi ostrożnie i obwąchuje Mirkę. Mirka nieśmiało daje się obwąchać. Pieskowi się spodobała, chciał się bawić- skacze dookoła, odbiega, merda ogonkiem, kłania się, coby się sucz z nim pobawiła. A sucz: schowała się za mną, usiadła mi na stopie, łeb do góry i tuli się do mnie patrząc na mnie "Pani, ratuj!". Idziemy dalej, do domu, psiak za nami. Wybiegł przed nas i czeka, aż Mira podejdzie. A Mira, pół metra od niego srrru, wyrwała się, ominęła, odwróciła, zobaczyła, że mnie nie ma i kurcgalopkiem poleciała pod bramę, czekać, aż ją wpuszczę do domu.

Riley S. - 27 Wrzesień 2008, 09:01

Zorlis napisał/a:
A jakże! Kiełbacha sama do pyszczka wleci, kaczka raczej nie... ;)



Taa... każdy szanujący się hasior nie przepuści zwierzynie :twisted:

Agata - 27 Wrzesień 2008, 16:28

A my właśnie wróciliśmy z sobotniej wycieczki. Tym razem łaziliśmy w głębi lasu. Towarzyszyła nam pani ze swoimi berneńczykami :) Było bardzo miło. Emilek bez kagańca ślicznie się bawił. Po drodze spotkaliśmy jedną suczkę. Emil ją zachecał bardzo do zabawy, nawet nie warknął przy tym ani razu :) Ogólnie bardzo fajnie było, a teraz jesteśmy strasznie zmęczeni :D
KW - 27 Wrzesień 2008, 16:32

Ale Ci zazdroszczę, u nas się zrobiła super pogoda, słoneczko i w ogóle cieplutko a ja wyłazić w domu nie mogę :( zapalenie pęcherza dostałam i na spacerki chodzi tylko J. z Kokoliniastym :( a ja siedzę i sprzątam... :P
Agata - 27 Wrzesień 2008, 16:34

KW, współczuje :(

Emil wygląda jakby był chory. Po spacerze od razu do swojego wyra uciekł i śpi jak zabity :D
Nie ma to jak wymęczyć psa :D

maris - 27 Wrzesień 2008, 21:35

Przed chwila wrocilam z moim oszolomem laciatym. Wyszlismy wieczorem, odprowadzic przy okazji mojego Ukochanego na autobus. Wiec, jak zawsze przy takich okazjach, postalismy chwile na przystanku, czekajac na busa, ktory podjechal i moj chlop wspanialy wsiadl. Pies jak to zobaczyl (a jest przy tym niemal co wieczor), nagle takiego ataku dostal placzu, ze nie moglam sobie z nim poradzic. No ale jakos go uspokoilam i idziemy na spacer dalej, a tu jak nam zza zakretu nie wyskoczy inny autobus. Moj Cud (zwany ostatnio Stefanem) jak tylko zobaczyl autobus, to znow wlaczyl funkcje wycia. I to tak wnieboglosy, jakbym mu co najmniej noge odgryzala, az sie ludzie na ulicy odwracali, ze co ja biednemu psu robie :roll:
Ewka - 27 Wrzesień 2008, 21:39

Zakochał sie biedak... Pies odbija ci faceta.
Arcana - 27 Wrzesień 2008, 21:49

Saga dziś miała pierwszy spacer po lesie od dwóch tygodni. Stwierdzam, że straciła kompletnie kondycję - przeszliśmy zaledwie kilka kilometrów, a ta spała później cały dzień jak zabita :shock: . Fakt, że ciągnęła jak parowóz, ale jednak spadła baba z formy :P .
maris - 27 Wrzesień 2008, 21:51

Ewka napisał/a:
Pies odbija ci faceta.

I na odwrot tez....
Juz chyba gdzies pisalam, ze z Moim A. to poznalismy sie wlasnie na spacerze z psami. I moje bydle niewierne od razu zapalalo do A. wielka psia miloscia i teraz to mu sie wydaje, ze jest jego psem :( Potrafia obaj wariaci przesiedziec pol dnia i przegadac, a ja do niczego im wtedy nie jestem potrzebna. I co wiecej, jestem psem szantazowana :lol: A. jak idzie do mnie, to zanim wejdzie, to staje pod moim oknem i gwizdze, a pies dostaje euforycznej glupawki jak to slyszy. I A. stwierdza, ze jak go zostawie, to bedzie co wieczor przyjezdzal mi pod okno i gwizdal :lol:

Mania - 27 Wrzesień 2008, 22:41

http://tinypic.com/player.php?v=af99v9&s=4
:D

Foxy - 27 Wrzesień 2008, 22:45

Mania, ten kangur, który wyskoczył z obiektywu mnie powalił :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:
Mania - 27 Wrzesień 2008, 22:47

Foxy, ten kangur to wnuczka mojego whippeta :-) starsza siostra Kiary
zobacz jeszcze ten :P
http://tinypic.com/player.php?v=29qmb5v&s=4
brat miał je puścić równo ale się mu wyrwały, wnuczka się tak rozpędziła, ze uderzyła we mnie na tyle ze wyłączył się aparat :)

Foxy - 27 Wrzesień 2008, 22:57

O matko, nieźle :D
To się nazywa: skutki uboczne posiadania whippeta :lol: :lol: :lol:

Mania - 27 Wrzesień 2008, 22:59

Foxy, są też pozytywne kwestie..
KW - 27 Wrzesień 2008, 23:01

Hahaha super, padłam :hahaha:
maris - 27 Wrzesień 2008, 23:15

A mi nie chca isc te filmiki :(
A ludzie mowia, ze fajne.... :(

Edit - ha! zaparlam sie i poszly. :ok2: Nie ma to jak skok do obiektywu ;D

Mania - 27 Wrzesień 2008, 23:18

a tak było po spacerku :D

Foxy - 27 Wrzesień 2008, 23:21

Mania, zrobię mały off top - to Twoje łóżko i śpisz na ziemi, czy to ich prywatne łóżko z własną pościelą? :mrgreen:
maris - 27 Wrzesień 2008, 23:23

Foxy napisał/a:
to Twoje łóżko i śpisz na ziemi

Pewnie co wieczor negocjuja, albo grafik maja - i dzis jest kolej psow :lol:
Zgadlam?

Mania - 27 Wrzesień 2008, 23:29

Hm.. może tak, psa mam jednego, 2 jest w odwiedziny na weekend u dziadka, kiedys cały miot malych synków i córeczek był na świeta u tatusia teraz przychodzą wnukowie;-P a co do łoża to one rozdzieliły miejsce sobie i mi...... :mrgreen:
maris - 27 Wrzesień 2008, 23:30

Mania napisał/a:
one rozdzieliły miejsce sobie i mi.

CZyli mozesz sobie przycupnac w nogach? Byle bys sie nie rozpychala ;)

Mania - 27 Wrzesień 2008, 23:34

maris, dokładnie, tak jak mówisz. o tyle dobrze ze to whippety a nie greyhoundy..
KW - 28 Wrzesień 2008, 09:18

Mmmm jakie milutkie towarzystwo do snu masz Mania, zazdroszczę :mrgreen: Kokolino niestety nie przepada za łóżkiem, wpada tylko na chwilkę wieczorem "pożegnać" się przed snem i rano czasami na witanie :P Za to kot śpi z nami, ale trzeba uważać bo jak się niechcący kota kopnie to wstaje obrażony i ucieka :)
mineralna_ - 28 Wrzesień 2008, 10:03

Wczoraj na spacerach było fajnie.
Pierwszy spacer, poranny, odbył się w towarzystwie Lindy i mojej przyjaciółki. Suki ganiały, choć do Lindziorki to nie podobne, ponieważ jest ona przepełniona gracją, i na wygłupy Carmen patrzy z dezaprobatą. Wszystkie cztery wróciłyśmy umęczone.

Na następnym spacerku byłam z suką sama. Wymęczyłam ją długaśnym chodzeniem i spała do wieczornego spacerku ;)
A w między czasie, kiedy chodziłyśmy sobie po łące, jakiś pies do nas podbiegł ;P Miał łysiznę na ogonie i nie chciałam by Carmen się z nm zadawała, ale właściciel był na tyle daleko, że nie usłyszał by mnie gdybym do niego mówiła, więc wzięłam Carmenulte i odeszłyśmy kawałek. Pies za nami, widać że go jego właściciel woła, ale co ty, gdzież się posłuchał :? w końcu jak odeszłyśmy z Carmen jeszcze dalej to już był spokój.

A kolejny spacer był wieczorkiem ;) i to było tylko w celach fizjologicznych ;P




A teraz jestem własnie po powrocie z dłuuuugaśnego spaceru. Sucza śpi a ja ledwo ruszam nogami ;P

Arcana - 28 Wrzesień 2008, 13:38

Saga dziś spotkała się ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa - Atją. Atja jest zaledwie o tydzień starsza od Sagi i kiedyś spotkaliśmy ją przypadkowo w lesie. Z daleka myślałam, że to mała akita, ale okazało się, że jej mama jest malamutką, a tata czarnym labradorem... Mix wołający o pomstę do nieba, ale trzeba przyznać, że suczka jest przepiękna i ma bardzo oryginalny wygląd. W każdym razie charakterek ma prawdziwie malamuci i z moją suką świetnie się dogadują. Wprawdzie ich zabawy momentami wyglądają bardzo brutalnie, bo jednak chęć ustalenia hierarchii gdzieś tam mają obie we krwi, ale obywa się bez rozlewu krwi :P . Za to suki się dziś tak świetnie głaskały łapkami, normalnie myślałam, że padnę. Z innymi psami Saga się tak nie bawi.
Julia - 28 Wrzesień 2008, 14:19

Mania,świetne filmiki :mrgreen:

Ja byłam z gnojkiem na spacerze i spotkaliśmy kolegę Nera :mrgreen:

Mania - 28 Wrzesień 2008, 18:19

Julinia, dziękuję.
KW, no wesoło z nimi jest:D tak bardzo chciałabym mieć 2 whippeta .. :oops:

Diana S - 28 Wrzesień 2008, 19:42

Mania napisał/a:
Foxy, są też pozytywne kwestie..


Jest duzo pozytywny kwesti, wrecz jest ich bardzo wiele,

Mania - 28 Wrzesień 2008, 19:55

Diana S, :oops: jak najbardziej :-D
Arcana - 3 Październik 2008, 09:45

Wczoraj na spacerze zetknęłam się z dwoma sympatycznymi sytuacjami. Po pierwsze spotkałam takiego starszego miłego pana z prześlicznym krótkonożnym kundelkiem. Niby nic w tym dziwnego, ale zdałam sobie sprawę, że to jednak jest jakiś ewenement, bo ja tego pana z psem w lesie spotykam praktycznie codziennie. Robi sobie taką dość imponującą rundkę po lesie i wraca po 1-2 godzinach. Ten piesek jest na pewno bardzo szczęśliwy, że ma takiego pana, który z kolei pewnie dzięki tym spacerkom zachowuje także dobrą formę pomimo, że ma już po 70-tce.
Drugi miły akcent to pan uprawiający w lesie jogging z yorkiem :mrgreen: . Zrobił praktycznie taką samą trasę jak ja z Sagą (ze 3 kilometry) biegiem. Ten piesek też ma szczęście, że trafił do takich ludzi, którzy biorą pod uwagę, że york to też pies potrzebujący ruchu.

Margo - 3 Październik 2008, 11:45

A ja jestem dumna z mojego kundliszcza :P wczoraj jak byliśmy w parku to najpierw porządnie go wyczesałam,a potem chciałam wybiegać za pomocą ukochanej piłeczki :mrgreen: koło niego biegały dwa psiaki,a on wolał piłkę i tylko w nią był wpatrzony :serduszka: chociaż nawet chciałam żeby się pobawił [ ;] ] ale dla niego istniała tylko ta piłka ;)
klaudia - 3 Październik 2008, 12:51

Tylko Ci pozazdrościć. Moja mała ÂŁajza jak zobaczy psa, a zwłaszcza dużego (nieważne czy agresywny czy nie) od razu się wyrywa i chce iść. On kocha duże psy (nie wszystkie) i czym większy tym bardziej. małych się raczej boi :think: :mur:
Diana S - 3 Październik 2008, 17:28

klaudia napisał/a:
Tylko Ci pozazdrościć. Moja mała ÂŁajza jak zobaczy psa, a zwłaszcza dużego (nieważne czy agresywny czy nie) od razu się wyrywa i chce iść. On kocha duże psy (nie wszystkie) i czym większy tym bardziej. małych się raczej boi :think: :mur:


Klaudia to zapraszam z twoim pupilem do moich poczwar, to dopiero suki z długimi nogami, slalom by sie przy nich nauczył robic, a ze moje suki uwielbiaja małe pieski ( gonic) wszyscy byliby zadowoleni

Agata - 3 Październik 2008, 20:47

A my dzisiaj bardzo dużo chodziliśmy. W Gdyni po drodze spotkaliśmy pieska. Jakoś się uczepił Emilowego tyłka. Emil nagle go zauważył, obrócił się i NIC. Smaka dałam. Michał mi mówi " kurde, on jest chory chyba". Ja się uśmiechnęłam :) Idziemy dalej a tam york malutki. Psa lekko na druga stronę. Przechodzimy i smak. Michał: " On jest serio chory". Na samym końcu już jak ciemno się robiło idzie na nas amstaff, nad którym właściciel raczej niepanuje. Emil patrzy się na mnie i "mówi": "pamiętasz te czasy, ja też taki byłem! :D ?" Dostał smaka i z lekkim zainteresowaniem ale bez warczenia przeszedł obok tego psa :)
I teraz najlepsze :) JEsteśmy już prawie pod domem, idziemy chodnikiem wzdłuż ruchliwej ulicy. Jest już ciemno. Ja widzę jakieś "obiekty" przed nami na trawniku, ale idę dalej myśląc ze to chyba jakieś worki czy coś. Emil postawił uszy i patrzy przed siebie z zainteresowaniem. Nagle jeden z tych "worków" ożył i rusza na nas z zębami! Był to średniej wielkości pies w typie Onka. A razem z nim leżały sobie inne dwa psy. Ja już miałam serce w gardle, bo mój z kagańcem szedł. Emil był nieco zaskoczony tym atakiem, ale nawet nie warknął. Tamten pies zrezygnował a ja zaczęłam cmokać do mojego, dałam smakołyk i skręciłam w inną drogę i udaliśmy się do domu na około :)

Margo - 4 Październik 2008, 15:23

Mój pierwszy wrócił właśnie z pierwsze dzisiaj spaceru [wcześniej nie chciał z moim tatą iść ;] ]. Byliśmy w parku i rzucałam mu piłeczkę. Udało nam iść na kontakcie,bez piłeczki trochę gorzej ale będziemy nad tym pracować :P [ma ktoś jakieś pomysły?]. Problemem jest,że on nie idzie koło nogi tylko tak jakby przede mną ;] [na to też proszę o radę :P ]
Hessa - 4 Październik 2008, 17:11

mArGoSiA napisał/a:
Byliśmy w parku i rzucałam mu piłeczkę. Udało nam iść na kontakcie,bez piłeczki trochę gorzej ale będziemy nad tym pracować :P [ma ktoś jakieś pomysły?]. Problemem jest,że on nie idzie koło nogi tylko tak jakby przede mną ;] [na to też proszę o radę :P ]

A z tym to proszę do odpowiedniego działu, zresztą podobna sprawa jest już tam poruszona (temat: siad, leżeć, chodzenie na smyczy) :]

A tak na temat, u nas dzień jak co dzień, zrobiliśmy sobie tzw małą pętelkę, niestety głupek, jak jest na smyczy, z niewiadomych przyczyn rzuca się ze szczekiem do innych psów, ale jakoś damy radę... Mamy nowe miejsce do zabaw, boisko - duże, trawiaste, zawsze puste i za każdym razem leży tam jakaś nowa butelka plastikowa, ekstra, w sam raz dla nas. Poza tym wyszło że oboje, ja i Bach, jesteśmy do pupy jeśli chodzi o tropienie no ale trudno, ja tam wiedziałam to od dawna ;]

Psiarka :) - 5 Październik 2008, 15:39

Dzisiaj ja i Ozik mieliśmy super spacerek :blob: .Zebrało się 7 psiaków (mój też) i się pięknie bawiły :newallcoholic: .Śmiesznie to wyglądało, bo 6 psów z towarzystwa było średnich/dużych, a tylko mój malutki :mrgreen: .No ale to zwierzę małe ciałem ale wielkie duchem :lol:
Margo - 5 Październik 2008, 15:49

Psiarka a kiedy będą zdjęcia? :maczuga:
Psiarka :) - 5 Październik 2008, 16:09

Ojj :oops: Z fotami u mnie ciężko, bo nie mam jak wrzucić na kompa.Ale postaram się coś wykombinować, póki co zostaje opcja wysłania zdjęć Ozka z komórki e-mailem na komputer ;) .
Ale dobra, już nie offtopuję bo mod zobaczy :mrgreen:

Julia - 5 Październik 2008, 17:59

My właśnie wróciłyśmy ze spacerku ;) Gad dostał jakiejś głupawki i zaczął biegać koło mnie :P Kopałam jej liście,ale miała ubaw :hahaha: Głupek mój kochany :P
Diana S - 7 Październik 2008, 20:03

Ja moze w wielkim skrócie opowiem co mi się dziś przydarzyło na spacerze :

Wyszłam o godz. 19:00 do parku. Gdzie napotkałam, stare znajome P. nauczycielkę z pobliskiego gimnazjum (wł. bokserki) i P. z rotkiem, pojawiła się również P. z Cane Corso i P. z mix owczarka.

Gadka szmatka bla bla bla .... co tam słychać . W pewnym momencie P. nauczycielka pochwaliła się nowiną, że jej suczka (bokserka, nierodowodowa) jest w ciąży, a raczej przypuszcza

Więc zaczęła się dyskusja z zapytaniem (z mojej strony) do P. Co zrobi ze szczeniakami jak się jej nie sprzedadzą? co zrobi jak urodzi się więcej niż 4 ( na cztery są podobno os. chetne) co z resztą?

P. nauczycielka odpowiedziała, że sprzeda do sklepu. . Tam się sprzedają. No to już było apogeum wszystkiego.

Os. towarzysząca, która była ze mną pyta się : czy widziała P. w jakich warunkach są sprzedawane, przetrzymywane szczeniaki? większość z nich nie ma szczepień, dojścia do wody, nie wspominając o jedzeniu.

To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ludzie cały czas twierdzą, ze zakupienie psa z HODOWLI to jeżdżenie na wystawy i kłopot!, a pseudohodowla to ułatwienie.

co zadziwiające P. od Cane Corso pochwaliła sie, że jej sucz jest bez papierowa i taka wspaniała z charakteru. Nie wspominając, ze od wzorca odbiegała , bo średnio przypominała tą rasę.

No to się przeraziłam okropnie . Rasa, która jest uważana za jedną z groźnych ras zakupiona z pseudohodowli. Właścicielka od Cane Corso oczy wybałuszyła, że coś takiego usłyszała.

Wszystkie te trzy Panie usłyszały tekst jak dla nich, którego wcześniej nigdy nie słyszały, że pies zakupiony z pseudohodowli to kupowanie kota w worku

Foxy - 7 Październik 2008, 20:09

Diana S, no i właśnie dlatego powinno się społeczeństwo edukować, bo wciąż niestety krążą te idiotyczne mity, że pies rasowy, z rodowodem (metryką), to tylko na wystawy, a jak się chce psa tylko 'do kochania' to przecież żaden papierek mu niepotrzebny... eh.. :roll:
klaudia - 8 Październik 2008, 11:09

Diana S, wiem, sama czasem próbuję edukować na spacerze i ręce mi opadają....
Foxy, na szczęście jest coraz więcej psów z rodowodem i wcale nie na wystawy. Nawet pod Wawą (MARKI) widzę dużo psów rodowodowych, co mnie cieszy. :D

an1a - 8 Październik 2008, 11:26

Diana S napisał/a:
Rasa, która jest uważana za jedną z groźnych ras zakupiona z pseudohodowli.

CC nie są na liście ras agresywnych i nie są uznawane za groźne ;)
Diana S napisał/a:
co zadziwiające P. od Cane Corso pochwaliła sie, że jej sucz jest bez papierowa i taka wspaniała z charakteru

A to trzeba było też pochwalić :mrgreen: przewagi szczęścia nad rozumem :P
Diana S napisał/a:
To jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze jest to, że ludzie cały czas twierdzą, ze zakupienie psa z HODOWLI to jeżdżenie na wystawy i kłopot!, a pseudohodowla to ułatwienie.

Bo to ludziom mówią pseudohodowcy. Po co ludziom papier, jak na wystawy nie chcą jeździć? A papier można dokupić za 1000zł :P

Diana S - 8 Październik 2008, 15:43

an1a napisał/a:
Diana S napisał/a:
Rasa, która jest uważana za jedną z groźnych ras zakupiona z pseudohodowli.

CC nie są na liście ras agresywnych i nie są uznawane za groźne ;)


Staffiki również nie są na liście ras groźnych, a każdy z nas wie co potrafią te psy.

CC to: "Są to psy o silnym charakterze, są też niezależne i mają skłonności do dominacji. W sytuacji zagrożenia dla właściciela może stać się agresywny." źródło Wikipedia . Poza tym nikt nie ma wątpliwości, że są to dobre stróże.

Aga - 10 Październik 2008, 15:21

Muszę powiedzieć że nasze spacery stają się coraz przyjemniejsze.
Roki mniej zwraca uwagę na inne psy,problem mam z puszczeniem go luzem jeśli dość blisko biega lub idzie inny pies ponieważ ma odchyły że staje się głuchy na wołanie i biegnie się przywitać[po czym zaraz wraca]
Chociaż wczoraj troche mnie zdziwił - wskakiwał mi na nogę,objął nogę przednimi łapami i robił to o czym pewnie myślicie..czyli robił te dziwne ruchy tyłem :shock:
Powiedziałam mamie że to jest kolejny dowód na to iż musimy go wykastrować no ale znów odwróciła rozmowę na co innego .. :roll:
Na pobliskiej łące też mamy zrobiony swój kwadracik - na patyk wbita butelka by było to widać i tam się 'wystawiamy' najpierw kłusik potem postawa :lol:
Roki załapał że ma biec na naprężonej lince tzn.wyciągniętej nie przy nodze,i na 'stój' stoi xD

Agata - 10 Październik 2008, 17:36

Jak z kundlem byłam ostatnio na plaży to przed nami szedł sobie Golden z właścicielem. Ten widząć moją bestię w kagańcu zapiął swojego na smycz. My elegancko sobie obok przeszliśmy. Emil na psa w ogole uwagi nie zwracał. Za kilkanaście metrów słysze jakieś krzyki ( wołanie psa). Odwracam się i patrzę, że wesoły Goldenek do nas biegnie. Emil o dziwo zabawowo był nastawiony pomimo tego, że to był samiec. Z tą różnicą ze jak ten pies do mnie podbiegał to Emil się lekko wkurzał.
No i Emil mi idzie koło nogi a ten Golden skacze na niego i bawić się chce. Ja specjalnie idę dalej, bo wiem, że mój pies będzie szedł za mną, a jak się oddalimy to ten Golden na pewno do właściciela wróći skoro go tak błagalnie wołają. Ale nie...pies miał ich głęboko gdzieś.
Facet do mnie podbiega i się pyta czy mój pies to suka. Powiedziałam, że pies, ale widzę że raczej się dogadują. A facet na to..." no tak tak, ale dobrze że on ma kaganiec".
I się wtedy tak wkurzyłąm, że masakra. Kurde, dlaczego niby mój pies musi mieć kaganiec na plaży a jego Golden nie musi? ( pomijając już to, że mój faktycznie może ugryźć- ten facet o tym nie wiedział, nie znał mojego psa).
No i ja zawistna kobieta idę z Emilem dalej. Emilek koło nogi a golden oczywiście nie odpuszczał. Pańciostwo jakieś 100 metrów za nami darło sie żeby do nich wrócił, ale on wolał inne towarzystwo. Po kilku minutach jednak się zatrzymałam, zatrzymał się też Emil a za nim oczywiście golden. Mojego psa posadziłam przede mną. Siedział przede mną wpatrzony jak w obrazek a w tym czasie właściciele tego cudownego psa skakali na około nas żeby go złapać. Miałam suuuuuuuuper ubaw :D i satysfakcje :D

an1a - 10 Październik 2008, 22:06

Diana S napisał/a:


Staffiki również nie są na liście ras groźnych, a każdy z nas wie co potrafią te psy.

Co potrafią? :)
Diana S napisał/a:

CC to: "Są to psy o silnym charakterze, są też niezależne i mają skłonności do dominacji. W sytuacji zagrożenia dla właściciela może stać się agresywny." źródło Wikipedia . Poza tym nikt nie ma wątpliwości, że są to dobre stróże.

W każdej rasie znajdzie się osobnik skłonny do dominacji, również większość psów stanie w obronie właściciela w sytuacji zagrożenia.
Ogólnie bawi mnie określenie "rasa agresywna" i ta cała lista. Nie ma ras agresywnych, są wymagające i nie dla każdego.
Agata napisał/a:
I się wtedy tak wkurzyłąm, że masakra. Kurde, dlaczego niby mój pies musi mieć kaganiec na plaży a jego Golden nie musi? ( pomijając już to, że mój faktycznie może ugryźć- ten facet o tym nie wiedział, nie znał mojego psa).

Bo Goldeny są genetycznie łagodne :mrgreen:

Ichigo - 11 Październik 2008, 07:50

Ostatnio jak byłam na placu (dużo krzaków,ławek,przestrzeni) to jak spuściłam Puciniego to on od razu poleciał na trawnik i zaczął buszować w takich wielkich krzakach i nagle wyleciał z nich wielki zając wielkości Puciniego :shock: Mój pies tak go pognał, że nie mogłam go odwołać :oops: Później, gdzieś za nim pobiegł i znikł mi z oczu zaczęłam go szukać i dopiero po jakimś czasie go znalazłam :? Następnym razem na złość mu się schowam i niech on się martwi. :roll:
Gato - 11 Październik 2008, 17:57

tak apropos kwadratu mi się przypomniała historia.
w tamtym tygodniu chyba jeszcze układałam na łące ślad FH. no i drepczę sobie, smakołyki mam w reklamówce no i dla tych co nie widzą jak taki ślad wygląda to w każdą odbitą na ziemi stopę wkłada się smakołyk. no więc układam. w pewnym momencie spojrzałam za siebie żeby zobaczyć czy nie robię 'fal Dunaju' i widzę, że jakiś facet za mną czegoś w trawie szuka, patrzy. myślę no nic, robię dalej swoje. w końcu, już pod koniec tej prostej pan podszedł do mnie i z miną skrajnego zdziwienia pyta się mnie: 'co pani zbiera?' no to zatrzymuję się i odpowiadam: 'ja nie zbieram, ja układam'. pan patrzy na mnie, konsternacja po czym mówi 'aaa! pani sadzi! co pani sadzi?' więc uprzejmie mówię: 'nie sadzę. układam. ślad dla psa.' i wyciągam rękę z mięsem, żeby mu pokazać. pan powiedział: 'aaa rozumiem' z miną pod tytułem nic-nie-rozumiem-dziwna-baba i poszedł.

KW - 11 Październik 2008, 18:07

Dobre :hahaha: Kiedyś jak pierwszy raz przyglądałam się jak takie "układanie" śladu wygląda to faktycznie dla kogoś nie wtajemniczonego to dość egzotycznie musi wyglądać :lol:
klaudia - 11 Październik 2008, 18:28

Byliśmy z Sempronikiem w lesie. Mała wredota pokazała pięknie swój pokaz nieposłuszeństwa. Pan przywołał swojego sznaucerka do nogi- przyszedł i pomógł złapać gnoja śmierdzącego. A komu było wstyd? MI! :oops:
Sempron jeszcze żyje :lol: :lol: :lol:

Margo - 11 Październik 2008, 18:31

klaudia ja tak miałam kilka razy jak mój pies był szczylem kilkumiesięcznym ;]
A jak go uczysz przywołania? ;)

Diana S - 11 Październik 2008, 18:34

an1a napisał/a:
Diana S napisał/a:


Staffiki również nie są na liście ras groźnych, a każdy z nas wie co potrafią te psy.

Co potrafią? :)


Na to pytanie doskonale znasz odpowiedź. Odbieram twoje pytanie jako ironia.
Diana S napisał/a:

CC to: "Są to psy o silnym charakterze, są też niezależne i mają skłonności do dominacji. W sytuacji zagrożenia dla właściciela może stać się agresywny." źródło Wikipedia . Poza tym nikt nie ma wątpliwości, że są to dobre stróże.

an1a napisał/a:
W każdej rasie znajdzie się osobnik skłonny do dominacji, również większość psów stanie w obronie właściciela w sytuacji zagrożenia.
Ogólnie bawi mnie określenie "rasa agresywna" i ta cała lista. Nie ma ras agresywnych, są wymagające i nie dla każdego.


A mnie nie bawią określenia psy ze skłonnością do dominacji. Nie każdy sobie radzi, poradzi w wychowaniu właśnie rasy, psa ze skłonnością do dominacji. Ja siebie osobiście nie widzę przy wychowywaniu kałkaza.

Nicka - 11 Październik 2008, 18:35

klaudia napisał/a:
Byliśmy z Sempronikiem w lesie. Mała wredota pokazała pięknie swój pokaz nieposłuszeństwa. Pan przywołał swojego sznaucerka do nogi- przyszedł i pomógł złapać gnoja śmierdzącego. A komu było wstyd? MI! :oops:
Sempron jeszcze żyje :lol: :lol: :lol:

kaludia, a nie myślałaś aby iść z nim na szkolenie ??

an1a - 11 Październik 2008, 20:00

Diana S napisał/a:
Na to pytanie doskonale znasz odpowiedź. Odbieram twoje pytanie jako ironia.

To nie ironia, bo po prostu był to jakiś zarzut w kierunku tej rasy odnośnie agresji i nie bardzo rozumiem o co chodzi.
"Psy mordercy" śmieszą mnie jeszcze bardziej.
Diana S napisał/a:
A mnie nie bawią określenia psy ze skłonnością do dominacji. Nie każdy sobie radzi, poradzi w wychowaniu właśnie rasy, psa ze skłonnością do dominacji. Ja siebie osobiście nie widzę przy wychowywaniu kałkaza.

Pies ze skłonnością do dominacji to nie to samo co pies agresywny.
Psy dominujące potrzebują konsekwentnego wychowania i odpowiedniego podejścia.

To nie jest dyskusja na ten temat, zresztą jak wiadomo to jest forum miłośników psów, a nie wybiórczej miłości z zaznaczeniem, że inne to bestie.


Dzisiaj byłam na szkoleniu, inni przygotowywali się do obi, kawałek łączki zajęty, postawione pachołki, sporo osób i ćwiczące psy. Gapiów jeszcze więcej, a przy okazji ich psy wpadające między tą grupę... A za nimi ich właściciele próbujący przegonić stamtąd swojego psa - obłęd, gratuluję ćwiczącym psom i ludziom cierpliwości :P

Foxy - 11 Październik 2008, 20:56

A ja byłam dzisiaj w parku, była 3miesięczna suka ON, taka mała puchata kulka, śliczna ;)
Pomiziałam ją sobie :]
I sucz była bardzo grzeczna, aż byłam zdziwiona - pobiegała moment z małą, potem tamta moją zaczepiała, a Foksia ją olała ;)
Ahh, byłam dumna :P
A chwilę później podeszła do laba i już warczała na niego, głupek :? Za karę szła przez cały park do samochodu na smyczy, bo już dużo ludzi było, a jak przyjechałyśmy, to jeszcze w miarę pusto było ;)

Sasni - 12 Październik 2008, 10:03

Ja mam raczej miłe spacerki, czasami jakieś mniej sympatyczne incydenty, ale raczej rzadko ;)

Wczoraj np na mojego Matta 'rzucił się' jakiś mały piesek, mój pies chciał się obrócić i odepchnąć go masą ( często tak robi, jak atakuje go mniejszy pies) i co ta ciapa zrobiła? Potknął się o własne łapy i walnął o ziemie 8-)

mineralna_ - 12 Październik 2008, 11:15

Sasni napisał/a:
Potknął się o własne łapy i walnął o ziemie 8-)

Walnęłam normalnie :lol: Ze śmiechu :lol:

Agata - 12 Październik 2008, 17:25

A my dzisiaj zrobiliśmy sobie znowu wycieczkę w las. Ja z moimi super zdolnościami co do orientacji w terenie wymyśliłam sobie jakąś nową trasę- taką zeby inną drogą wrócić do domu. No i coś mi to nie wychodziło za bardzo. Nie chciałam się poddać, ale już się zaczęło szaro robić więc jednak wróciliśmy do domu tą samą drogą :D
Królewicz chyba się zmęczył bardzo z tego co widzę, bo od razu się powalił spać :D
Lekki wycisk dzisiaj dostał :twisted:

Foxy - 12 Październik 2008, 17:37

My też sobie dzisiaj pojechałyśmy do lasu ;)
Piękna pogoda, słoneczko, cieplutko. Jedyny minus - mnóstwo ludzi, ciężko zaparkować. Dużo rowerzystów, rodzin z dziećmi, a z psami o dziwo mało, spotkałyśmy tylko laba (na smyczy) ;)
Niemiły akcent (na szczęście nie spotkał nas) - jechał koleś na rowerze, gdzieś tak ze 185cm wzrostu, z 90kg żywej masy, szła babka z facetem, nie słyszeli go, a on stwierdził, że ich wyprzedzi z prawej strony - nie zadzwonił nawet dzwonkiem i wjechał w kobietę, ze sporą prędkością i nawet nie przeprosił :? Mąż tej kobiety się bardzo wkurzył, no nie dziwię się, facet mu coś tam pyskował i sobie pojechał, ehh, ta kultura ludzi..

Ichigo - 12 Październik 2008, 19:30

Ja dzisiaj poszłam odprowadzić kuzynke do domu i przy okazji Pucini miał też spacer. W pewnym momencie widze babke z jakmś małym kundelkiem to nic idę prosto przed siebie i nagle kundelek dopatrzył się Puciniego i zaczął na niego warczeć i chciał go ugryźć Pucini był oczywiście bardzo przestraszony no to ja tupłam nogą, ale to nie pomogło to zaczęłam się drzeć "Niech Pani weźmie tego psa!" A baba zaczyna wołać "Murzyn, Murzyn" a Murzyn nic. No i w końcu baba podeszła do kundelka i go wziela to ja głośno powiedziałam "Takie psy to na smycz sie bierze! " . A ona przecież widziała, że idę z psem.
Zorlis - 12 Październik 2008, 20:36

Hm... Wracałam sobie teraz z ostatniego krótkiego spaceru, z naprzeciwka szedł facet z sznaucerem miniaturą - psiak niemożliwie hałaśliwy, drze się niemal bez przerwy, słyszę go ze swojego pokoju (4 piętro), kiedy wychodzi na spacer... Ale mniejsza o to...

Oczywiście, na widok Arisa, psiak zaczął się szarpać, szczekać - gość zaciągnął go do bramy; mijając ją, usłyszałam jeszcze tylko jakieś głuche uderzenie (nie, nie drzwi) i skowyt... :?

KW - 13 Październik 2008, 14:58

A ja właśnie po rawie 5 godzinnym spacerku jestem w domu, pies padł :mrgreen: Kokolinek uczył się zbierać grzyby ;)
Magda - 13 Październik 2008, 15:24

Teraz jest okres grzybobrania, piękna pogoda i aż chce sie po lesie połazić.
Ale strasznie mnie denerwują sytuacje kiedy z krzaczorów ze szczekiem wyskakuje piesio wielkości cielaka. "Pani się nie boi, on nie pogryzie...." :evil: I weź tu babo się nie bój jak ja już zdążę zdrętwieć. Moja sucz też nie jest zachwycona.
Najlepsze są teksty: "Kapselku, nie strasz pani..." :shock:
W lesie spuszczam sukę ze smyczy ale tylko dlatego że jest jeszcz mniejsza od zająca, i zanim się rozpędzi za jakimś zwierzakiem to już leży jak długa (jak biega to jeszcze potyka się o własne łapy :mrgreen: _) Jak już będzie większa to smycz będzie koniecznością.
W lasach ludziska zupełnie nie przejmuja się własnymi psami, a potem rozpacz bo myśliwy piesia zastrzelił. Czasami sama mam ochotę zastrzelić za coś takiego , ale właściciela :killer:
No... to takie są moje wrażenia z niedzielnego spaceru.

KW - 13 Październik 2008, 15:37

Jak byłam na spacerze pies ani na moment ze smyczy nie skorzystał, nie było takiej potrzeby. Grzybiarze najczęściej wstają raniutko i idą zbierać, nam wystarczy nie duża ilość (na zupę czy sos). Spotkaliśmy tylko 4 ludzików w tym jeden na rowerze więc był fantastyczny pretekst do ćwiczenia komendy "noga" ;) Las puściutki, słońce świeciło, trasy w miarę równe, Kokolino dwoił się i troił by swoje "stado" w kupę zagonić a nad nami kołowało stadko (3-4) jastrzębi :mrgreen:
Agata - 13 Październik 2008, 16:31

A mój też biega w lesie bez smyczy, za to w kagańcu najczęściej :) A ostatnio to się nawet z grzybiarzami wymiział :D
maris - 13 Październik 2008, 16:38

Wczoraj poszlismy ze Stefanem na plac po jarzyny. A to taki plac jest co mozna kupic wszystko od zapalek, poprzez meble i ubrania, az do czolgu. No i tak sobie na chwilke stanelismy gdzies z boczku, bo cos tam sobie poprawialam i jakis natret sie przyczepil "Ja tego pieska od pani kupie". Nosz kurcze mocno byl nachalny, ze on kupi ode mnie Stefana i nie docieralo, ze on nie jest na sprzedaz! :rozga:
Margo - 13 Październik 2008, 20:07

Byłam z Sokratesem na spacerze. Po drodze spotkałam starszą panią,dwie młode dziewczyny które tuliły jakiegoś psiaka. Pani mnie zaczepiła i zapytałam czy nie wiem czyj to psiak. Powiedziałam,że nie. Chwilę debatowałyśmy co z tym fantem zrobić. Pies prawdopodobnie został potrącony przez samochód bo prawą przednią łapkę trzymał w górze :( Poszłam z tą starszą panią na komisariat i zgłosiłyśmy sprawę. Facet powiedział,że zadzwoni ale nie wie czy za 5 czy za 10 minut bo ma też inne sprawy. Był przy tym niemiły. Wróciłyśmy do dziewczyn,a w tym czasie poszłam do domu po numer telefonu do schroniska [ja psiaka nie mogłam wziąć bo mój Młody na niego burczał]. Gdy wróciłam policyjny samochód już stał i gadał z dziewczynami i tą kobietą. Zabrali pieska do samochodu i zawieźli do schroniska. A na odchodne wpadłam szybko do Biedronki i kupiłam psu dużą puszką marketową [innych nie było] i mam nadzieję,że przynajmniej ją zje. Policjanci byli młodzi i obiecali tego dopilnować. Heh :(

Jutro/pojutrze zadzwonię do schroniska i postaram się dowiedzieć co z pieskiem.

Foxy - 13 Październik 2008, 20:10

Margo, lepiej by było zanieść/zawieźć/zaprowadzić psa do weta, ale dobre i to..
Margo - 13 Październik 2008, 20:14

Foxy napisał/a:
Margo, lepiej by było zanieść/zawieźć/zaprowadzić psa do weta, ale dobre i to..

tylko weterynarz nie zrobiłby tego charytatywnie,a ja byłam sama w domu i nie miałam pieniędzy :roll:

KW - 13 Październik 2008, 20:16

Chociaż pewnie w schronie mają jakiegoś weta...
Jak jechałam ostatnio na klubówkę do Czech to na Zakopiance, na wylocie między autami latał pręgowany bokser. Wyglądał tak jakby czegoś/kogoś szukał. Zadzwoniliśmy do schroniska na Rybną ale wykręcali się, że to nie jest już ich teren :roll: Później ten facet do nas oddzwonił i mówił, że się tym jakoś zajmą, widocznie nie tylko myśmy dzwoniły... Szkoda, że nie wpadłyśmy na pomysł by na policję zadzwonić, może oni by też coś zrobili w tej sprawie.... Nie wiem jak skończyła się ta historia :?

Margo - 13 Październik 2008, 20:19

Ja jutro zadzwonię do schroniska i postaram się czegoś dowiedzieć. Nic nie więcej nie byłam w stanie zrobić.
Agata - 14 Październik 2008, 17:15

A my własnie w lasku wróciliśmy i spotkaliśmy belga gronka :D Niestety ten świntuch się rzucił na mojego kundla :shock: No, ale sytuacja została opanowana i nic nikomu się nie stało :)
Klajda94 - 14 Październik 2008, 17:45

A mnie by dzisiaj coś trafiło :evil: Idę sobie do parku, idą jacyś ludzie, ale Kajtek jest grzeczny więc nie zapinałam go na smyczy. Mój szedł ładnie kiedy od starszych ludzi podbiegł pies i rzucił się na niego! W ostatniej chwili się opamiętałam i nie kopłam go tylko tupłam. A dziadek co? Idzie sobie wolnym kroczkiem zadowolony :evil: Nóż się w kieszeni otwiera. Na odchodne powiedziałam żeby psa zapinali na smyczy, albo go pilnowali. No i powiedzcie mi jak ja mam tego Kajtka do końca przekonać do psów [niektórych się boi] jak przez takie incydenty on się jeszcze bardziej boi! Niektórzy ludzie naprawdę nie myślą. Zero wyobraźni :roll:

P.S. Za to widziałam przecudownego chow-chow :serduszka:

draca-ena - 14 Październik 2008, 20:54

Klajda94, błąd tkwi u Ciebie. Mogłaś swojego psa zapiąć na smycz, bo nikt nie gwarantował Ci, że pies idący z drugiej strony edzie przyjaźnie nastawiony. Zwłaszcza, że Twój pies niektórych psów się boi.

Klajda94 napisał/a:
No i powiedzcie mi jak ja mam tego Kajtka do końca przekonać do psów [niektórych się boi] jak przez takie incydenty on się jeszcze bardziej boi! Niektórzy ludzie naprawdę nie myślą. Zero wyobraźni


Zero wyobraźni masz w tej syt. głównie Ty.
Mogłaś psa zapiąć, spodziewać się, że nie każdy pies będzie przyjaźnie nastawiony do innych i że nie każdy właściciel jest na tyle rozumny by zapiąć takiego agresora na smycz, zwłaszcza starsi ludzie. No niestety.

A ogólnie, to zdaje się, że w większości miast pies w parku zwłaszcza jeśli ten jest uczęszczany powinien być zapięty na smyczy i sorry, Twój pies nie stoi ponad tym prawem żeby uważać, że Twój nie musi być zapięty, ale inne owszem.
Jeśli wymagasz - wymagaj najpierw od siebie. Tyle.

***

A ja wczoraj widziałam jak wracałam ze szkoły pięknego setera irlandzkiego :) . Nie mam kręcioła na punkcie tych psów, ale urzekł mnie. sierść miał niesamowitą - tak była lśniąca, że jeszcze trochę i zacznie odbijać niczym lustro ;) .

Klajda94 - 15 Październik 2008, 15:21

draca-ena napisał/a:
Mogłaś swojego psa zapiąć na smycz, bo nikt nie gwarantował Ci, że pies idący z drugiej strony edzie przyjaźnie nastawiony.

No wybacz, przechodziła ta starsza para, ich psy szły spokojnie, mój szedł koło nogi, więc skąd mogłam wiedzieć, że tamten pies się rzuci?! Ja swojego potrafię odwołać :? On mi szedł koło nogi i nie podchodził do żadnego psa ani człowieka! :roll: A co bym tą smyczą zrobiła? Odciągła mojego jak tamten się rzucał? A może uderzyła właściciela żeby się pospieszył, bo szedł tak jakby od niechcenia? :|
draca-ena napisał/a:

Mogłaś psa zapiąć, spodziewać się, że nie każdy pies będzie przyjaźnie nastawiony do innych i że nie każdy właściciel jest na tyle rozumny by zapiąć takiego agresora na smycz, zwłaszcza starsi ludzie. No niestety.

Wytłumacz mi w jaki sposób pomogła by mi ta smycz? Powtarzam: ja potrafię mojego psa odwołać!
Cytat:
Jeśli wymagasz - wymagaj najpierw od siebie.

Nie wymagam żeby psy były zapięte. Przeczytaj uważnie. Wymagam żeby inni potrafili pilnować swoich pociech, bo ja potrafię.
draca-ena napisał/a:
A ogólnie, to zdaje się, że w większości miast pies w parku zwłaszcza jeśli ten jest uczęszczany powinien być zapięty na smyczy i sorry, Twój pies nie stoi ponad tym prawem żeby uważać, że Twój nie musi być zapięty, ale inne owszem.

A ty nigdy nie puszczasz psa? Ciągle masz go na smyczy? Ten park nie jest bardzo uczęszczany, tylko przy wejściu i wyjściu więc ten kawałek chyba mogłam przejść, wiedząc że pies nigdzie nie pójdzie?

Kompletnie nie rozumiem sensu twojej wypowiedzi. Zarzucasz mi, że to moja wina, że podbiegł jakiś pies i rzucił się na mojego i jeszcze twierdzisz że nie mam wyobraźni. OK czekam na odpowiedzi :roll:

draca-ena - 15 Październik 2008, 17:07

Cytat:
No wybacz, przechodziła ta starsza para, ich psy szły spokojnie, mój szedł koło nogi, więc skąd mogłam wiedzieć, że tamten pies się rzuci?!


Ano wyobraźnia bo nie mogłaś wiedzieć. A wyobraźnia potrzebna jest zwłaszcza przy psach, które czegoś się boją.
T\Oczywiście, p
Klajda94 napisał/a:
e tamtych ludzi, ale lepiej nastawuiać się, że oni nie mają tej wyobraźni.

[quote="Klajda94"]A co bym tą smyczą zrobiła? Odciągła mojego jak tamten się rzucał?


Ja bym właśnie swojego psa odciągnęła. Chyba, że miałaby być jakaś walka ostra, to wtedy bym smycz puściła, żeby sucz miała równe szanse.

Klajda94 napisał/a:
Wymagam żeby inni potrafili pilnować swoich pociech, bo ja potrafię.


Masz nikłe szanse na zaspokojenie wymagań :].

Klajda94 napisał/a:
A ty nigdy nie puszczasz psa?


Tylko w jednym miejscu w mieście, które w ogóle nie jest uczęszczane, ani przez psy, ani przez ludzi. W parku [mało uczęszczanym] itp. jest na 15 m lince.

Klajda94 napisał/a:
Ten park nie jest bardzo uczęszczany, tylko przy wejściu i wyjściu więc ten kawałek chyba mogłam przejść, wiedząc że pies nigdzie nie pójdzie?


Mając psa bojącego się innych psów i widząc nadchodzacego psa, ja automatycznie zapięłabym swego psa. To dla mnie byłaby podstawa w takiej sytuacji.
Trzeba pokazywać, że inne psy są ok, a w taki sposób jeśli natra=fisz na więcej psów pokroju tego spotkanego, to kiepsko to widzę.

Klajda94 - 15 Październik 2008, 17:30

draca-ena napisał/a:
Mając psa bojącego się innych psów i widząc nadchodzacego psa, ja automatycznie zapięłabym swego psa. To dla mnie byłaby podstawa w takiej sytuacji.

Ale on się nie boi kiedy widzi psa tylko dopiero wtedy kiedy pies na niego leci, ew. szczeka. Nie miałam pojęcia, że mały kundelek będzie miał w sobie tyle agresji :shock: Ehh.

draca-ena - 15 Październik 2008, 17:49

Klajda94 napisał/a:
Nie miałam pojęcia, że mały kundelek będzie miał w sobie tyle agresji


Małe takie bywają, możliwe, że jego agresja wypływała ze strachu. Takie rzeczy też powinno się mieć na uwadze :P .

KW - 15 Październik 2008, 17:54

Hmmm zaraz dojdziemy do tego, że łagodne z usposobienia psy, czy po prostu dobrze wychowane muszą schodzić z drogi tym które są agresywne w stosunku do innych psów lub po prostu właściciele takowych nie mają chęci czy wyobraźni swoich (agresywnych) milusińskich pilnować.... Takie odnoszę wrażenie czytając wątek :P
draca-ena - 15 Październik 2008, 18:01

KW napisał/a:
że łagodne z usposobienia psy, czy po prostu dobrze wychowane muszą schodzić z drogi tym które są agresywne w stosunku do innych psów lub po prostu właściciele takowych nie mają chęci czy wyobraźni swoich (agresywnych) milusińskich pilnować.


Hm, a czy po części tak nie jest...?
Bo wg mnie jest. Ja mam wyobraźnię i wiem, że zwłaszcza starsze osoby z takimi psami nie bardzo się przejmują resztą psów k,które w pewnym momencie mogą ucierpieć.
Pewnie, że ideałem by było, gdyby nie było takich sytuacji, że biegają luzem agresywne psy, ale czy to już nie byłaby utopia? Bo to mało realne- idealne prawo idealnie przestrzegane.

Ja już nieraz spotkałam staruszków z niedużymi psami latającymi luzem, którzy informowali mnie o tym, że ich pies nie lubi innych, kiedy ten pies już zbliżał się do Lily. Ale ja miałam Lily na smyczy, więc w miarę mogłam zmienić kierunek i obyło się bez rzucania.

Meg - 15 Październik 2008, 18:03

KW ja mam podobne wrażenie, a chyba nie o to tu chodzi (?)
Zorlis - 15 Październik 2008, 18:14

Hm... Mi wcale nie przyszłoby do głowy, żeby Arisa nie zapiąć na smycz, kiedy widzę obcego psa (w stosunku do znajomych wiem, jak się zachowa), mimo iż jest w 100% odwoływalny. Po prostu, różnie bywa.

Tylko niedawno idąc ze znajomą, spotkałyśmy młodą labradorkę - Aris na smycz, sunia latała z labradorką, mój najwyraźniej też się chciał bawić (do młodszej od siebie charcicy czuje ogromny respekt, trzyma go suńka w ryzach, więc nie może się "źle" zachowywać ;) ) - spuściłam go, i latały sobie w trójkę po wałach, bawiąc się świetnie... Aż byłam miło zaskoczona ;)

KW - 15 Październik 2008, 18:16

Ale po to właśnie jesteśmy (osoby które są w "temacie" ) by uświadamiać innych. A tu dodatku chodzi tylko i wyłącznie o kulturę we współżyciu z innymi. A do tego nie trzeba już mieć doświadczenia w wychowaniu psów tylko właśnie odrobinę kultury i wyobraźni. Ja sama już kiedyś wspomniałam o tym jak kiedyś mieszkając w bloku jedna sąsiadka "wyprowadzała" swojego średniej wielkości kundelka na smyczy (!) i ten pies nią targał tam gdzie chciał! Już wspominałam ile razy ten pies rzucał się na mojego z zębami i tylko przed konsekwencjami chroniła mojego psa jego obfita sierść bo mogę sobie tylko wyobrazić jakie byłyby konsekwencje tych "wybryków" ze strony tamtego nie wychowanego psa gdyby Onul był któtkowłosym psem. I co ja mam mu schodzić z drogi? Nie, takie zachowanie jeżeli się nie pracuje się nad tym trzeba piętnować! Ja przynajmniej nie zamierzam nigdy tolerować takiego typu zachowań. Rozumiem kiedy ktoś pracuje nad psem i kontroluje jego zachowanie! To jest różnica.
Cytat:
Ja już nieraz spotkałam staruszków z niedużymi psami latającymi luzem, którzy informowali mnie o tym, że ich pies nie lubi innych, kiedy ten pies już zbliżał się do Lily.

To czemu te nielubiące innych pieski latały luzem? Wiek właściciela nie usprawiedliwia zachowania zarówno człowieka jak i jego podopiecznego.

Zorlis - 15 Październik 2008, 18:22

Ani wiek właściciela, ani rozmiary psa. Wrze we mnie, kiedy słyszę "mały, to nic nie zrobi", czy jak spotykam się z tym, że to mały pies bez wyraźnego powodu rzuca się z zębami na dużo od siebie większego. Co jak co, ale też może stanowić zagrożenie...
KW - 15 Październik 2008, 18:36

Cytat:
Ani wiek właściciela, ani rozmiary psa. Wrze we mnie, kiedy słyszę "mały, to nic nie zrobi", czy jak spotykam się z tym, że to mały pies bez wyraźnego powodu rzuca się z zębami na dużo od siebie większego. Co jak co, ale też może stanowić zagrożenie...

Pewnie! Każdy odpowiedzialny właściciel psa chce normalnego, spokojnego spaceru. Jeszcze tego brakuje by właścicielowi łagodnego psa który trzyma się swojego pana obrywało się po głowie....

draca-ena - 15 Październik 2008, 19:10

KW napisał/a:
To czemu te nielubiące innych pieski latały luzem?


Do mnie to pytanie? Nie sądzę, bo to nie były moje psy.

KW napisał/a:
Wiek właściciela nie usprawiedliwia zachowania zarówno człowieka jak i jego podopiecznego.


No pewnie, ale to nie moja wina, że przynajmniej jeśli spotykam psa luzem to przeważnie jego właścicielem jest jakaś starsza osoba, która niezupełnie panuje nad owym psem. Właśnie dlatego pilnuję swojego psa.

I uważam, że jeśli ktoś ma strachliwego psa, bojącego się innych psów to wiedząc, jakie są realia, powinien zwrócić uwagę na to, że nasz świat utopijny nie jest.
No, przynajmniej dla mnie byłaby taka lista priorytetów - najpierw chronić swego psa przed spowodowaniem jeszcze większego lęku, a potem dopiero ratować świat uświadamiając właścicieli małych czy niemałych psów.
Ja rozumiem ,że pies idzie, trzyma się, ale jak się widzi innego psa to kultura wg mnie też nakazuje swego psa zapiąć, bo nigdy nie wiadomo jaki ten 2gi pies jest.

KW - 15 Październik 2008, 19:19

Cytat:
Do mnie to pytanie? Nie sądzę, bo to nie były moje psy.

Przecież nie napisałam, że Twoje.
Cytat:
No pewnie, ale to nie moja wina, że przynajmniej jeśli spotykam psa luzem to przeważnie jego właścicielem jest jakaś starsza osoba, która niezupełnie panuje nad owym psem.

Ani nie Twoja ani nie moja ani nie Klajdy. Ale chodzi o to, że nic nie usprawiedliwia osoby której pies rzuca się z agresją na innego i jego właściciel tego zachowania nie kontroluje.

draca-ena - 15 Październik 2008, 19:28

KW napisał/a:
Ale chodzi o to, że nic nie usprawiedliwia osoby której pies rzuca się z agresją na innego i jego właściciel tego zachowania nie kontroluje.


A ja mam po prostu do tego podejście praktyczne i nie liczę na cud, że takich właścicieli i psów nie będzie. No i uważam, że wszelkie piękne idee idąc na spacer można włożyć między bajki, bo i tak nigdy nie będzie idealnie z tymi właścicielami.
A żeby mieć podejście praktycznie, trzeba mieć wyobraźnię i wiedzieć czego można się spodziewać.
Tyle, bo o to głównie mi chodzi.

Bo jak na razie, z tego co piszesz to nic nie wynika z tego, że ni takich właścicieli nie usprawiedliwia. A więc: CO Z TEGO, że nic ich nie usprawiedliwia? Zmienia to jakoś sytuację? Bo dla mnie nie zmienia...

KW - 15 Październik 2008, 19:55

A to z tego wynika, że sama miałaś ale do Klajdy.
Przepraszam bardzo ale ja nie mam zamiaru się na takie wybryki innych psów na spacerach godzić! I jak sama jestem usposobiona bardzo łagodnie (podobieństwo psa do właściciela lub na odwrót :P ) to nie zgadzam się z takim nastawieniem. Równie dobrze w tej chwili normalni ludzie muszą się poddawać takiej presji. Nie mogą wyjść na osiedlach po zmroku bo w łeb dostaną czy są narażeni na inne nie miłe konsekwencje. I co? Ja też powinnam się z tym liczyć i schodzić im z drogi? Niby inny przykład od psiego ale czy całkiem taki inny? Liczę się i owszem ale tego nie toleruję i dzwonię po "pały" jak tylko widzę na ulicy, że coś nie jest tak jak trzeba. Nawet jeżeli nie da to do myślenia niektórym "zakutym łbom" to chociaż uprzykrzy im to życie tak jak i mnie może ktoś je uprzykrzać. Klina klinem!

draca-ena - 15 Październik 2008, 20:26

KW napisał/a:
Liczę się i owszem ale tego nie toleruję i dzwonię po "pały" jak tylko widzę na ulicy, że coś nie jest tak jak trzeba.


U mnie nie ma straży miejskiej :) . A zanim dojechaliby z np. sąsiedniego miasta, to sobie mogę dzwonić, hehe :) .
No, ale ja mieszkam w małym mieście i na szczęście mało takich osób spotykam. Ogólnie mało psów spotykam.

A przykład nietrafiony, bo psy w miejscach publicznych uczęszcznych powinny być na smyczy, przynajmniej w większości miast, a pies Klajdy nie był :) . Ten drugi też nie, ale... no własnie ale... Ja zapięłabym swego psa i tyle.

KW - 15 Październik 2008, 20:32

Cytat:
A przykład nietrafiony, bo psy w miejscach publicznych uczęszcznych powinny być na smyczy, przynajmniej w większości miast, a pies Klajdy nie był :) . Ten drugi też nie, ale... no własnie ale... Ja zapięłabym swego psa i tyle.

Ale tu nie chodzi by popadać z jednej skrajności w drugą. Albo wszystkie zapięte albo wszystkie luzem. Od tego mamy rozumy by z nich korzystać ;)
Przypomniało mi się stwierdzenie: Kiedyś normą był ogól a nie margines. A coraz częściej mam wrażenie, że wszystko staje na głowie.

draca-ena - 15 Październik 2008, 21:02

Wierzysz w utopijny świat?
Ja nie :) .
Idee ideami, ale życie rzeczywiste to inna sprawa...

KW - 16 Październik 2008, 08:51

Widzę co widzę i wyciągam wnioski. Jeśli coś mi się nie podoba to mówię o tym i już, prosta sprawa. Co, idziesz do sklepu kupujesz jabłka 1/3 to zgniłe ale co masz zrobić i bierzesz je? Czy zwracasz uwagę sprzedawcy żeby sobie jaj nie robił? Ja wybieram drugą opcje. Klajda opisała prostą sytuacje, nie była to jej wina a mimo wszystko jej się "dostało". Trochę to nie fair.
an1a - 16 Październik 2008, 10:20

draca-ena, a co by dało zapięcie psa Klajdy na smycz? Tamten pies nie zmieniłby swoich zamiarów na bardziej przyjazne, a w "razie co" beknęliby staruszkowie za nieupilnowanie, bo Klajda miała swojego psa przy nodze.

Mój pies coraz częściej w miejscach publicznych (po ulicy) chodzi bez smyczy, bo jest odwoływalny. W 100% przypadków nie odwróci się i nie odejdzie tyłem do psa, chociaż jest coraz lepiej, ale jestem pewna tego, że na moje miłe "nie" stanie w miejscu (głos już mam wyćwiczony).


I nie wiem czemu większość suczek pekińczyka czuje niezłą miętę do mojego psa :P Mam 2 na osiedlu i wszystkie się na niego uwzięły, oczy im wychodzą z zachwytu jak widzą Nerusia. Podchodzą, stękają, chrumkają (i co one tam jeszcze robią...) - pełen zachwyt ;D
Z jedną bardzo młodziutką sunią wychodzi dziewczynka. Byłam dzisiaj z małym smrodkiem i Nerem na spacerze, on od razu podszedł się przywitać z sunią, a ona za nim długa :P Poczekaliśmy, dziewczynka wzięła sunię i odchodzimy.
Ona znowu nas dogoniła i tym razem podleciała do szczeniaka, ładnie się przywitały, Nero to zauważył i zaczął warczeć na pekinkę :roll:
Nikt nie może ruszać jego szczeniaka :mrgreen:

klaudia - 16 Październik 2008, 12:27

Klajda94 napisał/a:
A mnie by dzisiaj coś trafiło :evil: Idę sobie do parku, idą jacyś ludzie, ale Kajtek jest grzeczny więc nie zapinałam go na smyczy. Mój szedł ładnie kiedy od starszych ludzi podbiegł pies i rzucił się na niego! W ostatniej chwili się opamiętałam i nie kopłam go tylko tupłam. A dziadek co? Idzie sobie wolnym kroczkiem zadowolony :evil: Nóż się w kieszeni otwiera. Na odchodne powiedziałam żeby psa zapinali na smyczy, albo go pilnowali. No i powiedzcie mi jak ja mam tego Kajtka do końca przekonać do psów [niektórych się boi] jak przez takie incydenty on się jeszcze bardziej boi! Niektórzy ludzie naprawdę nie myślą. Zero wyobraźni :roll:

P.S. Za to widziałam przecudownego chow-chow :serduszka:

Nie możesz mówić komuś, żeby zapinał psa na smycz, skoro, ty nie zapinasz. Ogólnie prawnie pies musi być zapięty na smycz i nhie ma tu żadnego "mój się słucha", "chodzi tylko przy nodze" itd. Ale psy. które stanowią zagrożenie muszą mieć kaganiec+smycz. Sąsiedzi mają psa, który jest agresywny. Pis chodzi tylko na smyczy. To chore!

an1a - 16 Październik 2008, 12:55

klaudia napisał/a:
Ogólnie prawnie pies musi być zapięty na smycz i nhie ma tu żadnego "mój się słucha", "chodzi tylko przy nodze" itd

Zależy co masz na myśli pisząc "prawnie". Pies może być puszczony ze smyczy pod warunkiem, że właściciel ma nad nim kontrolę. Nawet pies agresywny może być bez smyczy, ale kaganiec jest obowiązkowy i zasady takie same - kontrola właściciela.

A teraz zarzucacie dziewczynie jakby to jej pies zaatakował tamtego, a nie na odwrót. Jej pies nie interesuje się innymi, nie podchodzi do nich. Więc jakim prawem inne psy mają do niego podchodzić?

klaudia - 16 Październik 2008, 13:09

an1a, a nie ma nakazu ogólnego w różnych gminach, jeśli chodzi o wawę, że pies musi być na smyczy?

an1a napisał/a:
A teraz zarzucacie dziewczynie jakby to jej pies zaatakował tamtego, a nie na odwrót. Jej pies nie interesuje się innymi, nie podchodzi do nich. Więc jakim prawem inne psy mają do niego podchodzić?
Nie, źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi tylko o to, że nie może wymagać, żeby pies był na smyczy, jeśli jej jest bez. Ale np. może zrobić aferę, że pies jest agresywny, atakujący i nie ma kagańca.
Ja oczywiście współczuję dziewczynie, bo mnie by rozniosło. Nie dość, że pies sam przylazł do jej psa, to jeszcze zaatakował i smycz nic by nie dała, ale jakby pies miał kaganiec, łatwiej i bezpieczniej byłoby odciągnąć psa.
Nie rozumiem osoby, która zarzuca jej brak wyobraźni itd.

an1a - 16 Październik 2008, 13:25

klaudia napisał/a:
an1a, a nie ma nakazu ogólnego w różnych gminach, jeśli chodzi o wawę, że pies musi być na smyczy?

Są przepisy na Warszawę i oddzielne dla każdego miasta. Mieszkam w bardzo policyjnej dzielnicy i nikt mi nie zwrócił uwagi, że pies chodzi bez smyczy, bo jest w kagańcu i odwoływalny.
klaudia napisał/a:
Nie, źle mnie zrozumiałaś. Chodziło mi tylko o to, że nie może wymagać, żeby pies był na smyczy, jeśli jej jest bez. Ale np. może zrobić aferę, że pies jest agresywny, atakujący i nie ma kagańca.

Oczywiście, że może wymagać, bo jej pies nie odchodzi od niej dalej niż metr czyli ma nad nim pełną kontrolę, a jeśli ktoś nie panuje nad swoim psem - smycz albo kaganiec.

Druga sprawa - niektóre psy potrafią zrobić niezłe kuku kagańcem...

Mnie nie interesuje czy pies jest przyjaźnie nastawiony czy nie, nie życzę sobie kontaktów z moim psem, jeśli nie znam tamtego psa.
Wolę kontrolować te spotkania, bo każde takie "nagłe" psuje CAÂŁÂĄ pracę z moim psem.

Foxy - 16 Październik 2008, 14:13

To ja Wam opowiem historię z wczoraj i opcję, którą Klajdzie doradziła Draca-ena i jej skutki.
Szłam z suczą (młoda na smyczy, bez kagańca), rozmawiałam przez telefon. Idziemy, widzę psa, niedużego, odrobinę mniejszego od mojej suki - gruby, czarny, raczej starszy.
No ale spoko, mówię do niej: nie wolno, więc ona idzie spokojnie, a tamten podbiega i sie rzuca na nią. Rozłączyłam się, suce dałam dłuższą smycz, żeby się mogła obronić i rozglądam się za właścicielem. I znalazłam - młoda dziewczyna, ok 25-26 lat stoi z jakąś inną dziewczyną i facetem i sobie gadają. Ja się wkurzyłam i mówię do niej, czy mogłaby w końcu zabrać tego psa, podeszła łaskawie i zabrała.
Ja, jak to ja, musiałam to skomentować i mówię: a smycz dla psa, to gdzie masz? Pies ma być na smyczy, nie mówiąc o tym, że jest agresywny.
Ona mi na to, że no to co z tego? To się pytam, czy mam zadzwonić po Straż Miejską i jej udowodnić 'co z tego'? Przechodził starszy pan, który szedł za mną i moją suką wcześniej, widział całe zdarzenie (mojego spokojnego psa i tamtego, który się rzuca + bezczelną panienkę). On mnie poparł, bo mówi, że wszystko widział. Przystanęły jeszcze ze dwie osoby, nagle się zrobiła awantura.
Mówię do niej,żeby tego psa na smycz zapinała, albo chociaż kaganiec ubrała, bo jest agresywny, a ona mówi do mnie, że taki mały pies nie musi być na smyczy. Powiedziałam jej, żeby mnie nie rozśmieszała i lepiej niech sobie poczyta przepisy, ta mi na to, że ona doskonale zna przepisy, więc jej zasugerowałam, że skoro tak świetnie je zna, to ja zadzwonię po SM i zobaczymy, jak to ze znajomością tych przepisów. Ona coś tam zaczęła pyskować, starszy facet wykręcił numer na SM, ale ja już tam nie mogłam zostać, bo się spieszyłam i już byłam spóźniona, więc tylko mu powiedziałam, żeby zgłosił, że agresywny pies bez kagańca i smyczy i sobie poszłam.

I teraz pytanie: co dałoby Klajdzie i Kajtkowi zapięcie go na smycz? NIC.
Byłaby taka sama sytuacja, jak u nas wczoraj - on szedłby na smyczy, jak Foxy, a drugi pies i tak by się na niego rzucił, i tak.
Biorąc pod uwagę, że Kajtek się psów boi, to nie wiadomo, jakby się to skończyło (pies na smyczy ma mniejsze szanse obrony).
Ja mojej dałam więcej luzu, bo wiedziałam, że sobie poradzi + krzyknęłam na drugiego psa i po właściciela i panna psa zabrała.

Niemniej uważam, że tak, czy tak zapięcie na smycz psa w przypadku Klajdy nic by nie dało, bo jak widać, po moim przykładzie - wcale to nie pomogło :]

mineralna_ - 16 Październik 2008, 14:43

Wczoraj wieczorem miałysmy z suczą mniej niż nieudany spacer.

Początkowo, było spoko, fajniutko ;)
Ale pod koniec...

Ide z suczem, Carmen przy lewej nogę, zaraz przy krawędzi chodnika (przy krzakach), obok pani z 'beaglem' a trochę obok tej pani pan, który trzymał swojego asta/pitta na smyczy przy prawej nodze. Idę sobie spokojnie, wyprzedzam tych państwa, bo idę do domu, i nagle pies tego pana żuca się na Carmen. Facet ledwo zdołał go odciągnąć. Skarcił psa a ja pogłaskałam suczylkę i idę dalej, spora odległość była między mną a tym facetem, jak zobaczył że idę 'za nimi' to spojrzał na mnie jak na UFO a ja weszłam do mojej klatki...

an1a - 16 Październik 2008, 14:59

mineralna_ napisał/a:
Idę sobie spokojnie, wyprzedzam tych państwa, bo idę do domu, i nagle pies tego pana żuca się na Carmen. Facet ledwo zdołał go odciągnąć.

Mój też się tak rzuca i ludziom zdarza się wpadać w panikę, też zdarza mi się polecieć do przodu - urok silnego psa ;)

Klajda94 - 16 Październik 2008, 16:01

klaudia napisał/a:
Ja oczywiście współczuję dziewczynie, bo mnie by rozniosło. Nie dość, że pies sam przylazł do jej psa, to jeszcze zaatakował i smycz nic by nie dała, ale jakby pies miał kaganiec, łatwiej i bezpieczniej byłoby odciągnąć psa.

Już nawet nie chodzi o to, że cała nauka, zaznajamianie z wszystkimi łagodnymi psami żeby się nie bał poszła na marnę. Najbardziej mi przykro, że ten starszy pan szedł z wielką łaską po swojego psa i nawet nie przeprosił. :roll:

Stokrotka - 16 Październik 2008, 16:45

Klajda94, rozumiem Cię . Miałam podobną sytuację , tyle że sucz ( buldog francuski chyba ) rzuciła się z zębami do Kuby . Mój pies boi się psów ( nie wszystkich ) i ludzi . Całe szczęście , że te zdarzenie nie odbiło sie na jego psychice .
Właściciel tej suczy wie , że ona jest agresywna , ale dalej chodzi z psem bez smyczy i bez kagańca . Parę dni temu znowu chciała mojego psa zaatakowac , ale na szczęście mój chłopak wziął Kubusia na ręce . A właściciel.? Siedział sobie na ławeczce i rozmawiał z kimś :evil: . Jak jeszcze raz zobaczę jego sucz bez kagańca czy tam smyczy to chyba zadzwonie na policję , chociaż to i tak nic nie da :roll:

draca-ena - 16 Październik 2008, 16:58

KW napisał/a:
Co, idziesz do sklepu kupujesz jabłka 1/3 to zgniłe ale co masz zrobić i bierzesz je? Czy zwracasz uwagę sprzedawcy żeby sobie jaj nie robił? Ja wybieram drugą opcje.


Nie przewidziałaś 3ciej opcji. Wychodzę z tego sklepu, idę do innego i tam kupuję. Mam dość sklepów wokół, by móc sobie iść wybrać jakie jabłka chcę i nie zawsze mam czas na wykłócanie się, czy sprzedawca robi sobie jaja czy nie. No ba, nawet uważam, że spadek sprzedaży może całkiem pozytywnie na tego sprzedawcę wpłynąć [nie sądzę by ktokolwiek kupował zgniłe jabłka], a nie mam najmniejszej ochoty w każdym okolicznym sklepie robić burzy w szklance wody, nie mieszkam w Warszawie, żeby mieć AÂŻ taki wybór.
Tym samym przykład staje się chyba mało adekwatny do sytuacji.

No to przynajmniej ja potrafię na smyczy odciągnąć Lily od agresora. Sytuację taką miałysmy kilka razy, za każdym razem ona była na smyxzy, obcy pies nie i choć żaden typowo z zębami się na Lily nie rzucił, to gdyby Lily była bez smyczy, doszłoby do pogryzień.

Dla mnie koniec tematu. Mój pies też jest odwoływalny, ale dla mnie to nie stwarza pretekstu do spuszczania go, kiedy w parku jest inny pies - kiedy psów nie ma i jest mało ludzi, tak, ale w innym wypadku nie.

Foxy - 16 Październik 2008, 17:30

Cytat:
Jak jeszcze raz zobaczę jego sucz bez kagańca czy tam smyczy to chyba zadzwonie na policję , chociaż to i tak nic nie da :roll:
Jeden mandat, drugi, trzeci i w końcu właściciel się zastanowi, że lepiej wydać 3 dychy na kaganiec, czy smycz i zapinać psa, niż płacić tyle mandatów po tyle kasy.
KW - 16 Październik 2008, 18:17

Po 1 przykłąd który podałam miał służyć jako jako takie porównanie ;)
Cytat:
No to przynajmniej ja potrafię na smyczy odciągnąć Lily od agresora.

A mogę wiedzieć jak to zrobiłaś? ;) Ja jakoś to sobie średnio wyobrażam i w teorii i w praktyce. Oczywiście zakładając że ten agresor jest bez kontroli na smyczy i lata w koło Twojego psa by go "dopaść".
Cytat:
to gdyby Lily była bez smyczy, doszłoby do pogryzień.

Ze smyczą czy na smyczy nie ma różnicy. Mój pies jakoś został "pogryziony" mimo iż te dwa psy były na smyczy! Uratowała tylko mojego "przydupaska" gruba i obfita sierść.
Cytat:
Mój pies też jest odwoływalny, ale dla mnie to nie stwarza pretekstu do spuszczania go, kiedy w parku jest inny pies - kiedy psów nie ma i jest mało ludzi, tak, ale w innym wypadku nie.

A skąd wiesz, że w całej okolicy kiedy puszczasz swojego psa innego nie ma w okolicy? :shock: Szósty zmysł? Wchodząc do parku nie masz wiedzy ile się w nim znajduje psów. Orientacyjnie po przejściu jakiegoś kawałka możesz stwerdzić jedynie czy jest ich dużo czy mało ale nie jesteś w każdym zakątku bez przerwy. A co jeśli zza rogu wyłoni się jednak jakiś pies? Proszę, przed chwilą mówiłaś, że nie wierzysz w jakieś utopijne ideały a teraz mówisz, że puszczasz psa kiedy nie ma innych. ÂŻycie jest na tyle nieprzewidywalne w sytuacjach, że takie rzeczy można jedynie zakładać a nie brać jako pewnik.
W dodatku temat zaczął się od konkretnej sytuacji a zaczynamy zmieniać tory na temat czy spuszczać psa ze smyczy czy nie :P

Aga - 16 Październik 2008, 18:18

Cytat:
Mając psa bojącego się innych psów i widząc nadchodzacego psa, ja automatycznie zapięłabym swego psa. To dla mnie byłaby podstawa w takiej sytuacji.
Trzeba pokazywać, że inne psy są ok, a w taki sposób jeśli natra=fisz na więcej psów pokroju tego spotkanego, to kiepsko to widzę.

dokładnie :]
Przy tym nawet takie sytuacje sie nie zmienią - trzeba dać przykład innym ludziom : ja zapinam swojego psa jak widzę że idzie inny i niech on zrobi to samo[nawet go upomnieć]
Nikt nie wie co psu strzeli go łba,pies który innych się boi może z paniki zacząć uciekać w drugą stronę itp.

My obecnie mamy bardzo udane spacery :D
Odwołanie jako takie ale staram się chodzić na razie w miejsca bez rozproszeń gdzie Roki ładnie przychodzi :)

draca-ena - 16 Październik 2008, 19:16

Cytat:
A skąd wiesz, że w całej okolicy kiedy puszczasz swojego psa innego nie ma w okolicy?


Eee... Widzę? Tak. Widzę. Mam na tyle "wielki" park, że mogę sprawdzić ile jest ludzi i psów jednym spojrzeniem bo mam widok na cały park. Pewnie, że jest ryzyko, że pies wyleci z jakiejś bocznej uliczki, ale znając ludzi na tamtych ulicach mogę się spodziewać, że ich delikatne westie i yorki nie biegają samopas po parku [ot, takie osiedle lekarzy itp. pałacyki i inne tandetne domki xD ]

Hehe. Uroki małych miast. W sumie dobre uroki.
A gdybym nie była w stanie sprawdzić,to raczej bym nie puszczała. Mam w obwodzie inne miejsce.

Hm, a co do tego w jaki sposób odciągam - zdaje mi się, że całkiem normalnie. Np. kiedyś szłam właśnie jedną z tych bocznych uliczek, a biegał sobie mały kundelek [no, wielkości Lily], na Lily i na mnie chciał naskoczyć i to całkiem na poważnie. Tupnięcie nogą i szybki krok starczyło. Lily była na smyczy oczywiście. W większości takie psy nie polecą na koniec świata za innym psem. Jeśli to biegające samopas po ulicy na której mieszka właściciel, to przeważnie zostają w tym rejonie, a na spacerze część i tak raczej nie zwieje na koniec świata od właściciela, nawet jeśli nie jest odwoływalna .

KW - 16 Październik 2008, 19:22

Dracena ale weź uwagę na to, ze oceniłaś sytuację koleżanki która może nie koniecznie mieszka w malutkim miasteczku. Nie oceniałaś swojej sytuacji ale sytuację Klajdy. Nie wrzucaj wszystkiego do jednego worka bo to jest po prostu nie sprawiedliwie. Sytuacja opisana przez Klajdę była jasna i nie widzę tu powodu by za takie zachowanie miała dostać burę. Ta bura należała się właścicielom tamtego psa a nie Klajdzie. Ot co.
Cytat:
Tupnięcie nogą i szybki krok starczyło. Lily była na smyczy oczywiście.

Niekiedy to nie wystarcza....

Gato - 16 Październik 2008, 19:24

a mnie jest generalnie wszystko jedno, co właściciel robi, żeby jego pies nie podchodził do mojego. jeśli mój nie podchodzi - czy jest spuszczony czy na smyczy to tamten bez pytania też ma nie podchodzić, a jak to właściciel załatwi to już jego broszka. jak jest w stanie odwołać swojego psa - to niech ten pies sobie lata, jeśli nie - niech go złapie na smycz, za obrożę, ogon, nogę.
ja osobiście swojego psa często za nic nie trzymam jak przechodzę obok innego psa, czasem go nie łapię a dalej rzucam piłkę, ale jak widzę, że drugi pies przeciągnie właściciela bo poleci za moją, albo jak ktoś jest niezdecydowany i nie wie czy mój pies nie podejdzie to sadzam ją, przytrzymuję za obrożę czy schodzę z drogi. i na pewno nie robiłabym problemów gdyby ktoś mi uwagę zwrócił kulturalnie, że coś jest nie tak.
a ci co radośnie na hurra puszczają pieski do obcych piesków mogą się kiedyś przejechać, bo albo pies pojedzie do szycia, bo inny pies go przetrąci, albo właściciel obcego pieska potraktuje go z kopa i się skończy.

draca-ena - 16 Październik 2008, 19:33

KW napisał/a:
która może nie koniecznie mieszka w malutkim miasteczku.


Ale psa raczej widziała, prawda, przynajmniej kiedy się zbliżał? Dla mnie wówczas ten moment byłby odpowiedni na zapięcie swojego psa. No i często to daje znak właścicielom drugiego psa - choć nie zawsze - że nie chcemy by nasz pies miał kontakt z innym, czasem zdarzy się wówczas, że zapną swego psa.

KW, gdyby tupnięcie nogą nie wystarczyło i zapowiadało się coś poważniejszego, puściłabym Lily. Nie zawsze tak się da, ale w wielu wypadkach da się.

Jak się widzi walkę, w której jeden pies finalnie ma odgryzione ucho i jest cały poraniony to się trochę inaczej patrzy. To nie był mój pies wtedy, ani ten atakujący, ani atakowany, po prostu to widziałam. Śmieszne, że można by temu zapobiec, gdyby chociaż jeden miał wtedy, w parku [hehe, nie w moim mieście, ten ktry został zaatakowany wyszedł z innej uliczki i był na tyle hardy, że sprowokował, no i okazało się który jest silniejszy], zapiętą smycz. Zwłaszcza, że ten silniejszy znowu nie był taki zaciekły, gdyby choćby ten drugi miał smycz, to dałoby się tego uniknąć [silniejszego znałam bo to pies, o rety, co za koligacje, ale ok, znajomej mojej cioci] i zgrabnie uniknąć "wypadku".

KW - 16 Październik 2008, 19:50

Cytat:
Ale psa raczej widziała, prawda, przynajmniej kiedy się zbliżał? Dla mnie wówczas ten moment byłby odpowiedni na zapięcie swojego psa.

Mogła, nie musiała. Ale nie o to tu chodzi. W końcu to nie ona ma problem ze swoim psem i pies tak czy tak był przy niej w tej chwili gdy rozegrała się ta scena.
Cytat:
KW, gdyby tupnięcie nogą nie wystarczyło i zapowiadało się coś poważniejszego, puściłabym Lily. Nie zawsze tak się da, ale w wielu wypadkach da się

Weź pod uwagę, że w takim przypadku nie wszyscy mają taką możliwość. Co z właścicielami szczeniąt, psów nadmiernie lękliwych, głuchych, ślepych? A to nie są przypadki rzadkie.
Cytat:
Zwłaszcza, że ten silniejszy znowu nie był taki zaciekły, gdyby choćby ten drugi miał smycz, to dałoby się tego uniknąć [silniejszego znałam bo to pies, o rety, co za koligacje, ale ok, znajomej mojej cioci] i zgrabnie uniknąć "wypadku".

Cały czas pokazuję jasno sytuację. Ktoś kto ma psa agresywnego, nie ręczy za jego zachowanie =smycz+ kaganiec w miejscach gdzie mogą przebywać inne psy, ludzie. Pies który jest łagodny jeżeli jest spuszczony i odwoływalny to nie widzę problemu by miał chodzić bez przerwy na smyczy. Co innego jeżeli ten łagodny pies nie jest odwoływalny i puści się do innego psa który nie jest przyjaźnie nastawiony to to już jest sytuacja w której właściciel tego łagodnego psa puszcza go na własną odpowiedzialność. I już wtedy trudno by miał do kogoś pretensje. A jeżeli właściciel agresywnego psa puszcza go samopas i ten atakuje innego to trudno mieć pretensje do ofiary! Prosta sprawa.

draca-ena - 16 Październik 2008, 19:55

Cytat:
Cały czas pokazuję jasno sytuację. Ktoś kto ma psa agresywnego, nie ręczy za jego zachowanie =smycz+ kaganiec w miejscach gdzie mogą przebywać inne psy, ludzie.


Miałam wtedy 10 lat. Myslisz, że mogłam wpłynąć na koleżankę cioci? ;) Nie myslałam o tym, tyle, zwłaszcza, że nie znałam terenu.

Dla mnie koniec tematu. I tak zapięłabym swojego psa, bo teorie teoriami [jak powinno być, ale tak NIE JEST], a życie życiem :].

KW - 16 Październik 2008, 19:59

Cytat:
Miałam wtedy 10 lat. Myslisz, że mogłam wpłynąć na koleżankę cioci? ;) Nie myslałam o tym, tyle, zwłaszcza, że nie znałam terenu.

Ale ja w ogóle nie oceniam Twojej sytuacji ;) Chwilę rozmawiałyście z Klajdą i uważam, że po prostu nie fair jest jeszcze zwalać winę na ofiarę. Tyle.

Sasni - 16 Październik 2008, 21:32

Ja mojego psa nie zapinam na smycz gdy widzę innego psa. Powód? Mój pies na smyczy nie lubi jak podchodzą do niego inne psy ;) A jak jest luzem to reaguje normalnie. Jak widzę obcego psa idącego z naprzeciwka to : jeżeli właściciel nie przywołuje psa, pies radośnie biegnie do przodu to mojego psa zostawiam, widocznie właściciel zezwala na kontakt, a mój pies nie jest agresywny do innych psów. Jeżeli właściciel przywołuje swojego psa (ale nie zapina na smycz) ja również to robie i ewentualnie jak jesteśmy trochę bliżej to zapytam, czy mogę swojego puścić, czy osoba sobie tego nie życzy. I ostatni przypadek - pies z naprzeciwka na smyczy lub zapięty na smycz - mojego nie zapinam, przywołuje go do nogi i jak się zbliżamy do psa, to przytrzymuje go za obroże, mój spokojnie mija psa i puszczam obroże ;)

Ostatnio tylko zrobiłam totalną głupotę :roll: Widziałam małego rudego psa wesoło biegającego luzem, zagapiłam się, mały rzucił się na Matta i...okazało się że był na długiej rozciąganej smyczy, która była cienka i jej nie zauważyłam :? Ale że mój pies nie reaguje agresją na takie małe pieski, to tylko się potknął o własne łapy, gdy chciał się obrócić i nic się nie stało. Ale i tak było mi głupio :P

Zorlis - 16 Październik 2008, 22:14

Cytat:
Mój pies na smyczy nie lubi jak podchodzą do niego inne psy


Cóż, mój tak samo. Reaguje różnie, ale raczej fakt "ograniczenia swobody" drażni go.
Mimo to, kiedy nie znam psa, nie puszczam Arisa, bo luzem też miewa "głupie pomysły" (no i nie lubi zbytniej namolności ze strony zbyt rozentuzjazmowanych psiaków;) )
Bywają też i takie sytuacje (pierwsza - gdy Aris nie miał jeszcze roku), że człek mówiąc, że "jego pies nic nie zrobi" puszcza swojego, ja też, po czym następuje atak (nie ze strony Arisa, ofkors).
I jak tu ludziom ufać :roll: Nic, tylko obserwować każdy, najdrobniejszy ruch, wzrok psa...

Sasni - 16 Październik 2008, 22:29

Ja zawsze staram sie obserwować i zachowanie psów i właścicieli. ;) Na szczęście jak do tej pory moje spacery należą raczej do przyjemnych i mało stresujących. p Ewentualne rzytrzymywanie psa za obroże mi wystarczy, nawet jest to dla mnie wygodniejsze niż smycz. Czasami jak mijamy sie z jakimś średnio miło nastawionym psem na smyczy to dodatkowo też przytrzymuje obroże. Tylko raz straciłam pół paznokcia, bo zahaczył mi się o metalowy element w obroży, a pies wtedy pociągnął 8-)
an1a - 17 Październik 2008, 13:26

Wczoraj czekałam z Nerem i Chrupkiem pod sklepem. Przechodziła jakaś babka z psem, Nero oczywiście wielki obrońca małej, robił "buuu", musiałam go usadzić.
A ten gdzieee oczy opętańca i jeszcze bardziej bo pies spojrzał się na małą :roll: babka weszła do sklepu, zaraz wyszła, psa przytrzymała za obrożę i przeszła obok.
Zapytała się jeszcze:
- to pies?
- tak
- bo moja suka i ma cieczkę (totalnie zdziwiona)
:zgon:

Odpowiedziałam kobiecie, że mój jest kastrowany i nie czuje ;D
Byłam bardzo zdziwiona... Babka przeszła a do niego chyba jakiś zapaszek dotarł, bo zaskoczył na chwilę, jakby się przebudził i po chwili odpuścił. Sprawdzał Chrupka czy z nim wszystko ok :P

Natalie - 17 Październik 2008, 13:52

an1a napisał/a:
Nero oczywiście wielki obrońca małej, robił "buuu"

:mrgreen:
Wszystkie małe wszołki muszą być u Ciebie niezmiernie szczęśliwe jak mają takiego dzielnego "tatusia". :mrgreen:

user - 18 Październik 2008, 10:45

Wczoraj po 17 wyszedłem z psem na spacer. DO lasu mam niedaleko. W lesie zawsze puszczam go luzem. Bax nie ma jeszcze 5 miesięcy. Gdy bylem jakies 2,5 km od domu, dosyć głęboko w lesie, zauważyłem rowerzystę. Wracał z grzybów na skrzypiącym rowerze :P Bax postawił uszy najbardziej jak się da i stoi. Poszedłem dalej, zwykle szedł przy mnie, czasem kawałek przebiegł się za rowerem z ciekawości i wracał. Tym razem zaczął uciekać. Wystraszył się. Ścieżka była wąska więc uciekał w przeciwną stronę. Gdy zniknął mi z oczu poczekałem chwilę z nadzieją, że wróci. Zawsze przybiegał. Jednak nie wracał. Zacząłem go szukać jednak nigdzie go nie było. Świadomość, że będzie się po nocy błąkał po lesie nie mogąc znaleźć drogi mnie dobijała. Biegałem, wołałem, gwizdałem ok 40 min. Nigdzie go nie było, pytałem wszystkich napotkanych czy nie widzieli czarnego szczeniaka. Czułem się strasznie winny. Postanowiłem wrócić do domu po rower i latarkę i szukać go dalej nawet i przez całą noc, a było już ciemno. Gdy wróciłem do domu strasznie się zdziwiłem gdy zobaczyłem go czekającego na mnie pod drzwiami. :|
Tak mi ulżyło... Ale dziwne, że taki mlody pies trafił z tak daleka do domu, tam jest tyle ścieżek i wogóle, tyle tylko że ostatnio chodziłem z nim tamtą trasą na spacery. To była dla mnie niezła nauczka, teraz gdy zauważę obcą osobę na rowerze czy nie, wezmę psa na smycz, gdyż nigdy nie wiadomo jak się zachowa.

Foxy - 18 Październik 2008, 11:25

user, no to nie zazdroszczę doświadczeń i stresów... Ale dobrze, że Bax wrócił i wszystko dobrze się skończyło ;)
aczkolwiek na przyszłość radzę być ostrożnym przy spuszczaniu malucha ze smyczy, zwłaszcza w lesie i można kupić linkę 10-20metrową ;)

user - 18 Październik 2008, 11:28

dzięki bardzo za radę, nieźle mnie wystraszył....
Foxy - 18 Październik 2008, 12:10

user, nie dziwię się ;) Ale spoko, większość z nas przez to przechodziła ;)
Naucz psa przychodzenia do Ciebie, również w sytuacji, kiedy się boi. Rzecz w tym, że jak się boi, to ma nie uciekać na oślep, a uciekać do Ciebie, bo Ty powinieneś mu się kojarzyć z ostoją bezpieczeństwa i spokoju ;)

user - 18 Październik 2008, 12:53

Rozumiem, tak właśnie zrobię.


pozdrawiam :)

Arcana - 18 Październik 2008, 21:07

Dzisiaj wróciłam do domu po tygodniowej nieobecności i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było wyjście z Sagą na spacer do lasu ;) . Moja kochana suka bardzo mnie zaskoczyła, na szczęście miło. W sobotę koło południa jest u nas w lesie dość wielu spacerowiczów, a zdecydowana większość z nich jest na spacerze z czworonogami. Dziś było podobnie. Mijaliśmy po drodze kilka psów i Saga praktycznie na nie nie reagowała (po mojej komendzie "ignoruj"). W pewnym momencie weszliśmy na ścieżkę, na której stał mężczyzna z nieznanym nam ON-kiem. Odruchowo skróciłam Sadze smycz, ale jeszcze nie dałam żadnej komendy, a pies zaczął szczekać i rwać się w stronę mojej suki. Saga patrzy na mnie i idzie... grzecznie przy nodze :D . Facetowi aż się głupio zrobiło. Ale byłam z niej dumna. A potem sobie pomyślałam, że ona tak specjalnie zachowywała się grzecznie, żebym jej znowu nie zostawiła :P .
Aga - 18 Październik 2008, 22:08

My też byliśmy dzisiaj pierwszy raz w tym roku w lesie.Chodziliśmy dobre 5h :mrgreen:
Ja miałam już w pewnym sensie dość(zimno trochę,ale ogrzewała ciepła herbatka :serduszka: )
Roki biegał jak oszalały,raz pokazywał się tacie,który z nosem przy ziemi szukał namiętnie opieńków i raz mnie gdzie szłam ciągle główną ścieżką depcząc po piętach,zgłodniałym dzikom :mrgreen: Około 15 dotarliśmy do domu,psina dopiero teraz wstał na siku - wcześniej zwlókł się tylko wszamać żarełko i spał dalej.Uwielbiam widok zmęczonego,zadowolonego Ronia ale nie miałam z kim po południu iść na spacer do parku z piłeczką :twisted:
Spotkaliśmy zaledwie dwóch grzybiarzy i dwóch ludzi ścinających drzewa + jakiegoś kundelka ale był chyba ich,który cichaczem schował się jak tylko zobaczył moją rudą,dopasowaną do koloru liści zmorę :serduszka:
Grzybiarzy oczywiście obszczekał z bezpiecznej odległości bo jak oni śmią chodzić po lesie wtedy kiedy on po nim chodzi ale ładnie się odwoływał.Kilka razy znikał z oczu ale oczywiście zaraz z impetem unosił za sobą liście z rozpędu w jakim do nas biegł :D

RCookie - 20 Październik 2008, 18:55

Dzisiaj na spacerze miałam chyba ogromne szczęście. Właśnie przechodziłam przez ulicę aż tu nagle zza przydrożnej kapliczki wyskakuje pies, na moje oko to mieszanka boksa z jakimś bullowatym, z tego co wiem nieszczepiony (jak jego podwórkowi koledzy :roll: ), ja już chyba odruchowo złapałam psa na ręce, a tamten pobiegł z powrotem do domu :shock: . Dobrze, że nie jechał żaden samochód.
2shih-tzu:):) - 20 Październik 2008, 19:08

A mnie dzisiaj jedna babka zdenerwowała. Idę z moimi grzecznościami siku i to drugie :P a tu nagle idzie jakaś kobieta yorkiem. Pies skuszczony ze smyczy i biegiem do moich. Jak mój pies jest na smyczy to go strasznie denerwuj, ze inny pies podchdozi i ucieka, natomiat Gizmo ma ograniczone pole manewru i zaczął szczekać, ale tak sympatycznie, zachecająco, bez jeżenia się itd. A babeczka co? "Demon, uciekaj! bo cie pogryzą!".

Pies ją miał w maleńki zadeczku, a moje jednak go nie pogryzły... Przewrażliwiona emerytka. Odkad mam swoimch poopiecznych strasznie mnie derweują psy "luzem", a jeszcze bardziej ich głupie właścicielki.

Meg - 20 Październik 2008, 19:56

2shih-tzu:):) napisał/a:
"Demon, uciekaj! bo cie pogryzą!"


Ten tekst mnie powalił. :lol:

Meg - 25 Październik 2008, 09:35

To nie jest wrażenie z mojego spaceru, ale się wkurzyłam. Wczoraj z Perłą wyszła moja siostra, bo ja musiałam iść do kościoła na różaniec (bierzmowanie. . .) no i koleżanka mojej siostry miała jej przynieść zeszyt no i dołączyła do nich na spacer. Wyrwała jej smycz, bo ona chciała prowadzić, a moja siostra nie chciała jej dać, bo wiedziała co ona zrobi. Kiedy już zabrała jej tą smycz i "prowadziła" psa to spuszczała ją ze smyczy "tak dla jaj", aż przy jednym takim razie Perła podeszła do ogrodzenia jakiegoś i wysoczył jakiś duży pies i by ją ugryzł. :? Moja siostra nieźle już wkurzona wybrała kierunek - dom i już na podwórku chciała się pożeganć i iść do domu to jej koleżanka zastawiała drzwi żeby tylko nie wejść do domu i z nią 10 minut zostać, bo ona ma czas - jeszcze 10 minut. A jak zobaczyła, że na podwórko ktoś dorosły wychodzi to tylko się odwróciła i bez słowa wyszła.
Ja ma dość takich ludzi. Zauważe, że jeszcze, że ma 3 psy swoje. Z jednym największym wychodzi (i tu nie powiem, bo naprawde bardzo często) jej tata, a dwa mniejsze choć mają 10 lat to nigdy smyczy nie widziały i nie były na spacerze> Zresztą ten duży też, bo chodzi luzem, a jest naprawde duży i nie pozwala zbliżać się do nikogo z ich domu. A i siostra koleżanki wtrąca się w wychowanie mojego psa nie mając racji. Wczoraj np. idę z nia i zobaczyłą na spacerze moją siostre z Perłą to ja woła i woła, a Perła nic. Usiadła przy nodze mojej siostry i czeka patrząc się na nią. Była tym oburzona, że pies nie przyszedł. Tylko dopiero jak podeszłysmy bliżej i ją do nas zawołałam.

Foxy - 25 Październik 2008, 10:51

Cytat:
Wyrwała jej smycz, bo ona chciała prowadzić, a moja siostra nie chciała jej dać, bo wiedziała co ona zrobi. Kiedy już zabrała jej tą smycz
Co to w ogóle ma być? :|
Chyba każdy właściciel psa umie sam logicznie myśleć i ma własne zdanie. I jasne jest, że jak mówię NIE, to NIE, a nie, że mi ktoś smycz zabiera, luuudzie :|

Meg - 25 Październik 2008, 13:46

No, ale to świadczy o wychowaniu tej koleżanki, wyrywała. I to jest jej koleżanka z klasy, więc wolała uważać, a na spacer już nigdy nawet przypadkiem z nią nie pójdzie.
Foxy - 25 Październik 2008, 16:06

Byłam z Foksią dzisiaj w parku i w sumie całkiem miło było :D
Na wstępie jakiś miły pan z nami (ze mną) pogadał i pozachwycał się Foksią (a to ciekawe :D )
Potem było spoko, tylko, że jakiś młody, rozbestwiony haszczak latał po całym parku, a właściciele nie umieli go złapać :?
I był jeden moment, kiedy już się wkurzyłam, bo jak ten pies do nas podbiegał, to ja trzymałam sukę, bo była bez kagańca + miała piłkę = afera, pies podchodził, ona się wkurzała, co było widać.
I rzuciłam jej piłkę, ona poleciała za nią, a haszczak za Foksią, więc ja sobie myślę - oooo, mogiła. Ona leci po piłkę, a ten namolny pies za nią, będzie afera. Więc drę się do niej - nie wolno i lecę ją złapać, ona mu zęby pokazała, a właściciel co? idzie sobie wolnym krokiem po nią..
Ale poza haszczakiem reszta psów spoko :D

Podobał mi się bardzo posokowiec młody, z chłopakiem i dziewczyną. My już szłysmy do samochodu, Foksia na smyczy, bo niedaleko ulicy, a ten leci za nią, ale młodzi widzieli, że Foksia na smyczy, to go zawołali, on jeszcze szedł kawałek, to chłopak zaczął iść żeby go złapać, ale pies sam do nich przyszedł ;)

Stokrotka - 25 Październik 2008, 19:26

a ja dziś pojechałam z Kubą autobusem do miasta ;] parę tygodni temu też jechałam ale to było z psem mojej przyjaciółki i on się strasznie w autobusie denerwował , warczał i szczekał aż mój Misiek się rozpiszczał . A dziś z pełną kulturą ;) nawet ładnie wsiadł i trochę się zdenerwował , bo miał kaganiec ;] . Ale parę smaczków dostał i był spokój ;)
W parku poszliśmy do zoo ;] najbardziej spodobał mu się misio , sarenki i łabędź , z którym wymienił parę zdań :P
potem sobie chodziliśmy i Kubuś łapał listki i ogólnie fajnie było ;) jestem z niego dumna :P
szedł ładnie i nawet nie zwrócił uwagi na jakiegoś kurduplowatego psa , który na niego szczekał ;D
Z drogą powrotną w busie było trochę gorzej , bo musiałam cały czas karmic go smaczkami żeby nie piszczał . Ale jakiś pan chwalił , że piękny pies i że się nadaje na ochroniarza :P ( chociaż nie wiem dlaczego :P )
A teraz w domu już od paru godzin śpi i nawet nie myśli iśc sobie na spacerek :P

Foxy - 25 Październik 2008, 19:28

To do zoo można z psami wchodzić? :roll:
Stokrotka - 25 Październik 2008, 19:32

Foxy napisał/a:
To do zoo można z psami wchodzić? :roll:

ja to zoo nazwałam ale to nie jest do końca zoo :P
Bo to jest w środku parku i się łazi dookoła tego terenu a tam różne zwierzątka są . Do środka się wchodzi żeby zobaczyc bażanty i misia ;)
wejśc można ale pod warunkiem , że pies jest na smyczy

Foxy - 25 Październik 2008, 19:34

Aa chyba, że tak. Bo myślałam, że normalne zoo i się trochę zdziwiłam, bo przynajmniej u nas nie można.. ;)
Stokrotka - 25 Październik 2008, 19:38

tam bardzo dużo ludzi z psami chodzi ;)
chociaż niektórzy bez smyczy :roll:

Stokrotka - 29 Październik 2008, 18:09

Dziś byłam rano z Kubą na spacerze i widziałam rodzinę ( mama , tata , córka lat mniej więcej 7 i syn lat około 4 ) z psem . Pies podobny do shih tzu . I rzucił się na Kubę :roll: zaczął szczekac , wyrywac się , dziewczynka ledwo go utrzymała :P chociaż był do połowy łydki .
Odchodziłam od nich , a ten chłopczyk pokazał palcem na Kubusia i powiedział poważnym głosem : ' Twój pies to bandyta '
Kiedy wracaliśmy znowu ich spotkałam a chłopczyk z wielką powagą powiedział : ' idzie ta kobieta :P z bandytą ' xdd

mineralna_ - 30 Październik 2008, 17:45

Jesteśmy właśnie po spacerku;

Pochodziłyśmy i spotkałyśmy Iwana. Strachliwego 'yorka', który już powoli się do Carmen przyzwyczaja, bo często go widujemy na spacerkach. Jeszcze trochę i Iwuś przełamie niepewność i zaczną się bawić, bo Carmen jest b. przyjaźnie nastawiona! :)
I znowu zastałyśmy owczarka przez którego Carmen jest jeszcze mniej pewna, a czasem agresywna wobec psów. tym razem w obronie Carmen dostał raz lekko (na odpędzenie) smyczą w zadek. Wzięłam psa na ręce i uciekłyśmy do klatki schodowej.

Meg - 30 Październik 2008, 21:12

Dzisiaj spotkało mnie pare sytuacji. I miłych i nie miłych. Szłam z Perłą chodnikiem a po drugiej stronie jakaś babka z psem owczarkopodobnym i ten pies chciał do nas przyjść z czego nie byłam zadowolona, ale słuchał się i ominęło nas spotkanie. Potem idę już baczną ulicą i owczarek niemiecki tak zza ogrodzenia na nas patrzy i widze faceta jakiegoś. Do furtki szedł. No to myśle "o nie! idzie z tym psem na spacer bez smyczy i będzie spotkanie!" przyśpieszyłam troche, ale nie udało mi się zniknąć. Wypuścił tego psa i w długą za nami, ale jak go odwołał to przyszedł i całe szczęście. A teraz z tych mniej miłych. Ide dosłownie za zakrętemm od razu jakaś narwana parówka (czy. jamnik) chce Perłe uchlać. Z 5 minut go odganiać musiałam, a Perła usiadła na środku drogi z nieszczęśliwą i wzrokiem tylko błagała "Zabierz stąd tego tego psa i zaprowadź mnie do domu" W końcu udało się i idziemy to sie jakiś czarny kundelek natrafił co teś jakieś wąty miał do Perły, ale szybko się go pozbyłyśmy. Już więcej tamtą ulicą nie chodzę. Dosyć wrażeń.
Ichigo - 31 Październik 2008, 13:07

Ja to na spacerach nie mam żadnych specjalnych wrażeń (widowisko jest jak już ktoś z moich okolic z psem wyjdzie to to jest dopiero furora). Ostatnio jak szłam z kuzynką i Pucnim (miał na sobie kombinezon) przez miasto do jej domu to cały czas słyszałam "ale śliczny", "jaki ładny", ale też natrafiłam na taka babke, która jak ujrzała Puciniego to jak wryta stanęła na środku chodnika i wskazała na niego palcem po czym głośno powiedziała "a onnn jest ubranyyy???" lol ja sie tylko uśmiechnęłam i poszłam dalej bo nie mogłam ze smiechu :lol:
mineralna_ - 31 Październik 2008, 15:50

Byłam na spacerku na łąkach. Carmen wykonywała komendy i na łąke przyszła pani ze 'sznaucerem'. Carmen robi 'zostań' podbiega do niej sznaucer i... atakuje ją :?
Agata - 31 Październik 2008, 16:19

Rano jak wracałam z Emilem z lasu przybląkał się jakis pies. Szedł za nami, widac bylo, że sie zgubil. Nie chcac aby wpadł pod samochod wzielam go do siebie do ogrodu i zadzwonilam na straż.
W miedzy czasie wpadłam na to, że kobieta jedna mieszkajaca okolo 1 km ode mnie na podobnego psa. Powiedziałam o tym strażnikom i oni tam pojechali, lecz nikogo nie zastali w domu. Ja psa nie mogłam dłużej trzymać więc go wzięli. Pożyczyli ode mnie jeszcze smycz i obrożę. Kiedy po poludniu przyjechali mi oddać te akcesoria to powiedzieli, że pies już pojechał do schroniska. Mi to nie dawalo spokoju i zdobyłam nr do tej kobiety i zadzwoniłam tam. Ona powiedziała, że uciekł jej ten pies i że zadzwoni na straż, że może jednak pies jest jednak jeszcze tutaj.
Po 2 godzinach zadzwoniła do mnie jeszcze raz i powiedziała, żebym wiecej nie dzwoniła na straż, bo to ją kosztowało 560 pln ( cofnięcie psa ze schronu i mandat za to że biegał samopas). I, że już go wziąć musiała, bo skoro zadzwoniła to oni już wiedzą, że to jej i że na pewno by do niej wtedy i tak przyjechali.
Ja jeszcze dochodzę do siebie...co sie naprzeklinałam po tym telefonie to moje.
A ja chciałam dobrze, nie chciałam aby ten pies trafił do schroniska :(

Zorlis - 31 Październik 2008, 16:54

Powinna być wdzięczna, że nic się psu nie stało w międzyczasie... :roll:

A co do spacerów - mój goopol godzinę temu wykąpał się w Warcie :shock: Na szczęście tylko brzuch i zadek zmoczył, głowy nie.

Hefe - 31 Październik 2008, 19:22

Agata... chcąc zrobić dobrze czasem się okaże, że i tak źle.. czasem mówią, że lepiej nic nie robić ale gdyby mi pies zginął to nawet gdybym miała płacić to cieszyłabym się, że się odnalazł.. nie każdy tak ma.. widzisz, gdyby wiedziała ile ją to będzie kosztować zostawiłaby psa w schronisku :/
ja za to wczoraj spotkałam taką panią, która jest z mojej dzielnicy.. czasem się na spacerze spotkałyśmy.. ma też huska... z ED (zorientowani w temacie mogą sobie wyobrazić typ tego psa :P mimo, że pies to o połowę mniejszy od mojej Anuki ;] ) i pani była z nim na szkoleniu... :roll: gdzie szkoleniowca kazał jej TYLKO w kolczatce wychodzić na spacery ;] jeszcze mnie zaczęła pouczać, że absolutnie nic innego :roll: a moja Anuka to oaza spokoju.... heh, myślałam, że mnie trafi.. bo jedna niedouczona osoba pociągnie za sobą informację, że husky MUSZÂĄ na kolczatce.. a jak widzę przede wszystkim zaprzęgowca w tym czymś to mi się serce kraja... i jeszcze zachwycona bo efekty po szkoleniu.. nie ciągnie... ciekawe jaki efekt by tego był jakby zwykłą obrożę założyła.. i jeszcze mi poleca to szkolenie.. bo niecałe 600 zł .. tragedia.

charty2 - 31 Październik 2008, 19:29

A ja nie cierpię jesieni co dzień wyczesuje z moich kudłaczy szufelke nasionek i smieci :x
Ichigo - 31 Październik 2008, 19:53

Eh ludzie potrafia byc przemądrzali, ale takich to ja olewam ;)
Moim zdaniem husky nie powinien mieć założonej kolczatki, ale ja częściej widzę haszczaki w szelkach, ale zdarzają się przypadki, że idzie dumny właściciel z huskym na kolczacie.

Ja to lubię jesień. A zimę jeszcze bardziej uwielbiam śnieg. Pucini jest już przygotowany na nadchodzącą zimę i śnieg :twisted:

KasiaAndCora - 3 Listopad 2008, 10:40

Co do jesieni... Cora uwielbia jesienne spacery, najlepiej jeszcze jak jest trochę mokro, tzn. pada deszcz i są kałuże... :lol:
Julia - 3 Listopad 2008, 15:39

Jestem dumna z mojego psa.Na ostatnim spacerze,odważyłam się i spuściłam ją.Miałam smakołyki i nawet nie uciekała,tylko ładnie szła koło mnie :D Dzisiaj to powtórzymy.
Sally - 3 Listopad 2008, 19:41

Byłam z dziewczynami na polach marsowych i pani przechodząca z psem [ nasze psiaki podeszly do psa , ale zostały natycmiast odwołane.]
ale pani wzieła patyk i zaczeła nimi bić nasze psy. Zapiełysmy nasze kundle po czym kobieta poszła. :roll:

Wadera - 3 Listopad 2008, 19:59

Sally napisał/a:
Byłam z dziewczynami na polach marsowych i pani przechodząca z psem [ nasze psiaki podeszly do psa , ale zostały natycmiast odwołane.] ale pani wzieła patyk i zaczeła nimi bić nasze psy. Zapiełysmy nasze kundle po czym kobieta poszła. :roll:


:roll: skoro je odwołałyście, to jak mogła je bić ? Biegała za nimi z kijem ?

charty2 - 3 Listopad 2008, 20:43

Eeee...No ja do jesieni też nic nie mam nawet wole złotą jesień od lata tylko te nasionka okropnie potem wyczesać z futra :twisted: A my byliśmy dziś cztery razy na spacerze fajnie było na ostatnim była pogoń za kotem :P
Diana S - 3 Listopad 2008, 21:56

charty2 napisał/a:
Eeee...No ja do jesieni też nic nie mam nawet wole złotą jesień od lata tylko te nasionka okropnie potem wyczesać z futra :twisted: A my byliśmy dziś cztery razy na spacerze fajnie było na ostatnim była pogoń za kotem :P


Matko, jakbym zobaczyła ta pogon za kotem. Psia kostunia, ze tez tego nie widzałam :twisted:

KW - 5 Listopad 2008, 15:53

Kokolino postanowił dzisiaj sprawdzić co to gnojówka ... tylko nie pomyślałam nawet że pacan do niej wejdzie :evil: I wlazł..... szkoda, że nie można wysłać zapachu to byście padli, oczywiście już jest wstępnie opłukany ale zapach i tak pozostał nie ziemski :lol: Na szczęście na jutro i tak mieliśmy kąpiel planowaną także mam nadzieję, że uda mi się doprać śmierdziela przed sobotnią wystawą :P
Aga - 8 Listopad 2008, 21:22

Dzisiaj byliśmy na grupowym klikaniu :)
Zaczynamy od podstaw ale jestem z przygłupa bardzo zadowolona :mrgreen:
Na początek targetowanie,skupianie na przewodniku tzn.kontakt wzrokowy,który wyłapuję klikerem.Przeszliśmy do sesji drugiej gdzie przy pomocy innej osoby ze smaczkiem miał być wpatrzony we mnie - kilka razy się udało i powoli,powoli dojdziemy do sedna ;)
Dowiedziałam się wiadomości teoretycznych - tych które wiedziałam i tych o których pierwszy raz słyszę i na pewno się przydadzą ;)

Aleka - 9 Listopad 2008, 17:01

A ja jestem w szoku.
Poszłam sobie z Miśką na rower, pojeździliśmy po ulicy potem pojechaliśmy na łąkę, już wyjeżdżamy jedziemy po brukowanej części naszej ulicy. Jedziemy sobie, przejeżdżamy przez taki dom trzymają tam Bernardyna (Właściciele posesji mieszkają w bloku a tu przyjeżdżają nakarmić psa pies przez czas jak ich nie ma jest na łańcuchu, jak są to go spuszczają) zawsze jak przechodzimy/przejeżdżamy obok niego to on szczeka a Miśka się go boi, ogrodzenie jest siatka przymocowana do drewnianych słupków ledwo wbitych w ziemię. Przejeżdżamy a ten Bernardyn przewina siatkę i przechodzi pod nią i biegnie do nas ja szybko odpinam Miśke od roweru żeby mogła uciec. Miśka w długą on za nią już się na nią rzucił ale Miśka się jakoś wymigała i pobiegła na szczęście zanim ten Bernardyn wstał Miśka już była daleko wiec zawrócił. Wsiadłam na rower i pojechałam Miśkę wpuścić na podwórko. Już tamtędy nie przejdę, pójdę na około. A jutro jak zobaczę tych państwa to powiem jaka sprawa :evil: Jak jeszcze raz ten pies sie przeciśnie to jak zadzwonię na straż miejską to czy oni muszą coś zrobić??

Hessa - 9 Listopad 2008, 17:48

Ech, a Bach boi się chodzić po mieście :[ parę dni temu przy nas dwóch chłopaków wrzuciło coś metalowego z hukiem do śmietnika i Bach chyba pomyślał że sylwester i spanikował. A teraz to zero skupienia na mnie, byle do domu, wyrywa się na smyczy jak tylko idziemy w kierunku ulicy, kurcze nie wiem co robić :roll: w lesie wszystko pięknie ładnie, a jak tylko zobaczy że wchodzimy do miasta to ogon pod siebie i ciągnie byle między drzewa. Tak myślałam że jakiś uraz mu zostanie, że nie będzie chciał koło śmietnika przechodzić, ale żeby w ogóle do miasta, straszny panikarz się robi na starość, masakra... :[
Sally - 9 Listopad 2008, 18:43

Wadera,

zanim zawołałyśmy nasze psy , dopiero podchodziły to pani juz zaczeła ich bic patykami ..

Gato - 9 Listopad 2008, 19:00

Sally napisał/a:
zanim zawołałyśmy nasze psy , dopiero podchodziły to pani juz zaczeła ich bic patykami ..

może nie chciała żeby podeszły i chciała je odstraszyć zanim im się to uda. może jej pies był chory, miał zły dzień, może był agresywny, a może zwyczajnie bojaźliwy. ja też jak widzę, że jakiś pies biegnie w stronę mojego to od razu krzyczę, żeby zabrać psa. nie każdy sobie życzy - proste, a jak się idzie z psem na spacer to albo się go pilnuje, a jak się zagapi to się przeprasza i liczy z konsekwencjami. ktoś może nie zareagować adekwatnie do sytuacji i coś psu zrobić (kopnąć, walnąć patykiem, tupnąć, zacząć uciekać, a jak to będzie drugi pies to gryźć czy coś) - po co prowokować takie sytuacje? ktoś sobie nie życzy, będzie miał gorszy dzień, przywali kopa i w sumie wina nie jest tylko jego, że przesadzona reakcja tylko właściciela psa, który go nie pilnuje.

poza tym - nie bić ich, tylko je.

Sally - 9 Listopad 2008, 22:04

byc moze , ale nie widziałam , ze ta pani sobie nie zyczy , siedizałysmy blisko , mogła poprosić , ale wygladała dosc dobrze nastawiona , ale jak zaczełe wąchać psa , zaczeła je bić patykami , wiec szybko zapięłysmy psy ..
mineralna_ - 15 Listopad 2008, 12:53

Uff... Wróciłyśmy ze stpacerku - najpierw poszłyśmy na jedną łąkę, poćwiczyłysmy komendy, a pod koniec jak już miałyśmy sobie iść to przyszedł jakiś pies, ale w sumie się cieszę, bo miałam z nią okazję ją troszkę.. no jak by to powiedzieć, żeby nie gryzła no xD Carmen ignorowała psa ^^ Później miałyśmy zamiar iść na drugą łąkę, ale zrezygnowałyśmy bo był tam chłopak z tym swoim szczeniakiem 'rasowego pit bulla chociaż zmieszanego z jakąś inną rasą'. I takim sposobem wróciłyśmy do domu, zaraz wybieramy się na agilitowanie i po zeszyt do kuzyna ]:->
Agata - 23 Listopad 2008, 21:51

Dzisiaj byliśmy sobie na długiej wycieczce leśnymi drogami. W głebi lasu zauważyłam, że przed nami idzie skupisko ludzi: dorośli i dzieci. Emil szedł grzecznie to nie zapinałam go na smycz, poza tym oni byli daleko a my akurat mieliśmy skręcać. Ja słyszę jak facet krzyczy: " Kaja, chodz, chodz szybko!" i gwizdze w dodatku. To mój Emil sie za długo nie zastanawiał tylko zaczął biec w ich stronę, bo wołają przecież ("chodz") :D
No to ja go odwołałam, zatrzymał się i się gapi a tu jakaś mała suka do niego biegnie, a ten nieruchomo stoi. No ale za długo nie stał i poleciał się przywitać, a ja mu pozowliłam, ponieważ właściciele w ogóle nie mieli zamiaru odwoływać suki więc stwierdziłam, że ok. Ale miałam serce w gardle, bo potem sobie pomyślałam, że mój pies może ją przygnieść :D
No ale jak już do siebie podbiegli to mój zachęcał małą do zabawy a ta do niego z pyskiem i szczeka, szczeka i jeszcze raz szczeka. Emil zgłupiał, wycofuje sie i sie gapi tak jakby mówił "halo? czego Ty kobieto chcesz?" A ta szczeka a Emilek ze złamanym sercem ucieka przed psem wielkości yorka :D
Wszyscy się smiali z tego, że taka mała sobie tego potwora ustawiła :)

klaudia - 26 Listopad 2008, 13:59

My dzisiaj na poronnym spacerku się wkurzyliśmy na głupią babę. Wracamy już do domku, przechodzimy obok 2 starszych pać z dwoma pieskami. Nagle mały rudzielec starszej pani rzuca się z zębami na Sempronika. Mój pies się wystraszył i zaczął uciekać a tekst pani do Semprona "ugryź Kubusia ugryź". Ja babie na to, ze mój nie gryzie i żeby trzymała swojego psa na smyczy, a starucha coś mi jeszcze odpysknęła. Ciekawe czy gdybym szła z dużym psem czy też by mówiła "ugryź Kubusia", albo co by było gdyby mój pies naprawdę by tamtego ugryzł. Głupi babsztyl!!! :pifpaf:
Arcana - 27 Listopad 2008, 18:59

Od poniedziałku Saga jest biedna, bo siedzi całymi dniami w domu bez praktycznie dłuższych spacerków :( . Mój Kamil znów się pochorował i nie mam możliwości się z suką wybrać. Moi rodzice przychodzą dopiero przed 16, więc praktycznie już się ciemno robi. Robię z Sagą tylko rundkę pod lasem, a tam nawet nie bardzo chcę ją puszczać, bo obok są tory kolejowe, a ta diablica czuje do nich jakiś szczególny "pociąg" i ciągle tam zwiewa... Ale dziś ją spotkała miła niespodzianka... Idziemy pod lasem, praktycznie już ciemno (zwłaszcza między drzewami nie widać nic...), aż tu nagle jakiś ciemny "potwór" wyskakuje z zarośli prosto na Sagę. Okazało się, że to całkiem sympatyczny, choć nie znany nam seterek szkocki (dziwne, bo myślałam, że znam w okolicy wszystkie psy :mrgreen: ), no i na szczęście właściciel sam zaproponował żeby sobie psiaki razem pohasały (przeważnie jakoś większość ludzi zaraz zabiera swoje psy szybciutko na widok Sagi :? ). Bawiły się świetnie, pomimo ciemności. Sagę jeszcze było widać, ale czarnego setera już nie bardzo :P . No i najważniejsze, że się do niej nie dobierał, jak większość psów. A ona jest na to strasznie uczulona - na próby wąchania reaguje ucieczką i warczeniem, a jak któryś próbuje na nią wejść, to się wręcz drze jakby ją ze skóry obdzierano. Taka z niej histeryczka jedna :mrgreen:
2shih-tzu:):) - 27 Listopad 2008, 20:11

ÂŻelazna Dziewica a nie histeryczka :mrgreen:

Coś musi być z podejściem właściciela co do zabaw jego pupila z naszymi. Im bardziej babeczki z którymi mam nieraz przyjemnosć sie spotkać histeryzują, tym atmosfera się zagęszcza. A jak właścicielka jest pewna zachowania swojego psa to i psy normalnie sie powąchają, pomerdają ogonami i spokój :mrgreen:

Diana S - 27 Listopad 2008, 22:35

klaudia napisał/a:
My dzisiaj na poronnym spacerku się wkurzyliśmy na głupią babę. Wracamy już do domku, przechodzimy obok 2 starszych pać z dwoma pieskami. Nagle mały rudzielec starszej pani rzuca się z zębami na Sempronika. Mój pies się wystraszył i zaczął uciekać a tekst pani do Semprona "ugryź Kubusia ugryź". Ja babie na to, ze mój nie gryzie i żeby trzymała swojego psa na smyczy, a starucha coś mi jeszcze odpysknęła. Ciekawe czy gdybym szła z dużym psem czy też by mówiła "ugryź Kubusia", albo co by było gdyby mój pies naprawdę by tamtego ugryzł. Głupi babsztyl!!! :pifpaf:



Klaudia, szkoda, ze mnie nie tam nie było, z moimi dwoma borzojami...plus dalmatyna
pieseniek...jak by reagował??

Ostatnio rodesian ( samiec ) uciekał na widok moich psów.... :lol:

klaudia - 28 Listopad 2008, 14:01

Diana S, ja też żałuję. Piesek Kubuś nawet nie miałby szans w ucieczce. Bedaczek :lol: Ciekawe co by mówiła ta babka. Bierzcie Kubusia? :lol:

Diana S napisał/a:
Ostatnio rodesian ( samiec ) uciekał na widok moich psów.... :lol:
Bo taka jest prawda, że panie górą. A co one mu wcześniej robiły? W sumie ich sam cwał budzi respekt, co? Ucałuj sunie ode mnie <3 <3 :serca:
Hessa - 2 Grudzień 2008, 20:18

A my z Bachem spotkaliśmy ostatnio sympatycznego dzieciaka, coś ok. 7 lat, szedł z jakąś kobietą. Był bardzo zainteresowany psem, a ta kobieta co rusz go poganiała żeby się do nas nie odwracał. Chłopak jak zobaczył że Bach gdzieś w krzakach zniknął, to mimo protestów kobiety podbiegł do mnie i się pyta czy pies ma to to coś pod skórą, czip :] ja mówię że ma, ale i tak zaraz wróci, a on na to że w takim razie na pewno się nie zgubi i że jego pies też to będzie miał :] heh, fajny dzieciak. Potem się spytał czy pies lubi dzieci :] szkoda tylko że ta kobita ciągle go strofowała żeby mnie nie zaczepiał... A taka miła odmiana od tych dzieciaków ciągnących za uszy, wrzeszczących albo uciekających.
Diana S - 6 Grudzień 2008, 20:23

Diana S napisał/a:
Ostatnio rodesian ( samiec ) uciekał na widok moich psów.... :lol:

Klaudia
Cytat:
Bo taka jest prawda, że panie górą. A co one mu wcześniej robiły? W sumie ich sam cwał budzi respekt, co? Ucałuj sunie ode mnie <3 <3 :serca:



Nic. To, ze podchodza do psa, psy czuja sie nie pewnie...badz, daja drapaka :lol: a moje maja radoche...mysla, ze to wabik, trzeba gonic...zaganiac...
Jednak, pani czuwa, nie pozwala swoim sukom, zastraszac małych piesków...

Arcana - 7 Grudzień 2008, 10:25

Hessa napisał/a:
fajny dzieciak. Potem się spytał czy pies lubi dzieci :]

Do mnie wczoraj podszedł chłopak kilkuletni na spacerze i spytał: "Czy ten pies gryzie dzieci?" :P
A w ogóle to wczoraj miałam z suką kilka "przygód". Jak szliśmy sobie przez las, to nagle Saga zaczęła się bardzo czymś interesować. Myślałam, że widzi za drzewami jakiegoś psa, bo tam właśnie biegła ścieżka równoległa do tej, po której szłyśmy. Zaczynam więc wypatrywać tego psa... aż tu nagle kilka metrów od nas zza krzaka wyłania się wielki dzik :shock: . Ale szybko zwiewaliśmy (na dodatek byłam z dzieckiem) :mrgreen: . Najgorsze jest to, że tych dzików faktycznie nie widać pomimo, że nie ma liści, więc wydawałoby się, że widoczność w lesie jest bardzo dobra... No ale najważniejsze, że przeżyliśmy :P . Dobrze, że Saga była akurat na smyczy, bo często ją tam puszczam luzem :? .
Później szłam z suką na ostatni spacerek już po północy. Przeważnie o tej porze jest u nas cicho, pusto i spokojnie. Wchodzę już na podwórko, aż tu nagle zza zakrętu drogi słychać jakieś śmiechy i widzę, że idą jakieś dwie dziewczyny. Nie wiem co w Sagę wstąpiło ale nie zważając na nic poleciała do nich i dalej zaczęła się z nimi wylewnie witać :shock: . Te początkowo się wystraszyły, a potem zaczęły się śmiać (były dość znacznie pijane) i wtedy Saga myślała, że one chcą się bawić, no i niezły młyn się zrobił :? . Dawno mi tak głupio nie było, na szczęście dziewczyny nie miały pretensji (pewnie niewiele będą z tego pamiętać :P ).

klaudia - 8 Grudzień 2008, 18:40

Diana S napisał/a:
a moje maja radoche...mysla, ze to wabik, trzeba gonic...zaganiac...
No co? Małe rusza się i ucieka, to trzeba gonić, a jak to królik? :lol: Sempron mądrze oceniając swoje szanse położyłby się brzuchem do góry- mały tchórz. :P arcana81, ale miałaś przygody. :shock: Dobrze, że nic się nie stało.
Diana S - 8 Grudzień 2008, 22:59

klaudia napisał/a:
Diana S napisał/a:
a moje maja radoche...mysla, ze to wabik, trzeba gonic...zaganiac...
No co? Małe rusza się i ucieka, to trzeba gonić, a jak to królik? :lol: Sempron mądrze oceniając swoje szanse położyłby się brzuchem do góry- mały tchórz. :P arcana81, ale miałaś przygody. :shock: Dobrze, że nic się nie stało.



Własnie, małe pieski uciekaja, boja sie..uciekaja, a suki maja radoche, gonia nie pozwalaja małemu ruszyc sie z miejsca... cieszac sie przy tym nie miłosiernie..widac, ze sukom sprawia to radosc- dorwac małego...a piesek maleniki drży ....ze strachu.
Jednak, nie dopuszczam do takich sytuacji...jak widze małe psy od razu, reaguje...suki sa trzymane na smyczach.

klaudia - 8 Grudzień 2008, 23:10

Diana S, nie wątpię w to, że pilnujesz. Ale tak czytając, to śmiać mi się chce. Mały psiak i terrorystyczno sadystyczne suki i ta ich radość. Widzę to jak "bawią się" pieskiem. :lol: I to tak wszystkie trzy i jeden mały piesek? Z dużym też tak chcą robić? Diana to baby, a baby są wredne. hehe
Diana S - 8 Grudzień 2008, 23:17

klaudia napisał/a:
Diana S, nie wątpię w to, że pilnujesz. Ale tak czytając, to śmiać mi się chce. Mały psiak i terrorystyczno sadystyczne suki i ta ich radość. Widzę to jak "bawią się" pieskiem. :lol: I to tak wszystkie trzy i jeden mały piesek? Z dużym też tak chcą robić? Diana to baby, a baby są wredne. hehe



Tia, w szegolnosci dwie charcice...dołącza sie dalmatynka :twisted: :mrgreen:

Arcana - 10 Grudzień 2008, 13:11

Zaczyna mnie denerwować jedna rodzina niedaleko mnie. Mają sukę goldenkę Jenny, mniej więcej w wieku mojej Sagi. Praktycznie codziennie ktoś z tej rodziny chodzi na spacer z dzieckiem i tą goldenką. Suka jest zawsze puszczona luzem, a problem w tym, że jak widzi innego psa to kompletnie nie zwraca uwagi na wołania właścicieli i chce się z tym psem bawić. Tak samo zawsze podbiega do Sagi i jest strasznie nachalna. Moja suka zaraz próbuje ją zdominować i robi się zamieszanie zazwyczaj (czasem jak ma dobry humor to też chce się z tą goldenką bawić, ale przeważnie stara się ją nastraszyć). Mnie to strasznie denerwuje, bo jest to nagminne - suka nie słucha, a właściciele zawsze puszczają ją luzem. Dzisiaj też była taka sytuacja, a co gorsza tamta suka jest świeżo po sterylizacji :shock: . Podbiega dziś do Sagi i się kładzie przed nią na plecach, a Saga jej bach, prosto na brzuch... Normalnie ja nie wiem co to za ludzie - kobitka szła z małym dzieckiem i nie wiedziała czy ma berbecia pilnować czy psa odciągać :| .
Julia - 10 Grudzień 2008, 18:16

A mnie strasznie wkurza sąsiadka.Ciągle wyrzuca przez okno jakieś kości,chleb itp. a Kiara później do tego ciągnie i próbuje zjeść :pifpaf:
Diana S - 10 Grudzień 2008, 23:33

Monika, a zwróciłas uwage panstwu, by zabrali sucze?

Julina, powinnas przyjechac do mnie... u mnie na osiedlu mnóstwo smieci...jest w czym przebierac...ludzie sami zasmiecaja swoje "podworko". :| poczawszy od kosci z kurczaka...skończywszy po starym, spleśniałym chlebie.

Arcana - 11 Grudzień 2008, 12:12

Diana S napisał/a:
a zwróciłas uwage panstwu, by zabrali sucze?

Zwróciłam, ale to nie poskutkowało :| . Co gorsza kiedyś jak szła ze swoim panem, to tak ją potem stłukł, że na prawdę mi jej żal było. Pies cierpi za głupotę ludzi :x

Diana S - 11 Grudzień 2008, 13:42

arcana81 napisał/a:
Diana S napisał/a:
a zwróciłas uwage panstwu, by zabrali sucze?

Zwróciłam, ale to nie poskutkowało :| . Co gorsza kiedyś jak szła ze swoim panem, to tak ją potem stłukł, że na prawdę mi jej żal było. Pies cierpi za głupotę ludzi :x



Ludzie, maja wielka wyobrazie, co do wychowywania psów.

Jak ja, bym zobaczyła, ze chłop bije suke, bo pies idzie sobie luzem, za przyzwolenien pana, suka nie reaguje na zawołanie, za to dostaje baty...oj darłabym sie na całego...juz raz, cos takiego przechodziałam.
Facet, zaczął bic psa, bo pies poleciał do suki w cieczce, tak go lał karbinczykiem, ze pies przerazliwie wył! jak to zobaczyłam, moje emocje poszły w gore. Nie pisze co było dalej, powiedziałam swoje :twisted:
Facet, opanował sie. ]:->

Julia - 11 Grudzień 2008, 18:08

Diana S napisał/a:
Facet, zaczął bic psa, bo pies poleciał do suki w cieczce, tak go lał karbinczykiem, ze pies przerazliwie wył! jak to zobaczyłam, moje emocje poszły w gore. Nie pisze co było dalej, powiedziałam swoje
Facet, opanował sie.

Okropne :(

Ja jeszcze opowiem okropną historię.W nocy moja mamusia poszła z Kiarą na spacer.Chodziła i jakiś facet wyszedł na balkon,po czym mówi:"Mam nadzieję,że mi nas..... pod balkonem :? Mamusia odpowiedziała,że to nie jest jego prywatny teren,a on zaczął na nią przeklinać i grozić,że poszczuje psem :shock:

Gato - 11 Grudzień 2008, 21:35

arcana81, a to może załatw ich 'fortelem'? nie wiem, może powiedz, że Saga nie lubi goldków ostatnio czy coś i żeby na psa uważali, bo może Twoją wkurzyć itp. ?

a ja dziś tez miałam doczynienia z genialnymi pomysłami ludzi. bawiłam się z Vegiem, a dziewczyna stojąc za nami psa puściła. ja mało na zawał nie zeszłam, bo nie wiedziałam, że stoją 'za nami' (a nie słyszałam, bo w słuchawkach byłam) jak pies obok mnie przeleciał, i dawaj do Vegi (w sumie nie wiem, czy on poleciał za 'zdobyczą' czy do mojej), w każdym razie mojej się moduł bojowy załączył, irokeza postawiła na całej długości i hajda na niego. no i spoko, ja ją odwołałam (no może nie do końca spoko, bo w pierwszej chwili nie byłam pewna czy przyjdzie), tamten pobiegł do właścicielki, ale litości, przecież tak się nie robi. a co by było gdyby moja w cholerę ten talerz zostawiła i mu przywaliła? no jeszcze bym zrozumiała, jakby ten pies przez przypadek podleciał, bo się nie posłuchał, a tu nawet wołania, nic, tylko uśmiechnięta urokliwie pani :sciana: .

klaudia - 11 Grudzień 2008, 22:08

Diana S napisał/a:
Facet, opanował sie. ]:->
Wolę nie wiedzieć co tam mówiłaś, że się wystraszył/opanował :lol: Ale dobrze zrobiłaś. Ludzka głupota mnie dobija.
Julinia napisał/a:
Mam nadzieję,że mi nas..... pod balkonem :? Mamusia odpowiedziała,że to nie jest jego prywatny teren,a on zaczął na nią przeklinać i grozić,że poszczuje psem :shock:
Trzeba posprzątać po piesku. Też bym nie była zadowolona jak by mi psy robiły pod oknem. A co do pana, to olać chama, skoro nie umie zapanować nad nerwami i gada bzdury. Najlepiej nie chodźxie pod tym balkonem i już.
Gato napisał/a:
arcana81, a to może załatw ich 'fortelem'? nie wiem, może powiedz, że Saga nie lubi goldków ostatnio czy coś i żeby na psa uważali, bo może Twoją wkurzyć itp. ?
Ciekawe czy to coś da. Durni ludzie i tyle.
Arcana - 11 Grudzień 2008, 22:15

Gato napisał/a:
może powiedz, że Saga nie lubi goldków ostatnio czy coś i żeby na psa uważali, bo może Twoją wkurzyć itp. ?

Właściwie to zazwyczaj jest tak, że Saga na nią burczy i skacze, próbując ją odgonić, ale ani goldenka ani jego właściciele sobie niewiele z tego robią. Któregoś dnia faktycznie Saga może ją dziabnąć i wtedy będzie pewnie straszna tragedia :roll: . ÂŻal mi tego psa po prostu, bo ci ludzie są chyba niereformowalni. Zresztą nie tylko oni... Ostatnio Saga ciągnęła mnie na rowerze, aż widzę, że z naprzeciwka jedzie jakiś facet, a obok niego biegnie pies (luzem). Zatrzymałam się żeby przytrzymać Sagę, bo inaczej pewnie by mnie wywaliła. Czekam, aż facet i pies nas miną, ale gdzie tam - pies podbiega do mojej Sagi a gościu stoi i nic... Ja Sagę próbuję utrzymać ( w końcu jest przypięta do roweru), a "mądry" pan do mnie z pretensją, czemu się im nie dam pobawić :pifpaf: . Ręce opadają normalnie...

Gato - 11 Grudzień 2008, 22:38

arcana81 napisał/a:
Czekam, aż facet i pies nas miną, ale gdzie tam - pies podbiega do mojej Sagi a gościu stoi i nic... Ja Sagę próbuję utrzymać ( w końcu jest przypięta do roweru), a "mądry" pan do mnie z pretensją, czemu się im nie dam pobawić :pifpaf: . Ręce opadają normalnie...

a to do tego to się przyzwyczaj, bo to klasyczny numer. kiedyś opisywałam historie jak państwo radośnie obserwowali jak mi ich pies między rower a Vegę wparował. a masa innych też takich niegramotnych właścicieli była, tyle że nie opisywana, także... :mur:

arcana81 napisał/a:
Właściwie to zazwyczaj jest tak, że Saga na nią burczy i skacze, próbując ją odgonić, ale ani goldenka ani jego właściciele sobie niewiele z tego robią. Któregoś dnia faktycznie Saga może ją dziabnąć i wtedy będzie pewnie straszna tragedia :roll: .

uwielbiam takich po prostu... współczucia :glaszcze:

Diana S - 11 Grudzień 2008, 22:55

arcana
Cytat:
Czekam, aż facet i pies nas miną, ale gdzie tam - pies podbiega do mojej Sagi a gościu stoi i nic... Ja Sagę próbuję utrzymać ( w końcu jest przypięta do roweru), a "mądry" pan do mnie z pretensją, czemu się im nie dam pobawić :pifpaf: . Ręce opadają normalnie...


Ale, u mnie nie byłoby, ze czekam, az facet zabierze psa, i ja sie szarpie z moim, nie ma takiej opcji. Od razu gadam w czym rzecz, ze ma brac psa i tyle !!!! a jak to nie skutkuje...to inaczej gadam...i chłop, baba, zawsze zabiera psa, co to ma byc?

Oj, za łagodna jestes Monika, jak po dobroci sie nie da, to trza inaczej... :lol:
Jakbym do mnie facet z pretensjami szedł, nie reczyłabym za siebie... :maczuga:

Foxy - 11 Grudzień 2008, 23:02

Jak ja byłam wczoraj w parku, to sobie poszłam na pola, żeby jej piłkę porzucać, odeszłam daleko od alejek, żeby żadne psy nie chciały się z nią bawić, zdjęłam jej kaganiec, jakieś tam komendy, rzucam jej piłkę zadowolona, a tu z tyłu podbiega jakiś mały pies, coś niby jak foks. Ja normalnie zawału dostałam, suka oczywiście z zębami do psa, ale w sumie w koncu tylko warknęła, ale ja już miałam czarne wizje, że go zeżre (bo ja miałam piłkę, to każdego psa wtedy trzeba zlikwidować).
Więc ja ją łapię za obrożę, rozglądam się, właścicielka idzie zadowolona alejką i nawet psa nie woła :| Wzięłam sukę ostentacyjnie na bok, trzymam ją, a ta dalej nie zrozumiała, że powinna wziąć swojego pieseczka, bo zostanie z niego miazga :|
I dopiero jak pies widział, że nici z zabawy, to sam sobie poleciał, na szczęście nie trwało to długo, bo byłby stały numer, czyli krzyczenie przez pół łąki - może pan/i zabrać wreszcie tego psaaaaaa? :roll:

Ehh, czemu ludzie nie myślą? Jestem z psem z dala od innych psów i ludzi, ścieżek, rowerzystów, widać, że z psem ćwiczę, czy się bawię, a oni radośnie pozwalają psu biec do obcego psa.. Wystarczyłoby, żeby się coś suce naprawdę nie spodobało i z tego psa to by nic nie zostało, bo on mniejszy od mojej byl, no luuuudzie.. :roll:

Gato - 11 Grudzień 2008, 23:45

Diana S napisał/a:
Od razu gadam w czym rzecz, ze ma brac psa i tyle !!!! a jak to nie skutkuje...to inaczej gadam...i chłop, baba, zawsze zabiera psa, co to ma byc?

ja też mówię, że 'proszę zabrać psa', ale zwykle wygląda to tak, że właściciel albo woła i nic z tego nie wynika, albo idzie spacerkiem i krzyczy do mnie, że jego pies jest łagodny (i wtedy we mnie się gotuje i mam ochotę zabijać :motz: )

Hessa - 12 Grudzień 2008, 00:20

arcana81 napisał/a:
Mają sukę goldenkę Jenny, mniej więcej w wieku mojej Sagi. Praktycznie codziennie ktoś z tej rodziny chodzi na spacer z dzieckiem i tą goldenką. Suka jest zawsze puszczona luzem, a problem w tym, że jak widzi innego psa to kompletnie nie zwraca uwagi na wołania właścicieli i chce się z tym psem bawić.

Ja też mam ostatnio takie przeboje, żeby było śmieszniej z seterem, ale irlandzkim, a już nie śmiesznie - lata luzem w kolczatce. Za pierwszym razem, pies przyleciał do nas oczywiście z zamiarem zabawy, właściciela widziałam gdzieś hen za drzewami, zero przejęcia, no to do widzenia, ja idę z Bachem a seter za nami. Po jakiś stu metrach dałam za wygraną, zatrzymałam się. Po paru minutach przyczłapał się właściciel zadowolony, oj piesek tak się rozbawił że nie chce wracać. Jak mu powiedziałam co myślę o zabawie z psem który nosi kolczatkę to przestał się uśmiechać i stwierdził że mogłam zaczekać to by psa złapał ( :shock: ) Myślałam że padnę na miejscu. A czemu piesek się nie słucha? No bo przecież młody jest, to jak ma się słuchać :roll: jak dla mnie to ten pies miał co najmniej półtora roku/dwa lata... Oczywiście ja musiałam zawołać Bacha, żeby facet mógł w końcu swojego psa złapać, bo inaczej nie dało rady. Za drugim razem pies po paru minutach zabawy sam pobiegł do właściciela, który na oczy mi się nie pokazał, znów gdzieś hen daleko był, i słusznie. Obym następnego razu nie doczekała bo mnie coś z nieba trafi.

Julia - 12 Grudzień 2008, 15:22

klaudia napisał/a:
Też bym nie była zadowolona jak by mi psy robiły pod oknem

Ale ona nic tam nie zrobiła...teraz omijam ten balkon z daleka :roll:

Jeszcze denerwuje mnie sąsiad,który ma akitę.Jego pies wali taaakie kupy,a ja/Kiara potem w to wchodzimy :roll: Wiem,że nie powinnam się czepiać,bo sama nie sprzątam,ale ja pozwalam robić Kiarze gdzieś w rowku,pod drzewem itp.

mineralna_ - 12 Grudzień 2008, 16:09

Z kąt ja to znam?
Jestem z sucz na spacerku, idziemy chodnikiem, widzę jakiegoś psa, zaraz w Carmen smaczki (agresja...) i omijamy psa, drugi pies bez smyczy, podbiega do niej, a uradowany pan mówi 'ona nic nie zrobi' :pifpaf:
Po 2, jesteśmy na łąkach, w małym kawałeczku ćwiczę z sucz komendy, widzę - leci pies, zapinam ją na smycz i czekamy, aż przejdzie, ale gdzież tam, pies podbiega i warczy, (raz jakiś sznaucer się rzucił :? ) a właściciel uśmiechnięty idzie i nie zwraca uwagi. Wtedy też mówię 'czy moze pan/i zabrać psa?' i zaczyna się gonitwa, bo oczywiście pies nie ma zamiaru wrócić...

Ja z moim psem mam wyćwiczone 'do mnie' i nie mówię, że jest w 100 % odwoływalna, ale mam nad nią kontrole, i jak idzie jakiś pies zapinam ją na smycz, chociażby dla tego, ze właściciel może nie być zadowolony, że moja się chce bawić z jego psem...

Julia - 12 Grudzień 2008, 17:39

Zapomniałam opisać nasz wspaniały spacerek 8-) Więc mój jakże inteligentny piesek wywalił mnie na śniegu,a drugim razem prawie bym się przewróciła :P Potem zrobiło mi się zimno w ręce,to ubrałam rękawiczki :P ÂŁaziłam z nią,a ona i tak nie zrobiła kupy... :pifpaf:
Stokrotka - 12 Grudzień 2008, 20:00

a ja dziś byłam z Kubą na spacerze, on bez smyczy, ale w kagańczyku i grzecznie szedł. Na przeciwko baba z psem w typie onka i on z zębami do Kuby (chociaż Mały na niego uwagi nawet nie zwracał) a baba z mordą do mnie, że pies powinien byc na smyczy, że jak jej mojego zaatakuje to nie jej wina. Już nic nie chciałam mówic, że taki agresywny pies też namordnik powinien nosic..
Potem podbiegł do nas pies, facet kilometr dalej i go woła, a on rzucił się do Kuby (pies, nie facet :P ) i go gryźc zaczął, a facet dalej stoi i pieska woła.. Kuba wyje, to ja tamtego psa smyczą przez grzbiet, tupnęłam jeszcze to pan wielce oburzony odszedł z pieskiem..
cholera człowieka może czasem trafic ..

Aga - 14 Grudzień 2008, 09:51

U mnie akurat ludzie boją się puścić pieska żeby podbiegł się pobawić - bo mój jest duży i groźny :twisted: Zdarza się że mój robi się głuchy i była taka sytuacja jak spadł śnieg - debil poleciał może km do jakiegoś chłopaka z ogroomnym DONkiem - Roki go obchodzi i coraz bardziej denerwuje ja biegłam bo wiedziałam że nie przyjdzie - tamten się zabulgotał aż facet jeździł po tym śniegu.Byłam już nie daleko aż wreszcie Roki mnie zobaczył i przyszedł,faceta przeprosiłam a Roki szedł jak zegarek do domu wpatrzony we mnie czy go przypadkiem gdzieś nie przywiążę do drzewa albo staranuję śnieżkami - on o tyle dobrze wyczuwa sytuację kiedy jestem zła jak on zrobi źle i staramy się unikać takich sytuacji - widzę psa choćby nie wiem jak daleko był zapinam psa na smycz i robimy to co robiliśmy dalej tyle że mogę smycz nadepnąć w każdego chwili ;]

Ale ze złych przygód wczoraj mieliśmy miły spacer ;)
Odreagowaliśmy weekend a że byłam wczoraj też w szkole to po 15 wyszliśmy.
Na łące z zamiarem poćwiczenia zabrałam ze sobą miskę,troche ciepłej wody,frisbee,smaczki,kliker i resztę bezcennego sprzętu.Psa straciłam na chwilę z oczu bo poszedł załatwić się za drzewka i wybiega wariat z pachołkiem na głowie [zwiało w nocy z ulicy]
myślałam że się przestraszył ale jaki miał zaciesz na pysku.Potem znalazłam jeszcze jeden i ćwiczyliśmy na nich ósemki czy omijanie różne - znalazłam też patyk to zrobiłam hopkę i poćwiczyliśmy wysyłanie.Szło kilka psów ale lekkie szarpnięcie smyczą i k/s wybiło mu z głowy pieski :D
Na końcu wyciągnęłam frisbee zaczęłam z nimi uciekać machając do Rokiego aż obudził mu się instynkt 'dogonić,złapać i zabić' i wreszcie po dłuugiej przerwie pobawiliśmy się ;)

mineralna_ - 14 Grudzień 2008, 20:32

A my właśnie po spacerku. Co opowiadać?
Sucz juz radośnie wita się z większością piesków ^^ poza tym jesteśmy zdechłe, po godzinnym rzucaniu i przynoszeniu (zadanie carmen ;> ) piłki... :P

2shih-tzu:):) - 20 Grudzień 2008, 00:58

Może to nie jest wrażenie stricte ze spaceru, ale jednak jakieś jest. I to cakiem niezłe pod względem nerwów.


kolezanka mi Doga Niemieckiego, ponoc z natury to są psy łagodne, ale bardzo późno dojrzewają psychicznie i często nie zdaja sobie sprawy z wlasnej masy. JEj pies jednak był...dziwny. On ma jakies dziwne napady agresjii, np ni stąd ni z owąd zaczyna warczek albo szczekać na nas (i to z pewnościa nie zachęcająco). To samiec i ma ogromne poczucice przynaleznosci do domu i traktowania go jako swoje terytorium. Często strał się przukuc moja uwagę i konktakt wzrokowy. Wtedy momenctalnie chce podjąc atak.

Niby to nie jest dziwne zachowanie, to coś oczywistego, z czym trzeba walczyc (a konkretnie wąłsciciel). Tylko mi jakoś nie pasuje ten atak agresji... I to wielce jasny pan:D nawet za orzeszka nie chciał mi siąść i bardzo się obudzył (z użyciem szczekania) ze kos obcy mu cokolwiek kaze.

Hessa - 21 Grudzień 2008, 23:43

Ja to mam ochotę pozabijać tych co już zaczęli strzelać, na mieście normalnie wojna, właśnie mi psa wystraszyli jak wyszliśmy na podlanie krzaczków przed spaniem. Zresztą sama też się nieźle wystraszyłam, a co dopiero Bach, teraz leży i spogląda w okno. Ciekawe czy nam jutro spaceru nie zepsują :/
bjossa - 22 Grudzień 2008, 00:32

ponieważ brutusek sie boi wychodzić na miasto to mamy taką metodę spaceru, że wsiadamy w autobus, jedziemy do pętli i wracamy z buta. I dzisiaj znowu tak zrobiłam, ale jak wracaliśmy to oczywiscie były petardy... cały spacer popsuty bo sie szarpałam z psem. Generalnie jak on sie przestraszy to mam taką metodę że każe mu usiąść i czekam aż sie uspokoi... moge tak stac nawet 20 minut. oczywiscie jak siedzi spokojnie to jest chwalony. No ale jak pies sie ma uspokoić jak petardy strzelają co 10 minut... :| naszczecie jak sie Brutus przestraszy to tylko ciagnie w stronę domu... ale i tak troche sie z nim naszarpałam.... jesli kiedykolwiek bedzie w gazetach taki nagłówek 'zabiła bo wystraszyli jej psa' to na 90% bede to ja :evil:
Stokrotka - 24 Grudzień 2008, 09:08

a my wczoraj wieczorem mielismy normalnie wspaniały spacer :roll: . Całe szczęście, że nie bralam smyczy. Poszłam Z Kubą i on sobie sikał na trawniku, a niedaleko stał taki jeden facet ze swoją suką (ona juz mi raz Kubę zaatakowała) również bez smyczy, pan nawet uwagi nie zwraca że jakiś inny pies jest, a przecież wie,że jego suka jest agresywna :evil: Ona biegnie z bulgotem i rzuciła się z zębami na Kubę. Całe szczęście, że Mały biega szybciej niz ona (ona to chyba buldog francuski), wiec uciekł. Zrobił kółko dookoła bloku i przybiegł przestraszony na klatkę. A pan.? Biegł za swoją suką, która za przeproszeniem miała go w dupie.
A potem się dziwię, że Kuba boi się psów :evil:

Klajda94 - 24 Grudzień 2008, 13:35

Stokrotka napisał/a:
A potem się dziwię, że Kuba boi się psów :evil:

Znam to. Sama próbowałam różnymi sposobami go oduczyć, poznawałam z wieloma psami, jednak dużych boi się do dziś, chociaż ma rok. A czemu? Bo u nas na osiedlu pełno takich psów :roll:

Meg - 24 Grudzień 2008, 13:47

Są ludzie i taborety i trzeba się z Tym pogodzić, bo świata nie zmienimy. Niestety. Moja koleżanka będzie mieć yorka na wiosnę. Ucieszyłam się, bo razem na spacery byśmy chodziły, a ona na to, że nie wie, bo jak moja SPANIELKA (strasznie wielki pies) zgniecie lub pogryzie jej yorka... bo to malutkie takie. Albo na spacery też nie wie czy wychodzić, bo jak jakiś pies się przybłąka do niej. Strasznie trudno odgonić. Albo będzie z nią chodzić tylko po kostce (u nas są ulice z kostki, albo z piachu), bo się ubrudzi. Kółeczko i do domu... Ja z Perłą chodzę na pola, ale one raczej nie będą, bo się zmęczy (o ubrudzeniu nie wspominając). Aa i ona ogólnie woli laby, ale jej mama powiedziała, ze labradory są na dwór, a yorki do domu i będą mieć domowego yorka. Pięknie... Wiedza... No i kupują za 800. Dołożyliby trochę i rodowód by był, ale jej rodzice z trudem na 800 się zgodzili. Tylko dlatego, że od koleżanki jakiejś. A w ogóle to ta koleżanka sprzedaje za 1000.
Foxy - 24 Grudzień 2008, 14:08

800 za psa bez rodowodu? :roll:
Powiedz im, że za taką kasę mogą mieć rasowego psa, a nie kundla, to raz.
A dwa, że przepłacają, bo takiego psa to i za 2 stówki można kupić :|

Aga - 24 Grudzień 2008, 21:26

Foxy napisał/a:
800 za psa bez rodowodu? :roll:
A dwa, że przepłacają, bo takiego psa to i za 2 stówki można kupić :|

u mnie co tydzień w gazecie nowe ogłoszenia o yorkach.
Suki powyżej tysiąca,psy zazwyczaj tysiąc i to cały.Takie małe i tyle jest warte ? :lol:

My dzisiaj po południu korzystając z popruszonego śniegu,mrozu i ślicznego słoneczka pofrisbowaliśmy - tu miałam szansę się przekonać jak działają Competitiony na mrozie,potem była i piłeczka ze sznurem,zwykła piłeczka,jakaś kłoda drewniana i trochę pracy psychicznej - psina padła ze zmęczenia aż nie dokucza tak teraz i nie podnieca się za bardzo atmosferą panującą w domu :mrgreen:

Meg - 25 Grudzień 2008, 22:46

Mówiłam, mówiłam, ale właśnie "ledwo zgodzili się dać te 800 zł" No ja szukałam nawet sama w necie ogłoszenia, yorki z rodowodem, a oni chcą suczkę, które są po 1200 ok. No chyba, zę psy po 900. Ale chcą suczkę. Yorki niestety są drogie. A wszystko przez modę
Wadera - 25 Grudzień 2008, 23:25

Meg napisał/a:
Yorki niestety są drogie. A wszystko przez modę


I okres podchoinkowych prezentów. A na pewno chcą yorka, są ciekawsze odmiany terierów.
Sorry, doczytałam wątek. To nie chęć posiadania psa, a gadżetu. Szkoda tylko, że ten gadżet jest żywy, ma potrzeby i uczucia.

Aga - 2 Styczeń 2009, 19:25

Dzisiejszy spacer skończył się niefajnie.
Na początku super,noworoczny spacer w większej grupie psiaków[znajome spotkanie ze znajomymi psami] Roki fajnie pracuje żeby nie stać na mrozie przeszliśmy się dalej,chodził koło jakiejś siatki opuszczonego domu z innym psem potem co usłyszałam nagłe wycie.Leży na śniegu,krew w około i ta bezradność w oczach Rokiego.Zobaczyłam łapę - w sumie w krwi nic nie było widać.Z tego wszystkiego zdjęłam skarpetę,włożyłam na łapę żeby w drodze do domu sól z ulicy mu się nie dostała i krzyknęłam tylko że ja biegnę do domu.Przedpokój był cały w krwi[nie będę bardziej opisywać bo zaraz sama zemdleję :mrgreen: ],umyłam łapę w wodzie i poszliśmy do weta[dzięki Bogu był w domu czyli tylko 2minuty drogi].
Wet opatrzył łapę,dał antybiotyki i skończyło się na kilku szwach.Wrócił do domu na głupim jaśku bo miał jakiś kawałek szkła..;]
Psa muszę mieć 24h na oku - w nocy też musi ktoś patrzeć bo niestety żaden kołnierz nie pomoże by uchronić szwy na łapie - chodzi też w ciasnej skarpecie i grubym opatrunku.
Ma ferie na najbliższe kilka tygodni - nieźle się pewnie spasie wykorzystując sytuację że jest chory i cierpiący jak to było dziś - położył jedną łapę na kanapie,patrzy błagalnym wzrokiem ale niestety musiał leżeć na kocyku :twisted:

Arcana - 2 Styczeń 2009, 19:30

Oj, nie zazdroszczę - my akurat też mamy chorą łapę :/ Na szczęście goi się super, a Saga w ogóle się raną nie interesuje. ÂŻyczę Wam, aby u Was było podobnie.
Foxy - 2 Styczeń 2009, 19:34

Aga, łooo, to niezły spacerek mieliście...
Zdrówka życzymy ;)

Aga - 3 Styczeń 2009, 16:48

Na szczęście wszystko goi się 'jak na psie'.Rana zaschła i coś widać w przeciwieństwie do tego co było wczoraj przed wetem.Roki strasznie liże nogę ale ma grubo zabandażowane + skarpeta i nie namacza tego śliną,strasznie go pcha do tego ale chyba nie korci go zrywanie szwów ;)

Arcana,Foxy dzięki ;)

Hessa - 3 Styczeń 2009, 16:54

Kurcze fatum jakieś, Bachu też właśnie wrócił ze spaceru z rozciętą łapą, ale źle to wyglądało tylko na śniegu, a w rzeczywistości ot draśnięcie, na szczęście. Jutro już nie wymiga się tak łatwo od pracy :maczuga:
Sally - 3 Styczeń 2009, 18:01

Moj kundel tez ostatnio miał rozciety opuszek..

Bo u nas jak to z psami dobre miejsce , to roztrzaskali butelke.. snieg był i ani ja ani kundel nie zauwazylismy..
nawetnie pisnął , póxniej dopiero zauwazyłam ze lekko kuleje.. i prosze..

ale jz wszystko ok .. ;)

Foxy - 3 Styczeń 2009, 21:09

Aga napisał/a:
ma grubo zabandażowane + skarpeta
Tylko odwijaj mu to na jakiś czas + pilnuj, żeby nie lizał, bo wiadomo, że im bardziej się ranę zakrywa, tym gorzej się goi, bo nie ma dostępu do powietrza ;)
Ale dobrze, że już lepiej ;)

Aga - 3 Styczeń 2009, 21:17

Cytat:
Tylko odwijaj mu to na jakiś czas + pilnuj, żeby nie lizał, bo wiadomo, że im bardziej się ranę zakrywa, tym gorzej się goi, bo nie ma dostępu do powietrza ;)

no tak,jestem tego świadoma ;)

Cytat:
Ale dobrze, że już lepiej ;)

też się cieszę bo wydziwia na różne sposoby już ]:-> :mrgreen:

Foxy - 3 Styczeń 2009, 21:18

Aga napisał/a:
też się cieszę bo wydziwia na różne sposoby już ]:-> :mrgreen:
Jak to facet - hipochondryk ;D ;D
Aga - 3 Styczeń 2009, 21:30

Trafne porównanie ale też z nadmiaru energii czepia się wszystkiego czego nie ruszał wcześniej - chowając się za łóżkami i konsumując zdobycze.
Byliśmy dzisiaj po taki antybiotyk w spray'u żeby psikać ranę jak zdejmujemy opatrunek na przewietrzenie[byleby nie lizał :P ] i od razu sprawdził go wet,gdy tylko zobaczył że wchodzimy w uliczkę - w tył zwrot i do domu.Zapierał się łapami i na widok igły przyprawił się o palipitację serca :lol: Oczy wytrzeszczył jak nigdy i trząsł się jak galareta - i to jest mężczyzna ,który skoczył by do gardła jakby ktoś pańci robił coś złego ? :mrgreen:

Poza tym spacery są jak to bywa - siku kopa i do domu,więc obydwoje nudzimy się w domu :evil:

Arcana - 3 Styczeń 2009, 22:07

Aga napisał/a:
Poza tym spacery są jak to bywa - siku kopa i do domu,więc obydwoje nudzimy się w domu

Oj, skąd ja to znam... Moją sukę to już tak energia roznosi (tydzień bez spaceru...), że przed chwilą zrobiła bieg z przeszkodami po łóżkach... Złapałam ją dosłownie w locie i mało razem nie wylądowałyśmy na ziemi :P . A do ściągnięcia szwów dopiero w czwartek - jak my to przeżyjemy??

mineralna_ - 4 Styczeń 2009, 12:28

arcana81 napisał/a:
A do ściągnięcia szwów dopiero w czwartek - jak my to przeżyjemy??

Dacie radę, jeszcze kilka dni i będziesz razem z Sagą po łóżkach skakać :mrgreen:

klaudia - 4 Styczeń 2009, 12:36

A ja Wam coś napiszę. Od kilku dni nie mam wrażeń ze spacerów. Sempronowa Wredota jest u babci. :twisted: Ale dzisiaj go zabieram. Nawet Trochę się stęskniłam. ;)
Sally - 4 Styczeń 2009, 15:51

U nas zasypuje śnieg- Rudy jak zwykle dostaje szajby i biega z plastikowymi butelkami :roll: Ucze go , żeby sie nie ekscytował się za bardzo, bo psy się go boją kiedy leci ze szczekaniem- skąd mogą wiedzieć , że on chce sie bawić.. :twisted:
karmelka - 4 Styczeń 2009, 19:59

A moja Sadie zwariowała. Z racji że robi się szybko ciemno i jest zimno chodzimy tylko rano na spacery i jak byłam z nią popoludniu to Sadie sku kupka i nagle się zaczyna bawic i musiałam z nią biegac :twisted:
Stokrotka - 5 Styczeń 2009, 10:19

kurcze tyle śniegu na podwórku a wczoraj dupek mały rozciął łapę (chyba po to, żeby nie odróżniac się od Waszych psów :P ) szwy na 2 tygodnie, a on już dzisiaj chciał skakac .. :?
i próbuje cały czas lizac, więc musiałam na opatrunek założyc mu jeszcze jeden bandaż i zakleic taśmą. A na spacery chodzimy z zieloną reklamówką na łapie, w której Kuba wygląda wręcz przepięknie :mrgreen:

Arcana - 5 Styczeń 2009, 10:50

Stokrotka napisał/a:
wczoraj dupek mały rozciął łapę

No nie mogę... To jakieś fatum po prostu :shock:
Stokrotka napisał/a:
A na spacery chodzimy z zieloną reklamówką na łapie,

Nasz patent to gaza na ranę, od góry daję watę, bo na palcach zaczęły się suce robić obtarcia od bandażu, owijam to bandażem i oklejam przylepcem (bo inaczej spadnie za 5 minut :P ), na to zawijam kilka razy czarny worek na śmieci (też owijam przylepcem), a na górę jeszcze obcięta nogawka z rajstop po dziecku ( żeby się suka nie ślizgała na worku no i przy okazji jest mniejsza szansa, że go przedziurawi...) :P . Wczoraj nam puściła jedna nić szwu :? W sumie nic dziwnego, bo tej wariatki nic nie jest już w stanie opanować przed szaleństwami...

Stokrotka, Kubie życzę zdrówka, a Tobie dużo cierpliwości ;)

Stokrotka - 5 Styczeń 2009, 10:54

arcana81 napisał/a:
Stokrotka, Kubie życzę zdrówka, a Tobie dużo cierpliwości ;)

dziękujemy ;) przy Kubie dużo cierpliwości się przyda :P bo jak nie zaczyna lizac łapy, to zaczyna skakac jak opętany :mrgreen: ciągle muszę go pohamowywac, na spacerach to z wielką chęcią wskoczyłby w wielką zaspę śniegu, ale niestety biedactwo ma na drugim końcu smyczy pańcię :P

Aga - 5 Styczeń 2009, 15:32

To wczoraj jak Roki był z ojcem na spacerze[już ciemno było] zza krzaków wyparadował jakiś duży kundel i ONek - Roki z bolącą łapą nie mógł się bronić i drugą łapę mu rozwalili.
Non stop wyje w domu jak chce się podnieść bo go bolą oby dwie - jedna prawa tylna i druga przednia.Przednią to w sumie mocno mu rozdarł pod poduszką więc szybciej się zagoi - wet twierdzi bo to zaschnie i się zrośnie.Nie mogę już z tym psem jakiegoś pecha ma ostatnio ;]

klaudia - 5 Styczeń 2009, 20:34

Przez to, że wasze psy mają skrzywdzone łapki, ja się przeraziłam, że i mojemu coś się stało.
Byliśmy z Sempronem na spacerze i po 15 minutach chodzenia on przestał iść na jednej łapce. Przestraszyłam się i wziełam małego na rece. Podeszłam do przystanku i patrzę, że łapce nic nie jest. Po prostu było mu w nią strasznie zimno. Ogólnie cały się trząsł biedak. Został doniesiony do domu francuski piesor. :P

Misia - 6 Styczeń 2009, 18:43

Może to przez sól na chodnikach? Moje też tak robią...
Aga - 6 Styczeń 2009, 20:04

Sól to też już osobna sprawa ale też często bywa przyczyną kulenia - mój na dłuższych spacerach w terenie też kuli łapy - pamiętam Maxio['] collakowy po dłuższym spaceru miał kulki z lodu na łapkach :]
Klajda94 - 6 Styczeń 2009, 20:15

Rany nie mogę. Wieczór, 20 godzina, zero ludzi na ulicy, pies na smyczy, idzie przy nodze, a tu policjanci się czepiają, że nie ma kagańca. No rany, bez przesady, WIEM, że powinien mieć ten głupi kaganiec, ale on strasznie nie lubi spacerów w kagańcu, to byłby spacer bez żadnej przyjemności, ale czy to nie lekka przesada? ÂŻe psy bezpańskie latają to już nie ich sprawa, ale żeby mandat wypisać, bo pies nie ma kagańca, chociaż nawet nie raczył na nich spojrzeć to jasne, przecież trzeba się doczepić. Darowali by sobie :roll: Co innego gdyby pies był puszczony.
Foxy - 6 Styczeń 2009, 20:17

Klajda94, i dostałaś ten mandat?

To w KTW jest tak, że pies musi mieć i kaganiec i smycz? Cholera, dobrze wiedzieć :P

Klajda94 - 6 Styczeń 2009, 20:49

Foxy, na szczęście nie, ale mało brakowało, a by mi go wypisał... :roll:
klaudia - 6 Styczeń 2009, 20:56

Klajda94, co za powanone prawo!!! Chyba w warszawie jest tak, że najważniejsza jest smycz, a kaganiec wtedy kiedy pies stanowi zagrożenie, ale nie wiem...
Klajda94 - 6 Styczeń 2009, 21:10

klaudia, ehh, albo Ci panowie czepiają się gdzie nie mają racji, albo jak dorosnę wyprowadzam się z Katowic :mrgreen: No cóż może w Katowicach jest takie prawo, nie wiem, ale zaraz się dowiem :P

Edit: Mam, przepis totalnie bezsensu.. :roll: Czyli jednak się wyprowadzam ^^

KATOWICE

§ 9.
1. Właściciele zwierząt domowych zobowiązani są do:
3) wyprowadzania psów na smyczy i w kagańcu;

2. Zezwala się na zwolnienie psów ze smyczy jedynie w miejscach mało uczęszczanych przez ludzi i tylko w przypadku, gdy właściciel psa ma możliwość sprawowania bezpośredniej kontroli nad jego zachowaniem.

klaudia - 6 Styczeń 2009, 21:54

Klajda94, ja nie wiem czy w wawie jest tak jak pisała. tak mi sie wydaje, bo gdzieś czytałam. A Ci wredni panowie na pewno pozazdrościcli ci pieska i dlatego się czepili :P
Foxy - 6 Styczeń 2009, 22:12

Klajda94, cholera, to dobrze wiedzieć, że w KTW trzeba na smyczy i w kagańcu mieć psa :P
Bo ja jakoś z Foksią chodzę tam normalnie, ale fakt faktem, spotkania z panami mundurowymi jeszcze (odpukać) nie miałam :P

Arcana - 6 Styczeń 2009, 22:37

Klajda94, a w jakiej wysokości mandat grozi za niezastosowanie się do w/w przepisów? Powiedzieli Ci? Bo tego jakoś znaleźć nie mogę nigdzie. Nie chce mi się teraz szukać dokładnie ale czy to przypadkiem nie jest... martwy przepis? Gdzie jest coś wspomniane o karaniu za niezastosowanie się do tej uchwały...?
Foxy - 6 Styczeń 2009, 22:47

arcana81 napisał/a:
Bo tego jakoś znaleźć nie mogę nigdzie.
Przeglądnij taryfikator mandatów dla Katowic ;)

http://www.katowice.slask...ndatow-karnych/

Klajda94 - 7 Styczeń 2009, 16:20

arcana81, nie mam pojęcia, zaraz poszukam w linku od Foxy ;)
klaudia, oni szli dwóch z przodu i jeden z tyłu i tych dwóch się uśmiechnęło jak Kajtka zobaczyli, a ten na końcu się uczepił :roll:

klaudia - 7 Styczeń 2009, 16:29

Z zazdrości! :P Nie przejmuje się. Zakładaj mu kaganiec, żeby się już nie czepiali. A jak bez to chodź tak, żeby mieć go przy sobie i się rozgladać czy nie ma wstretnych panów.
Klajda94 - 7 Styczeń 2009, 17:07

klaudia napisał/a:
A jak bez to chodź tak, żeby mieć go przy sobie i się rozgladać czy nie ma wstretnych panów.

Raczej dostosuję się do tego ;) Nie będę z nim na każdy spacer chodzić w kagańcu. Chyba, że w miasto :)

Arcana - 8 Styczeń 2009, 11:59

Ja na szczęście nie mieszkam w centrum i chyba jest tylko jeden pies, który wychodzi na spacery w kagańcu (wybitnie agresywny leonberger). Kaganiec zabieram tylko w góry i do weterynarza na wszelki wypadek, ale i tam mam go jedynie w pogotowiu. Dla mojej suki spacer w kagańcu to żaden spacer.
Klajda94 - 8 Styczeń 2009, 15:54

arcana81 napisał/a:
Dla mojej suki spacer w kagańcu to żaden spacer.

No właśnie, tak samo jak dla Kajtka ;) Ja mieszkam na Załężu, nie wiem czy wiecie kaj to jest, ale blisko centrum w każdym bądź razie :P

Diana S - 8 Styczeń 2009, 16:43

arcana81 napisał/a:
Ja na szczęście nie mieszkam w centrum i chyba jest tylko jeden pies, który wychodzi na spacery w kagańcu (wybitnie agresywny leonberger). Kaganiec zabieram tylko w góry i do weterynarza na wszelki wypadek, ale i tam mam go jedynie w pogotowiu. Dla mojej suki spacer w kagańcu to żaden spacer.



Pierwsze raz słysze ze leoski sa agresywne, jest to jedna z wielu ras, ktora nalezy do łagodnych, rasa ta jest przyjalcieksa dla dzieci, jest psem rodzinnym. Chyba, ze miałas na mysli jakas mieszanke leoska, badz psa z pseudo.

klaudia - 8 Styczeń 2009, 16:44

A ja dzisiaj szłam z Sempronem i słyszę jak jakaś pani drze się na swojego psa. Psa ledwo widziałam, a już wiedziałam, że to jamniś. Podchodzę, pani cały czas "przestań ciągnąć". Oczywiście roześmiałam się i mówię pani, ze to jamnik przecież. Pani chyba się jeszcze bardziej wkurzyła i zaczęła nim szarpać, pies się wystraszył, ale na jamnika to nie działa. Ciągnął dalej. Koniec końców poddusił się trochę, ale nadal szedł do przodu i nadal dla niego było opłacalne, bo osiągał cel "ciężką pracą" :lol: . Chciałam powiedzieć pani, żeby się zatrzymała i tyle, bo to jedynie na wredne jamniory działa, ale pani nie chciała mnie słuchać, tak więc nadal męczy się z psem. :lol:
KW - 8 Styczeń 2009, 16:48

Diana S napisał/a:
Pierwsze raz słysze ze leoski sa agresywne, jest to jedna z wielu ras, ktora nalezy do łagodnych, rasa ta jest przyjalcieksa dla dzieci, jest psem rodzinnym.

Generalnie tak, choć i mnie zdarzyło się kiedyś poznać leosia który do ludzi jak najbardziej ale do psów średnio na jeża delikatnie mówiąc. Wszystko jest kwestią osobniczą nawet w najbardziej łagodnej rasie zdarzy się agresywny egzemplarz i odwrotnie ;)

Arcana - 8 Styczeń 2009, 19:09

KW napisał/a:
mnie zdarzyło się kiedyś poznać leosia który do ludzi jak najbardziej ale do psów średnio na jeża

Właśnie chodziło mi o reakcję na psy. Co do ludzi to nie widziałam, żeby reagował w jakikolwiek sposób, ale przy innym psie właściciel ma problem go utrzymać. Wiem, że jest to rodowodowy pies, może był źle socjalizowany - z psami może nie mieć kontaktu.

Diana S - 8 Styczeń 2009, 19:54

arcana81 napisał/a:
KW napisał/a:
mnie zdarzyło się kiedyś poznać leosia który do ludzi jak najbardziej ale do psów średnio na jeża

Właśnie chodziło mi o reakcję na psy. Co do ludzi to nie widziałam, żeby reagował w jakikolwiek sposób, ale przy innym psie właściciel ma problem go utrzymać. Wiem, że jest to rodowodowy pies, może był źle socjalizowany - z psami może nie mieć kontaktu.



Kazdy pies, moze nie za dobrze zareagowac na psa tej samej płc. Jenak Ty Moniko, opisujesz leoska jako:

arcana81
Cytat:
Ja na szczęście nie mieszkam w centrum i chyba jest tylko jeden pies, który wychodzi na spacery w kagańcu (wybitnie agresywny leonberger).

a skad wiesz? jakie pies ma pochodzenie?
Ja znam leoski, ( rodowodowe) i czy to samiec na samca, suka na suke, na obcego czł.
pies reaguje nijak, nie reaguje na inne pys agresja, zadnej w psie agresji. Pies przechodzi obojetnie kolo psa.

Kasiu, kazdy pies moze przechodzic koło obcego psa srednio na jeza ;) niezależnie od rasy.

Arcana - 8 Styczeń 2009, 22:04

Diana S napisał/a:
Kazdy pies, moze nie za dobrze zareagowac na psa tej samej płc

Ten akurat reaguje agresywnie nawet na suki - po prostu nie toleruje innych psów w bezpośredniej bliskości. Mam podstawy żeby tak twierdzić, bo tego psa widzę średnio raz dziennie na spacerze i nieraz już widziałam go "w akcji". Zresztą nie ma co się tu kłócić - zawsze chodzi w kagańcu więc podejrzewam, że właściciel ma w tym jakiś cel, a nie tylko swoje widzimisię ;)
Diana S napisał/a:
a skad wiesz? jakie pies ma pochodzenie?

Nie wiem jakie ma pochodzenie, bo nie mam zwyczaju wypytywać ludzi na ulicy o przodków ich psa, ale wiem, że ma rodowód.
Dla jasności - nie twierdzę, że leonbergery to agresywne psy. Ale przypuszczam, że nieodpowiednie prowadzenie może doprowadzić do zaburzeń behawioralnych u każdego psa, także po najlepszych przodkach...

Hefe - 9 Styczeń 2009, 19:46

Nie można psa oceniać po tym, ze jest tej i tej rasy i ma się tak zachowywać jak pies ów rasy... Każdy pies jest inny.. na przykładzie huska.. jeden ma pociąg do zaprzęgów drugi woli wywalić się bykiem i leżeć na słońcu... Nie jest normalne oceniać psa pod względem rasy, każdy jest inny.. i pies groźnej według stereotypów rasy może okazać się najłagodniejszym psem pod słońcem to samo w drugą stronę.. zależy to głównie od wychowania psa i podejścia.. Czytałam ostatnio książkę jak radzić sobie z agresja u psów.. i autorka twierdziła, że to wina dominacji.. pies czuje się odpowiedzialny za sforę (rodzinę).. Nie jestem przekonana do wszystkiego co ta pisarka napisała... ale to jakiś swój sens ma.
Dlatego nie rozumiem troszkę skąd tutaj takie "nieporozumienie". To chyba dobrze świadczy o właścicielu tego leonbergera, że prowadzi psa w kagańcu... widocznie ma ku temu powody..

Ostatnio zaatakował nas bernardyn... szedł niby na smyczy... ale ta ciorała po ziemi.. a gość ok. 60tki szedł a raczej treptał obok.. krzyknęłam, że taki duży pies powinien być na smyczy.. to zaczął mi jechać, że mój pies też jest duży (połowę mniejszy od bernardyna) i, że jego chciał się tylko bawić... tie. Szkoda, że się rzucił z zębami.

Foxy - 10 Styczeń 2009, 09:53

Wczoraj wieczorem pojechałam z przyjaciółką do innej przyjaciółki, posiedziałyśmy kilka godzin i po godz. 1 wracałyśmy do domu (samochodem).
Jedziemy wąską uliczką, a tutaj widzę, że po prawej stronie stoi samochód. Chciałam go ominąć, ale było za wąsko, a po lewej stronie był słupek i rów, więc bym się nie zmieściła. To czekam, co on będzie robił. I tak patrzę, a przy samochodzie jest pies - husky. I sobie myślę, aa, pewnie się zatrzymali, żeby się załatwił, to poczekam chwilę i spoko.
I co widzę? Owszem, pies się załatwił, ale...
Po chwili samochód rusza, a pies biegnie obok niego, kobieta w środku trzyma smycz przez otwarte okno :shock: :shock: :shock: :?: :?: :?: :!: :!: :!: :roll: :roll: :roll:

No ja po prostu nie mogłam uwierzyć w to, co widzę. Normalnie jakiś dramat. Jak ludzie mogą być tak nieodpowiedzialni, głupi, bezmyślni, durni i leniwi?!
Przecież pies może się czegoś wystraszyć, szarpnie mocniej i poleci przed siebie - wpadnie im pod koła. Już pomijam fakt, że pies biega po asfalcie (teraz akurat był śnieg), ale przyjaciółka mówi, że ich kiedyś już widziała), wdycha spaliny...

I totalnie nie jestem w stanie pojąć, jak można kupić sobie huskiego i nie ruszyć tyłka z domu, żeby z psem pobiegać!
Ciężko biegać, ciężko wsiąść na rower, bo to zbyt duży wysiłek, więc najlepiej wsiąść do samochodu i pieska wybiegać :roll:
Po prostu brak słów :roll:

KW - 10 Styczeń 2009, 10:25

No niestety nie jest to pierwsza tego typu historia jaką słyszę :( Znałam kiedyś kobitkę która miała charty i kundelka, kobieta wykształcona, swój wiek miała, wyglądała na rozsądną osobę... Ona właśnie w ten sposób wyprowadzała na spacer swoje psy tyle że one biegały bez smyczy...no ale jak widać nic to nie dało bo w ten sposób pozbyła się jednego psa. Myślę, że oduczyło ją tego zachowania ale jakim kosztem.... :/
Hefe - 10 Styczeń 2009, 10:47

szok.. ludzie są tak bezmyślni, głupi..... zero wyobraźni... jak tak można!?
klaudia - 10 Styczeń 2009, 13:42

A dzieci na sankach jadące przywiązane do samochodu z tyłu? Skoro z własnymi dziećmi się tak robi, to co dopiero z psem. Chore i bezmyślne!
mineralna_ - 10 Styczeń 2009, 13:51

Ahh..
poszłam zaszczepić psa. Byłam u 1 weta - zamknięte, postanowiłam iść do 'naszej' pani wet, wybrałam się na rynek bo ona za rynkiem przyjmuje, zamknięte... Psa łapy piekły musiałam ją co chwilę brać na ręce, ale za to piłeczkę mamy nową :mrgreen:

Lewica - 10 Styczeń 2009, 14:01

A my mieliśmy dzisiaj super spacer, korzystałem, że jest jeszcze śnieg, więc rzucałem Topsowi na prawo i lewo, a on bieeegał i szczekał jak głupi. Ale przynajmniej psisko się zmęczyło, ponad godzinę trwała zabawa. A oto rezultat: pies nieżywy :D

klaudia - 10 Styczeń 2009, 14:38

mojego wrednego psa nie da się chyba wybiegać. :P nawet jak godzinę biega po lesie jak torpeda, to wale nie jest powiedziane, że po powrocie pójdzie spać. Pójdzie dopiero jak mu się będzie nudziło. :P
Julia - 10 Styczeń 2009, 14:44

Lewica, przepraszam za takie pytanie,ale czy Tops nie powinien przejść na dietę ? :oops: Niezły bączek z niego jest ;)
Lewica - 10 Styczeń 2009, 15:37

Julinia, ten temat był już na tym forum poruszany, więc jesteś trochę spóźniona...
Arcana - 10 Styczeń 2009, 15:38

Ja dziś podpięłam Sagę do sanek Kamilowi. Ale była jazda :mrgreen: . Najgorzej miałam się ja niestety, bo musiałam biec i kontrolować sytuację, a trochę wypadłam z formy :P . Saga leży teraz plackiem - dwa tygodnie bez spacerków i już kondycja nie ta. Ale zadowolona jest przynajmniej. Za to Kamil średnio, bo skończyło się na tym, że sanki poszły w drzazgi :P
Hefe - 10 Styczeń 2009, 15:45

uuu.. Monika co się z sankami stało :> ?
frajda na pewno.. pamiętam jak mnie Anuka woziła... jak byłam hm.. o wiele lżejsza :P

Klaudia myślę, że gorsze mimo wszystko jest podpinanie psa do samochodu... bo ten może nie świadomie wbiec pod koła.. a mając sanki na tyłach można dostosować prędkość aby pod nie nie wpadły....

KW - 10 Styczeń 2009, 15:47

Cytat:
Za to Kamil średnio, bo skończyło się na tym, że sanki poszły w drzazgi :P

Ostro :shock: :lol:
Ja dzisiaj znowu stwierdziłam, że dobrze byłoby mieć drugiego psa, takie spacery to ja lubię :) Człowiek spacerkiem a psy szaleją zachwycone swoim towarzystwem (no Foksia do momentu :P ), teraz mam padniętego psa, no miodzio :D A tak to nawet jak łączę godzinny- dwugodzinny spacer z ćwiczeniami to widzę, że czasami miałby jeszcze ochotę pobrykać z jakimś pobratymcem :roll:

klaudia - 10 Styczeń 2009, 16:11

Hefe napisał/a:
Klaudia myślę, że gorsze mimo wszystko jest podpinanie psa do samochodu... bo ten może nie świadomie wbiec pod koła.. a mając sanki na tyłach można dostosować prędkość aby pod nie nie wpadły....
Tak ale jak trzeba bedzie nagle zahamować? Zreszta widziałam coś takiego i wcale tatuś nie jechał zbyt wolno. :P Po prostu ludzie często sa bezmyślni.
Hefe - 10 Styczeń 2009, 16:12

Ludziom po prostu brakuje wyobraźni.......
Pianka - 10 Styczeń 2009, 18:09

Foxy napisał/a:
Po chwili samochód rusza, a pies biegnie obok niego, kobieta w środku trzyma smycz przez otwarte okno

:shock:
Po co kupywała takiego psa jak nie ma czasu z nim biegać?
A może sie bała, że pies pobrudzi auto? Albo sierść tam zostanie :roll:

arcana81 napisał/a:
Za to Kamil średnio, bo skończyło się na tym, że sanki poszły w drzazgi

haha saga to sie chyba musi jeszcze wiele nauczyć :lol:

Foxy - 10 Styczeń 2009, 18:31

Cytat:
Po co kupywała takiego psa jak nie ma czasu z nim biegać?
Właśnie nad tym się cały czas zastanawiam.
Ja, jak to zobaczyłam, to byłam w takim szoku, że myślałam, że źle widzę :roll:

Margo - 10 Styczeń 2009, 18:34

Pianka napisał/a:
Po co kupywała takiego psa jak nie ma czasu z nim biegać?

Foxy napisał/a:
Właśnie nad tym się cały czas zastanawiam.

Jak to po co? bo ma ładne niebieskie oczka i ma puchatą sierść :/

Julia - 10 Styczeń 2009, 18:38

Nie rozumiem jak tak można..tacy ludzie w ogóle nie powinni mieć psa :roll:


Wróciłam z zimowego spacerku z Kiarką ;) Wspaniały widok-ja rzucam w nią śnieżkami,a ona goni w kółko jak głupia :P :hahaha: Teraz padła nieżywa na łóżeczku ;)

Arcana - 10 Styczeń 2009, 19:56

Pianka napisał/a:
arcana81 napisał/a:
Za to Kamil średnio, bo skończyło się na tym, że sanki poszły w drzazgi

haha saga to sie chyba musi jeszcze wiele nauczyć

To akurat była wina Kamila bo się przechylał na jedną stronę i sanki się wywaliły na nierównym terenie.

Arcana - 13 Styczeń 2009, 13:49

Dziś był bardzo udany spacer. Najpierw spotkałyśmy znajomą sukę ON-ka - Fergie. Jakieś 10 minut pobawiły się z Sagą, później się pogryzły i musieliśmy się rozdzielić dla bezpieczeństwa :P
Kawałek dalej spotkałyśmy miłą panią, która robi ze swoim wyżłem dziennie kupę kilometrów. Dziś pierwszy raz poszłyśmy razem i psiaki były straaasznie zadowolone.
A tak na marginesie to ja dziś spotkałam w lesie... Świętego Mikołaja :mrgreen: . Patrzę sobie, a tu ścieżką naprzeciw nam jedzie na biegówkach pan z bujną siwą brodą i w czerwonej kurtce :P

Foxy - 13 Styczeń 2009, 13:51

arcana81, a jaki wyżeł? :>
Arcana - 13 Styczeń 2009, 14:31

Foxy napisał/a:
arcana81, a jaki wyżeł?

Niemiecki szorstkowłosy. Właśnie wrzucam wspólne fotki do galerii ;)

Arcana - 18 Styczeń 2009, 22:27

Dzisiaj wkurzyłam się nie na żarty. Kiedy wychodziliśmy z lasu z synem i Sagą zobaczyłam, że biegną w naszą stronę dwa goldeny - pies i suka, które mieszkają kawałek dalej (codziennie mijamy je w drodze do lasu). Nie znam tych psów, zawsze się strasznie wydzierają na każdego przechodnia, ale nigdy nie miałam okazji spotkać ich poza terenem posesji, na której mieszkają. No więc psy biegły w naszą stronę, ale za chwilę zawróciły. Szłam więc dalej, pewna, że idzie z nimi właściciel. Niestety psy ponownie wybiegły w naszą stronę i od razu do Sagi z zębami. Najpierw suka rzuciła się prosto do gardła. Muszę przyznać, że Saga była nieco zdziwiona - próbowała się odgryźć, ale kiedy i samiec zaczął ją atakować, uznała chyba, że jest na straconej pozycji... Zaczęła skomleć. Puściłam smycz, żeby Saga mogła się lepiej bronić, a jednocześnie cały czas liczyłam na to, że zjawi się właściciel psów. Słyszałam, że psy woła, ale nie podszedł :evil: Na bank słyszał całą akcję - pewnie mu było głupio... Chciałam pójść do niego i go ochrzanić, ale szczerze mówiąc bałam się będąc z dzieckiem pakować między te psy... Na pewno przy najbliższej okazji nie omieszkam powiedzieć mu kilka słów do słuchu.
Na szczęście skończyło się tylko na nerwach, bo psy odeszły od Sagi jak zawołał je właściciel...

Hefe - 18 Styczeń 2009, 22:36

Arcana.. jeśli udajesz się na takie wyprawy leśne, to ja Ci polecam mieć ze sobą gaz pieprzowy.. ;) nawet gdybyś miała go nie użyć, będziesz się czuła pewnie... ja od kiedy go mam.. chodzę w miejsca w które wcześniej miałam wątpliwości aby wejść.. a to nie jest szkodliwe (gaz) bo już się przekonałam.. psikając w powietrze... w swoją stronę, oczywiście nie celowo... ale nic mi nie było.. oprócz pieczenia.. właśnie jakbym się pieprzu nawąchała ;) a psa może takie coś również zdezorientować, może w tym czasie dobiec jego właściciel.. a jak nie to zawsze jest tych kilka sekund więcej na to aby zastanowić się co zrobić...
Zwłaszcza u nas, gdzie psa nie obronimy rękoma, nie weźmiemy na ręce... ze względu na wielkość...

Arcana - 18 Styczeń 2009, 22:52

No ja sama nie wiem czy ten gaz by coś dał w takiej sytuacji - w końcu byłam z psem i dzieckiem i pewnie im by się też "oberwało". Jedno jest pewne - właśnie z powodu takich ewentualności nie chodzę i nie zamierzam chodzić z psem w kagańcu. W razie czego jest w stanie się odgryźć napastnikowi. Może z tego całego zajścia będzie jakiś plus - Kamil był przerażony i może wreszcie zrozumie, że nie wszystkie psy nadają się do głaskania i całowania...
Hefe - 18 Styczeń 2009, 22:55

No Sadze mogłoby się oberwać, ale krzywdy jej by nie zrobiło... Gorzej z Kamilem, mógłby się wystraszyć... ale nawet jak sama chodzisz po lesie.. ja jeszcze nie używałam... chociaż często mam go naszykowanego w ręce i to nie tylko na spacerach.. ale też jak wracam późnym wieczorem do domu... np. piechotą... jakoś tak czuję się pewniej i bezpieczniej.
klaudia - 20 Styczeń 2009, 12:27

Hefe, pewnie i bezpiecznie o ile wiatr nie wieje w Twoją stronę. Lepsze są żele, ale tez trzeb uważać. Może jeśli miałabym broń czułabym się pewniej...
arcana81, aż mną zatrzęsło ze złości. Gazem to bym włascicieli chętnie potraktowała!!! :pifpaf:

Arcana - 21 Styczeń 2009, 13:46

W lesie dziś było już niezbyt pięknie - mokry śnieg w mniej uczęszczanych miejscach, a błoto na głównych szlakach spacerowych :/ Po jednym i drugim szło się okropnie. Nogi mnie bolały po godzinie bardziej niż po wspinaczce na Babią Górę :P .
Poza tym dzisiaj mi się krew w żyłach zmroziła na chwilę jak Saga pogoniła sarnę. Byłam pewna, że ją dopadnie, bo ta wyskoczyła dosłownie parę metrów przed nami... Poza tym, biorąc pod uwagę ostatnią niesubordynację Sagi na spacerach, przypuszczałam, że teraz zwieje na dobre... Na szczęście, ku mojemu zdziwieniu, wróciła się dość szybko, mając sarnę prawie na wyciągnięcie kła... Nie rozumiem jej ostatnio.

Agata - 22 Styczeń 2009, 11:03

Jak niektorzy z Was wiedzą Emilek wraz ze mną przeprowadził się do Gdyni :D Mieszkanmy na osiedlu "blokowym", więc na ulicy codziennie mijamy sporo psów. jest super, bo Emil już się nimi az tak nie interesuje. Raz się tylko zdarzyło, że warczał. Ma teraz intensywną przymusową socjalizację. Byliśmy wczoraj na plaży, bo mamy 5 min autkiem :) Wydaje mi się, że Emil się ładnie przystosował do nowego miejsca :)
Arcana - 24 Styczeń 2009, 13:54

Agata napisał/a:
Wydaje mi się, że Emil się ładnie przystosował do nowego miejsca :)

To super, bardzo się cieszymy razem z Tobą :)

Saga dziś poznała w lesie nowego kolegę - Pako. To już czwarty znajomy owczarek niemiecki do zabaw. Na pięć psów, które spotykamy na spacerach cztery to owczarki, a tylko jeden wyżeł :P To jakaś epidemia chyba.
Ale błota w lesie tyle, że niedługo będę musiała jakiś ponton wykombinować chyba...

Hessa - 24 Styczeń 2009, 15:09

arcana81 napisał/a:
Ale błota w lesie tyle, że niedługo będę musiała jakiś ponton wykombinować chyba...

Ale dla psa jaka radocha, no i przecież grzechem byłoby nie przebiec przez taką głęboką kałużę :mrgreen: Przynajmniej pies mi się umył :]

Tilia - 24 Styczeń 2009, 17:00

Oooo tak! dla psów radocha, choć im się trochę łapy rozjeżdżają :P moje szare, wysokie baby wróciły dziś po bieganiu z nogami i podwoziami równiutko w błocie, Hesia szelki miała nie ubłocone tylko na samym grzbiecie- ale i tu mokre bo pada deszcz :roll: a ja już wiem, że spodnie spacerowe są "jednorazowe"- po powrocie co najmniej do kolan równo mokre idą do pralki
Arcana - 24 Styczeń 2009, 18:25

Moja suka też lubi błotko, ale zdecydowanie lepiej czuje się w śniegu. Jak jest puszczona w lesie to 70% czasu spędza na tarzaniu się w śniegu :mrgreen: W sumie dobrze, że tego samego pociągu nie ma do błotka ;)
Tilia napisał/a:
a ja już wiem, że spodnie spacerowe są "jednorazowe"- po powrocie co najmniej do kolan równo mokre idą do pralki

Ja podwijam nogawki bardzo wysoko, a na nogach mam glany, więc po spacerku tylko szmatką przecieram buty :P

Tilia - 24 Styczeń 2009, 18:49

Ja też mam spacerowe wojskowe glany, ale opinacze. Opinacz ze sprzączkami mnie jednak denerwował i go obcięłam- są solidne, na spacer niezastąpione ale niestety już teraz nie są długie. ;)

poza tym od kilku dni błoto jest takie, że jak biegają to błoto mam aż na twarzy :P wysokie glany nic by nie pomogły :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Ewka - 24 Styczeń 2009, 20:23

No ja właśnie planuję zainwestować w glany. Póki co używam trepów, które jednak tak łatwo się nie czyszczą.
Mirza też śnieg uwielbia, jeśli tylko uda się jej znaleźć jakąkolwiek zaspę, musi ją zaliczyć. Błotko to tak wybiórczo, nie gardzi, ale też się spacjalnie nie pcha. No, chyba, że jest jedyna kałuża na przestrzeni kilometra kwadratowego, wtedy musi się w niej położyć.

Zorlis - 25 Styczeń 2009, 19:53

A mi glany przeciekają... Trzeba do szewca zanieść...

Ale mniejsza o to. Dzisiejszy popołudniowy spacer w skrócie.
Poszliśmy nad Wartę na długie, luźne bieganko, trochę aportowania, takie tam. Za którymś razem, podnosząc kija żeby go rzucić, zauważyłam dwa asty lecące w naszą stronę - właściciele daleeeeko, psów nie wołali, nic. Skupiony na patyku Arisiak się przestraszył, jeden z astów rzucił się na niego, zaraz przyłączył się drugi, no i się zakotłowało... Aris chciał uciec w moją stronę, tamte jednak nie odpuszczały.
Wreszcie młodemu udało się wymknąć, odbiec, właściciele tamtych wreszcie zady ruszyli wydzierając się na psy, które, za przeproszeniem, miały ich pod ogonami...

Szczęście w nieszczęściu, skończyło się na tym:


To już nie pierwszy raz przecież, i ja się nie dziwię, że Aris mi się robi coraz bardziej nieufny w stosunku do obcych psów; bawi się tylko z dobrze znanymi suczkami...

Foxy - 25 Styczeń 2009, 20:03

Zorlis, wyciągnęłaś jakieś konsekwencje od właścicieli, czy po prostu sobie poszli?
Klajda94 - 25 Styczeń 2009, 21:24

eh, współczuję Ci :roll: dobrze, że nic więcej się nie stało, bo co jak co, ale asty siłę mają... ;)
Margo - 25 Styczeń 2009, 21:32

Klajda94 tu nawet nie chodzi o siłę tylko siłę uścisku ;)
Hefe - 25 Styczeń 2009, 21:39

jejku jakie biedne oczko.... :cry: wymiziaj go i ucałuj...

Mnie się też w de.... gotuje jak takie coś słyszę... a wiele takich historii słyszałam.. kilka razy sama zostałam zaatakowana przez takie psy.. całe szczęście, że bez większych szkód.. Ale coraz bardziej przekonuje mnie to, że ASTy (i inne psy o których się słyszy, bądź wie, że są skłonne do takich ataków) powinny mieć jakieś szczególne prawo, np. aby mieć takiego psa właściciel powinien przejść testy... już nie mówiąc o pseudo .. bo to co się słyszy o ich agresywności to zazwyczaj są psy w typie rasy... ale gdzie takie prawo wymyślą... a co dopiero w Polsce :( w zasadzie to wina ludzi... a my denerwujemy się na psy.. a to człowiek powinien ponieść karę i konsekwencję a nie np. uśpić psa za jego agresywność (a takie przypadki są... i to często). Kiedyś całkiem wykluczałam możliwość posiadania takiego psa, teraz zmieniłam zdanie.. i to trzeba tylko ograniczyć dostęp tej rasy ludziom nieodpowiedzialnym i nieodpowiednim.
trzeba było na SM dzwonić, ja kiedyś zadzwoniłam... wiedziałam gdzie gość mieszka, okazało się, że pies nie miał ani szczepień ani niczego.....

Ale znajomej husek też został bardzo pogryziony przez ASTa, właścicielka nie dała sobie rady z odciągnięciem psa, dostał szczękościsku.. jak puścił to uciekła... właściciele myśleli najpierw żeby psa ratować a nie gonić babę... Pies ledwo co uratowany.. skóra na szyi podziurawiona, pod skórą zebrała się woda.. i ogólnie duże problemy.. i drogie leczenie, za bezmyślność ... i pies nacierpiał, i właściciel (bo broniąc, włożył rękę pod zęby...) i ogólnie kupa nerwów.. a baba zero konsekwencji.. jakby były kary to ludzie może nauczyliby się myśleć.

Hessa - 25 Styczeń 2009, 21:57

Zorlis, współczucia, zjechałabym właścicieli od góry do dołu....
Ja z ASTem nigdy niemiłego spotkania nie miałam, za to pełno wkurzających małych psów które łapią mnie za nogawki albo Bacha za łapy. I biegają luzem, bo przecież są nieszkodliwe. Najgorzej jest jak na boisko idziemy, bo tam czasem biegają trzy i wtedy w grupie już są bardzo odważne do gryzienia :| No i agresywne ONki to też plaga...

Zorlis - 25 Styczeń 2009, 22:12

Taką ciekawą tendencję właśnie zauważyłam, że właściciele ONów są strasznie cięci na punkcie ttb i odwrotnie ;) Cóż, ja nie miałabym nic do tych psów, gdyby nie zdarzenia jak to dzisiejsze :roll:

Jamniki i jamnikopodobne też mi się już na Arisa z kłami rzucały, ale na szczęście dużo taki nie zdziała ;)

Foxy - jako kompletnie nieporadna istota, unikająca jak ognia 'bezpośredniego' kontaktu w momencie, kiedy we mnie wrze, wolałam odbić w bok i zwinąć się jak najszybciej zwłaszcza, że te psy wciąż latały luzem.
Co "najśmieszniejsze", te dwa astki mają opinię "fajnych, wesołych i łagodnych", więc właściciele pozwalają im na dużo... Kilka razy mijałam ich z Arisem na smyczy, one też były wówczas zapinane. Psiur omijał je tak szerokim łukiem, jak tylko smycz mu pozwalała.

Foxy - 25 Styczeń 2009, 22:18

Zorlis, hmm szkoda, że nie interweniowałaś u właścicieli, ale dobrze Cię rozumiem, bo w nerwach to się czasem nie myśli.
Jak mi kiedyś bull się rzucił na Foksiaka i już miałam wizję, że po niej, to w sumie też nic nie zrobiłam. Z tym, że to było w miarę świadome, bo najpierw dokładnie sukę obejrzałam, ale miała tylko kła wbitego w skórę i malutką rankę, bo on ją dusił, a nie gryzł. Powiedziałam tylko facetowi, że jak go jeszcze raz spotkam z psem,a pies będzie bez kagańca, to choćbym była na drugim końcu parku, to dzwonię na policję..

an1a - 25 Styczeń 2009, 22:56

Hefe napisał/a:
Ale coraz bardziej przekonuje mnie to, że ASTy (i inne psy o których się słyszy, bądź wie, że są skłonne do takich ataków) powinny mieć jakieś szczególne prawo, np. aby mieć takiego psa właściciel powinien przejść testy... już nie mówiąc o pseudo .. bo to co się słyszy o ich agresywności to zazwyczaj są psy w typie rasy...

To co pogrubiłam jest najważniejsze... Każdy pies jest skłonny do ataku. Psy z pseudo każdej rasy są do niego skłonne, bo tutaj nie dobiera się pod względem charakteru tylko wyglądu.
Zorlis napisał/a:
Taką ciekawą tendencję właśnie zauważyłam, że właściciele ONów są strasznie cięci na punkcie ttb i odwrotnie ;)

Bo ON i bull to najgorszy duet ;) Onki mają niski próg pobudzenia, ttb wysoki. Widzę nawet po swoim psie i tymczasach, że to co dla Nera jest już prowokacją, dla bulla jest zabawą.
Stąd międzyrasowe nieporozumienia - każdy pies inaczej się bawi, inaczej reaguje.

Co nie zmienia faktu, że każdy pies musi być pod kontrolą...

an1a - 26 Styczeń 2009, 19:29

Więc jak już kręcimy się wokół ASTów ;D
To dzisiaj Nero miał z takim bliskie spotkanie :? Szliśmy z psami, oba na smyczy, Nero standard - kaganiec. Pies podszedł do małego, obwąchał i zawija do Nera.
Facet go woła, a pies głuchy. Na szczęście miał kaganiec....
I niech mi ktoś spróbuje powiedzieć, że rozszczepianie dwóch zakagańcowanych psów jest proste. Nero na nim siedział, ast się wił, facet nie mógł go złapać, bo co chwilę leżał i znowu się podnosił.
A ja stałam obok i modliłam się, żeby żaden sobie nie zdjął kagańca :(
Udało się je rozdzielić, Radek wnerwiony jeszcze na faceta wrzasnął, że psa ma na smyczy prowadzić. Facet chyba nie wiedział co powiedzieć i walnął tekst "wołałem go, ale nie chciał przyjść" :roll:
Pies jeszcze na deser po łbie smyczą zarobił...

Foxy - 26 Styczeń 2009, 20:31

an1a napisał/a:
Pies jeszcze na deser po łbie smyczą zarobił...
Ehh... nienawidzę tego.. Ludzie myślą, że jak po takiej 'akcji' przy mnie przywalą psu, to ja będę zadowolona, że pies dostał za swoje, a mnie normalnie szlag trafia, jak widzę coś takiego, bo niech kurde sobie psa wychowa, a nie puszcza go, a potem leje smyczą po łbie..
Bull, który się rzucił na moją sukę po całej 'akcji' też dostał w łeb, aż w końcu powiedziałam do faceta, żeby nie bił tego psa, bo to nic nie da, a to nie jest wina psa, tylko jego.

an1a - 26 Styczeń 2009, 20:43

Foxy napisał/a:
Bull, który się rzucił na moją sukę po całej 'akcji' też dostał w łeb, aż w końcu powiedziałam do faceta, żeby nie bił tego psa, bo to nic nie da, a to nie jest wina psa, tylko jego.

Mnie zatkało, tak naprawdę odetchnęłam z ulgą, że wyszły cało i w kagańcach... Bo w razie co nawet bym nie była w stanie nic zrobić.. ze szczeniakiem na smyczy :roll:

Margo - 26 Styczeń 2009, 21:53

Jako,że nasze spacery przez ostatnie dwa dni nie wyglądają imponująco to opiszę sytuację z serii "u weta w poczekalni" ;D

Wchodzi dwójka młodych ludzi [ok 25 lat] z psem. Gigaaantyczny labrador. Oni twierdzą,że labLador i takie czasem się trafiają. Na moje pytanie o rodowód odpowiedzieli,ze pies nie ma ale rodzice to też labLadory ;D to powiedziałam tym "aha" i zaczęłam się śmiać. No cóż. Jak labLador to labLador czyż nie? :mrgreen:

Aga - 27 Styczeń 2009, 18:15

Jak mnie wczoraj wieczorem zdenerwowało kilku ludzi.
Z psem na łące,ściemnia się było fajnie więc wyciągnęłam dekle i szarpałam się z psem,pobiegł po rollera i nagle z krzaków leci dziewczyna jakoś w moim wieku z ciągnącym ją psem[potem go puściła i podbiegł do nas coś na odległość 3-4m.] jakiś a'la gończy "Przeeepraaszam,czy ten pies gryyzie?" zła byłam po pies puścił dysk,nastroszył się i nie mówiąc o tym że przyniesie mi dysk do ręki powiedziałam tylko tyle
"Jak swojego psa stąd nie weźmiesz to zaraz ugryzie" - nie dość że łąki ma jeszcze 2ha to się pakuje do mnie ale poco przecież i tak po ciemku pies by mi się nie bawił,potem poszła ale psa już miałam rozproszonego więc wyciągnęłam piłę[ahh.ta magiczna kurtka ,w której wszystko zawsze jest i się mieści :lol: ] i była zabawa,Roniek biegnie z jednej strony idzie facet z wyżłem i lezie mi pod nos normalnie chodź ta sama sytuacja co wyżej - widzi że psa mam luzem,bez namordnika czy coś to się pchaaa,złapałam psa i czekałam z miną "Długo jeszcze ?".Poszedł więc myślę jeszcze chwila i idziemy do domu ale leci dziewczyna podskakując za ciągnącym ją niskopodłogowym kundelekiem "Kajtuśśzz pocczekaaj" [no przepraszam ale aż się opluła jak tak biegła :lol: ].Roki zaczął szczekać na tej akcji ale złapałam go i poszłam - dziewczyna za nami,więc tak skręcałam za krzaczory czy coś ale polazła a znaczy pobiegła po błocie do domu wreszcie psa wymęczyłam po tym wszystkim i poszliśmy do domu.Amen ;)

Arcana - 27 Styczeń 2009, 19:29

Ja to ostatnio mam dość niewesoło ze spacerami - raz, że Kamil znowu chory i muszę z nim siedzieć w domu. A dwa, że jak już mam możliwość pójść do lasu, to znowu tam jakieś zamieszanie ze zwierzyną i polowaniami :? . Przedwczoraj mi suka dwa razy poleciała za sarną. Na szczęście wróciła dość szybko, ale i tak byłam zła... Za drugim razem biegła tak równoległe do ścieżki po której szłyśmy, że mnie miała w zasięgu wzroku. No więc zawołałam ją i uciekam w drugą stronę :twisted: . O dziwo, jak zobaczyła że zwiewam, to przybiegła. Teraz ją ostro trenuję na tą okoliczność i nie jest nawet tak źle, chociaż mam świadomość, że z naturą nie wygram :/ . Dzisiaj nawet Sagi nie puściłam ze smyczy, bo dostawała jakiegoś amoku w lesie - nie wiem czy zwierzyna była gdzieś blisko, czy myśliwi znowu byli w akcji i czuła "zapach śmierci"... Ciągnęła mnie tak, że po dwóch godzinach spaceru miałam na serio dość :( . Znajomej wyżeł ostatnio znalazł nogę sarny i połowę wszamał... A kilka dni temu podobno myśliwy zastrzelił u nas w lesie jakiegoś psa. Podobno afera z tego się zrobiła, bo to jakiś rasowiec był i z właścicielem szedł... Stracha mam teraz :(
Hefe - 27 Styczeń 2009, 19:36

arcana takie historie nie zawsze są w 100% prawdziwe.. ostatnio w Częstochowie była plotka, że nożownik grasuje... było.. 1 morderstwo.. a ludzie zrobili z tego serie zabójstw.

Jeśli w lesie masz psa na smyczy, nikt nie powinien mu zrobić krzywdy... no chyba, że lata pomiędzy drzewami.. to w zasadzie nie masz o co walczyć.. bo leśniczy ma prawo zastrzelić psa latającego samopas...

an1a - 27 Styczeń 2009, 21:04

Historie może i rzadko się zdarzają, ale są i chyba nikt z nimi sprawy o zabicie psa jeszcze nie wygrał...
Arcana nie myślałaś o kupnie jakiejś kamizelki odblaskowej dla suki? Z tego co pamiętam, to były jakiś czas temu na Allegro, są też w sklepach internetowych.

Arcana - 27 Styczeń 2009, 21:38

Hefe napisał/a:
arcana takie historie nie zawsze są w 100% prawdziwe

Wiem, ale ta akurat jest prawdziwa, bo znam świadka (poniekąd) zajścia. Nie widział dokładnie co się stało, ale przyszedł jak już właściciel psa wezwał policję... Może wkrótce się dowiem jak to się skończyło i jaki był dokładnie przebieg zdarzenia.
Hefe napisał/a:
bo leśniczy ma prawo zastrzelić psa latającego samopas

Zdziczałego i bez opieki. Rozmawiałam z naszym leśniczym na ten temat jakiś czas temu i wprost pytałam o możliwość puszczania psa/psów w lesie. Powiedział, że możemy psy puszczać (wtedy Saga biegała z kolegą), tylko trzeba uważać na łowiska, bo myśliwi czasem bywają nadgorliwi i uszanować okres, kiedy sarny są ciężarne i odchowują młode...
Znajoma spacerująca co dziennie z wyżłem po naszym lesie też nieraz go spotykała i nie widział problemu o ile się ma nad psem jaką taką kontrolę. Spotykała też niejednokrotnie myśliwych i zawsze spotykała się ze zrozumieniem z ich strony. Widać więc, że nie zawsze wszyscy są od razu przeciwko. Tylko trzeba robić wszystko z głową. No i niestety jest to pewne ryzyko - tego się nie da ukryć...
an1a napisał/a:
Arcana nie myślałaś o kupnie jakiejś kamizelki odblaskowej dla suki?

A właściwie co by to dało? Jak się trafi ktoś, kto będzie chciał strzelić, to nawet kamizelka chyba nie pomoże...

Foxy - 27 Styczeń 2009, 21:44

arcana81 napisał/a:
ak się trafi ktoś, kto będzie chciał strzelić, to nawet kamizelka chyba nie pomoże...
Ale jeżeli ktoś zastrzeli / postrzelił psa w obroży, to zawsze później może powiedzieć, że nie widział, że pies ma obrożę / szelki (mimo, że każdy normalny człowiek by je zobaczył). A tak, to gdyby zastrzelił / postrzelił psa w kamizelce odblaskowej, to w sądzie jest znacznie łatwiej.
an1a - 27 Styczeń 2009, 22:04

arcana81 napisał/a:
Zdziczałego i bez opieki.

Realia są inne niestety (zobacz sobie nawet temat na Dogomanii w dziale Prawo - Myśliwy zabił mi psa"). Wszystko zależy od myśliwego, bo może się wszystkim wykręcić.
arcana81 napisał/a:
A właściwie co by to dało? Jak się trafi ktoś, kto będzie chciał strzelić, to nawet kamizelka chyba nie pomoże...

Ale jeśli ktoś będzie miał zamiar strzelić zauważy kamizelkę i zastanowi się bardzo dobrze, zanim cokolwiek zrobi. Czasem przy psie nieoznakowanym wystarczy właśnie moment, kiedy zauważy, że biegnie za zwierzyną...

Agata - 28 Styczeń 2009, 11:36

Ja dzisiaj się wybrałam na poszukiwania scieżek leśnych. Las widziałam ale nie wiedziałam jak tam dojść. No i znalazłam. Fajne ścieżki, górki. Puściłam psa i miałam widok jak z obrazka. Szcześliwy Emil biegający pomiędzy drzewami. Wszystko byłoby super gdyby nie to, że w pewnym momencie widzę jak się w czymś tarza z miną najszczęśliwszego psa na świecie. Wrocił cały w gów** . Stałam jak wryta, cicho klnąc i wyzywając go od najgorszych, bo wiedziałam ze nie mogę teraz krzyczeć.
Wróciłam biegnąc szybko do domu, żeby nikt nie zobaczył i nie poczuł tego śmierdziucha.
Nie mam w domu wanny. Musiałam go wsadzić pod prysznic i opłukać. Poza tym umyłam go moim osobistym szamponem, bo nie miałam psiego wrrrr.
Legowisko już ma wywalone, bo się śmierdziuch na nim położył jak przyszedł. I tak było do wyrzucenia ale za kilka dni, bo jeszcze nie kupiliśmy nowego.
No cóż...trzeba będzie mężowi :twisted: ozajmić że trzeba dzisiaj jechać na zakupy, bo Emil teraz dupkę grzeje w jego pokoju biurowym na dywaniku, a Michał tego nie zaakceptuje na dłuższą mete :mrgreen:

Magda - 4 Luty 2009, 14:31

No to możemy sobie ręce podać. Ja akcję prania futra miałam w niedzielę. Mało aromatyczne odchody udało się usunąć (nawet nic nie czuć), ale smar to jeszcze dłuuuugo się utrzyma. Niby sierść wyszorowana i wyczesana, ale to co normalnie jest białe nadal utrzymuje sie w tonacji szaroburej. I takim to akcentem zakończyliśmy rodzinny, niedzielny spacer.
Stokrotka - 4 Luty 2009, 20:24

Niedawno mama szła z piesem na spacer i spotkała jakiegoś faceta, który jej powiedział: 'byś se lepiej krowę kupiła i prowadzała na łańcuchu, przynajmniej mleko dla dzieci byś miała!' i poszedł :lol:
ludzie to jednak dziwni są :mrgreen:

Klajda94 - 4 Luty 2009, 20:32

Nigdy nie zrozumiem niektórych ludzi :mrgreen: :lol: :muhaha:
Ann94 - 4 Luty 2009, 20:35

Stokrotka napisał/a:
'byś se lepiej krowę kupiła i prowadzała na łańcuchu, przynajmniej mleko dla dzieci byś miała!
no ale jakaś prawda w tym jest xD
Czort - 4 Luty 2009, 21:25

Szczególnie ładnie by isię upasła na chodnikach w mieście :lol: Mam nadzieję, że w Białym jest obowiązek sprzątania kup :P :lol:
Arcana - 4 Luty 2009, 22:23

Ale niektórzy przechodnie są udani.
Mój mąż szedł raz z Sagą do sklepu. Niestety, muszę przyznać, że ona w ogóle nie ma dla niego poważania i ciągnęła go strasznie :mrgreen: . Kiedy Mateusz w końcu skarcił ja "Saga nie ciągnij!", przechodzący akurat obok staruszek powiedział z oburzeniem: "Przeca ten pies ma ciągnąć, kruca bomba!" :mrgreen:

Sally - 5 Luty 2009, 11:58

Widze obeznany w rasach , staruszek.. :mrgreen: ;)
Sally - 7 Luty 2009, 14:45

U nas aż miło spacerować. :)
Przed 14:00 wyszłam z domu , na polanke obok wraz z nagrodami.
Po 30 minutach , kundel dyszał już zdrowo , podgryzając piłeczke i smazylismy się na słoneczku.. U nas można już powiedzieć wiosna :P

Hessa - 7 Luty 2009, 14:51

Szkoda że u nas niemiło... Na prawo błoto, na lewo błoto, ekstra. Jeszcze po 6 latach zaczęli nam deszczówkę robić więc wszystko rozkopane, rychło w czas. Nawet nie można do lasu iść :/ Akurat przed feriami...
Arcana - 7 Luty 2009, 15:34

U nas też mokrrrrrro, że hej. I część lasu nam karczują, nie wiem po co, ale jest zakaz wstępu :(
Klajda94 - 7 Luty 2009, 16:42

U nas tak jak u sally, no dobra przecież to jeden przystanek tramwajowy odległości :P Byłam z Kajtkiem w parku, później pod blokiem koleżanki gdzie go puściłam i jestem z neigo dumna, robi sztuczki na dworze za piłeczkę, co kiedyś by w życiu nie zrobił! I to jeszcze nie na swoim terenie ;)
Najlepsi jednak są ludzie. Coraz częściej słyszę na spacerach komentarze typu; O! Jakie ma śmieszne uszka! Jedno mu stoi a drugie nie!
No naprawdę HA HA HA :lol:

Meg - 7 Luty 2009, 17:16

U nas też jest słoneczko :mrgreen: Wiosna wkoło ;) Ale niestety koniec ferii! Hessa zazdroszczę.
Hessa - 7 Luty 2009, 19:06

Meg napisał/a:
U nas też jest słoneczko :mrgreen: Wiosna wkoło ;) Ale niestety koniec ferii! Hessa zazdroszczę.

Pewnie tego błota, co? ;) Chętnie oddam. A ferie to studenckie ferie czyli wychodzi jakieś półtora tygodnia, mało w porównaniu do ubiegłych lat... Oczywiście wszystko pod warunkiem że zdam egzamin, jak nie to ferii właściwie nie będzie :]

Czort - 7 Luty 2009, 19:10

U nas było słoneczko, fajnie ciepło, ale polne drogi nam płynęły... straszne błoto, ale i tak fajny dzień, tylko po każdym spacerze trzeba było psy pod prysznicem umieścić ;)
draca-ena - 7 Luty 2009, 19:47

Jestem skończoną idiotką :lol: .
Otóż, w przypływie entuzjazmu, postanowiłam z Lily wrócić przez łąkę :mur: . No, a tam sobie, na tej łące, wszystko po prostu pływa :mur: .
Nie dość, że Lily ma podwozie... że się nawet nie wypowiem, jak brudne :mrgreen: , to jeszcze ja mam całe buty uwalone, no i spodnie też oczywiście, bo mój kochany pies postanowił sobie na mnie skoczyć z radości po przebyciu łąki ;) .

Czort - 7 Luty 2009, 19:57

draca-ena napisał/a:
bo mój kochany pies postanowił sobie na mnie skoczyć z radości po przebyciu łąki

Ja takie coś miałm wczorj choć trochę inaczej. Zadowolona że pomimo tego paskudnego błota, nie mam całych butów i spodni uwalonych, niedaleko domu jak wracałyśmy chciałam zapiąć Sonisko na smycz, a ta tak się z tego ucieszyła, że efekt był taki jak u Ciebie :twisted:

Tilia - 7 Luty 2009, 23:20

nie macie się czym chwalić... moje słodkie scenie dziś udekorowało mi kolejną kurtkę błockiem- na ukos przez cały przód :roll: ona po prostu jak się nakręci zabawą z psami to w pełnym pędzie za którymś razem zamiast mnie omijać ląduje mi łapami na plecach lub brzuchu... i pędzi dalej- nawet nie zdążam zareagować :rozga: ostatnio wróciłam ze spaceru jak lump- błoto do kolan- spodnie, buty, na twarzy błoto, kurtka w smugach z przodu i z tyłu, rękawiczki wyślinione i wybłocone :roll: ale psy szczęśliwe i wybiegane

szczęście że już ciemno było

Foxy - 7 Luty 2009, 23:33

Tilia, bo do spacerków ze zwariowanymi sceniakami to trzeba mieć 'komplet ciuchów roboczych', do spacerków z rozbrykanym foksem po niesprzyjającym terenie (np. las, błoto etc) rownież ;D
Tilia - 7 Luty 2009, 23:45

Foxy!! :mrgreen: :lol: mam takie komplety, co z tego, skoro nie nadążają schnąć??? :twisted: w błotnistych okolicznościach przyrody takie na przykład spodnie nadają się do założenia raz, potem są zbyt sztywne :roll: kurtka natomiast nadaje się do ponownego założenia- po zmroku ;) :P
Hefe - 8 Luty 2009, 11:21

Wy nie doceniacie artystycznych dusz waszych psów! :P one wam szlaczki, wzorki... a wy jeszcze narzekacie. Nie dobrze, nie dobrze... :P
Ale pogoda się zepsuła, dwa dni słonko.. wręcz wiosna... a dzisiaj ulewa. Dobrze, że mama łaskawa i litościwa.. poszła rano z psem.. Bo ja jeszcze kiepsko ze zdrowiem się trzymam, ale po obiedzie trzeba się już ubrać, i iść...
A Anuka kulejąca wróciła.. mama nie mogła na dworze dostrzec co się stało, a to taki duży kolec jej się pomiędzy opuszki wbił :( Ale już dobrze, wyciągnęłyśmy i noga cała. Zero krwi, troszkę bólu.. ale nic poważnego.

Sally - 8 Luty 2009, 11:39

Mojemu ostatnio krawiła łapka , zauwazyłam to na dworze , poniewaz na kazdej odbitej łapce na śniegu widać było krew. Przeraziłam się nie na zarty i ruszyłam do domu. Oczywiscie sprawka była to szkła pod śniegiem... Całe szczęscie wszystko juz dobrze.


Cytat:
Ale pogoda się zepsuła


U nas to samo. Leje okropnie , wszędzie woda , dobrze ze wczoraj byłam z psem na 2,30 godziny i wyszalał się bawiąc z psami... :roll:

Klajda94 - 8 Luty 2009, 11:56

Sally, mój też się wczoraj wyszalał, ale... dzisiaj energia oczywiście wróciła :P A pogoda okropna, a fe.

P.S. Ola, jakbyś mogła się spotkać, jak pogoda się poprawi to napisz na PW ;)

Meg - 8 Luty 2009, 12:24

Pogoda blee, a pokłady energii wręcz przeciwnie no i po każdym spacerze brudna jak...
ale nic po obiedzie trza się wybrać na spacer :D

Gato - 8 Luty 2009, 14:16

a my dzis bylysmy z psami w terenie :podnieta: i potem jeszcze na sladach. blocko takie, ze musialam psa uprac, bo w polowie byla brazowa, a w drugiej czarna z brazowymi ciapkami. cale szczescie kleszczy nie nalapala, bede ja musiala pokropic chyba.

ale jest jedna zaleta tego wszystkiego, slady sie latwo uklada :mrgreen: .

wiosna by juz mogla przyjsc na dobre, zabrac to blocko i troche sloneczka mogloby poswiecic...

Sally - 8 Luty 2009, 15:36

Oh i Ah - pada deszcz , ale wybyliśmy na 30 minut. Bieganie za patylami po wodzie , posluszeństwo , oddawanie i przychodzenie + nowa sztuczka [slalom.]

Mimo ze było mokro , to było miło, cała polana dla nas , zadnych psów , czy ludzi. ;)

Czort - 8 Luty 2009, 15:40

Gato napisał/a:
wiosna by juz mogla przyjsc na dobre, zabrac to blocko i troche sloneczka mogloby poswiecic...

O tak, tak....

U nas dzisiaj rano snieg z deszczem, do tego myślałam że błoto po nocy trochę stężało i przez zaorane pole szłam.... a później i tak nie opłacało się wracać.
Ale wiecie, to wygodne jest, bo masz np. czarne ciuchy, znudzą się, to wystarczy iść z psiakami na pole i już masz całkiem nowe, niepowtarzalne super ciuszki :mrgreen:

Ble, zaraz trzeba znowu iść, ale coś się lekko przejaśnia... 8-)

Gato - 10 Luty 2009, 19:35

właśnie wróciłyśmy z Vegiem ze spaceru i będzie parę słów o moim geniuszu.

wiadomo, o tej godzinie ciemno, zimno, śnieg pada no to poszłam porzucać psu piłkę. no i rzucam, słucham muzyki, ale tak się jakoś czuję obserwowana, że ktoś gdzieś łazi, więc wyjmuję jedną słuchawkę, żeby lepiej słyszeć i dalej coś z psem cuduję. no i w pewnym momencie patrzę, na tle drzew jakiś taki cień - 'pies' - myślę i rzucam dalej. no, ale jakoś tak ten pies mi zniknął z pola widzenia (obok jest rów, więc pomyślałam, że tam wlazł) i dalej rzucam. i w którymś momencie słyszę, że coś łazi po patykach tam w okolicach tego rowu, ale bliżej nas, no jest znowu taki ciemny kontur i w pierwszej chwili myślę, że powinni wprowadzić karę śmierci, dla tych którzy tak potrafią spaść psa. ale tak patrzę i coś mi nie gra, bo jakiś za okrągły ten pies i dziwne łapy ma i ryj, no i doznałam oświecenia, że to dzik jest. pies wracał z piłką, zwierz się wystraszył, zaczął uciekać, Vega z piłką w gębie start do niego. no to ja ryczę 'nie!', ale się mogę pocałować w nos, bo niestety skapnęła się, że ma piłkę w ryju dzik ucieka, więc go gonić. no to ja drugi raz ze swoim 'NIE!' próbuję. no i posłuchał, tylko, że nie ten zwierzak co trzeba. dzik w sekundę w tył zwrot, Vega po hamulcach, piłka jej z mordy wypadła i dawaj uciekać. ja mówię brzydkie słowo i myślę, że jeszcze mi do szczęścia brakuje psa-inwalidy tak jakby upośledzenie umysłowe to było mało, no ale pies ucieka dalej, dzik w tył zwrot i sru przed siebie. no to Maniut mądra głowa zaczyna jazgotać i dawaj znowu za tym dzikiem. zatem trafia mnie szlag, wrzeszczę znowu 'NIEEE!' pies się zatrzymuje i ujada, dzik się zatrzymuję, myślę, że zaraz im obojgu zrobię krzywdę. wołam psa, pies podchodzi na ok. 10m do mnie, dzik dalej stoi. myślę, no to teraz albo nam obu zrobi z tyłków jesień średniowiecza, albo ucieknie. wołam psa znowu, Vega przychodzi dzik ucieka kawałek. waruję psa i patrzę na 'wyjątkowo spasionego psa'. chwilę stał w alejce, a potem poszedł dalej. na wszelki wypad psa zostawiłam, a sama poszłam piłki szukać, ale świniak poszedł gdzieś dalej i potem już nas nie nawiedzał :mrgreen: . całe spotkanie 3-go stopnia trwało jakieś może 2 minuty niecałe.

Pianka - 10 Luty 2009, 19:51

wyjatkowa odmiana psa :lol: ciekawego jaka to rasa :lol:

a tak serio ja chyba bym zeszła na zawał jakby dzik mi Diane gonił :shock:

Foxy - 10 Luty 2009, 20:01

Gato napisał/a:
no to ja drugi raz ze swoim 'NIE!' próbuję. no i posłuchał, tylko, że nie ten zwierzak co trzeba.
:hahaha: przepraszam, ale genialnie to zabrzmiało :P
Gato napisał/a:
patrzę i coś mi nie gra, bo jakiś za okrągły ten pies i dziwne łapy ma i ryj, no i doznałam oświecenia, że to dzik jest.
:hahaha: brawo dla geniuszu pani admin ;D ;D

Zuza, ja kocham, jak Ty piszesz, normalnie można się ze śmiechu popłakać ;D

Aczkolwiek cała sytuacja nie była wesoła i ja bym tam chyba zawału dostała :P

Arcana - 10 Luty 2009, 23:03

O Boże. To jest to czego ja się boję zawsze najbardziej. Znajoma już drugi raz szyła w zeszłym tygodniu swojego malamuta właśnie po spotkaniu z dzikiem. Raz miał rozorane udo, a potem kark :| U nas jest dzików zatrzęsienie, ale przez ludzi i ich beznadziejne zwyczaje dokarmiania (zwłaszcza pod własnymi domami :sciana: ) łatwiej je spotkać na głównej ulicy niż w lesie :P . Do tej pory jeszcze nie miałam wątpliwej przyjemności spotkania dzików, kiedy Saga była puszczona luzem. Na smyczy reagowała dość obojętnie, ale to pewnie tylko pozory... Natomiast raz nas samiec z wielkimi szablami przegonił (tylko ze względu na psa, bo ludziom to pozwalają się dotykać, a nawet swoje warchlaki :? ).
Meg - 11 Luty 2009, 21:05

Gato leże :lol:
Prawie ze śmiechu płacze xD
Ale tak na poważnie to ja dziękuję za takie spotkanie :hahaha:

Agata - 11 Luty 2009, 22:12

O dzikach lepiej nic nie mówcie. Poszłam z psem do lasu. To było moja druga wizyta w tym lesie. Pies sobie biega a ja jakies kopyta słyszę. Patrze sobie i widzę biegnącego grubego psa (dokładnie jak Gato :D ). Pies przybiegł trochę bliżej i widzę, że to dzik. Do Emila który był zajęty gdzieś węszeniem wołam, że biegamy. No i biegaliśmy, ja z mordą przerażonego człeka a Emil szczęśliwy, że się z panią ściga.

Przez kilka dni nie wchodziłam do lasu. Potem poszłam tam gdzie ludzie z psami chodzą. Zagadałam z babką na temat dzików i mówiła, że jest ich pełno tutaj właśnie w tym miejscu gdzie ja spotkałam jednego, bo ludzie je dokarmiają.

Arcana - 11 Luty 2009, 22:46

U nas w ogóle strasznie dużo dzikiego zwierza się ostatnimi laty pokazało. Dziki to plaga, ale mnóstwo jest też saren, no i ostatnio przekonałam się na własne oczy, że mamy też daniele :shock: . Niedawno szłam z Sagą taką fajną ścieżką, którą praktycznie nikt nie chodzi (tylko leśniczy robi obchód rano i wieczorem :P ). No więc idę, Saga na smyczy jeszcze, bo zawsze puszczam ją tam za sporym zakrętem, żeby widzieć co jest przed nami, patrzę, a kilka metrów od nas stoi sobie sarna. Nieruchoma jak posąg. Saga coś tam sobie węszyła i jeszcze jej nie zauważyła, to ja sobie stoję i patrzę na sarenkę, a ona na mnie :mrgreen: . Chciałam szybko wyciągnąć telefon, żeby zdjęcie zrobić, ale Saga się ocknęła i niemal jej gały z orbit nie wyszły, jak zobaczyła tak blisko sarnę :P . Potem musiałam się nieźle naciągnąć, żeby iść dalej z suką. A sarna, jak na złość, szła sobie spokojnie wzdłuż naszej ścieżki... Normalnie złośliwa jakaś chyba. :D
Gato - 12 Luty 2009, 16:45

żeby nie było, dzika spotkałam na osiedlu, ze 2 - 4km od najbliższego lasu, w którym mógłby mieszkać ;) .

dziś dla odmiany nie spotkałam dzika, ale faceta, który zagadnął mnie gdy rzucałam psu piłkę. i ów pan mówi, że powinnam uważać, żeby pies jej nie połknął (łapała w powietrzu). odpowiadam, że może spać spokojnie, bo piłka jest za duża żeby ją połknęła. pan milczał przez chwilę po czym zapytał (co swoją drogą niemal nie ścięło mnie z nóg - fartownie akurat się schylałam i oglądałam psu łapę - rozcięła, a gdyby nie śnieg to bym nawet nie zauważyła - w każdym razie miałam bliżej do podłogi) czy sznurek jest po to, żeby wyciągnąć zabawkę z żołądka. zamrugałam głupkowato i powtórzyłam, jeszcze uprzejmie, że piłka jest za duża. ale pan nie zamierzał się poddać, obejrzał fachowo Vegę i pyta czy to wyżeł. znowu zaskoczenie z mojej strony, więc informuję, że to kundel. pan jakby w ogóle mnie nie słyszał i rozpoczyna opowiastkę o znajomej, która miała dwa wyżły i rzucała jednemu piłki tenisowe. nie chciałam mu zwracać uwagi na to, że to nadal nie zmienia faktu, że to jest kundel a piłka nie jest piłką tenisową, która notabene nie jest najlepsza dla psów, ale zabawką wyprodukowaną przez firmę zajmującą się narzędziami szkoleniowymi. tymczasem pan kontynuuje dramatyczną historię zaginięcia piłek, rozpruwania psa przez weterynarza, poszukiwania zaginionych zabawek... i tego, że jedna z piłek nigdy się nie odnalazła (nie chciałam ryzykować stwierdzenia, że może została wydalona). po tej piorunującej puencie, pan odszedł pouczając mnie, że powinnam mieć na uwadze zdrowie mojego zwierzaka. naturalnie przytaknęłam i poszłam w stronę domu, żeby opatrzyć łapę.; notabene lubię gdy ludzie dają mi tak cenne i dobre rady :mrgreen: .

ps: dziewczyny, bez przesady z tym śmiechem, bo jeszcze wydam książkę :> !

Czort - 12 Luty 2009, 19:42

Gato napisał/a:
ps: dziewczyny, bez przesady z tym śmiechem, bo jeszcze wydam książkę !

O wydawaj, będę miała czym się odstresować w autobusie :P :mrgreen:

A my dzisiaj idziemy, schodzimy w taką dolinkę, a tam chjyba z 70cm śniegu :shock: Psy z rozpędem wpadły, prawie się tam utopiły, kicały jak zające, jeszcze Sonia długie nogi ma to w miarę normalnie to wyglądało, a ja wychodziłam na specer myśląc że jest góra 20cm śniegu... Wzięłam aparat, wpadł mi w ten śnieg bo miałam rękawiczki i mi sie wyślizgnął, na szczęście nic mu się nie stało. Po co ta zima?? Chociaż psy fajnie ganiają sie po zaspach ;)

Hessa - 12 Luty 2009, 23:42

Cytat:
Po co ta zima??

Po to żebyśmy nie mieli błota pod domem, cieszyliśmy się dzisiaj z Bachem i to bardzo :] Tym bardziej że dużo napadało więc nie było już lodowiska na ścieżkach w lesie. I znów można robić bardziej skomplikowane ślady, ja tam się cieszę że jest zima ;] A co do spaceru, dziś wyjątkowo nikogo nie spotkaliśmy, tylko jakieś głosy z lasu jak byliśmy na polu, ktoś psa wołał a ja już byłam pewna że zaraz wyleci koło nas, ale jednak myliłam się... I dobrze, bo to strasznie denerwujące :|

Stokrotka - 13 Luty 2009, 08:38

Dziś na spacerze byłam jednym ze członków zorganizowanej grupy przestępczej :mrgreen: poszłam z Kubą na łąkę i spotkałam tam znajomych (taa znajomych ;D faceci około 40 :P ) z sukami ONka. Nasze psy bawiły się i przejeżdżała obok policja i się patrzyła na nas. No to my psy na smycze, założyliśmy im kagańce i wracaliśmy do domu i ostrzegając wszystkich właścicieli psów o krążącej policji :mrgreen:
Czort - 15 Luty 2009, 10:43

Wkurzyłam się dzisiaj, wkurzają mnie pomału te wałęsające się psy. Dzisiaj idziemy na spacer w 6 sztuk: moje dwie, Lisek (Sonia go nie lubi i ciągle odgania, ale ostatbnio nie jest taki nachalny to go nie gonię), takim mały biały, kudłaty brązowy, i czarny. Te trzy ostatnie Sonia lubi a z czarnym nawet fajnie się bawią.
No i bawili się, Lisek to zobaczył i rzucił się na czarnego, Sonia patrzy zdziwiona to na nich to na mnie, tamten zaczął uciekać to ten za nim, znowu go dorwał i przytrzymał, w koncu puścił. Psiak przerażony, nie dość że on wogóle taki nieśmiały to jeszcze teraz tamten go zaatakował to już wogóle będzie strachliwy. A Lis przybiegł do nas i się cieszy i szczeka piskliwie jak to on zawsze robi. Juz ja przypilnuję żeby on więcej się koło nas nie kręcił :evil:

Hessa - 15 Luty 2009, 12:00

Heh, my dziś też z "balastem"... Tradycyjnie irland w kolczatce. Ja już mogę tylko westchnąć z bezsilności i ludzkiej głupoty. Potem właściciela spotkaliśmy razem z dwiema innymi osobami, stali na polu i sobie rozmawiali... A pieski oczywiście lecą do nas, zero problemu, bo Pepcio MUSI sprawdzić kto to jest.
bjossa - 15 Luty 2009, 14:06

własnie wrócilismy znad jeziora :)

Brutusek grzeczny jak zwykle, przywitał sie tylko z dwoma innymi psami i o dziwo zaczepiał je do zabawy co mu sie nigdy nie zdarza... nawet jak był szczeniakiem :P
wkurzające tylko dzieciaki były, ktore bez pytania z łapami sie do psa pchają... a przeciez jakby miał w pysku patyka a jakiś bachor chciałby mu to zabrac to mogło by sie skończyć solidnym warknieciem... czemu dzieci mają takich głupich rodziców? :|
Brutusek wymęczony, ja też bo jazda znim samochodem do łatwych nie należy :P

Aleka - 15 Luty 2009, 15:34

Nasz spacer wyglądał dziś tak ze mało zawału nie dostałam.
Na początku super przeszliśmy przez ulice Miska nawet za bardzo nie ciągnęła doszliśmy na łąkę. Dobra pusta żadnych psów to ja już uradowana zakładam sobie a'la pas do przypięcia linki wyjmuje linkę doczepiam do pasa Miska w kagańcu to biegamy i idzie starsza pani (jakieś 10m od nas) pyta sie czy nie ugryzie to ja na to ze nie ma jak bo ma kaganiec Miska podeszła do niej i tak szła przy niej patrząc sie na jej twarz jak już przechodziła koło nas to Miśka zaczeła na nia szczekać warczeć i skakać to ja NIE! ale co tam, to ja już czarne myśli ze jak na nią skoczy to sie staruszka przewróci to ja NIE!!! i szarpnęłam linką to się w końcu obudziła. Dobra biegamy dalej powchodziliśmy na górki pochodziliśmy napstrykaliśmy zdjęć śnieżyca sie rozpętała niemiłosierna a tu pan z TTB oczywiście bez smyczy i kagańca przybiega do nas ten pies a ja już Miśke trzymam za mną a jego próbuje odganiać go smyczą ale nic to pan przybiega bierze go na smycz i sie tłumaczy ze nic nie zrobi itd. ja mu na to ze on może z własnej inicjatywy nie ale ona już była pogryziona i zrobiła sie agresywna a on na to ze on ma dopiero 9 miesięcy to ja mu mówię żeby mu pan kaganiec chociaż kupił to wypatrzył na mnie a'la pas do przypinania linki pyta sie mnie co to to ja mu tłumacze to on powiedział ze coś takiego dla niego kupi i w ogóle najmocniej przepraszał ale ja już spakowałam sie i poszłam do domu.
Ogólnie to tej pory mnie ciarki przechodzą...
Gato więcej takich opowieści!!! :mrgreen:

Klajda94 - 15 Luty 2009, 17:38

A mój pies się dzisiaj z bokserkiem bawił ;) coraz mnie muszę go trzymać na smyczy, coraz częściej do mnie przybiega, więc najczęściej chodzi spuszczony =)
Arcana - 15 Luty 2009, 19:11

U nas są zazwyczaj pustki w lesie w taką pogodę. Umówiliśmy się jak zwykle z miłym starszym małżeństwem na spacer z ich ON-kiem Barim. Psiaki jak zwykle świetnie sobie poszalały, ale była też chwila grozy... Nagle z bocznej dróżki wyszedł facet z niewielkim mieszańcem na smyczy. Ja nie zdążyłam Sagi nawet zawołać, gdy ona była już przy nich :? Serce miałam w gardle, bo psa nie znałam i nie wiedziałam jak zareaguje na moją sukę. Saga próbowała go zachęcić do zabawy, a ten stoi wyprostowany jak struna, raczej nie skory do szaleństw. Szybko podeszłam i zabrałam sukę i w tym momencie kundel się rzucił na Sagę z zębami... Ale mi głupio było... Wszystko przez to, że tyle śniegu wszędzie i nic nie widać, a poza tym trochę straciłam czujność :oops: . Najlepsze było to, że Bari, który jest przyjacielski do wszystkich psów, zaczął na niego szczekać i pokazywać zęby, tak jakby chciał bronić Sagę :P
Stokrotka - 15 Luty 2009, 20:04

A mi dzisiaj jakiś DONek pogonił Kubę. Fakt, że to była moja wina, bo Młody poleciał do niego (a potem z piskiem do pańci przyleciał :P ), potem szedł przy nodze, ale dla właścicieli tego donka to chyba była świetna zabawa, bo rzucili psu patyk prawie że nam pod nogi ..
Sysunia1994 - 15 Luty 2009, 23:40

Wzięłam się dziś z Newtonem za ponowną naukę zachowania na spacerze. Zabrałam chrupki i bardziej cenną dla niego pokrojoną parówkę. Nałożyłam mu kolczatkę, bo miałam ją i szelki. Szukałam obroży, ale w tajemniczy sposób Wiedziałam, że w szelkach gorzej oduczyć ciągnięcia wiec zdecydowałam się sprawdzić jak pies się czuje w kolczatce. (Nigdy w niej nie chodził, ona została po poprzednim psie.) ;/ Byłam miło zaskoczona. Zauważyłam, że psu było dziwnie, gdy poczuł, że smycz nie obciążała całego tułowia tylko szyje. Nie wyglądało na to by mu to przeszkadzało, jedyne, co to przestał tak ciągnąć, bo odczuwał kolce. Na dodatek nagradzałam go, gdy zwalniał, wracał, reagował na gwizd itp. zaczął łazić przy mnie a wręcz za mną i moja ręką obserwując ją uważnie. Chyba nie na tym polega nauka smakołykowa wolnego chodzenia, ale nie ciągnął jak zawsze, że o mało ręka nie odpadnie. Widząc jego oddanie za kawałek parówki doznałam olśnienia, że jest jednak szansa na powrócenie go na dobrą drogę mimo jego trzech już lat. :P Dodam, że ciągnął dużo mniej a jak już to raczej można to uznać za chodzenie na granicy smyczy ;P i szczekał już mniej. Raz z nudów, raz zobaczył stado ludzi (do kościoła szli), zobaczył jakiegoś typka i wszczął alarm i przy tym jak spotkałam znajomego (zawsze ale to zawsze na niego szczeka) z młodszą siostrą, która zaczęła z nim biegać dookoła mnie :P ale to już zabawowo :P . Więcej szczeków nie pamiętam, za wszystkie siebie winie, i postaram się to wyeliminować :P (Pewnie jeszcze jakieś były ale nie pamiętam, a i tak było o niebo lepiej niż zwykle :P .)
Meg - 17 Luty 2009, 21:06

Sysunia1994 napisał/a:
Nałożyłam mu kolczatkę,


Sysunia1994 napisał/a:
jedyne, co to przestał tak ciągnąć, bo odczuwał kolce


Bez komentarza :|

Sysunia1994 - 17 Luty 2009, 21:14

Nie wiem o co Ci chodzi. Nie przeszkadzała mu kolczatka i nie ciagnął głównie ze wzgledu na smakołyki ale również dlatego ze bylo mu niewygodnie ciagnac w kolczatce , no to chyba oczywiste. Przecież nic mu się nie działo więc nie rozumiem twojego komentarza "bez komentarza" który jak mi sie wydaje wyraża twoje niezadowolenie. Czy psom juz nie wolno nakładac kolczatek?
Czort - 17 Luty 2009, 21:20

Sysunia1994 napisał/a:
i nie ciagnął głównie ze wzgledu na smakołyki

skoro głównie dlatego to po co Ci kolczatka?
Ale zeby nie było, nie jestem jakimś anty... po prostu moim zdaniem najpierw można właśnie inaczej nauczyc, chyba że bedzie problem... nie wiem czy wcześniej próbowałaś nauczyć psa nie ciagnąć?

Sysunia1994 - 17 Luty 2009, 21:33

Tak, wiele razy próbowałam oduczyć metodą drzewa, szarpnięciami jakimiś tam różnymi sposobami, ale z marnym efektem. Pewnie przez brak cierpliwości. Postanowiłam jeszcze raz spróbować wytrwale udawać drzewo nagradzać za powolne chodzenie itp. Tylko ze przeczytałam, że trudniej oduczać tego w szelkach, (które on nosił), bo może bez problemu sie zapierać całym ciałem. No ale jak pisałam wyżej nie mogłam znaleźć obroży(spojrzałam na posta wyżej i widzę, że przez przypadek pisząc musiałam kawałeczek tekstu tam skasować bo głupio jest napisane i urwane :P ) więc wzięłam kolczatkę żeby zobaczyć jak się będzie w niej czuł no i czul się dobrze, nie przeszkadzała mu no i nie chciał w niej ciągnąć no bo wiadomo że to przecież już nie mogło być dla niego wygodne. No, ale i tak dużo mniej ciągnął ze względu na ta parówkę co go nią nagradzałam... (Nigdy wcześniej nie brałam na dwór parówki :P )
Hessa - 17 Luty 2009, 21:55

A jak dla mnie pies ciągnie bo musi, bo chce pobiegać, bo się nudzi, bo się przyzwyczaił że właściciel idzie tam gdzie ciągnie pies. Może masz za krótką smycz i pies nie czuje się swobodnie? Dla psa to żaden spacer jak ma iść wolno przy nodze i gapić się na samochody. Najpierw go wymęczyć a potem fundować taką rozrywkę... Ja rozumiem że do tego parku czy lasu trzeba dojść, ale z drugiej strony trzeba zrozumieć też psa, jak wychodzi z domu to chce się jakoś wyżyć. A jeśli od szczeniaka ciągnął i pozwolono mu na to, to będzie trudno.

A tak na temat, dziś dłuuugi spacer, ale co z tego jak Bachu znów ledwo wejdzie do domu to idzie odreagować na zabawce, chyba nie przestanie póki jej nie rozwali. I jak już wracaliśmy zaczął się kłaść i piszczeć, mam nadzieję że to przez zbity śnieg między palcami, chociaż nie miał go nie wiadomo ile... W dodatku czasem mnie straszył jak nastawiał uszy, kurcze trochę boję się po tym lesie chodzić jak widać tam tyle śladów zwierząt, jeszcze ta przeraźliwa cisza...

klaudia - 17 Luty 2009, 22:29

Hessa napisał/a:
drugiej strony trzeba zrozumieć też psa, jak wychodzi z domu to chce się jakoś wyżyć
Zgadzam się w stu procentach. Normalne, ze pies szaleje, bo ię cieszy, bo na to czekał itd. Trochę jak z dzieckiem w wesołym miasteczku.
Czort - 18 Luty 2009, 18:38

A my dzisiaj na dłuzszym spacerku a malo nie zgubiliśmy (tzn,. ja) aparatu... to znaczy zgubiłam, jak się wyrąbałam w tym wielkim śniegu, ale jakoś udało mi się znaleźć... ale przestraszyłam sie nieziemsko :lol: Dobrze że nic mu się nie stało.

A psiaki biedne po godzinie łażenia chyba miały dość, głównie Pusia, bo męczące takie ciagłe skakanie w śniegu, to spacer już drogą dokończyłśmy zamiast łąkami.

Ale fotek napstrykałam jak głupia;)

Hefe - 18 Luty 2009, 19:43

Czort ja dwa czy trzy lata temu zgubiłam w taką pogodę telefon, na dodatek mojej siostry (zamieniłyśmy się na trochę). Biegałam z Anuką i wypadł z kieszeni.. szukałam cały wieczór, sygnał był jeszcze rano.. pewnie bateria się potem wyłączyła.. ale tel. się nie znalazł... pewnie leżał gdzieś w śniegu.. przysypany.
Dzisiaj piękna zima.. i śniegu ciągle pada.. :mrgreen: :mrgreen: :mrgreen:

Arcana - 18 Luty 2009, 20:23

Hefe napisał/a:
zgubiłam w taką pogodę telefon,

A mi wypadł telefon jakieś dwa tygodnie temu do śniegu... Dobrze, że się zorientowałam w miarę szybko i wróciłam się. A Saga go wywąchała :mrgreen:

klaudia - 18 Luty 2009, 20:33

To moja Wredota wykazała się bezczelnością!!! Idziemy sobie, on na smyczy zaczął wąchac coś obok smietnika, ja myślałam, ze chce obsikać, ale on sobie skoczył przednimi łapkami na ten śmietnik i chciał cos tam wybierać... Nie udało mu się oczywiście...
Meg - 18 Luty 2009, 21:35

Chodzi mi oto, ze kolczatek nie popieram i nie uważam żeby były one traktowane jak metoda wychowawcza.

Dzisiaj szkole Perłę na podwórku (kliker jest bardzo OK. ;) ) u sąsiadów zadomowiło się kociątko, ale to takie podrzucone, czy samo przyszło i śpi u nich. No i chyba mu nie jest za dobrze, lgnie do ludzi. Ja patrze a to małe już na podwórku u nas no to ja Perłę łapie, ale w końcu się skapnęła i już do niego z zębami, ale zdążył uciec. Albo wracam ze szkoły i był taki bernardyn tzn. by podobny, ale taki raczej mieszaniec. Widać, ze szczeniaki miała, cała brudna, oczy zaczerwienione, widać, ze chciała podejść, nawet ją zawołałam, ale nie podeszła co stanęła z 3 kroki przede mną to piszczy. Bała się, że ją uderzę jak (pewnie) jej właściciele ;/

Czort - 18 Luty 2009, 21:38

Cytat:
Dzisiaj piękna zima.. i śniegu ciągle pada

U nas tak samo ;)

Arcana, ja kiedyś poszłam z psami na taką nową łąkę za blokami (latem) i trawa już była taka trochę wyższa. No i bawiłam się z psami, to zdjęłam Soni jej skórzany kaganiec, no i "na chwilę" gdzieś go położylam, łąka była duża i tak se ganiałyśmy, aż w końcu chce iść do domu, zapinam psy na smycz, i okazuje się, że nie mam czego założyć psu na pysk :shock: Oczywicie pojęcia nie mam, w którym miejscu zostawiłam ten kaganiec i naiwnie mówie do psów zeby szukały. I tak łazimy, Sonia tam się jeszcze cieszy że moze powąchać, a Pusia poganiała chwilę i stoi w miejscu i się nie rusza. Ja podchodzę a ona stoi przy samym kagancu :mrgreen: Najlepsze że nigdy nie uczyłam jej szukania rzeczy :mrgreen:

Arcana - 18 Luty 2009, 23:05

Znajoma mi ostatnio opowiadała, jak jej wyżeł zgubił kiedyś kaganiec (dokładnie ściągnął go sobie jakimś cudem i zgubił...). Szukała, szukała i nie znalazła. Za jakieś 2 tygodnie na spacerze w lesie Has zaczął coś intensywnie wykopywać. Ona patrzy - a tam pies wyciąga z ziemi... swój zaginiony kaganiec :mrgreen: . Do dzisiaj nie wie, jak to się stało, że całej akcji nie zauważyła :P
Ewka - 19 Luty 2009, 16:45

E, ja miałam lepiej- zgubiłam smycz :mrgreen: Spuściłam suczę, przewiązałam sobie smycz wokół pasa, potem chce zapinać- nie ma smyczy. A że latałyśmy po ugorach, trochę czasu minęło, zanim ją odnalazłyśmy. Koleżanka rok mi wypominała, jak można zgubić smycz od psa :P

Wczoraj idziemy sobie wałami, suka oczywiście luzem, widzę, że jakaś pani z dzieckiem sobie saneczkują. To wołam psicę, żeby ją zapiąc, co by się nikt nikogo nie wystraszył. Mircia biegnie do mnie, w ostatniej chwili postanowiła sobie jeszcze skorzystać z wolności- zaryła łbem w śnieg (a śniegu jest sporo) i prze do przodu. Na koniec obróciła się pare razy i kładzie sie przede mną na plecach w charakterze yeti. A pani z radością do dziecka: "Popatrz, popatrz, jak się piesek ślicznie bawi!" Mircia zachęcona okrzykiem uznała, że wypada się jeszcze trochę popisać :P Zrezygnowałam z zapinania, zawiadomiłam, że psica nie gryzie i dałam się jej bawić, a rodzince pozachwycać :mrgreen:

klaudia - 19 Luty 2009, 17:30

Ewka napisał/a:
a rodzince pozachwycać :mrgreen:
ÂŁaskawco :D
Ej to miły spacer miałyście. Jak czytałam myslałam, ze będzie jakas afera, albo coś, a tu taka miła niespodzianka. :)

Arcana - 19 Luty 2009, 19:15

Jak chodzimy na spacery do lasu, to co dziennie o tej samej porze spotykamy w lesie pewnego miłego pana. Początkowo bał się Sagi (wśród innych psiarzy jest znany jako "pan, co się boi psów" :P ), ale stopniowo sytuacja się zmieniła. Moja suka, jakby na przekór, strasznie go polubiła. Zawsze jak się mijamy strasznie się do niego próbuje łasić - tak jakby chciała go do siebie przekonać ;) . I muszę przyznać, że jej się chyba udało. Pan powiedział mi dzisiaj, że myśli nad wzięciem pieska :)
klaudia - 19 Luty 2009, 23:04

Pewnie ciężko się oprzeć urokowi tak ślicznej dziewczynki :)
Hefe - 20 Luty 2009, 12:01

No i pięknie.. tak gadać o zgubieniu.. i spadło na mnie. Wczoraj dostałam awizo.. więc na wieczornym spacerze z Anuką weszłam na pocztę.. odebrałam list, miałam w rękach pełno wszystkiego, reklamówkę.. smycz, kopertę.... i dowód. Anuka zaczęła wariować na smyczy i pewnie gdzieś mi dowód wypadł z ręki :( bo dzisiaj szukam.. i nie ma. Byłam koło i na poczcie.. ale nie ma :/ będę musiała wyrobić nowy pewnie..
KW - 20 Luty 2009, 12:16

Cytat:
będę musiała wyrobić nowy pewnie..

Poczekaj kilka dni może ktoś znajdzie Twój dowód i zwróci ;) Ja sama oddawałam w ten sposób 2 dowody, portfel i kartę kredytową ;)

Hefe - 20 Luty 2009, 12:27

KW czekam, czekam... tydzień, dwa poczekam jak się nie odnajdzie to lipa.. :(
Też ostatnio portfel wysłałam pocztą.. ale nie każdy ma mądre pomysły.. obok jest szkoła i pogotowie opiekuńcze.. jak jakiś idiota znajdzie to marne szanse, że odda. Chociaż to był sam plastik, bez porfela... eh, zobaczymy.. dobrze, że tylko dowód a nie cały portfel gdzie mam wszystkie dokumenty.. legitymacje, prawko, ubezpieczenie, karte NFZ, itd.... ehh :P

Tilia - 20 Luty 2009, 12:37

ja bym tyle nie czekała, bo ktoś może (tfu tfu) coś nabroić, wylegitymować się Twoim dowodem i będzie problem :roll: oczywiście mam nadzieję, że dowód szybko się odnajdzie!
Hefe - 20 Luty 2009, 12:53

tak myślę, że może kradzież zgłosić na policji? wtedy za duplikat się nie płaci... a i zgłoszone by było
Arcana - 20 Luty 2009, 13:31

Kolejny udany spacerek. Dziś Saga miała dwa psy na raz do zabawy - ON-ka i wyżła. Przeważnie spotyka się raz z jednym, raz z drugim :P W takim głębokim śniegu to po godzinie szaleństw psy są kompletnie padnięte ;)
Właścicielka Hasa (wyżeł) mówiła mi, że wczoraj u weta (chodzimy do tego samego) "śmiali się" z miłości Sagi i Hasa - te psiska się faktycznie strasznie polubiły, praktycznie codziennie szaleją razem po lesie po 2 godzinki. No i wet mówi, że tak się kochają, a nawet "biedactwa" nie mogą skonsumować tej miłości - ona po sterylce, a on - kastrat :mrgreen: . I to wszystko z "winy" tego samego weta :twisted:

Czort - 20 Luty 2009, 18:43

arcana81 napisał/a:
I to wszystko z "winy" tego samego weta

A to okropny człowiek :rozga: :mrgreen:

A moj psiska w drodze powrotnej sie wycwaniły i zamiast ganiać obok mnie, to ślicznie, powoli człapały się za mną, bo ja "im" ścieżkę deptałam :twisted:

Aga - 21 Luty 2009, 11:48

Mamy śniegowe,śliskie ulice.Roki bawi się w zaprzęgowca,pierwszy etap to same sanki,stał jak cep na ulicy,rzuciłam piłkę chciał pobieć ale nie wiedział co ma zrobić i się rozpłakał :lol: Pomogłam mu tzn.go pociągnęłam i pobiegł,potem już sam się kapnął że to lekkie i sam ruszał,później było obciążenie i też ok.Jak się chłopak rozpędził to aż koleżankę ciągnął..normalnie haski :serduszka:
I ciężko mi go teraz zmęczyć jakoś,biega i biega a gęba ciągle zamknięta :P

draca-ena - 23 Luty 2009, 03:31

Ja żaaaułuję że nie miałam aparatu ze sobą na spacerze, tak fajnie śniegu napadało, nie zrobiła się jeszcze plucha, Ruda wariowała na dworze, a mój aparat był rozładowany, buuu.
No i Ruda pierwszy raz od jakiegoś czasu wróciła ze spaceru morka, ale CZYSTA :mrgreen: . W miarę przynajmniej :P .

Meg - 25 Luty 2009, 13:26

Byłam niedawno z Perłą na spacerze i spotkaliśmy panią z Rottkiem. Zapięłam ją, bo nie wiedziałam jaki pies. Pani się zapytała czy mogą się powąchać. No ok.
Pies jak marzenie , po za tym, że podszedł do mnie, powąchał, podniósł nogę i ... chciał obsikać, ale w porę się odsunęłam. :mrgreen: :lol: :shock:


A tak w ogóle to mój pies dzisiaj spychał mnie z łóżka. Jest bardzo zadowolona jak ona siedzi czy leży na łóżku, a ja na podłodze. I jeszcze jakbym ją głaskała przy tym ... No i nic jej do szczęścia nie trzeba. :D

Arcana - 25 Luty 2009, 18:33

A u nas dziki-reaktywacja :? Wszędzie w lesie pełno śladów dzików było, a na koniec spore stadko przebiegło nam przez ścieżkę. Dobrze, że Saga była zajęta swoim "chłopakiem" i nie zauważyła zwierząt, przynajmniej zdążyłam ją wziąć w porę na smycz...
klaudia - 25 Luty 2009, 23:29

arcana81, nie boisz się tych dzików????
Ewka - 26 Luty 2009, 01:26

Meg, Mocne to było z tym rottkiem :lol:
Arcana - 26 Luty 2009, 12:31

klaudia napisał/a:
arcana81, nie boisz się tych dzików????

Osobiście nie :P One są raczej "oswojone", bo nieodpowiedzialni ludzie dokarmiają je na potęgę. Widziałam nawet sytuację, kiedy ojciec pozwolił swoim dzieciom (na oko 10-12 lat) pogłaskać warchlaki, pod okiem lochy i odyńca :? Gorzej mógłby skończyć pies po spotkaniu z tymi stworzeniami.

Agata - 28 Luty 2009, 16:19

Dzisiaj mieliśmy długi spacer. Spacerowaliśmy z suką husky. Psy szalały i nagle nam z oczu zniknęły. Wróciły całe w gów..e!! :( Oczywiście zadowolone jak nie wiem co.
Wiosna idzie, śniegi topnieją- czyli trzeba kupić szampon dla psa :D

Czort - 28 Luty 2009, 18:21

Agata napisał/a:
czyli trzeba kupić szampon dla psa

Racja :twisted: , mówiłam że zimą Pusia się na marmurka robi... a Sonia mi się dzisiaj zrobiła na "czekoladkę", kopała dziurę- efekt: cały łeb brązowy, obroża już nie czarnobiała tylko tricolor, a jak weszłyśmy do domu, to wypluła na podłogę dwie kulki błota :roll:

Do tego drogi płyną (polne) i jest jeszcze trochę tego mokrego, śliskiego śniegu

Arcana - 28 Luty 2009, 19:52

Agata napisał/a:
Psy szalały i nagle nam z oczu zniknęły. Wróciły całe w gów..e!! :( Oczywiście zadowolone jak nie wiem co.

U nas psy mają nieco inne zwyczaje - takie znaleziska ze smakiem zajadają :? Oczywiście tylko ludzkie odchody budzą ich zainteresowanie. Ja nie wiem co za świnie chodzą i sr...., hmm - załatwiają się po lesie?? Zwłaszcza, że to na prawdę są tereny mało uczęszczane...

Agata - 28 Luty 2009, 19:56

arcana81 napisał/a:
Oczywiście tylko ludzkie odchody budzą ich zainteresowanie.


Mi się wydaję, że to mogą być kupy np. królików. Mojemu psu zdarzało się na łąkach tak wytarzać. Chyba ludzie na łące się nie załatwiają? Feee

Czort - 28 Luty 2009, 20:00

Agata napisał/a:
Chyba ludzie na łące się nie załatwiają? Feee

Agata, zdziwiłabys się... Ja kiedyś jadę Jelenią, a tam babka (dorosła oczywiście) przy chodniku sika... no coment normalnie :?

Agata napisał/a:
Mi się wydaję, że to mogą być kupy np. królików

A Pusia uwielbia w krowich się tażać, a SOnia końskie jeść :mrgreen: Ale nam się temat rzucił... właściwie to off :lol:

Arcana - 28 Luty 2009, 20:11

Ja mam niezawodny sposób odróżniania tych "pozostałości" ludzkich od psich w lesie - psy zazwyczaj załatwiają się gdzieś za drzewkiem, czy przynajmniej z boku, przy ścieżce. Natomiast jeśli jest "nawalone" na samym środku ścieżki - to przeważnie sprawka człowieka :mrgreen:
Aga - 28 Luty 2009, 20:45

Mieliśmy dzisiaj spacer z małą 'belgijką' :serduszka:
Na początku Ronio wielce zaciekawiony małym,czarnym skrzatem coraz bardziej ją przekonywał że spacery są fajne ;)
Z pozoru było nieufnie ale jak zniżył się do jej 'poziomu' [w sensie że się położył] to mała przełamała lody i podeszła do mojej cielaczyny - na powitanie opluł ją,chyba niechcący ale też z czarnego puchatka zrobiła się ruda - tak mi kundel linieje :mrgreen:
Potem tak ślicznie Mambiś zaczęła lizać Roniowi nos i walić go łapką po mordzie a wujcio normalnie pękał z dumy :serduszka: uwielbiam ten widok,to samo było z małym Tofikiem jak gryzł mu fafle :P Mała cholera długo się nie nabawiła i uciekła z pańcią do domu,my zostaliśmy ,korzystając z ładnej pogody[aha..jasne tylko całkowicie nam dyski pozamarzały] frizbnęliśmy krótko i uciekliśmy do domu,jakieś fajne moce sprawiły że zgubiłam tam rękawiczkę i się jeszcze wróciliśmy,spotkaliśmy labka Hektora i musiałam porzucić wielkią ochotę zdobywania wiedzy z podręcznika od geografii i zostaliśmy jeszcze na godzinę,jak już w domu odmarzłam w piwnicy zrobiłam wielką kładkę [musiałam rozkręcić szafę - zabrać drzwiczki i taszczyć to ogromne biurko :twisted: ] poćwiczyliśmy strefy i potłukliśmy się tam jeszcze - teraz mam w pełni usatysfakcjonowanego psa i siebie że całą sobotę spędziliśmy razem ;)

Arcana - 1 Marzec 2009, 14:09

Zaczynam się zastanawiać czy to ze mną jest coś nie tak, czy ze wszystkimi psiarzami wkoło...? :? Zauważyłam, że nikt w okolicy tak się nie przejmuje tym, co robi jego pies podczas spacerów jak ja. Wszyscy puszczają swoje psy luzem gdzie popadnie - przy ulicy, przy torach kolejowych, w lesie nie przejmują się innymi. Ja natomiast odpinam sukę ze smyczy właściwie warunkowo, chociaż nie stanowi zagrożenia dla otoczenia. Kiedy widzę kogoś na horyzoncie, nawet jeśli to ktoś znajomy zawsze przytrzymuję psa. Natomiast czasem jak idziemy razem z jakimś psiakiem, np znajomym ON-kiem, jego właściciele zawsze mi się dziwią, że za każdym razem jak ktoś przechodzi to biorę Sagę za obrożę lub zapinam na smycz... No dla mnie jest niedopuszczalne, żeby mój pies (chociaż łagodny jak baranek i kochający wszystkich ludzi) podchodził do kogoś bez jego wyraźnej aprobaty.
Dzisiaj też się wkurzyłam, bo zauważyłam w lesie za drzewami biegnącego luzem ON-ka i sądząc, że to któryś z nam znanych towarzyszy zabaw Sagi (znamy dwa niemal identyczne), poszłam w jego kierunku. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że to jeden z bardziej agresywnych psów w mojej okolicy. Bez smyczy i bez kagańca - właściciel w ostatniej chwili złapał go za futro, bo zaczął się wyrywać do Sagi i szczerzyć zęby. Facet oczywiście do mnie z pretensją, żebym szybciej przechodziła, bo on ma agresywnego psa :shock: . Saga na szczęście zachowywała się niesamowicie spokojnie i zdawała się nie zauważać agresora - grzecznie szła przy mojej nodze. Powiedziałam facetowi, że jak ma taki problem jak agresywny pies (jest agresywny zarówno do psów jak i ludzi...) to powinien coś z tym zrobić, przynajmniej założyć mu kaganiec, zanim się zdarzy nieszczęście... Ja nie wiem, jak można być tak nieodpowiedzialnym? A może to po prostu głupota...

Pianka - 1 Marzec 2009, 19:59

arcana81 napisał/a:
No dla mnie jest niedopuszczalne, żeby mój pies (chociaż łagodny jak baranek i kochający wszystkich ludzi) podchodził do kogoś bez jego wyraźnej aprobaty

Ja też nie lubie jak Dianka podchodzi do obcych. A już nie znosze jak od kogoś bierze coś do jedzenia.


co do faceta, to tacy ludzie powinni dostawać jakies mandaty albo coś :roll:

Czort - 1 Marzec 2009, 20:35

Pianka napisał/a:
A już nie znosze jak od kogoś bierze coś do jedzenia

Moja koleżanka nauczyła swoją goldenkę brać jedzenie tylko z lewej ręki, a przeważnie ludzie dają z prawej. Tak więc statystycznie w większości przypadków pies nie weźmie
Pianka napisał/a:
co do faceta, to tacy ludzie powinni dostawać jakies mandaty albo coś

No dokładnie, raz że pies agresywny, a dwa że czyja to jest wina? Wszyscy mają się usuwać z drogi bo facet psa nie wychował i nawet nie założy mu kagańca :roll:
Ja jak mam problem z psem, to biorę na smycz i nie ma prawa się nic stać...

Aleka - 1 Marzec 2009, 21:19

Ja jak przechodzę obok jakiegoś psa z suką wszystkim na około trąbie żeby nie daj boże psów nie spuszczali albo jak jest to typ "mały wredny szczekliwy" to mówię żeby szybko zapieli bo nie mam pojęcia bo może Miśce uderzyć do łba.
Agata - 2 Marzec 2009, 19:43

Emil osttanio idealnie się zachowywał na spacerach. Mijaliśmy psa bez warczenia nawet na chodniku w niedużym dystansie. Na szkoleniach rewelka. Dzisiaj na plaży nawet bawił się z samcem malamutem. A z powrotem wracaliśmy autobusem i dołączył do nas młody labrador samiec i było spoko. Nawet nie burknął.
Ja obrosłam w pióra, że jestem taka super i psa udało mi się naprostować. A tu guzik...znowu mam doła :( A to dlatego, że przed chwilą poszliśmy na krótki spacer. Emil w bramie zauważył swojego wroga-sąsiada ( coś ala golden) i mi się rzucać zaczął. Po kilku sekundach udało mi się go "posadzić" i poczekac aż golden sobie przejdzie. Emil był tak wnerwiony, że już miałam przed oczami przeniesienie agresji na mnie. No ale nic...musimy iść zrobić siku. No i za bloku mały kundelek wyskoczył i szczeka. No to Emil wnerwił się na maxa. I znowu chce atakować poddenerwowany poprzednim psem. To ja znowu go posadziłam i czekam aż dzieciaki łaskawie z tym ujadającym psem przejdą.
Szybko załatwiliśmy to co trzeba i wrócilismy jak najszybciej do domu, bo ja już miałam dosyć.
Tłumaczę sobie to tym, że głowa go boli, bo zmiana pogody nastała :P
Mam nadzieję, że jutro znowu będę miała super psa.

Paulincza - 2 Marzec 2009, 22:26

Moja Czika dziś też nie w sosie i jak robiliśmy dziś poranną gimnastykę i takie mini szkolenie to jedyna z komend to 'do mnie' i nie mogła się skoncentrować.
Czort - 3 Marzec 2009, 19:44

A ja byłam dzisiaj bardzo mile zaskoczona :D Na ulicy ćwiczymy skupienie tak delikatnie dopiero od kilku dni, a dzisiaj (vivat żólty ser) nie miałam problemu ze skupieniem jej na sobie i nawet ładnie szła przy nodze z 60% kontaktem wzrokowym! Jestem dumna z potwora :mrgreen:

A taki pan, jak Sonia na komendę warowała i siadała to zagadal co ona taka tresowana jest, mówię że to tylko podstawowe komendy, umie dużo więcej, na to pan: "ÂŁał, kundelek a taki mądry!",mówię, że to nie od rasy zależy, a on, że rasowe mądrzejsze są, więc moja musi być "tylko trochę" kundelkiem :lol: Usmiałam sie z moim tylko trochę kundelkiem, ale z drugiej strony wedza o psach w społeczeństwie kuleje

Monika - 3 Marzec 2009, 19:55

Czort napisał/a:
ale z drugiej strony wedza o psach w społeczeństwie kuleje


Owszem oO Dowiedziałam się bardzo ciekawej rzeczy,a mianowicie,że Lady to west oO

Nasz spacerek był dzisiaj bardzo ubogi,bo późno wróciłam ze szkoły i było już ciemno. Tylko liche podstawy posłuszeństwa ;)

Ewka - 3 Marzec 2009, 21:11

Arcana, ja też tak robię- nie tylko ze względu na dobro człowieka, który przecież zawsze może np. bać się psów, to nawet na dobro psa- przecież wystraszony człowiek mógłby ją np. kopnąć albo uderzyć zwyczajnie ze strachu i zaskoczenia. Chociaż ona na ogół raczej omija ludzi, żadko chce się witać, a ludzie w 9(% reagują na jej widok szczerą i dozgonną miłością, to zawsze może się zdarzyć ten 1%
Hefe - 3 Marzec 2009, 21:14

My dzisiaj spotkałyśmy niezwykłego psa (owczarka anatolijskiego)... nie mogłam się nadziwić nad jego wielkością.. był mi za pas.. niestety spotkanie nie trwało długo.. a Anuka mimo, że był od niej jeszcze raz wyższy odważyła się pokazać zęba :P
Hessa - 3 Marzec 2009, 21:33

Hefe napisał/a:
My dzisiaj spotkałyśmy niezwykłego psa (owczarka anatolijskiego)

O to pozazdrościć. My jedyne co ostatnio spotkaliśmy to naszą smycz :P zostawiłam ją na ziemi jak Bachowi rzepy wyjmowałam, przypomniałam sobie pół godziny później, bo poczułam że jakoś tak pusto w rękach. Skleroza nie boli :] A z innych mało pozytywnych wrażeń - Bach wżera kupy na potęgę :/ normalnie już go na konie nie wezmę, ledwo się odwrócę, wchodzi do boksu i wcina, potem to samo na hali :|
A tak poza tym, pozytywnie :] szkoda tylko że jest odwilż.

Czort - 3 Marzec 2009, 21:39

Hessa napisał/a:
szkoda tylko że jest odwilż

Nareszcie! Teraz mokro jeszcze jest, ale jak wyschnie to będziem biegać :) Niech przyjdzie wiosna
Hefe napisał/a:
Anuka mimo, że był od niej jeszcze raz wyższy odważyła się pokazać zęba

Bo co jej "kurdupel" będzie podskakiwał :mrgreen:

Agata - 4 Marzec 2009, 14:39

A dzisiaj w lesie Emila zaczepiła 6 miesięczna suka amstafa. No i był w swoim żywiole, bo brutalnie się bawili. Emil co chwile leżał, bo dziewucha taką mase już miała ze go co rusz przewracała.
Czort - 4 Marzec 2009, 17:28

A ja dzisiaj zobaczyłam, że Sonia już wogóle nie ma lęku przed wodą :D Na polach był taki wąski strumyczek z przepustem odwadniający pola, Sonia tam wlazła, normalnie chodziła (płytko było), a tam gdzie woda wpływała do przepustu pryskała woda i Sonia próbowała ją łapać :lol:
Pusiok tradycyjnie też się wymoczył
Jak wróciłiśmy to pod domem mamy taki strumyk większy i Sonia mnie tam aż pociagnęła, wlażła, też łapała fale pyskiem, przeszła kilka metrów w wodzie i wyszła na brzeg. nad jezioro będziemy chodzić jak się cieplej zrobi :D

Ann94 - 4 Marzec 2009, 17:42

co prawda nie ze spacerku, ale z ogródka ^^ mój tata przyjechał z pracy więc żeby mi nie dokarmiał psa wzięłam go za fraki i na dwór :twisted: u nas śniegu już prawie nie ma i Badiś pokojnie może pozwiedzać wszystkie kąty ogródka, bo jak był śnieg to były trudności :P po zachowaniu psów odrazu widać, że lubią wiosne :mrgreen:
Czort - 7 Marzec 2009, 16:30

Dzisiaj miałyśmy jakiś 2-godzinny spacerek (ale mokro i zimno :? ) i moje dwa potwory złapały nornicę... Sonia kopała dziure, kopała, kopała, w końcu jakoś bokiem ta nornica wylazła, Pusia stała w odpowiednim czasie w odpoiednim miejscu, przyuważyła ją, złapala w pysk. Sonia to zobaczyła i chciała wyrwać Pusi z pyska gryzonia, bo przeciez to ona ją wykopała, i kręciły się tak w kółko, bo Czorcisko dać nie chciało, ale w końcu albo jej wypadła, albo Sonia wyciągneła i zabiła :roll: ...
Aga - 7 Marzec 2009, 16:40

Nałożyłam dzisiaj Koniowi halti i wzięłam go na spacer.Byłam normalnie zachwycona zachowaniem,cały czas na mnie patrzył mimo iż smycz(mam taką z podwójnymi karabińczykami do obroży i halti) była całkiem na luzie.Taki Roń ma niefart że ma krótki nos i jak ma głowę w dole to mu pasek spada więc ciągle mu powtarzam "Głowa do góry" ]:->
Mijaliśmy 3 psy[jakieś puszczone luzem kundelki] w tym znerwicowanego jajnika ,który rzucał się do gardła normalnie ale Roki ciągle patrzył na mnie i ciągle dostawał parówki żeby miło kantar kojarzył i na koniec była piłcia ;)

Arcana - 8 Marzec 2009, 14:01

Dzisiejszy spacer do lasu miałyśmy z Sagą już z głowy praktycznie na samym wstępie. Wchodząc do lasu napotkałyśmy wielkie stado łań, które zaczęły przebiegać ścieżkę jakieś 50 m przed nami. Naliczyłam 31 sztuk, ale mogłam coś przeoczyć. Sukę ledwie utrzymałam i było jasne, że bieganie luzem dziś już w grę raczej nie wchodzi. Ale i tak nie żałowałam - dla takiego pięknego widoku warto było iść. ;) No i zdziwiłam się na prawdę, że u nas są jelenie szlachetne, bo nie wspomina o nich żadna literatura opisująca faunę mojej okolicy.
KW - 8 Marzec 2009, 14:06

arcana81, zazdroszczę takiego widoku musiało to cudnie wyglądać ;D
Ann94 - 8 Marzec 2009, 14:09

wow arcana to musiało pięknie wyglądać :mrgreen: pozazdrościć takiej okolicy :twisted:
Sally - 8 Marzec 2009, 21:16

U nas coraz to cieplej , a po śniegu nie ma już śladu ;)
jest ślicznie i aż chce sie z kundelm wychodzić :P
Na dodatek jutro planuje kupienie pseudo frisbee :twisted:

Czort - 8 Marzec 2009, 21:51

Sally napisał/a:
pseudo frisbee

Tzn?
U nas strasznie mokro ale mam nadzieję, że niedługo się ociepli i wyschnie błocko

A u nas sarenki często spotykamy, ale takiego widoku to zazdroszczę, ja najwięcej to widziałam chyba z 5 łań tak na dziko ;)

Arcana - 8 Marzec 2009, 21:55

Czort napisał/a:
A u nas sarenki często spotykamy, ale takiego widoku to zazdroszczę, ja najwięcej to widziałam chyba z 5 łań tak na dziko

Sarny spotykamy dość często, ale jelenie pierwszy raz i to od razu w takiej imponującej liczbie (chociaż w literaturze podają, że chmary jeleni liczą przeważnie kilka sztuk...). No i w samym centrum zasmrodzonego Śląska :P Chyba jednak nie jest tak źle z tym zanieczyszczeniem środowiska - chociaż tu, gdzie mieszkam mamy nawet nieduży rezerwat przyrody ;)

Aga - 9 Marzec 2009, 22:19

U nas znowu śniegu po kolana,teraz jest trochę cieplej i zrobił się z niego ciężki i mokry dlatego każdy spacer kończy się morzem w butach ale dla psa to sama przyjemność.
Wczoraj mieliśmy udane prawie 3h.Poszliśmy na spacer z zaprzyjaźnionym terierem i Roniek nadrobił psie zaległości.Potem całkiem długo był skupiony tylko na mnie więc chciałam poćwiczyć pewien element frisbee ale nam nie wychodziło więc wyciągnęłam piłkę i bawiliśmy się tym co umiemy[ciężko mi było rzucać rollery w śnieg więc to nie miało sensu :P ]

Arcana - 10 Marzec 2009, 13:09

Mamy dziś za sobą pierwszy leśny spacerek w kagańcu. Muszę przyznać, że mnie suka kolejny raz zaskoczyła, bo raczej sądziłam, że będzie strajkować, tzn. siądzie z miną sieroty i nie ruszy się z miejsca, albo będzie za wszelką cenę próbowała ściągnąć "dziadostwo" z pyska :P A tu niespodzianka - zaliczyła tylko kilka prób ściągnięcia kagańca, ale w końcu szybko dała za wygraną i szalała normalnie. :) No prawie... ÂŻal mi jej było jak chciała wziąć patyka :( Za to ubyło jej trochę pewności siebie i trzymała się stale blisko mnie, a przynajmniej błyskawicznie reagowała na każdą moją komendę. Teraz już nikt się nie przyczepi, że pies sarnę czy zająca upoluje.
Aga - 10 Marzec 2009, 14:13

arcana81 napisał/a:
Za to ubyło jej trochę pewności siebie i trzymała się stale blisko mnie, a przynajmniej błyskawicznie reagowała na każdą moją komendę. Teraz już nikt się nie przyczepi, że pies sarnę czy zająca upoluje.

u nie to samo jak pies ma na pysku halti,na każde przywołanie przychodzi,szybko wykonuje komendy i ciągle się na mnie patrzy ;D

Arcana - 12 Marzec 2009, 13:10

Dzisiaj miałam dość emocjonujący spacer, a raczej sam koniec, jak już wychodziłam z lasu na ulicę... No więc, wychodzimy, sukę mam na smyczy i widzę, że z jednej strony idzie facet, a przed nim biegną dwa psy luzem - bokser i mały kundelek, z drugiej strony natomiast idzie gość z amstaffem na smyczy. Ponieważ nie znałam psów przyśpieszyłam kroku tak, żeby minąć wcześniej wszystkie psy, a zwłaszcza te biegające luzem, bo widzę, że właściciel daleko gdzieś za zakrętem :? Facet z amstaffem szedł za mną w tą samą stronę, w pewnym momencie widzę, że bokser podbiega do amstaffa w wyraźnej postawie "bojowej". Saga zaraz się przyczaiła i nie było mowy, żebym z nią poszła dalej, natomiast dwa samce widzę, że się spinają. Właściciel amstaffa woła do tego drugiego gościa, żeby odwołał psa, bo będzie jatka... Na co tamten zaczął się wydzierać na boksera, nie szczędząc przekleństw... No i moja Saga, jak to ona postanowiła, zadziałać - wyszła mi z obroży, która była niestety dość zluzowana i dalej rozdzielać psy :shock: Już oczyma wyobraźni widzę, kły obydwu psów w mojej suce (wiadomo, że rozjemca często obrywa od obydwu stron :P ), ale jakoś rozproszyła ich uwagę (ach te kobiece wdzięki :mrgreen: ), a w tym czasie właściciel boksera zdążył nadejść i zabrać psa...
Potem szliśmy kawałek razem z amstaffem i się grzecznie pobawili z moją suką... Na koniec pan zdradził mi "sekret" jak się zowie jego pies... Otóż - nie wiem, czy mogę użyć takiego słowa na forum :? - wabi się... Fiutek :hahaha: Myślałam, normalnie, że padnę. Z wrażenia zapomniałam zapytać dlaczego akurat takie imię...
Potem jeszcze spotkałyśmy Sagi koleżankę z "dzieciństwa" - Atję (mieszanka malamuta z labradorem - przepiękna suka) jak wychodziła od weta, dwa dni po sterylce ;) Nie wiem, czy to tylko u nas taka tendencja, ale zauważyłam, że bardzo dużo psów w okolicy jest sterylizowanych/kastrowanych, nawet takie z papierami. Widać, że społeczeństwo jednak trochę mądrzeje (przynajmniej w tej kwestii) :P

Foxy - 12 Marzec 2009, 14:45

arcana81 napisał/a:
wabi się... Fiutek :hahaha:
:hahaha: dobre :P
Zapytaj przy następnej okazji dlaczego tak, bo aż mnie to intryguje ;D

Ann94 - 12 Marzec 2009, 15:44

arcana81 napisał/a:
wabi się... Fiutek
Ale on tak na niego woła? :shock: to musi wyglądać komicznie :mrgreen:
Arcana - 12 Marzec 2009, 16:00

Ann94 napisał/a:
arcana81 napisał/a:
wabi się... Fiutek
Ale on tak na niego woła? :shock: to musi wyglądać komicznie

No ja na początku myślałam, że facet sobie chce zażartować ze mnie, ale faktycznie tak go wołał :shock:
Foxy napisał/a:
Zapytaj przy następnej okazji dlaczego tak, bo aż mnie to intryguje

Na pewno zapytam, bo teraz to samej mi to spokoju nie daje... ;D

Czort - 12 Marzec 2009, 20:34

arcana81 napisał/a:
No i moja Saga, jak to ona postanowiła, zadziałać - wyszła mi z obroży, która była niestety dość zluzowana i dalej rozdzielać psy

Pies dyplomata :mrgreen: Możesz ją wypożyczyć do naszego rządu do rozdzielania kaczek i kaczorów :lol:

arcana81 napisał/a:
wabi się... Fiutek

Hehe, nieźle, ale trzeba przyznać że naprawdę bardzo orginalne imię :lol:

Czort - 14 Marzec 2009, 13:12

A my właśnie wróciłyśmy ze spacerku, byłyśmy m.in. za piaskownią w takim... zagajniku (niestety głupie ludzie tam trochę naśmiecili :evil: ). Niedaleko spotkałyśmy offroadowców i bardzo mile mnie zaskoczyli. Zobaczyli, że mam psy (złapałam Pusię w rękę, bo ona była luzem) i koło nas bardzo zwolnili, mimo, że wcześniej pedzili jak wariaty na tych swoich warczących motorach (swoja droga enduro mi się bardzo podoba).
A tak wogóle to dzisiaj u nas pięknie, wiosennie, cieplutko, biegąłyśmy trochę i niedługo trzeba będzie zacząć nosić wodę dla psów na dłuższe spacery

Aleka - 14 Marzec 2009, 15:51

My również mieliśmy bardzo przyjemny spacerek :)
Najpierw poszłam do koleżanki i na jej podwórku spuściliśmy psy jej psa i Miśke. Trochę poskakaliśmy z psami na podwórzu. I Miska i Timon (pies koleżanki) miło mnie zaskoczyli nie szczekały na siebie jak się tego spodziewałam. Pogoda była piękna więc poszliśmy do lasu Miśke wreszcie spuściłam ze smyczy od dawien dawna tego nie robiłam bo to raczej bezludzie. Już wychodzimy z lasu Koleżanka łapie Timona a on poczuł wiosnę i cały w gównie...
Czort Ja już dziś miałam wodę wsiąść ale zapomniałam :)

Foxy - 14 Marzec 2009, 17:02

My pojechałyśmy do parku, poćwiczyłyśmy jakieś pseudofrisbee ( ;D ), pospacerowałyśmy i Foksik zadowolony, a pani dotleniona :P
Na końcu, jak już wracałyśmy do samochodu, to suka była w kagańcu i na lince, szedł jakiś wilkowaty pies z młodym facetem i kobitką, więc ja suce skróciłam linkę i wzięłam ją do ręki, bo wiedziałam, że pewnie będzie miała jakieś 'ale' do psa.
Facet widząc to zawołał, czy to pies, czy suka, ja mówię,że suka, ale może się rzucać, a on na to: a to jak suka, to nie szkodzi, a jak warknie na niego to też nie szkodzi, on jej nic nie zrobi, a jak coś, to się przekona, że i takie panienki są :P
Ale Foksia akurat była grzeczna i tylko go powąchała i pojechałyśmy do domku ;D

Zorlis - 15 Marzec 2009, 12:15

Dzisiaj paskudna pogoda, pewnie dużo psiaków nad Wartą nie będzie... :roll:
Za to wczoraj znów mieliśmy szczęście spotkać znajome charty (same suczki - saluki, ch. polski oraz mix charta z wyżłem), gonitwy były szalone, zwierzaki nie patrzyły, gdzie lecą - doszła jeszcze suczka collie, ale biedna nie zadążała za chartami, więc biegała dookoła i próbowała je zbijać w stado ;)
Pod koniec mieliśmy jeszcze okazję poznać pewną whippetkę, ale towarzyszącej jej berneńskiej pastereczce z cieczką Aris nie mógł się oprzeć, więc oddzieliliśmy się od towarzystwa i tyle ze spaceru :roll:

patka - 15 Marzec 2009, 20:11

dziś spacerek był udany! :D mimo,że nagrody się skończyły...to postanowiłam ją spuścić,mimo,że niedziela-było mało psów w parku,a tam gdzie byłysmy to nie było wcale ;) suczydło się słuchało,nawet za patyka się położyło i poczołgało! :mrgreen: (ale oczywiście wszystko w jej zwykłym-zwolnionym tempie 8-) )ogólnie 2 zadowolone byłyśmy, bez kantara tez szła 2 część spaceru i nie wyrwala mi ręki :) no poza 1 momentem-wyczaiła kota akurat jak przechodziłyśmy przez ul :evil: i co jej tam,ze się na środku jezdni zatrzymuje i wpatruje w kota :evil: co tam,niech nas przejadą a pańcia niech się przewraca prawie bo pies włączył nagle ABSy :evil: :roll: no ale zaraz się wkupila w łaski znowu :mrgreen: bo przechodziłyśmy chodnikiem obok 2 psów-colaka grzecznego i ONkowatego bardzo wściekłego na wszystkie psy poza colakiem(razem chodzą),Tekil nie wściekał się na szczekającego i warczącego psa!! :mrgreen: :shock: była poddenerwowana-"podrygiwała" i jęczała,ale cały czas miała ze mną kontakt :mrgreen: dla takich momentów warto żyć! 8-)
Hessa - 16 Marzec 2009, 17:43

Ciepło się robi, słonko świeci, aż chce się z domu wychodzić. A za furtką... ;]



źródło
No, fajnie jest 8-) Chociaż w sumie ostatnio trochę wyschło, czyt. spodnie uwalone tylko do kolan, a pies brudny tylko do połowy brzucha.

W każdym razie w niedzielę poszliśmy do lasu. A w lesie słonko świeci, ptaszki śpiewają, pieski biegają... Szliśmy sobie ścieżką, gdy z tyłu usłyszałam że ktoś co chwila psa woła. Jak doszliśmy do rozwidlenia dróg, gdzie zwykle coś sobie robimy bo jest więcej miejsca, usadziłam Bacha i korzystając z okazji zrobiliśmy skupienie. Oczywiście pierwszy dotarł do nas pies, sznaucer średni. Zbliżał się jakby nigdy nic, a to sobie coś powąchał, a to siknął, zerkał na nas. Jak już był prawie prawie obok, odpuściłam Bachowi, wtedy zgodnie z przewidywaniami po chwili sznaucer podlazł pod pysk i nastąpiła akcja-reakcja ze strony Bacha. Akurat w tym momencie doczłapali się właściciele sznaucera. Już miałam coś powiedzieć, ale jak kobieta przywitała mnie przemiłym "dzień dobry" to tak jakoś złość mi zelżała, w końcu nie co dzień obcy człowiek wita się tak miło. Oprócz dzień dobry było jeszcze: "a on całą drogę chciał biec za NIÂĄ". Widać Bach niedługo będzie miał cieczkę, skoro psy się za nim uganiają... Chociaż statystycznie rzecz biorąc, częściej brany jest za sukę niż psa, a dla mnie to zawsze świetny żart, bo nijak na sukę nie wygląda, z której strony by nie patrzeć :P

Julia - 16 Marzec 2009, 20:55

My to akurat codziennie mamy wrażenia.W takiej dziurze Głogów nie ma chartów i wszyscy przechodzący zachwycają się Kiarą :mrgreen: Raz pod kościołem(nie, nie wchodziłam tam z nią :twisted: ) jakieś kobiety szeptały: "O, to ten do biegania".Raz jakiś dziadzio powiedział, że to ładny wyżełek ;) Powiedziałam mu, że to chart, a on przeprosił i pogłaskał ją.Kilka razy została nazwana kangurem, dzisiaj jakaś sympatyczna babka piszczała, jaką Kiara ma piękną mordeczkę itp. Wszyscy uważają ją za "psiego przyjaciela każdego".Jest ulubienicą dzieci z piaskownicy.Wczoraj jeden dzieciak mnie tak wkurzył....Kiara oczywiście do niego ciągnęła, ale miałam ją krótko na smyczy, a ten debil jeszcze uciekał i śmiał się...albo jak "rzucił" jej patyka....jak mi się smycz na ręcę zacisnęła.... :P Już miałam ochotę mu "przyjemnie" powiedzieć, że przed psami się nie ucieka, ale dałam sobie spokój :P Dzisiaj zobaczyliśmy w oknie wyglądającego Nera, podniosłam Kiarkę, popatrzyli na siebie i poszli.
Czort - 17 Marzec 2009, 19:53

A my dzisiaj poszliśmy na spacer. oczywiście, gdzies w połowie, czorcisko wlazło na jakieś skałki przy drodze i zaczyna skakać na drzewo :shock: wprawdzie było one tylko minimalnie pochylone, a ta skacze na jakieś dwa metry i szczeka. co sie okazało, na tym drzewie na wysokości jakieś... hmmm... 2m i 20cm(?) siedział kot (swoją drogą bydle chyba większe od Pusi), no to dawaj, poskacze i przestanie, idziemy dalej z lamentującą Sonią, ale gdzie tam, przeszliśmy kilkadziesiąt metrów z cały czas przystajacą i cierpiącą Sonią, to myślę, wróce i złapie tego pacana. Idę, myślałam ze wybrałam lepszą drogę, okazało się, że musiałabym przejść prze zamulony mokry rów, co mi sie w adidasach nie uśmiechało, więc poszłam na około, głupek sie pieni, drugie widząc że ma kota dwa metry nad sobą, dostaje szału, ciemne nie da sie złapać, skacze i upada, to na plecy to na łapy, pieni sie, kot prycha jak ta podskakuje, w końcu jakoś złapałam to Sonia pomyślała, że skoro nie będzie miała kotka, to moze chociaż na Pusi się wyżyje 9miałam ją na rękach) i schodziłam że skaczącymi sobie do gardeł psami z tych skałek. :evil: jako0ś zlazłam, postawiłam to na ziemi, przypiełam smycz i po kilkudziesięciu metrach od hipocentrum szły spokojnie.
Jedna zaleta- zmęczyły się na amen, szczególnie Czortulec (tzn, Pusia ;) )

Przed chwilą byłysmy jeszcze w ogrodzie, a później biegąłyśmy ale to już bez streesów ;)

Aga - 21 Marzec 2009, 17:08

Korzystając z ładnej pogody poszliśmy dzisiaj na długi spacer ;)
Chciałam poćwiczyć na bezludnej drodze ale było błoto więc obok były szpitale i na ogrodzonym duużym terenie śliczna trawka - bez żadnych kup i szkieł.
Trochę się bałam że nas przegonią ale nikt się nie czepiał.
Poćwiczyliśmy na rozgrzewkę sztuczki bo pies mi też się rozpraszał,potem w nagrodę zabawa piłką i zaczęliśmy klikanie kilku kroków przy nodze na kontakcie i bydle dobrze się spisało ;)
Później wzięłam frisbee a że psa miałam rozbawionego to od razu chciał się szarpać i na szczęście nie musiałam się przed psem cieszyć zachęcając go bo mieliśmy przy tym miły aplauz[kilku starszych pacjentów wyszło na papieroska :P ] :mrgreen:
Kundel jak nigdy w życiu starał się bardzo,wyszło nam kilka ładnych overów,dalekich rollerów i dalej był niesamowicie najarany na slalom itp. co wcześniej by mu się szybko znudziło i wolałby wąchać kwiatki ;) Jutro również tam pójdziemy,poćwiczyć skupianie i może postaramy się o fotografa :)

Czort - 21 Marzec 2009, 19:26

Aga napisał/a:
Korzystając z ładnej pogody poszliśmy dzisiaj na długi spacer

To tak jak my, taka śliczna pogoda, że szkoda siedzieć w domu, tymbardziej że formę trzeba podbudować
Wszystko niby ładnie pięknie, poszłyśmy za piaskownię, do lasu, zwiało przed nami jakieś 6 saren a moje bydlaki ich nie goniły :mrgreen: ah przyroda suę budzi do życia, szkoda że aparatu ne wziełam.
No ale dobra, wracamy i już jesteśmy jakieś 100m od domu, a tam podbiega sąsiadów suka, łeb jak akita, postura podhalana, paskudna dominantka, właściciel kiedyś mówił ze nie lubi małych psów. Pusia ją zobaczyła to od razu się ewakuowała bo już wiedziała co to za jedna. Sonia zobaczyła, to najpierw oczywiście szybko zaczęła podbiegać, ale szybko oceniła sytuację, że lepiej do takiej spokojnie i powoli podejść, powąchały się, oczywiście z przodu, Sonia nawet w okolice intymne się nie pchała, tamta mimo to już pokazuję jakie to ona śliczna ząbki w swej wielkiej paszczy ma, ja ju tam zawału dostaje, delikatnie wołam Sonię, ta powoli odeszła i do mnie podeszła, tamta stoi (do ludziów sucz nic nie ma) Moje Sonisko głupie gdy zorientowała sie że ją na smycz zapinam, zaczeła się rzucać z mordą, ta tam zaczęła warczeć, ja Sonię za siebie i idę tyłem żeby ta nie podeszła czasem. Właścicielka od początku sytuacji szła za psem i wołała ale ona miała ją głęboko (chociaż kto wie, czy by nie atakowała gdyby właścicielki jednak wogóle nie było) zanim pani doszła, to Sonia sie uciszyła a tamta tylko zaglądała. No ja nie wiem, czy jak sie nie ma nad psem kontroli to nie można go na smyczy prowadzic albo chociaż kagańca włożyc? Tymbardziej jak się wie, że może być niebezpieczny. Jeszcze raz się takie coś powtórzy to powiem co o tym myślę. Teraz już nic nie mówiłam, bo zanim tamta kobieta doszła to już byłyśmy kilkadziesiąt metrów dalej i nie chciałam na nowo zaogniac sytuacji między psami.

Meg - 22 Marzec 2009, 11:57

Wczoraj spotkało mnie nie miłe zdarzenie.
Jestem na spacerze z psem. Był też pan z huskym (nie wiem jak się odmienia) i jamnikiem no to szłam razem z nim. Idziemy jest ok. I przeszliśmy na drugą część pola a tam daleko od nas pan z amstaffką. Pierwszy raz widzę psa to zapięłam ją na smycz. Leci ten pies bawi się kawałek z husky i podchodzi do mojej i z mordą na nią. Muszę powiedzieć, że nie do końca rozumiałam ludzi, którzy bronili swojego psa kopnięciem, ale teraz już rozumiem. Kopnęłam ją z 2, 3 razy, ale pies za duży, żeby to coś pomogło bardziej. Dopiero przyszedł ten pan wziął ją i zbił pasem, ale pies już nie zaczynał. Ja wróciłam od razu do domu. Na szczęście nic jej nie zrobił, bo nawet chwilę później była wesoła i w ogóle. No to jeszcze chciałam się zapytać: Czy suka z suką będą się zawsze gryzły czy to mit?

Margo - 22 Marzec 2009, 11:58

Meg tzn. tamta suka zaatakowała Twoją?
Meg - 22 Marzec 2009, 12:10

Tak.
Margo - 22 Marzec 2009, 12:11

Meg a ten facet zareagował jakoś oprócz bezsensownego zbicia psa?
Meg - 22 Marzec 2009, 12:17

tzn.? Złapał ją dopóki nie oddaliłyśmy się na bezpieczniejszą odległość (na moją prośbę) i zaczął tłumaczyć psu, że nie można gryźć innych psów.
Margo - 22 Marzec 2009, 12:19

Cytat:
zaczął tłumaczyć psu, że nie można gryźć innych psów.

Zaczął tłumaczyć pasem heh :(
Twojej suczy nic się nie stało? Przez takich ludzi krąży mit,że teriery typu bull to psy mordercy :/

Meg - 22 Marzec 2009, 12:30

Na szczęście nie, bo dość szybko interweniował. A czy to prawda, że suka zawsze pogryzie sukę??
Margo - 22 Marzec 2009, 12:31

Meg napisał/a:
A czy to prawda, że suka zawsze pogryzie sukę??

Nie

Wadera - 22 Marzec 2009, 12:45

Meg napisał/a:
Czy suka z suką będą się zawsze gryzły czy to mit?


Sprawa jest zbyt skomplikowana aby dać odpowiedz "tak" lub "nie", zwłaszcza gdy sprawa dot. amstafa.
Zacznijmy czy zawsze suki będą się gryzły. Wszystko zależy od socjalizacji i charakteru, także od rasy. Psy żyjące w dużych sforach, np. wiele ras gończych, choćby popularne beagle nie mają struktury hierarchicznej - dotyczy to także wielu ras myśliwskich (wyłączając teriery i jamniki) niechowanych w dużych sforach. Takie psy zupełnie nie mają potrzeby walki o hierarchię, wystarczy ze pies nie ma złych skojarzeń (nie został pogryziony przez inne psy oraz ma odpowiednią porcję ruchu) i agresja w tych rasach praktycznie nie występuje.
Psy pracujące blisko z człowiekiem rasy użytkowe z gr. I (owczarki, doberman, rottek) mają strukturę hierarchiczną, ale odpowiednio socjalizowane i podporządkowane właścicielowi będą zachowywać się poprawnie.
Psy ras można powiedzieć bojowych, jak amstaf czy pit muszą otrzymać olbrzymią dawkę socjalizacji. Nie każdy będzie to potrafił zrobić, niestety większość tych psów wpada w ręce kompletnych idiotów. Pamiętać należy także, że jeżeli dochodzi do walki z psem tej rasy, to raczej nie należy liczyć aby pies wyhamował jeżeli drugi się podda, co z reguły ma miejsce przy walkach psów innych ras. Ta walka z reguły toczy się do końca, kończąc się zmiażdzeniem łap, oskalpowaniem, zagryzieniem. Często rany są tego rodzaju, że ofiarę takiego psa trzeba uśpić.
Teraz kwestia suk. Normalnie socjalizowany suka powinna bawić się z innymi, jeżeli nie chce, będzie warczała, kłapała powietrze ale nie powinno dochodzić do bójek – wyjątek zagrożenie dla szczeniąt, ale nawet wtedy zsocjalizowany pies odgradza obcego ciałem od małych, dając masę znaków zanim dojdzie do użycia zębów.
Jeżeli już dochodzi do walki suk, są one znacznie bardziej krwawe niż psów-samców. Nie wchodzi tu, bowiem w grę hierarchia, jeżeli pies- samiec się podda zostaje uszeregowany niżej i psy mogą dalej żyć w dobrej komitywie. Wydaje się, że walki suk bardziej przypominają bitwy o śmierć i życie. Nawet, gdy przeciwniczka podda się suka w większości przypadków atakuje dalej, stąd częste pokąsania w brzuch i klatkę piersiową, miejsca, które pies odsłania poddając się.

Arcana - 22 Marzec 2009, 16:30

Moja suka, chociaż ma charakter wybitnie dominujący przeważnie całkiem nieźle dogaduje się z sukami na spacerach. Zdarzają się momenty, że dochodzi do jakichś "niesnasek" ale do krwawej jatki jeszcze nigdy nie doszło ;) Gorzej jak chodzi o coś do jedzenia - wtedy Saga przegoni nawet najlepszego przyjaciela - nie umiem jej tego zachowania przytłumić :?
Pianka - 23 Marzec 2009, 08:51

Meg napisał/a:
A czy to prawda, że suka zawsze pogryzie sukę??

Nie zawsze, moja Dianka woli suki od psów :P
z sukami się bawi, wita itp. a wszystkie psy odgania ;)

haszczara - 23 Marzec 2009, 11:58

Dziki też woli suki niż psy. Na spacerach jak widujemy przedstawicieli tej samej rasy wymijamy a jak suczki Dziki się bawi (;
Właśnie wróciłam ze spacerku cała mokra, w środku nas złapał deszcz.

Arcana - 23 Marzec 2009, 12:59

Wczoraj w nocy wyszłam z Sagą do ogródka, a tam sobie jeż spacerek urządził... Moja wariatka zaczęła go zachęcać do zabawy - najpierw skakała koło niego, później zaczęła się turlać, no i przypadkiem wkulała się na niego :shock: Najwyraźniej ukłuła się w pysk, bo odskoczyła jak oparzona i zaczęła ujadać na niego... Dwunasta w nocy, sąsiedzi śpią, a ta się drze i ani myśli odpuścić... Położyła się przy nim i czeka. Z dobre 20 minut minęło zanim jakimś cudem udało mi się ją przekonać, że jeż nie ma ochoty na zabawę, a poza tym jest późno i trzeba iść spać :mrgreen:
Foxy - 23 Marzec 2009, 13:20

arcana81, moja tak samo reaguje na jeże, wydaje jej się chyba, że to jakiś mały kotek do zabawy ;D
Arcana - 23 Marzec 2009, 13:33

Saga dotychczas spotkane jeże wąchała i olewała, a wczoraj to się chyba obraziła na niego, że ją ukłuł i nie dawała mu spokoju :P
Czort - 23 Marzec 2009, 18:53

haszczara napisał/a:
Dziki też woli suki niż psy. Na spacerach jak widujemy przedstawicieli tej samej rasy wymijamy a jak suczki Dziki się bawi

Ale Dziki to przecież samiec ;)
arcana81 napisał/a:
Saga dotychczas spotkane jeże wąchała i olewała, a wczoraj to się chyba obraziła na niego, że ją ukłuł i nie dawała mu spokoju

Moje to ujadają jak głupie i nie ma siły by same odeszły, tak samo jak Sonia zobaczy kota, trzeba albo ewakuować zwierzę, albo potwora :twisted: Heh, pamiętam jak kiedyś ściagałam kota z drzewa to potem z takimi pokaźnymi sznytami poszłam do szkoły, to wszyscy myśleli ze się pociełam, rany takie od samego nadgarstka prawie do łokcia :P (a w tym czasie psy wariowały i oglądały co robię przez drzwi od tarasu

haszczara - 24 Marzec 2009, 11:46

Czort, no właśnie. 8-) Ciekawa jestem dlaczego...
Margo - 24 Marzec 2009, 11:48

Cytat:
Czort, no właśnie. 8-) Ciekawa jestem dlaczego...

Zazwyczaj psy lepiej się dogadują z sukami ;)

Hessa - 29 Marzec 2009, 18:52

Tak odnośnie dzików, to dziś my z kolei mieliśmy bliskie spotkanie, ale na szczęście dzik od razu dał nogę do lasu, widać bardziej bał się nas niż ja jego - Bacha w tym równaniu nie uwzględniam, bo on chyba nawet nic nie zauważył, jak jest na polu to we łbie tylko myszki mu biegają...
2shih-tzu:):) - 30 Marzec 2009, 16:56

A ja z innej beczki. Ostatnio wziełam mojego kundliszczosutza do sklepu, oczywiście przywiązany, został na przed sklepem, na widoku (nie lubie jak ludzie wporiwadzają psy do sklepów, sama tez tego nie robię:P ). Wychodze, a tu jakiś miły pan klęczy koło nigo i woła (a Gizmo bardzoo nie lubi obcych ludzi, lekceważy, odczuwa pewien lęk).

Kucajacy pan się mnie pyta:
- to jest sunia?
- nie, piesek:)
- taaak!? to dlaczego on ma takie długie włosy?

Ann94 - 30 Marzec 2009, 17:00

2shih-tzu:):) napisał/a:
taaak!? to dlaczego on ma takie długie włosy?
no cóż ludzie są mało wyedukowani na temat ras psów i ich urody ;] moich rodziców, pewnie też by to dziwiło gdyby nie Badi :mrgreen:
2shih-tzu:):) - 30 Marzec 2009, 17:01

Hmm, moze go również rzęsy zmyliły:D Gizmo ma długie jak Marylin Monroe:D
Ann94 - 30 Marzec 2009, 17:02

2shih-tzu:):) napisał/a:
Hmm, moze go również rzęsy zmyliły:D Gizmo ma długie jak Marylin Monroe:D
ale dowaliłaś :shock: :mrgreen:
Arcana - 31 Marzec 2009, 12:35

2shih-tzu:):) napisał/a:

Kucajacy pan się mnie pyta:
- to jest sunia?
- nie, piesek:)
- taaak!? to dlaczego on ma takie długie włosy?


Dziwny jakiś, faceta z długimi włosami nie widział? :twisted:

Arcana - 6 Kwiecień 2009, 12:11

W lesie sucho, można przegonić sukę przed rowerem :twisted: Od zeszłego roku trochę zmądrzała, bo już nauczyła się względnie olewać przechodzących ludzi i rowerzystów. Niestety z psami jest nie najlepiej, bo żadnemu nie chce odpuścić wąchanka i muszę się zatrzymywać albo omijać delikwenta szerokim łukiem. Poza tym zwierzyny leśnej pełno w tym roku i muszę strasznie uważać na ewentualne nagłe zwroty Sagi. Ptakom już odpuszcza, ale jak dzisiaj jej wiewióra wyskoczyła prosto przed nosem, to już miałam w oczach śmierć :P
Czort - 6 Kwiecień 2009, 19:40

A ja dzisiaj miałam niemiłe wrażenia ze spaceru.... poszlam z potworami (jak się okazało dosłownie) na łąkę, najpierw taką blisko domu, fajnie psy pracowały za smaczki, potem poszłyśmy dalej. Sonia zajeła się kopaniem dziury, a ja z Pusią ćwiczyłam. POo 20min kpania stwirdziłam że czas do domu, zapiełam sukę na smycz a ta rzuciła się bez ostrzeżenia na Pusię, ta nie pozostawała jej dłużna. ładnie mi się szczepiły, jakoś je rozdzieliłam. Bilans: Sonia skaleczony policzek, Pusia skaleczone ucho i wyłamany ząb, ja podrapane plecy, ręką, usyfiona bluzka, zgubiony kliker, do tego musiałam obrwać soczystego kopniaka od Soni, bo strasznie mnie bolało podbrzusze po tym.
Ann94 - 7 Kwiecień 2009, 07:36

wow to potworki :twisted:
Hessa - 9 Kwiecień 2009, 15:00

Dziś idę sobie polem, przede mną las, pod lasem stoi facet. I tak sobie idę idę a ten dalej stoi i się na mnie gapi. Jak już byłam blisko to złapałam Bacha na smycz, przechodzę koło tego faceta, i taki dialog się rozwinął:
on: - jestem z policji... sobaczej ( :zgon: ) i powinna pani w tej chwili dostać mandat 50 zł za puszczanie psa luzem.
ja:- przepraszam ale widzi pan kogoś na tym polu, że pies stanowi aż takie niebezpieczeństwo w tym miejscu?
on: ale to bez znaczenia, pies ma być na smyczy albo przywiązany przy budzie
ja: no przy budzie to świetne życie... a to jest pies myśliwski i musi się wybiegać
on: to niech pani z nim sama biega, ale żeby na smyczy był
ja: nie mogę, bo ma dysplazje i lepiej żeby sobie sam dawkował ruch
on: przesadza pani...
ja: zresztą i tak pan nie ma żadnych uprawnień
on: nie? to proszę podejść, pokaże pani legitymacje...
Ja podchodzę, czekam, on w tym czasie wyjmuje portfel, grzebie w nim zawzięcie, lekkie zawahanie i do mnie:
on: ojej, w domu została.
ja: co za pech :mrgreen: do widzenia.

Co za typ, chyba z kosmosu się urwał, ale humor mi poprawił niesamowicie :P

Ann94 - 9 Kwiecień 2009, 15:11

Hessa nie zazdroszcze takie spotkania, bo jakby miał legitemacje to mogłoby być gorzej :mrgreen:
Ja ostatnio jestem coraz bardziej zadowolona z Badiego, bo na spacerach reaguje na wołanie i ogólnie jest grzeczny, przynajmniej już się tak nie boje, że mi pitnie :twisted:

Arcana - 9 Kwiecień 2009, 15:31

Hessa, świetne spotkanie :P
Ostatnio szłam ze znajomą i jej wyżłem przez las. Saga była na smyczy, bo to akurat była ścieżka bardziej uczęszczana przez ludzi, a zwłaszcza rowerzystów, natomiast Has (wyżeł) biegł sobie z boku trawką. Ludzi nie było, bo pora wczesna, a do tego w środku tygodnia. W pewnym momencie widzimy - idzie facet jakiś z naprzeciwka. Spokojnie sobie idziemy i rozmawiamy, pani Hasa nie zabrała, bo szedł sobie spokojnie bokiem i kompletnie się facetem nie interesował. No ale za to facet zainteresował się Hasem - od razu z ryjem na jego właścicielkę, żeby zabrała to bydlę na smycz i w ogóle to powinien w kagańcu chodzić (miał założony kantar z szerokim paskiem, także nawet gdyby mu coś odwaliło, nie byłby w stanie ugryźć), on już dzwoni na Straż Miejską i po Służbę Leśną :roll: Najśmieszniejsze było to, że kilkadziesiąt metrów dalej akurat stał nasz leśniczy samochodem i coś tam oglądał w lesie. Więc odesłałyśmy nadgorliwego pana do niego. O dziwo nagle jego wola alarmowania wszystkich możliwych służb zniknęła :P Nie raz już mijałyśmy samochód SL w lesie i wiem, że jak pies jest w kagańcu (czy chociażby w takim szerokim kantarze, jak nasze psy) to oni nie mają żadnego ale.

Hessa - 9 Kwiecień 2009, 17:39

ÂŻadnej legitymacji by nie miał, bo na bank był ot zwykłym spacerowiczem, facet tak na oko ponad 60 lat, z jamnikiem ( na smyczy oczywiście :] ), może miał jakieś złe wspomnienia z biegającymi psami albo chce zbawiać świat, nie wiem. W sumie idee ma niezłe, bo psy z tamtego osiedla latają sobie jak chcą i czasem już mnie dobijają, ale bez przesady, ten pan trochę przegiął w drugą stronę :P
Czort - 9 Kwiecień 2009, 17:54

Hessa napisał/a:
może miał jakieś złe wspomnienia z biegającymi psami albo chce zbawiać świat, nie wiem

A może liczył na 5 dyszek ;) W każdym bądź razie ludzie czepiają sie ludzi ktorych psy latają luzem ale sa pilnowane, a jak burki łażą same sobie gdzie chcą i przeszkadzają innym, to nic się nie robi (bo w zasadzie jak właściciela nie ma, to co kto ma zrobić...) :roll:

Arcana - 9 Kwiecień 2009, 18:24

Czort napisał/a:
jak burki łażą same sobie gdzie chcą i przeszkadzają innym, to nic się nie robi (bo w zasadzie jak właściciela nie ma, to co kto ma zrobić...)

Można np. psa kopnąć lub trzasnąć czymś innym... Ta sama znajoma z wyżłem, z którą często razem spacerujemy, spotykała swojego czasu w lesie gościa z bokserem oraz... kijem baseballowym :shock: Raz wyskoczył na jej psa idącego spokojnie, grożąc, że go zabije tym kijem, bo chodzi luzem. Dodam tylko, że jego pies też był luzem, bez kagańca, a do tego zachowywał się agresywnie... Idiotów nie brakuje, niestety.

an1a - 14 Kwiecień 2009, 09:45

Szlag mnie trafi :? Z miejsca, w którym psy były pilnowane, trafiłam coś na kształt Pól Mokotowskich, bo u mnie pod blokiem jest dość spora polana...
Różnica tylko taka, że psy totalnie nieodwoływalne i lecą całą chmarą, z wrzaskiem :roll:
Najbardziej zabił mnie jeden pies - zasuwa sobie w kantarze luzem :evil: nie wiem, czy jego właściciele traktują to jak kaganiec, ale jeśli kiedyś nie wyhamuje w porę przed Nerem, będzie nieprzyjemnie :evil:

LoveDog - 15 Kwiecień 2009, 15:01

Ja,gdy byłam z mojej kuzynki psem Fidem na spacerze to jakiś pies bez smyczy zaczął na niego szczekać i nie machał ogonem więc wzięłam Fida na ręce.Ci niektórzy ludzie wcale nie myślą...Opowiedziałam to kuzynce a ona mi strasznie podziękowała :mrgreen: :dogwalk: :zpsem:
an1a - 15 Kwiecień 2009, 15:41

LoveDog napisał/a:
Ja,gdy byłam z mojej kuzynki psem Fidem na spacerze to jakiś pies bez smyczy zaczął na niego szczekać i nie machał ogonem więc wzięłam Fida na ręce

U mnie to raczej niemożliwe... ;)

Ann94 - 15 Kwiecień 2009, 15:49

ja jak tylko widze jakiegoś nieznanego psa[czyli każdego :mrgreen: ] pokaźniejszych rozmiarów bez smyczy biore małego na ręce, a już szczególnie kiedy Badik też jest luzem, przynajmniej wiem, że mu się nic nie stanie... ;)
Margo - 15 Kwiecień 2009, 15:50

Ann94 ale to zależy. Bo jeżeli pies będzie agresywny będzie miał 'ochotę' zaatakować Twojego psa to skoczy na Ciebie i zaatakuje przez przypadek również Ciebie.
Ann94 - 15 Kwiecień 2009, 15:52

Margo napisał/a:
Bo jeżeli pies będzie agresywny będzie miał 'ochotę' zaatakować Twojego psa to skoczy na Ciebie i zaatakuje przez przypadek również Ciebie.
ale przynajmniej będę wiedziała, ze zrobiłam co mogłam, na szczęście w okolicy duże psy nie biegają luzem :P
Margo - 15 Kwiecień 2009, 15:53

Ann94 napisał/a:
ale przynajmniej będę wiedziała, ze zrobiłam co mogłam, na szczęście w okolicy duże psy nie biegają luzem :P

To masz szczęście,że nie biegają ;)

Foxy - 15 Kwiecień 2009, 18:49

Psa się nie bierze w takim wypadku na ręce, bo pies go może zaatakować, uznaje go jako słabszego, ma do niego dobry dostęp. Lepiej puścić smycz i spróbować odstraszyć psa, a naszemu dać możliwość uciekania.
Poza tym, znam przypadki, gdzie branie pieska na ręce skończyło się wizytą w szpitalu i szyciem.. właściciela :roll:
Więc to trochę daje do myślenia.

LoveDog - 16 Kwiecień 2009, 16:43

Och...Na mnie jakoś nie skoczył :P
Czort - 16 Kwiecień 2009, 18:54

LoveDog napisał/a:
Och...Na mnie jakoś nie skoczył

Jeszcze nic straconego, kiedyś komuś może zwiać jakiś większy agresor i może się polać krew... jednak nie życze Ci tego...

bjossa - 16 Kwiecień 2009, 19:03

jak ide z Brutuskiem i idzie z naprzeciwka jakis niewielki piesek to on sie tam nim zainteresuje, czasami agresywnie czasami go oleje, zalezy od humoru. Ale niech tylko włascicele bierze pieska na ręce, to w brutusa diabeł wstępuje i juzmu nie popusci :P

a dzisiaj w gdyni miła niespodzianka, przy wiekszych trawnikach pojawiły się darmowe torebki na psie kupy, to element projektu 'pies w wielkim miescie'. :)

klaudia - 17 Kwiecień 2009, 10:10

Foxy, ale ja i tak bym swojego wzięła, jakbym była na terenie gdzie niedaleko jest ulica, bo głupek jeszcze pod samochód by wpadł, ale naszczęście Sewmpron się boi i kładzie, więc zostawiam to do rozwiązania miedzy nimi i drę się na właściciela.
Foxy - 17 Kwiecień 2009, 12:45

LoveDog napisał/a:
Och...Na mnie jakoś nie skoczył :P
To, ze tym razem nic się nie stało, to nie znaczy, że nigdy się nie stanie... :roll:
Ann94 - 17 Kwiecień 2009, 12:49

Foxy napisał/a:
To, ze tym razem nic się nie stało, to nie znaczy, że nigdy się nie stanie...
Foxy więcej optymizmu :mrgreen:
Foxy - 17 Kwiecień 2009, 13:05

Ann94 napisał/a:
Foxy więcej optymizmu :mrgreen:
Za dużo widziałam, żeby sobie beztrosko uważać, że skoro się nic nie stało, to wszystko jest ok. Po prostu wolę myśleć realnie.
Chyba, że ktoś się nie boi być pogryzionym przez dużego psa i mieć szwy przez dłuższy czas, no to nie ma problemu., ja jakoś do tych osób nie należę.

Czort - 17 Kwiecień 2009, 18:20

Ann94 napisał/a:
Foxy więcej optymizmu

Optymizm to jedno a rozsądek to drugie.

Tak poza tym psy brane na ręcę, często czują sie takie "duże i silne" ze same zaczepiają dużo większego psa, a wtedy taki sprowokowany tymbardziej może zaatakować. Ja Sonię raz wziełam na ręcę gdy sąsiadom uciekła jamnikopodobna suka (wstrętnie agresywne). Sonia była w kagańcu i nawet nie próbowała się bronić i początkowo manipulowałam Sonią i sobą w taki sposób by tamta jej nie capnęła (i tak by jej racej nic nie robiła bo Sonia twarda jest) ale po co. Właściciel wola, suka nie słucha. W końcu wziełam Soniaka na ręce i odganiałam natręta, a ta skacze mi na wysokość brzucha jak nie lepiej, dopiero podszedł właściciel i jakoś ją złapał, choć też się wymigiwała.
Ale... to był pies niewiele większy od Pusi... boję się myśleć co by było, gdyby to był kilkudziesięciokilogramowy brytan...

Arcana - 17 Kwiecień 2009, 18:41

Dzisiaj na spacerze znajomy wyżeł zafundował nam (swojej właścicielce i mnie) prawdziwą chwilę grozy - przez dobre kilka-kilkanaście minut biegał z zaskrońcem w pysku :shock: Groza polegała na tym, że nie miałyśmy pewności czy to zaskroniec czy żmija - ten szaleniec nie dał do siebie podejść (uciekał z gadem w pysku jak się do niego zbliżałyśmy). W końcu się znudził zdobyczą i upewniłyśmy się, że to nie jadowita żmija...
bronczyk - 17 Kwiecień 2009, 19:38

Uff,to naprawdę przeżycie. Wyżeł chyba lubi orientalną kuchnię.
Wadera - 17 Kwiecień 2009, 20:36

arcana81 napisał/a:
przez dobre kilka-kilkanaście minut biegał z zaskrońcem w pysku :shock: Groza polegała na tym, że nie miałyśmy pewności czy to zaskroniec czy żmija ...


A jakie przeżycia musiał mieć biedny zaskroniec :koparawdol:

Julia - 20 Kwiecień 2009, 18:52

Dzisiaj chwilę czekałam przed sklepem z ÂŻyletą(miała takie przezwisko w hodowli, teraz też się sprawdza....).Idą jacyś ludzie z dzieckiem i:
- O, patrz, jaki śliczny piesek ! Sarenka !
Albo kiedyś:
- O, jaki śliczny wyżełek :shock: :mrgreen:
I tak codziennie, jak to fajnie mieć oryginalnego(jak na moje miasto) psa :mrgreen:

Hessa - 20 Kwiecień 2009, 19:23

Heh, to tak a propo, ostatnio znów ciekawe osobniki spotkałam, ten las jest nawiedzony ;] staliśmy na polance i widzę że zbliża się dwóch panów z psem, to łapie Bacha i czekam aż przejdą. Oni patrzą się na Bacha i słyszę pytanie jednego z nich do drugiego: no, jaka to rasa? A pan nr 2: eee, czekaj, ten no... ten syberyjski chyba? :zgon: Potem tak stanęli i próbowali zachęcić swoją sukę do zabawy z Bachem, ale mniejsza. Bach jak to Bach, korzystając z przymusowej przerwy w nauce szybko dał nogę w krzaki na górce. Pan, ten mało wiedzący, przygląda mu się i mówi: on coś... nie wiem, ale on chyba nie może się... wypróżnić... tak chodzi w kółko. Powstrzymując śmiech, zdołałam tylko odpowiedzieć że on myszy szuka ;]

Cytat:
Dzisiaj na spacerze znajomy wyżeł zafundował nam (swojej właścicielce i mnie) prawdziwą chwilę grozy - przez dobre kilka-kilkanaście minut biegał z zaskrońcem w pysku

ÂŁał... Mnie ciekawi jak on tego gada złapał :shock:

Arcana - 20 Kwiecień 2009, 20:46

Wadera napisał/a:
A jakie przeżycia musiał mieć biedny zaskroniec

No o tym już nawet nie wspomnę, ale przeżył w każdym razie... Początkowo udawał zdechlaka (jak to zaskroniec w obliczu zagrożenia :P ) - wywalił język, leżał na plecach i czekał aż sobie pójdziemy, ale w końcu nie wytrzymał i zaczął się ruszać. Przyjrzałam mu się dość dokładnie i nie miał na szczęście żadnych widocznych obrażeń.
Hessa napisał/a:
Mnie ciekawi jak on tego gada złapał

W sumie to normalnie - za pomocą pyska :mrgreen:

Hessa - 21 Kwiecień 2009, 15:54

Cytat:
W sumie to normalnie - za pomocą pyska :mrgreen:

No tak, normalka zaskrońca złapać :mrgreen: nie no, podziwiam tego psa, zdolny jest... ;)

Zorlis - 21 Kwiecień 2009, 16:19

Mój pies też dzisiaj coś złapał...!
Dętkę od roweru w krzakach :mrgreen: Nosił ją potem cały spacer, domagając się rzucania i przeciągania, a jego szyja robiła czasem za słupek do ringo ;) Ten pies może bawić się wszystkim :lol:

Pomijam to, że po raz enty tej wiosny straż pożarna jechała do pożaru - jakieś głupki dla "zabawy" (?) podpalają tereny wzdłuż rzeki :evil:

Margo - 21 Kwiecień 2009, 19:24

Właśnie wróciłam z Futrem z parku w którym spotkałam woje dzieci [ok. 7 i 11 lat] i zapytali czy piesek gryzie i czy mogą pogłaskać,szok :mrgreen: potem pogadali ze mną o pieskach i porzucali Młodemu piłkę :P To się w końcu zapytałam czy tak samo chodzą po tym parku ale okazało się,że są rodzicami którzy później podziękowali za poświęcony ich pociechom czas ;) Miłe zaskoczenie.
Ann94 - 21 Kwiecień 2009, 19:37

Margo morał taki, że są jeszcze normalni ludzie na tym świecie ;) ;)
Hefe - 21 Kwiecień 2009, 20:47

Cytat:
Początkowo udawał zdechlaka (jak to zaskroniec w obliczu zagrożenia :P ) - wywalił język, leżał na plecach

hehe... to brzmi jak z kreskówki ;D
Margo ale kulturka Ci się trafiła :P

Margo - 21 Kwiecień 2009, 21:01

Byłam w taki szoku,a jak Ci rodzice mi podziękowali to już w ogóle ;D
mineralna_ - 21 Kwiecień 2009, 21:40

Margo napisał/a:
że są rodzicami którzy później podziękowali

coś młodzi ci rodzice ;D ;D ;D

My ostatnio mamy bardzo ciekawe spacery na polach :P

Margo - 21 Kwiecień 2009, 21:43

mineralna_ spadaj i się nie czepiaj ;D
mineralna_ napisał/a:

My ostatnio mamy bardzo ciekawe spacery na polach :P

Kogo żeś poderwała? :mrgreen:

mineralna_ - 21 Kwiecień 2009, 21:56

Margo napisał/a:
Kogo żeś poderwała? :mrgreen:

ja..? *rozgląda się* :P

Julia - 22 Kwiecień 2009, 18:30

Idę z mother i Kiarą z poczty.Jakaś grupka dziewczyn pajacowała na chodniku.Jedna podpierała się patykiem i wrzeszczała jak oparzona, drugie się z niej śmiały :roll: Ta z patykiem wymachiwała nim, prawie uderzyła Kiarę, walnęła w samochód i się wywaliła :mrgreen: Oczywiście nie mogły powstrzymać się od komentarzy:
- Czemu pani ją głodzi ?
mother się zdenerwowała i jej powiedziała:
- Mądre wy jesteście ? Zamiast mówić głupoty, to sobie poczytajcie o psach.

Tylko jedna dziewczyna powiedziała, że "one takie muszą być"


Jak fajnie mieć charta ;D :P

KW - 26 Kwiecień 2009, 10:57

A my mamy na chwilę szlaban na dłuższe spacerki, Kokolinek na wczorajszym spacerku z Foksią, przy hamowaniu rozwalił dwie poduchy w przednich łapkach :roll: Wczoraj nie wyglądało to jakoś poważnie choć mina Kokolina mówiła wszem i wobec: 'Umieram!' :P . Za to dzisiaj z jedną opuszką trochę gorzej, kudłatek nawet na spacerach nie chce chodzić tylko siku i do domu, nie wiem czy nie skończy się jutro na wizycie u weta :(
Arcana - 26 Kwiecień 2009, 11:25

Uuuu, to niedobrze, biedny Kokolinek :( Poduszki to chyba najgorsze miejsce do gojenia się. Rozciął sobie na jakimś szkle?
A my mamy jakiegoś dziwnego pecha ostatnio. Nie mogę z Sagą specjalnie chodzić do ogrodu, bo cały dzień tam siedzi mój wujek ze swoją jamniczką (po ostatniej "aferze", że Saga tylko czyha na to, by jamniczce przetrącić kręgosłup :roll: unikam chodzenia do ogrodu...), więc nawet na zwykłe siku idziemy pod las. Wczoraj niestety "napadł" na nas na łące pod lasem jakiś wielki kudłacz (zapewne miał sporo z kaukaza, bo i uszy w charakterystyczny sposób miał przycięte) i nie chciał się odczepić (na szczęście miał kaganie przynajmniej). Nie był agresywny, ale nachalnie próbował skakać na Sagę. Ona początkowo chciała się nawet bawić, ale później już zdecydowanie przestało jej się podobać zachowanie psa. Zaczął ją dosłownie przygniatać swoim ciałem (a było czym przygniatać...). Właściciele (prawdopodobnie) leżeli sobie spokojnie w trawie po drugiej stronie łąki i nie reagowali (a mam nadzieję, że ich w "nagrodę" kleszcze oblazły :evil: ). Po dłuższej chwili szarpaniny w końcu jakoś wydostałam sukę spod psa i poszłam do domu.

Tilia - 26 Kwiecień 2009, 11:41

KW po doświadczeniach z charcimi poduszkami zdecydowanie polecam przemywanie nalewką z nagietka i posypywanie cynamonem. Sprawdzone- działa. Uściski dla Kokolinka!

arcana współczuję, wrrrrrr

a ja po wrczorajszym spacerze po łąkach spanikowałam- po powrocie do domu okazało się, że psy mają na łapach (a Szczota z racji wielkości także na podwoziu i grzywie) filc, normalnie jak stare maskotki- sierść pozbijana w strąki, posklejana... spanikowałam, że może łaki były czymś sypane? a psice jadły trawę... wykonaliśmy dwa telefony do osób związanym z rolnictwem i do naszej cierpliwej pani wet- okazało się że niczym sypać nie mogli bo to nie ta pora no i susza jest... pani wet kazała obserwować. Na szczęście psom nic się nie dzieje, więc dziś czekało mnie rozczesywanie Szczoty i charcich łap... po wyrwaniu sporej ilości rudych kłaków zrobiło mi się ich szkoda... wzięłam magiczną odżywkę KW, rozcieńczyłam i spryskałam sierść- no i wyrywało się mniej! genialne! zrobiłam nawet dokumentację fotograficzną :mrgreen:

KW - 26 Kwiecień 2009, 13:32

arcana81 napisał/a:
Rozciął sobie na jakimś szkle?

Nie to na prostej drodze się stało na asfalcie, chyba hamował. Foksia bardziej zwrotna a on za nią lata jak z piórem :P Do tej pory co najwyżej kończyło się na zdartych do krwi pazurkach a teraz te opuszki :roll:
Tilia napisał/a:
zdecydowanie polecam przemywanie nalewką z nagietka i posypywanie cynamonem. Sprawdzone- działa. Uściski dla Kokolinka!

Jutro wygonię TZa po tego nagietka, ale to chyba napar się robi a nie nalewkę? :> Uściski przekazane :mrgreen:

Aga - 26 Kwiecień 2009, 13:40

Mój KW też ma teraz kurację,łapa zabandażowana,czymś smarowana i po zastrzykach.. :(
Jakiś ropień ma między palcami,jutro mamy iść znowu do weta,boje się żeby to nie był potem jakiś guz - rak czy coś bo na czyi ma dziwną malutką narośl,która z pewnością nie jest kleszczem.

Na tygodniu mieliśmy dwa fantastyczne spacerki :roll: W poniedziałek i w piątek po wieczornym spacerze Ronio wrócił do domu dopiero rano,tak się słucha pańci,która zawsze coś dobrego ma i przecież nigdy pieska nie zbije za to że uciekł tylko przytuli jak wróci a powinien mieć niezłą nauczkę z tego..
Teraz jest lepiej - idziemy w miejsce gdzie nie ma żadnych krzaków by się nie miał gdzie schować i poleźć,lepsze mięcho w kieszeni i wraca jak wołam ;)

Arcana - 26 Kwiecień 2009, 15:23

KW napisał/a:
Nie to na prostej drodze się stało na asfalcie, chyba hamował

O kurczę, to faktycznie niezłe ma te hamulce :shock:

Tilia - 27 Kwiecień 2009, 09:31

KW nalewkę się kupuje w aptece albo sklepie zielarskim i rozcieńcza! pies może to nawet lizać (zawsze daję gazik do pociamkania w nagrodę ;) )

A my wczoraj pojechaliśmy na działkę i poszliśmy w plener, jak było pięęęęęknie :) i pan gonił konia, który nie chciał wracać z łąki- oj jak pięnie galopował ten koń po młodych zbożach :twisted:

Aga narośle bywają bardzo różne, nie martw się tylko pokaż to wetowi.

Aga - 27 Kwiecień 2009, 15:41

Byliśmy u weta,ropień mu rozciął - ma teraz dwa szwy bo był spory i się goi ;)
Psu wieczorem strasznie łapa spuchła a mimo to biegał jak wariat w ogródku i zmęczyłam jego umysł - w domu zjadł kolację i padł ;)

Dzisiaj normalnie się zachowuje,jak wróciłam przybiegł się przywitać,byliśmy na spacerze to biegał sobie a żadnych leków nie dostaje :P

Arcana - 27 Kwiecień 2009, 16:39

Dziś udało mi się wyrwać z suką tylko na króciutki spacerek, bezpośrednio przed kontrolą u weta... Za to w przychodni mieliśmy prawdziwego pecha, nie było dużo osób - przede mną dziewczyna z dwoma amstaffkami (młodszą sukę zaraz przyprowadziła do Sagi w celach socjalizacyjnych :mrgreen: ), jedna bokserka, no i niestety zaraz za nami przyszło dziewczę ze złotym cocker spanielem. Saga niestety nie toleruje złotych cockerów od czasu jak taki jeden przestraszył ją, wyskakując spod ławki gdzieś na górskim szlaku. Prawdę mówiąc byłam w ogóle nie przygotowana na taką sytuację (to trzeba mieć po prostu pecha), nie miałam nawet ze sobą kagańca, a suka wpadała w bulgot za każdym razem jak cocker się poruszył. Jakimś cudem założyłam jej szybko kantar i przypięłam jeden koniec smyczy do niego, a drugi do obroży i jakoś udało mi się sytuację opanować. Ale ciśnienie mi podskoczyło, nie ma co... Będę musiała chyba sobie sprawić takiego złotego cockerka i zafundować Sadze terapię :P
KW - 27 Kwiecień 2009, 17:30

Tilia napisał/a:
KW nalewkę się kupuje w aptece albo sklepie zielarskim i rozcieńcza! pies może to nawet lizać (zawsze daję gazik do pociamkania w nagrodę ;) )

Oj szkoda, że dopiero teraz przeczytałam bo już TZ kupił zioła- trudno :P Zaparzę zioła, przetrę opuszkę, posypię tym cynamonem i może też będzie :>

mineralna_ - 28 Kwiecień 2009, 17:35

No więc, wracam sobie z długiego spacerku z suką, mała skupiona na mnie, na smyczy, idzie obok nogi. Patrzę, na ławce siedzą jakieś dziewczyny i chłopaki, ok, dalej idę z suką. Aż tu nagle zza ławki wyskakuje na moją jakiś tłusty, troche większy od Carmen (?) kundel. Dziewczyna łaskawie wstaje (jakby z niechęcią) i nie potrafi złapać psa :| ten się rzuca mojej do gardła, próbuję ją odciągnąć na smyczy ale nic. Mała się nie broni, tylko próbuje sie od niego odsunąć. W końcu dziewczyna złapała psa, nie usłyszałam oczywiście ani 'przepraszam' ani nic w tym stylu, tylko niezadowolona że musiała wstawać poszła z powrotem do tej grupy :? Jakaś baba przez okno wyszła i ją za to opierniczyła :mrgreen:

A wczesniej wracam z łąk, stoją jacyś dwaj fececi i jeden pyta czy moja sucz to shih tzu :hahaha: W ogóle coś ostatnio słyszę że Carm jest podobna to shihów. Ciekawe z której strony ;D

Margo - 28 Kwiecień 2009, 17:37

mineralna_ napisał/a:
W ogóle coś ostatnio słyszę że Carm jest podobna to shihów. Ciekawe z której strony ;D

Wiesz może po prostu nie jesteś obiektywna haha :mrgreen:

karmelka - 28 Kwiecień 2009, 17:43

mineralna_ napisał/a:
W ogóle coś ostatnio słyszę że Carm jest podobna to shihów

No może jakby była mniejsza chociaż chyba nie :lol: Ja jestem pod wrażeniem. Ostatnio Sadie u mnie była i na spacerku nie myślałam że to ona. Zero ciągnięcia itp. Jestem pod wrażeniem

Ann94 - 28 Kwiecień 2009, 18:14

mineralna_ napisał/a:
Jakaś baba przez okno wyszła
ooo ciekawe :tanczy: no ale z tym shih tzu to niezłe porównanie :mrgreen:
mineralna_ - 28 Kwiecień 2009, 18:19

Ann94 napisał/a:
mineralna_ napisał/a:
Jakaś baba przez okno wyszła
ooo ciekawe :tanczy:

nie w tym sensie :hahaha: wyszła do okna, o ;D

Sally - 28 Kwiecień 2009, 20:39

a ja ostatnio sie pochwaliłam ze rudy kleszczy nie łapie.
jak sie mowi? Nie chwal dnia przed zachodem slonca? - dokladnie :roll:

dwa na brewce, jeden w uchu, jeden na szanownej rudej pupie :(

Hessa - 2 Maj 2009, 15:24

My dzisiaj bardzo ambitnie.... zgubiliśmy się w lesie. Zachciało się nowe ścieżki odkrywać :gupek: pierwsze półtorej godziny spaceru było planowane, potem poszłam nową drogą i sobie myślę jak będzie cały czas prosto to po dwudziestu minutach zawrócę, ale że droga skręciła i fajnie ładnie było, idę dalej. I doszło do tego że stanęłam na rozdrożu, cztery ścieżki (w cztery strony świata ) a ja nie wiem gdzie iść, lekka panika, ale co tam, słońce świeci, orientacja w terenie jest, damy radę :P po dwóch godzinach, jak zobaczyłam znajomą polanę, ze znajomą amboną, myślałam że klęknę i ucałuje ziemie :P i całe szczęście bo już nam się woda kończyła, nogi w tyłek wchodziły, już nawet nie przejmowałam się tym, że do domu jeszcze jakieś 6-7 km, ważne że przynajmniej wiem gdzie jestem :mrgreen:

W dodatku Bach po drodze gdzieś mi w krzakach zaginął, stoję i wołam go, a tu nagle obok mnie wyskakuje sarna, ja prawie zawał, już myślałam że za nią wybiegnie Bach a za Bachem dzik, bo jakieś podejrzane odgłosy były w tych krzakach, ale na szczęście na sarnie się skończyło. Czy może to nieszczęście, bo na Bacha jeszcze musiałam sobie poczekać :| , pewnie okrężną drogą sobie szedł cwaniak, bo wyszedł jakoś z drugiej strony, sarny to pewnie nawet nie zobaczył...

Sally - 2 Maj 2009, 19:14

Hessa,

brawo :mrgreen:


a ja to dzisiaj bylam biegać z kolezankamis i natrafilysmy na dog chow i pokaz frisbee ;)

haszczara - 3 Maj 2009, 16:59

Nie było mnie 3 dni - także dzisiaj na dwóch długich spacerach z Dzikim było niesamowicie ^^ .
Pierwszy to dwie godzinki w lesie, spędzone na wspólnym bieganiu i zabawie.
Drugi to ok. półtora godzinki w wodzie. W rzece dokładniej ;D .

Wspaniałe chwile spędzone z Dzikim...uświadomiłam sobie, że...nienawidzę wyjeżdżac :D

Czort - 4 Maj 2009, 14:28

haszczara napisał/a:
uświadomiłam sobie, że...nienawidzę wyjeżdżac

No chyba, że z psem :D Mi się podobało, jak w górach, ludzie zaczepiali Pusiaka, cmokali, zachwycali sie jaki to słodki piesek (gdzie ona tam słodka) :P

haszczara - 4 Maj 2009, 14:35

Jasne :D Góry + Dziki.... *___* Byłabym najszczęśliwszą osobą na świecie, pamiętam jak rok temu byłam w górach, ta samotna wspinaczka podczas gdy mój pies tkwił w rodzinnej wiosce...Aż nie mogłam normalnie ;D
Arcana - 6 Maj 2009, 11:00

Dzisiaj od rana pogoda taka niezdecydowana, że nie wiedziałam czy iść z suką na rower czy zaraz lunie deszcz. Poszłyśmy jednak i o dziwo, nie zmokłyśmy wcale :P . Szczerze mówiąc mam nadzieję, że dziś już w końcu popada porządnie, bo wszędzie tak sucho, że po spacerze wyglądam jak górnik po szychcie od tego kurzu.
Jak wracałyśmy z lasu spotkałyśmy znajomego pana z Sagi ulubionym ON-kiem do dzikich szaleństw :mrgreen: . Okazało się, że od niedawna Bari (ten ON-ek) ma współlokatorkę - 8-letnią jamniczkę. Pan trochę bał się jej spotkania z Sagą (w końcu dwie baby), ale zachowywały się super - spokojne wąchanko i lizanko po pysku (ze strony Sagi, bo jamniczka jest taka trochę zgubiona i niespecjalnie szuka kontaktu z innymi psami).
Sara (jamniczka) szuka nowego domu, bo jej pani umarła :cry: . Właściciele Bariego przygarnęli ją tymczasowo, bo szkoda było im oddawać bidulę do schronu ale mieszkanie pod jednym dachem z żywiołowym ON-kiem, który ciągle ją zaczepia, nie jest ewidentnie szczytem jej marzeń. Problem jest zwłaszcza przy misce - był już przypadek, że boleśnie Bariego dziabnęła w nos. Poza tym jest bardzo spokojna, grzeczna, ale zagubiona i potrzebuje stałego, spokojnego domu i pana z prawem na wyłączność. Tylko gdzie taki znaleźć? :/

draca-ena - 6 Maj 2009, 21:37

arcana81 napisał/a:
Poszłyśmy jednak i o dziwo, nie zmokłyśmy wcale .


A mnie z Rudą złapała ulewa... I to mocna... Zanim dotarłyśmy do domu to byłyśmy calusieńkie mokre i przewiane xD . Brr! Wczoraj myłam włosy, a dziś miałam "mycie" gratis :P . Tylko, że prostowanie poszło się... ekhem... :P .
Dobrze, że buty wzięłam moje rozwalone sprzed roku, bo mi ich nie szkoda, że przemokły ;D .

draca-ena - 7 Maj 2009, 20:18

A dziś to się Lily nabiegała i jak zwykle żałuję, że nie pomyślałam o zabraniu aparatu ;) . No, ale ciemnawo było, zdjęcia trzeba wtedy z lampą błyskową robić (której nie lubię :P ) i nawet się nie spodziewałam, że kogoś spotkam ;) .
Spotkałam państwo z czteromiesięcznym ONkiem i się Lily z nim nabiegała :) . A dogonić jej nie mógł, bo Lilka, jak wiadomo, ma zabójcze tempo ;) , więc zabiegał jej drogę :lol: . Pobawili się też trochę, komicznie wyglądało jak mała-dorosła Lila ustawiała sobie większego od siebie szczeniora ;) .
Lily padnięta, ONek pewnie też :lol: .

KW - 7 Maj 2009, 20:33

Myśmy dzisiaj z Foxy postanowiły zaryzykować i wybrać się na "podwójne" rolki tzn. z Kokolinem i Foksią :twisted: Zapowiadał się istny armagedon ale o dziwo kudłatki zajęły się w miarę bieganiem i spacer przeżyłyśmy w jednym kawałku :lol:
Ewka - 7 Maj 2009, 22:46

A ja własnie miałam przygodę. Mirka dorwała w krzakach pod domem jeża i wytargała na środek ulicy. Odstawiłam ją do domu, wzięłam jeża i zaniosłam na łąkę, żeby nic go nie rozjechało. To jeden z moich pupilków jest, chociaż ich nie rozróżniam, bo całą rodzinkę mamy, ale nie lubię, jak je coś rozjeżdża :?
Arcana - 9 Maj 2009, 17:59

Mój pies jest niezniszczalny :mrgreen: . Właśnie wróciłyśmy z rowerka - miało być spokojnie, bo za ciepło na szaleństwa dla mojej suki, a tej akurat coś odbiło i dała takiego czadu, że aż miło - kilkanaście udanych kilometrów w tym kilka dobrych równym galopem :shock: . Wykąpała się w rzeczce i takiego speeda dostała, że hej. Pod koniec trasy mogłam tylko łzy wycierać, które mi pęd powietrza wyciskał :mrgreen:
Ale miałam też chwilę grozy - w pewnym momencie skręcałyśmy na skrzyżowaniu leśnych ścieżek i kątem oka zauważyłam, że z innej strony ktoś idzie z psem. Jak skręciłyśmy ten pies został nam z tyłu. Saga nic nie zauważyła, za to pies, owszem, zauważył nas... W pewnym momencie coś mnie tknęło, żeby się odwrócić (niezbyt to mądre, biorąc pod uwagę, że suka mnie ciągnęła, a na nierównym gruncie łatwo było stracić równowagę :P ), no i masz ci los, pies leciał za nami jak strzała. Nie wiedziałam czy się zatrzymać czy jechać dalej szybko i mieć nadzieję, że Saga się nie odwróci albo pies nas nie dogoni... Na szczęście w końcu zareagował na wołanie właścicieli i wrócił się... Ufff. Nie ma to jak porządna dawka adrenalinki zamiast popołudniowej kawy :twisted:

Hessa - 9 Maj 2009, 22:08

arcana81 napisał/a:
Mój pies jest niezniszczalny :mrgreen:

Też mam czasem takie wrażenie gdy po kilkunastu kilometrach, jak mi już nogi w tyłek wchodzą, to pies w domu zamiast iść spać kręci się bez celu jakby mu mało było. Normalnie regeneracja +10 ;]

Dziś jak szliśmy na boisko to znów wyskoczył ten mały namolny pies i zaczął szczekać, warczeć i skakać dookoła jak opętany. A że właściciel sobie płot malował, to podeszłam do niego i pytam czy mam dzwonić po straż miejską. Ale oczywiście pełen luzik: a ugryzł panią? a proszę dzwonić, nawet teraz :| Aż szkoda gadać z takimi...

Jak już wracaliśmy ze spaceru, spotkaliśmy panią na rowerze, która na widok Bacha stwierdziła: piękny, duży ale straszny :P heh Bach straszny...

Aga - 10 Maj 2009, 21:00

Nasz dzisiejszy długi spacer skończył się tym że Roki wrócił do domu z dziurawym faflem.. 8-)
Doszliśmy do lasu,potem na teren jakichś łąk a że miałam w plecaku frisbee tom wzięła - pies dawno nie widział i bardzo się starał :mrgreen:
Rzuciłam mu pierwszy raz backhanda ,którego nieźle złapał - złapał i jeszcze jak lądował zawył i szybko wrócił do mamci poskarżyć się że tamto mu zrobiło krzywdę,minę miał jakby się wystraszył ale biedny faflo krwawił,w domu widziałam że sobie go przygryzł dość mocno i najgorsze że znowu się zrazi i cała robota pójdzie na marne - tak się starałam by znowu chętnie się bawił,by przynosił i różne wygibasy wyczyniał ale mogłam się tego spodziewać łapiąc się za to z bokserem :P
Nie mniej teraz wygląda jakby nic go nie bolało ;)

Margo - 10 Maj 2009, 21:22

Mam nadzieję,że Roksiowa fafla szybko się zagoi ;)
Aga napisał/a:
szybko wrócił do mamci poskarżyć się że tamto mu zrobiło krzywdę

:mrgreen: :mrgreen:

Czort - 10 Maj 2009, 21:30

Bida z tego Twojego Roksia, zawsze sobie coś zrobi, wogóle te nasze psy to jakieś takie sieroty, Sonia niedawno sobię też coś z łapą zrobiła, Sokrates też... ach te nasze psy... :|
A dzisiaj wieczorne bieganko bardzo udane, chociaż może byłoby jeszcze bardziej gdybym miała lepsza formę, ale pracujemy nad tym, pracujemy ;)

draca-ena - 10 Maj 2009, 22:45

Dziś z mamą i suczą byłyśmy w lesie... Prócz tego, że gdy wysiadałam z auta to mi zwiała i poleciała w leśną głuszę (aczkolwiek wróciła grzecznie), to w dodatku było średnio. Bo obok nas (raz za nami, raz przed nami, zależy, bo czasem się zatrzymywalni na robienie fotek) ciągle szła rodzinka z dziećmi, które bały się psów i nie mogłam Rudej za bardzo spuścić... Może i dobrze, bo jak tylko jej zaczęło szeleścić coś wśród drzew to chciała lecieć, a ja dziś za kiepsko się czułam, żeby mieć humor do ewentualnych poszukiwań i nawoływania Lily ;) .
Aga - 11 Maj 2009, 14:05

Czort,wet się już śmieje że on jest pechowy ale się chłopak przyzwyczaił że jak go osa nie ugryzie[sam się prosi ganiając go w te i wewte ;D ] to sobie te głupie fafle przygryzie,łapy porozwala i Bóg wie co jeszcze.Jesteśmy średnio raz albo i dwa razy w miesiącu weta z nagłym przypadkiem - pies jak widzi książeczkę już oczy wytrzeszcza i ucieka z ulicy weta :mrgreen:
Gato - 12 Maj 2009, 21:12

z cyklu 'co to za rasa'
szwedamy sie z vega po lakach w tamtym tygodniu no i generalnie swirujemy pawiana. zza zakretu wylania sie jakas kobitka, tak patrzy na vege, usmiecha sie i idzie w nasza strone i mowi do mnie:
- ale ojej, a czemu ten pani labradorek taki chudy? chyba, za chudy?
- ona nie jest... - probuje niesmialo.
- no ale jak nie jest, zeberka jej widac! - przerywa mi.
- tak, ale ona nie jest... - usiluje grzecznie wyjasnic sytuacje, ale niestety i tym razem nie dostepuje tego zaszczytu.
- prosze pani, alez to widac na pierwszy rzut oka, ze...
- ...labradorem. - koncze cicho poprzednie zdanie.
- tak, ja wlasnie o labradorach mowie, ze one nie powinny byc takie chude! - tlumaczy mi niezrazona pani bardzo uprzejmie i z szerokim usmiechem na ustach.
- ja rozumiem, ale ona...
- no tak, tak, to suczka...
- to nie jest labrador! - wyrzucam jaknajszybciej i najwyrazniej umiem.
- ... one moga btyc drobniejsze. - chwila zawahania. - jak to, to nie jest labrador?
- no nie, to kundel.
pani zaczela sie smiac, ja troche mniej, ale moja wrodzona uprzejmosc nie pozwalala mi zachowac sie inaczej, a potem pani powiedziala, ze i tak jest bardzo ladna i podobna do labradora (vega, nie ona sama), przeprosila mnie i poszla sobie.

ja nie wiem, z ktorej strony ona przypomina labradora :mur:

Margo - 12 Maj 2009, 21:17

haha :mrgreen:
patka - 12 Maj 2009, 21:43

eeee....z koloru?? :mrgreen: kurcze,ja to bym jej matkę(albo babcię) o jakieś charcie mezalianse podejrzewała,ale labek????? :shock: :mrgreen:
patka - 13 Maj 2009, 21:23

my dzielnie spacerujemy bez kantarka i kagańca,ogólnie jest ok-ale dziś na wspólnym spacerze z Amberem już nie była taka grzeczna-ciągnęła trochę...ale za to :P przynosiła mi patyka! :mrgreen: nie od razu,ale później przynosiła i to za każdym razem,więc mam nadzieję,że to nie przypadek :lol: 8-) coprawda musialam się napracować,żeby patyk był w mojej ręce a nie gdzieś pod nogami,albo dalej,ale się udało....(ale i tak nie przypominało to normalnego aportu... 8-) )
Diana S - 13 Maj 2009, 21:37

Jak to nie labrador, z Vegi labardor jak sie patrzy! :mrgreen: :mrgreen:


Pozdrawiam.

Ewka - 13 Maj 2009, 23:19

Gato, załóż hodowlę nowej odmiany labradorów- slim
Klajda94 - 14 Maj 2009, 14:47

Ewka, hahaha dobre ;D a skąd partnera weźmie? :P
KW - 14 Maj 2009, 14:53

Klajda94 napisał/a:
Ewka, hahaha dobre ;D a skąd partnera weźmie? :P

Jak to skąd? Stokrotka ma klona Vegi tylko, że chłopaczka :P

Margo - 14 Maj 2009, 14:57

U mnie w bloku w moim pionie robią remont i drzwi sąsiadów na parterze i piętro pode mną są pootwierane żeby umożliwić robotnikom pracę i swobodne poruszanie się i mój pies jak wczoraj wracaliśmy z parku to był tak zmęczony,że wpakował się do mieszkania nowych sąsiadów piętro niżej :mrgreen:
Stokrotka - 14 Maj 2009, 15:23

KW napisał/a:
Stokrotka ma klona Vegi tylko, że chłopaczka

i będzie biznes :P nowa linia labków :mrgreen:
jedyne takie 2 okazy w Polsce ;D

Arcana - 14 Maj 2009, 15:28

Stokrotka napisał/a:
KW napisał/a:
Stokrotka ma klona Vegi tylko, że chłopaczka

i będzie biznes :P nowa linia labków :mrgreen:
jedyne takie 2 okazy w Polsce ;D

U mnie jest trzeci egzemplarz "slimlabka", suka. Tylko, że strasznie agresywna, więc myślę, że do hodowli się nie kwalifikuje ;D

Stokrotka - 14 Maj 2009, 15:31

arcana81, Czarne jest trochę upośledzone umysłowo, ale wiesz biznes is biznes ;D może cechy odziedziczyły by po Vedze :P
Julia - 17 Maj 2009, 10:48

Gato, padłam :mrgreen: Ja bym prędzej powiedziała, że jakąś mieszanką charta jest, ale labradora ? :mrgreen:


Wasze psy też tak mają, że po zrobieniu kupy kopią tylnymi łapami ? U Kiary to tradycja normalnie - wczoraj tak trzepnęła, że miałam piach w butach :mrgreen:
Albo tego nie zapomnę:
- Babciu, patrz jaki dziwny piesek ! On wcale sierści nie ma !

Rozumiem, że to moje coś jest chude, zagłodzone, ale łyse ? :shock: :mrgreen:

Ann94 - 17 Maj 2009, 13:48

Julia napisał/a:
Wasze psy też tak mają, że po zrobieniu kupy kopią tylnymi łapami ?

normalka, ale czasami wygląda to świetnie :mrgreen:
Julia napisał/a:
Rozumiem, że to moje coś jest chude, zagłodzone, ale łyse

no co Ty robisz temu biednemu psu? :rozga: :mrgreen: :mrgreen:

draca-ena - 17 Maj 2009, 13:59

Humor mam średni.
Pojechałyśmy z mamą i suczą do lasu. Mama wpadła na genialny pomysł:
- Pojedziemy tam, bo jeszcze tam nie byłaś, a ja ostatnio byłam tam 20 lat temu.
No okej. To jedziemy.
Pomijając to, że był jakiś cholerny objazd wzięty z kosmosu. No dobra, dojechałyśmy [Lily w międzyczasie sobie zwymiotowała i to niemalże na mnie]. Ale gdzie tu jakiś wjazd nad to jezioro i w ogóle do tego lasu? W końcu zaparkowałyśmy obok jakiegoś wejścia i idziemy. Idziemy. I idziemy.
Zaplątałyśmy się nieźle, w międzyczasie Ruda wytarzałóa swój szanowny tyłek w jakimś gównie :roll: . Byłam wściekła, zwłaszcza że chciałam jechać w miejce gdzie dookoła nie będzie pełno działek, a tam były = psy, ludzie się na nas gapiący itp.
Po pół godzinie zdecydowałam, że nie, ja się w to nie bawię, idziemy do auta i wracamy do domu. Pomijając to, że zgubiłyśmy orientację , gdzie jest auto i po lekkim błądzeniu trafiłyśmy, uff.

No i jedziemy do domu. A obok - łąka, tzn. kilka kilometrów dalej. Więc wysiadamy :D . Za łąką jeziorko, tzn. kilka mini-dostępów. Trochę pospacerowałyśmy, Lily nie mogłam spuścić bo tuż obok szosa, ale trudno.

Najgorsze jest to, że objazd w stronę powrotną nie był oznakowany i oczywiście kilka razy trzeba było się cofać, a mama jak zwykle "miała talent" i powiozła nas po najgorszej z możliwych, nie utwardzonej drodze... :P .

Grrr. Teraz stwierdziłam, że będę z psem jeździć tylko w znane miejsca :lol: .

Ale chociaż na tej łączce zrobiłam Lily kilka ładnych zdjęć. I panna nawet łapskami do wody weszła, co również zostało udokumentowane, bo to pierwszy raz w tym roku ;) .

A po powrocie trzeba było Rudej tyłek umyć, ja nie wiem, ona ma talent do wynajdywania tego co nie trzeba.

Czort - 17 Maj 2009, 16:37

draca-ena napisał/a:
ja nie wiem, ona ma talent do wynajdywania tego co nie trzeba.

Parę dni temu Sonisko (nie no, z tydzień temu) wytarzało mi sie dzień po pryskaniu fiprexem. A to się równa nie kąpaniu psa przez conajmniej dwa dni :twisted:

A dzisiaj psy znalazły jakąś skórę (?) i Sonia zaczęła to jesć, jak krzyknęłam to przestała, ale tak ohydnie to wygladało...
Kurczę, prawie codziennie, wieczorem jak siedzę przy kompie to gdzies po ręcę spaceruje mi kleszcz. Psy zabezpieczone, to tylk po wierzchu ich chodzą, a wpić to się chcą we mnie

draca-ena - 17 Maj 2009, 17:00

Czort napisał/a:
Parę dni temu Sonisko (nie no, z tydzień temu) wytarzało mi sie dzień po pryskaniu fiprexem. A to się równa nie kąpaniu psa przez conajmniej dwa dni


A brr, nie wyobrażam sobie takiego czegoś :D . Obroża pod tym względem lepsza, ściągam na czas kąpieli, zakładam jak sucz przeschnie. Ale dzisiaj to jej wymyłam tylko dupsko i to miejsce w którym się ufajdała na plecach, w końcu łeb miała czysty ;) .
Pachnie też nieszczególnie, bo mi się zapach Gottlieb'a nie podoba :P . Ale zawsze lepiej niż jakieś 'swojskie' gówienko :P .

W ogóle, jak padła, to dopiero teraz wstała po tym spacerze :D . Tak to sobie słodko chrapała, teraz się kręci od kuchni do pokoju i z powrotem :D .

Aga - 17 Maj 2009, 18:19

To mój chyba wczoraj z ojcem na spacerze zeżarł jakieś rzygoliny z workiem i dzisiaj cały dzień wymiotuje,tym workiem w ogródku i smaczkami po treningu[coś mi się wydawało że jakiś nie taki jest a tamtego nie widziałam :P ] w domu i myślałam że umrę jak to zacznę sprzątać - nie lubię tego robić ale teraz napił się ciepłej wody i został wygoniony na trawę gdyby chciał jeszcze walnąć pawia ]:->
draca-ena - 17 Maj 2009, 18:31

Aga, Roki to zawsze wpada w jakieś tarapaty. Tam się porani, tu zje coś Wybitnie Nieodpowiedniego :P . Uważaj Ty trochę na tego psa :lol: . Zartuję sobie, oczywiście :D .
Ciesz się, że masz go gdzie wygonić. Jakby się dziś takie coś Rudej wydarzyło to kiepsko... Podwórze mamy - i w sumie mogłaby tam sobie rzygać do woli, ale dzisiaj sąsiadka Komunię Św. miała i jest Impreza Wrzaskliwych Dzieci :mrgreen: i Rozgadanych Dorosłych :D . Nic, tylko stopery do uszu kupić :P .

haszczara - 18 Maj 2009, 17:48

Dzisiaj był niesamowity dzień. Wraz z Dzikim i Shel poszłyśmy do lasu. Dziki biegał sobie koło mnie, nagle postawił uszy i czmychnął w las. Za chwile było słychac jego szczekanie. Pobiegłam tam, zobaczyc co się stało, a on obszczekiwał małego liska. Szybko go z tamtąd zabrałam, na szczęście lis nie przejawiał agresjii czy wścieklizny. Uroki posiadania psa myśliwskiego. ^^ 8-)
Foxy - 24 Maj 2009, 13:01

My dzisiaj byłyśmy w parku.. Ludzi normalnie masakrycznie dużo.. Zdecydowanie wolę jeździć do parku tak, jak ostatnio: rano, koło 8-9, kiedy jeszcze jest chłodno i praktycznie nie ma ludzi, bo dzisiaj to: dzieci, rolkarze, rowerzyści, lekkoatleci, szkółka dla psów, faceci grający w golfa (!! ;D ), ludzie, którzy się opalają, no masakra.

Najbardziej mnie dzisiaj rozbawił jeden chłopiec, taki ze 4-5lat, idzie z ojcem i dziadkiem, ja idę z Foksią, ona na lince, a w pysku ma piłkę. On tak idzie, idzie, nagle staje, patrzy na Foksię i z takim głębokim namysłem do niej: "Bu!". Myślałam, że tam padnę ze śmiechu :mrgreen:
Na co tatuś do niego: nie strasz pieska :lol: A piesek nawet tego nie zauważył :P

Foxy - 27 Maj 2009, 23:13

Uff, udało nam się wyrwać dzisiaj na spacer, bo już normalnie obie z nudów dzisiaj umierałyśmy: za oknami laaaało i wiało od rana i poza szybkim siku, to żadnej możliwości na dłuższy spacer.
A poszłyśmy sobie teraz i przyjemnie, cicho, spokojnie, troszkę chłodno, ale to akurat lepsze niż duchota wieczorna, która była ostatnio.
A dodatkowo spotkałyśmy dwa jeże ;D Niestety, nie podzielały chęci Foksi do zabawy, a na jej jakże zachęcające kłapnięcie pyskiem zareagowały zwinięciem się w kuleczki, wobec czego wzięłam młodą, co by jeżyków nie stresować i spokojnie udałyśmy się na resztę spaceru. Oczywiście w drodze powrotnej Foksia MUSIAÂŁA koniecznie sprawdzić, co tam słychać u jej przyjaciół ;D

Margo - 28 Maj 2009, 12:44

My mieliśmy ostatnio bliskie spotkanie z panem policjantem,a nawet dwoma ;D Byłam sobie z kumpelą i Sokratesem w parku. Zdjęłam mu kaganiec i naszykowałam piłkę. W tym momencie podeszło dwóch policjantów z zapytaniem czemu pies jest bez kagańca. To mu odp,że w kagańcu trudno piłkę złapać i coś jeszcze ;D To poprosili żebym psu rzuciła i oni sprawdzą jaki on posłuszny. To ja miałam nogi jak z waty :mrgreen: ale kochana gadzina przyszła wręcz idealnie :P podziękowali i poszli przyczepić się do kogoś innego ;]
Ann94 - 28 Maj 2009, 14:44

ojj Margo nie zazdrosze, ale widocznie psiak umie wyczuć sytułacje :mrgreen:
Hessa - 30 Maj 2009, 20:31

U nas standard przy takiej pogodzie, komary tną, błotko mlaska pod butami i tylko patrzeć kiedy wywinę orła, cisza spokój, a tu nagle słyszę: :Nero! Noga! Nero! Noga! Nero! Nero! Noga! Ech...
Tadeusz - 2 Czerwiec 2009, 23:05

Wiam wszystkich, to moj pierwszy post (strasznie długi:-)). Znalazłem to forum, bo niestety dziś przelała się moja "spacerowa czara goryczy" i muszę podzielić się moimi troskami z innymi :-(
Może ktoś mi coś poradzi...nie wiem juz co robić...
Przeprowadziłem się na wieś - do jednej z podwarszawskich wsi, skuszony bliskością natury, piękną okolicą i ... zgodnie z zapewnieniami Pana, od którego kupowałem działkę, sąsiedzką życzliwością.
Nie wiem dlaczego, ale od początku czuję się nietolerowanym i niechcianym sąsiadem. Sąsiedzi z ulicy tylko wypatrują, kiedy przechodzę ja, albo ktoś z członków rodziny - żeby zrobić nam awanturę a przynajmniej "zwrócić grzecznie uwagę". Pretekstem są zawsze nasze dwa psy (suka 11 lat niewiele jej już życia zostało, pies 2 lata wesoły, niegroźny, choć wielki i może swoją wielkością budzić respekt). Fakt, codziennie chodzimy z naszymi psami na spacer. I tu zaczynają się schody. Część sąsiadów znienawidziła nas za to. Zupełnie tego nie rozumiem. Psy chodzą na smyczy (z wyjątkami, kiedy na ulicy jest zupełnie pusto, czasem ten młodszy jest spuszczany,ale zawsze z kimś ze smyczą). Pilnujemy, jak tylko się da, żeby nie załatwiały swoich potrzeb gdzie nie trzeba (no, czasem się zdaży katastrofa, a nie zawsze jest jak to sprzątnąć, bo przecież we wsi nie ma ANI JEDNEGO pojemnika na śmieci - o czym wiedzą wszyscy mieszkańcy i beztrosko wywalają potłuczone butelki, puszki, papiery i torby w krzaki - ale to pewnie jest ok, psia kupa jest be). Schodzimy wszystkim z drogi... a jednak to nie starcza.
Jedna kobieta, sama mająca dwa jamniki i wiecznie otwartą bramę (a może to jej sąsiadka?), przez którą wybiegają z wyciem na ulicę, zrobiła niesmaczne uwagi, że ona się boi i nie życzy sobie, żebym tędy chodził (droga powiatowa) - tylko postukałem się w czoło. Drugi sąsiad zarzucł mojej mamie, że specjalnie przyprowadza psy, żeby obsikiwały mu podmurówkę pod ogrodzeniem. Jego pies, wesoły rudy kundelek zawsze jednak wybiega przez dziurę w płocie i buszuje po całej okolicy - nie raz już tak bardzo przeszkadzał i rozpraszał tym moje psy, że musieliśmy wracać do domu. Murek jest obleśny i nigdy chyba nie pomalowany - ale cóż, specjalnie wyprowadzamy psa, żeby go obsikiwał... no oczywiście. (jego pies prawdopodobnie, nie jestem jednak pewien na 100%, zniszczył nam z 1,5 roku temu ogrodzenie, jak suka miała cieczkę, usiłował się do niej dostać - rozdarł siatkę od dołu)
Kolejna Pani znów wymyśliła, że nie możemy przechodzić obok jej domu, robimy to złośliwie i ona nie może przez to spać. Fakty były takie, że ona ma dwa psy (jak my), które są strasznie agresywne (zresztą jeden rzuca się na drugiego), i jak tylko kogoś widzą to niemiłosiernie ujadają - co ją budzi - no ale, czy to owtatecznie moja wina? Kolejna Pani wymyśliła, że nasze psy robią kupę na skrawek trawnika pomiędzy jezdnią a jej płotem - jest tam może ze 20 cm chwastów, NIGDY w tym miejscu się nie załatwiały - specjalnie zwracam na to uwagę, bo obok stoi "święta figura" i zawsze się bałem po prostu zlinczowania, gdyby pies tam zrobił choćby siusiu. Jak widzę miałem rację co do swoich obaw. Z tydzień/dwa temu facet z sąsiedniej ulicy przychrzanił się, że idziemy z psami jego prywatną drogą i cytuję "one tu srają" i on nam zabrania. Droga na wszystkich mapach jest zaznaczona jako publiczna, gmina ostanio utwardziła tam nawierzchnię (napewno za darmo na jego prywatnej to zrobiła, już w to uwierzę; zresztą psy tam nie s*ą bo robią to zawsze wcześniej w takich niczyich krzakach) To, że jego gołębie, które tam sobie chowa, s*ą na mój dach to już pewnie nie ważne. No a dzisiaj jeszcze inna kobieta przeszła już sama siebie. Mama szła sobie rano z psami, kobieta szła z naprzeciwka i wyjechała tak: "jak długo mamy się jezcze bać, jak pani tu chodzi z tymi psami?!" (droga powiatowa!, przy niej mieszkamy, nie może nam zabronić chodzenia - co, mamy fruwać?; obok jak zwykle latają luzem jamniki z sąsiedztwa). Mama na to w stylu :"proszę Pani, tu latają bezpańskie psy, ja swoich pilnuję" Ona: "ale to nie moje psy!" Mama: "czy moj pies kiedykolwiek przestraszył Panią, lub chociaz podszedł do Pani" Ona: "Nie, ale sam wygląd wystarczy"! Wtedy mamie puściły nerwy i powiedziała jej, że za wygląd to ją powini zamknąć. Może nie powinna była, ale jak się tych samych uwag słucha co dwa, trzy dni, to w końcu człowiek zaczyna czuć się osaczony i po prostu nerwy puszczają.
Czego oni oczekują, że się wyniesiemy?! Co myśmy im zrobili?! Może mi ktoś wutłumaczy, co kieruje takimi ludźmi, że wyjeżdzają z mordą i takie bzdury wygadują? Ja tego zrozumieć nie mogę...
Czy w tylko w mojej okolicy chorzy na psią fobię mieszkają? Wariactwo gorsze niż w centrum Warszawy! Tyle kiedyś słyszałem chłopskiej zawiści i nie wierzyłem. Teraz wierzę. Jak można taką niechęcią i złą wolą do sąsiadów zionąć. Skąd tyle złości i frustracji w ludziach?! Niezrozumienia, i braku tolerancji. Czy to "tylko" strach przez nich przemawia. Czego oni się boją? Ja się ich zaczynam bać, że mi psy otrują albo-co.
Choć muszę oddać sprawiedliwość, że na kilkanaście domów przy mojej ulicy, nieprzyjemności spotykają nas tylko ze strony mieszkańców czterech, góra pięciu. Z innymi mówimy sobie kulturalnie dzień dobry, czasem porozmawiamy. A i niektórzy specjalnie się zatrzymują, żeby zagadać, a to jaki ładny piesek, jaka rasa, czy dziecko może pogłaskać itp.
Czy tylko ja mam takie kopoty, czy inni psiarze też się z tym stykają?
Pozdrawiam
Tadeusz

Foxy - 2 Czerwiec 2009, 23:22

Tadeusz napisał/a:
Czy tylko ja mam takie kopoty, czy inni psiarze też się z tym stykają?
Nie, nie tylko Ty, tyle Ci powiem na pocieszenie ;)

Generalnie takie problemy pojawiają się zazwyczaj tam, gdzie ludzie nie widzą głębszego sensu posiadania psa, niźli taki, jak pies latający po podwórku ze wściekłym ujadaniem, albo taki, który lata po całej okolicy, ew. (to dotyczy bloków) wyjście na siusiu, kupkę i do domu.

Bo jak ktoś bardziej dba o psa, czyt. spełnia jego NORMALNE potrzeby takie jak spacer, dobra karma itp. to często jest uwazany za dziwoląga...

Zwłaszcza na wsi, gdzie bardzo rzadko się zdarza, żeby ktoś wychodził z psem na spacer, bo często panuje idiotyczny pogląd, że przecież pies 'ma podwórko/ogród', to po co mu spacery...

P.S. No i witam na forum ;) Przedstaw siebie i swoje psiaki w dziale 'Przedstaw się', a najlepiej załóż im galerię, ciekawa jestem co to za groźne zwierzaki sieją postrach pod Warszawą ;D

bjossa - 2 Czerwiec 2009, 23:31

poprostu jesteś ofiarą ludzkiej niewiedzy i wiary w mity. Z doświadczenia wiem, że bardziej zwraca sie uwagę na niemiłe komentarze niż na dobre słowo. I uważam, że jesli ktos mni nie szanuje to ja też nie musze go szanować. Zacznij się bronić, nie może być tak że wszystkim wszystko wolno a Twoje psy nie moga wyjśc z domu bo ktoś ma takie widzimisie. Jeśli psy są na smyczy lub w kagańcu to inni mogą sobie 'nie zyczyc', ale ciebie to może g... obchodzić ;)

Jesli kobieta od jamników mówi że sobie nie życzy aby twoje psy przechodizły koło jej posesji, to powiedz jej, że sobie nie życzysz tego typu uwag i niech lepiej się zajmie swoimi psami, które są na tyle niepilnowane że wybiegają poza posesję a Ty sobie tego NIE ÂŻYCZYSZ.

Nie dawaj po sobie jezdzic bo to sie nie skonczy. Jak ktos cie oskarża o to, że psy specjalnie sikają na murek powiedz : oczywiscie, ta posesja najbardziej im sie z toaleta kojarzy! ;)
Pani od ujadających psow powiedz że sobie NIE ÂŻYCZYSZ aby te psy ciągle ujadały i przeszkadzały Ci w odpoczynku ( jest taki przepis o uciążliwosci sąsiedzkiej).

Walcz z tą ludzką głupotą, bo inaczej jeszcze bardziej wejdą Ci na głowę. I nie przejmuj się że kogoś urazisz, ich to wyraźnie nie obchodzi że Tobie sprawiają przykrośc.



A tak dla pewnosci naucz psiaki brac pokarm tylko z lewej ręki, i dodatkowo zeby nie jadły nic w ogrodzie. Jedzenie tylko z psiej miski w domu, wszystko inne jest be ;)


widac ja mam gorszy od Ciebie charakter bo po jednym komentarzu bym nie odpusciła i specjalnie bym czekała az jamniki wybiegną poza posesje i zrobiłabym o to awanturę ;)

dzisiaj tez miałam sytuację z jakimś starym babskiem, które widząć mojego przykucniętego w krzakach psa ( Brutus nie lubi załatwiać sie na widoku, zawsze gdzies sie z tym kryje ;) ) powiedziała : Jak taki cielak nasra to jak krowa,czy ty nie masz wyobraźni?'. No to ja : ' nie przypominam sobie abym była z TOBÂĄ na TY. ( co jak co, ale jak młodzież szkola to ja nie wyglądam ;) ). Poza tym, jak TY się zalatwisz to to też nie znika w cudowny sposób. Zwykla fizjologia.' I oczywiscie baba coś tam gderając pod nosem poszla dalej. Ale czemu ja mam sie nie bronic skoro nie robię nic złego? Co ją to obchodzi jaką kupe mójpies robi? niech nie lata po krzakach to nie wdepnie ;)

więc Tadeusz, broń się. Wszystkie chwyty dozwolone. Ty MASZ PRAWO przechodzić koło kazdej posesji jaka Ci sie spodoba, obok kazdego trawnika i obok kazdego murku, i nikt nie moze Ci tego zabronić. A jesli ujadające psy szczekają tez w nocy bądz życzliwym sasiadem i wezwij Policję bo ktoś zakłuca ciszę nocną ;)

Arcana - 3 Czerwiec 2009, 08:40

Ech, mogę powiedzieć, że rozumiem poniekąd Twoją sytuację... Różnica polega na tym, że ja i mój pies mamy terror na własnym podwórku i ogrodzie (wspólnota rodzinna :evil: ). Właśnie jestem w szoku, bo mam prawo podejrzewać, że ktoś z najbliższej rodziny próbował otruć moją sukę w naszym ogrodzie... Wieczorem moja Saga znalazła kość z surowym mięsem na takim wysokim kwietniku (akurat żeby sobie swobodnie wzięła, natomiast stanowczo za wysoko dla jamnika i yorka mojej cioci...). Z początku wydało mi się to niedorzeczne, ale kto i po co kładłby surowe mięso do kwietnika (wszyscy w rodzinie wiedzą, że Saga je surowe mięso...)? Dzisiaj rano chciałam się przyjrzeć temu czemuś dokładnie, ale całość zniknęła... Dodatkowo przypomniałam sobie, ze wujek kilka dni temu pytał się mnie ni z tego ni z owego ile Saga waży? Po jakiego grzyba, przecież praktycznie wcale ze sobą nie rozmawiamy?? Właściwie jedyną "winą" mojej suki jest to, że po prostu "jest" - nie hałasuje, nie biega sama nigdzie, jak ktokolwiek jest w ogrodzie to bidula jest niestety zawsze uwiązana na lince, każda jedna kupka po niej jest sprzątnięta. Ale i to nie wystarcza najwyraźniej... :(
KW - 3 Czerwiec 2009, 09:18

Tak czytam i czytam i sobie myślę: 'Cóż Ty masz za psy które wzbudzają tyle emocji?'